Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Maj 05, 2024, 16:31:23


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: [1] 2 |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: HOLOKAUST - czyżby kant i manipulacja  (Przeczytany 14912 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« : Wrzesień 28, 2010, 18:33:45 »

Choć nie jestem zwolennikiem historii wojennej - wolę ją w ogólnym wydaniu, to poniższy artykuł bardzo mnie zaintrygował:

Kłamstwo oświęcimskie w żydowskim wydaniu
Autor: anzuma          2010-09-27 10:21:40

Czy Irving jest "negacjonistą"? Nie wiem i nie podejmuję się oceny. Na pewno jest rewizjonistą historii, a to akurat żadna zbrodnia w przypadku historyka. Więcej, rewizjonizm jest motorem napędzającym zdrową debatę historyczną, ale biorąc pod uwagę, że historię piszą zwycięzcy...

Wizyta Davida Irvinga w Polsce wywołała spory szum medialny. Zmobilizował wszystkie "zdrowe" siły stojące na straży prawomyślności i "praworządności" w kwestii Holokaustu. Czy Irving jest "negacjonistą"? Nie wiem i nie podejmuję się oceny. Na pewno jest rewizjonistą historii, a to akurat żadna zbrodnia w przypadku historyka. Więcej, rewizjonizm jest motorem napędzającym zdrową debatę historyczną, ale biorąc pod uwagę, że historię piszą zwycięzcy...

W każdym razie, dopóki będą obowiązywały kuriozalne przepisy kodeksu karnego, wymuszone przez Państwo Izraela poprzez swoje lobby na całym świecie, takie osoby jak Irving będą na cenzurowanym.

Nie o tym jednak chciałem. Zastanawia mnie przy okazji tego szumu medialnego stanowisko agend ADL w Polsce wobec innej osobistości, wręcz ikony i twórcy terminu "Holokaustu", Elie Wiesela.

Tego pana można z całą pewnością nazwać "kłamcą oświęcimskim". Tylko, że nikt go nie ściga, zaprasza się go na odczyty, za które kasuje ponoć po 25 tyś $... Historia "wyczynów" pana Wiesela, notabene laureata pokojowego Nobla, jest długa. Tutaj chciałbym przedstawić ją w dużym skrócie.

Węgierski Żyd, mieszkający obecnie w Australii Miklos Gruner w maju 1944 roku, w wieku 15 lat deportowany został z całą rodziną do Auschwitz-Birkenau. Rodzina została rozdzielona, matka z młodszym bratem wg Grunera została prawie natychmiast zgładzona. Sam Gruner z ojcem i starszym bratem zostali skierowani do przymusowej pracy w fabryce syntetycznego paliwa, należącej do IG Farben. Ojciec zmarł po sześciu miesiącach, a starszy brat został przeniesiony do obozu w Mauthausen.

Osamotnionym chłopcem zaopiekowali się dwaj starsi współwięźniowie, przyjaciele zmarłego ojca, bracia Lazar i Abraham Wiesel.

W ciągu następnych miesięcy Miklos Gruner i 31-letni Lazar Wiesel stali się przyjaciółmi.
Miklos nigdy nie zapomniał numeru obozowego wytatuowanego na przedramieniu Lazara: A-7713.

W styczniu 1945 roku, wobec nadciągającej Armii Czerwonej, więźniowie ewakuowani zostali do obozu w Buchenwaldzie. I tu ciekawostka, wybór Niemcy pozostawili więźniom. Mogli uciekać przed Rosjanami albo czekać na wyzwolenie obozu. Tysiące z nich wybrało ucieczkę z Niemcami, w "wyzwalanym" potem obozie zostali nieliczni.

Podczas ucieczki umiera ponad połowa więźniów, wśród nich także Abracham, starszy brat Lazara Wiesela.

W kwietniu armia amerykańska wyzwala Buchenwald i wśród ocalałych znajdowali się Miklos i Lazar. Po kuracji, Miklos emigruje do Australii.

Wiele lat później, w 1986 roku, Miklos został odnaleziony w Australii przez poważną szwedzką
gazetę i zaproszony do Szwecji by spotkać się "ze starym przyjacielem", Elie Wieselem.
Gdy Miklos odpisał, że nie zna żadnej osoby o tym nazwisku, odpowiedziano mu, że Elie Wiesel to ta sama osoba, którą poznał w obozie pod nazwiskiem Lazar Wiesel, numer obozowy A-7713... Miklos pamiętał jeszcze doskonale ten numer i z radością przystał na spotkanie.

Ze wspomnień Miklosa: "Byłem bardzo szczęśliwy na myśl, że ponownie zobaczę Lazara. Lecz gdy wylądowałem byłem ogromnie zaskoczony, zobaczyłem przed sobą człowieka, którego nie znałem! Nie mówił nawet po węgiersku, lecz po angielsku z silnym francuskim akcentem. Tak, więc nasze spotkanie trwało nie więcej niż 10 minut. Jako pamiątkę ze spotkania otrzymałem od tego człowieka książkę zatytułowaną "Noc", za autora, której się podawał.

W tamtym momencie nie wiedziałem jeszcze, co mam o tym myśleć, zakomunikowałem jednak, że przedstawiona mi osoba nie jest tym, za kogo się podaje!"

Miklos wspomina także, że podczas tego dziwnego spotkania, Elie Wiesel odmówił pokazania numeru obozowego, rzekomo wytatuowanego na przedramieniu.

Miklos:

"Po tym spotkaniu z Elie Wieselem przez dwadzieścia lat prowadziłem wszędzie poszukiwania i odkryłem, że człowiek o tym nazwisku nigdy nie był w nazistowskim obozie, nie figurował na żadnej liście więźniów".

Ponadto Miklos odkrył, że książka podarowana mu przez Wiesela w 1986 roku w Szwecji, za autora, której się podawał, w rzeczywistości została napisana po węgiersku w 1955 przez starego obozowego przyjaciela, Lazara Wiesela i opublikowana w Paryżu pod tytułem "A Vilàg Hallgat"
("Milczenie świata"). Książka została okrojona i przepisana po francusku i angielsku by zostać wydana pod francuskim tytułem "La Nuit" i angielskim "Night".

Elie Wiesel sprzedał 10 mln egzemplarzy "Nocy" na całym świecie i dorobił się Nobla, podczas gdy, jak utrzymuje Miklos, Lazar Wiesel, prawdziwy autor zniknął w tajemniczych okolicznościach...

"Wiesel nigdy więcej nie chciał się ze mną spotkać, mówi Miklos, osiągnął sukces, zarabia 25 tyś dolarów za 45-minutową konferencję o Holokauście. Poinformowałem oficjalnie FBI, że Elie Wiesel jest uzurpatorem, lecz nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. Zwracałem się także do Szwedzkiej Akademii Królewskiej, także bez żadnego rezultatu. Otrzymałem wiele gróźb śmierci, jeśli nieprzestane zajmować się tą sprawą, lecz ja już śmierci się nie boję. Zdeponowałem w czterech różnych krajach kompletne dossier, które zostanie upublicznione w przypadku mojej nagłej śmierci. Świat musi się dowiedzieć, że Elie Wiesel jest uzurpatorem i mam zamiar to powiedzieć w książce, którą zatytułuję "Historia Nagrody Nobla i skradzionej tożsamości".

Tyle o najsłynniejszym piewcy Holokaustu. Jest więcej takich udowodnionych przypadków konfabulacji i ordynarnych kłamstw mających na celu budowę i umacnianie "religii" Holokaustu.
Do bardziej znanych przypadków należy Jerzy Kosiński ze swoim "Malowanym ptakiem", Benjamin Wilkomirski (podający się zresztą za Żyda) z "Pamiętnikami z Auschwitz" czy słynne "Pamiętniki" Anny Frank. Wszystkie te "dzieła" zostały obsypane nagrodami i znalazły się wśród lektur obowiązkowych w całym zachodnim świecie.

Czy prawda potrzebuje podpierania się kłamstwem i kodeksem karnym?

http://interia360.pl/artykul/klamstwo-oswiecimskie-w-zydowskim-wydaniu,39098

http://spiritolibero.blog.interia.pl/

Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Torton
Gość
« Odpowiedz #1 : Wrzesień 28, 2010, 18:40:15 »

Cytuj
David Cole jest poszukiwaczem prawdy i uczciwym człowiekiem. W tym filmie dokumentalnym przedstawia wiele dowodów, że oficjalna historia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Auschwitz jest kłamstwem. David Cole jest Żydem, dlatego jego świadectwo jest tym bardziej wiarygodne.

Jest to dokument poddający w wątpliwość wiarygodność amerykańskich materiałów. Dowiemy się, że np. na oryginalnych rzekomo filmach widzimy komory gazowe w jednym z obozów, gdzie z całą pewnością komór nigdy nie było, a mydło z ludzi to też był chwyt propagandowy, co współcześnie przyznają nawet żydowscy historycy.

Prawda za bramami Auschwitz. Film jest podzielony na 6 części, pozostałe części można znaleźć po wejściu na stronę po prawej stronie.
<a href="http://www.dailymotion.pl/swf/video/xdf6p4?additionalInfos" target="_blank">http://www.dailymotion.pl/swf/video/xdf6p4?additionalInfos</a>
http://www.dailymotion.pl/video/xdf6p4

Cytuj
Holo zdjęcia:

http://c.wrzuta.pl/wi11157/216fc60f002663764c97a466/0/1

http://c.wrzuta.pl/wi8063/a5352e6b0003c11a4c97a48f/0/2

http://c.wrzuta.pl/wi895/0b3ac638002809bf4c97a4b4/0/3

http://c.wrzuta.pl/wi6382/67660ac80013154b4c97a52c/0/4

http://c.wrzuta.pl/wi8040/4095f3a8000390744c97a54a/0/5

http://c.wrzuta.pl/wi17141/dc8c4ad60004ead24c97a594/0/6

http://c.wrzuta.pl/wi19978/3ef90e2f002304c74c97a5df/0/7

http://c.wrzuta.pl/wi2603/74cffe52000d0a4e4c97a60d/0/8

http://c.wrzuta.pl/wi11626/a2ddbde7000792444c97a6b4/0/9

http://c.wrzuta.pl/wi5372/ecbf525e000ce4084c97a70e/0/10

http://c.wrzuta.pl/wi2059/fb9784af0010c8cd4c97a734/0/11

http://c.wrzuta.pl/wi12803/7683f5a0002d494e4c97a7ad/0/12

http://c.wrzuta.pl/wi19705/40404fe4000a6f754c97a7d7/0/13

http://c.wrzuta.pl/wi15456/025dd7af002906564c97a7fd/0/14

http://c.wrzuta.pl/wi7559/01776476000a2fc74c97a819/0/15

http://c.wrzuta.pl/wi14169/4f90ac36000abcce4c97a83a/0/16
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 28, 2010, 18:43:02 wysłane przez Torton » Zapisane
Torton
Gość
« Odpowiedz #2 : Wrzesień 28, 2010, 21:41:20 »

Cytuj
Jak i dlaczego „porządny człowiek” stał się Nazistą? Historia spisana przez Amerykańskiego dziennikarza pochodzącego z rodziny niemieckich Żydów. Milton Mayer otwiera przed czytelnikiem okno z fascynującym widokiem na życie, myśli i emocje ludzi wplątanych w proces tworzenia się ruchu Nazistowskiego w przedwojennych Niemczech. To książka, która powinna ludzi sprowokować do zatrzymania się na moment i chwili zamysłu – nie tylko o Niemcach, lecz również o sobie samym.


„Myśleli, że są wolni. Niemcy 1933 – 45.”
Milton Mayer


Od autora

Rozbieżność pomiędzy wyobrażeniem jakie miało większość Niemców o państwie które budowali, a przerażającą rzeczywistością Trzeciej Rzeszy zmusza do zadania najbardziej intrygującego pytania naszych czasów: “Jak coś takiego jak holokaust mogło wydarzyć się w nowoczesnym, uprzemysłowionym, wyedukowanym społeczeństwie? Poszukiwanie odpowiedzi na to enigmatyczne pytanie leży u podstaw mojego zainteresowania Trzecią Rzeszą.

Przedstawiony poniżej fragment jest jednym z najbardziej wnikliwych jakie dotąd odkryłem. Dzielę się nim z Wami – przekażcie go dalej – ku pamięci [ku przestrodze].


Lecz wówczas było już za późno

“Czego wydawało się nikt nie zauważył” - powiedział mój kolega, filolog “była rosnąca po 1933 rokiem przepaść, pomiędzy rządem i ludźmi. Pomyśleć tylko jak wielka była ta przepaść już wcześniej w Niemczech. Z czasem stawała się ona już tylko większa. Mówienie, że rząd jest wybrany przez ludzi, że to prawdziwa demokracja, ani zaangażowanie w obronę cywilną, czy nawet udział w wyborach, wcale nie sprawiają, że ludzie stają się swojemu rządowi bliscy. Wszystko to tak na naprawdę ma niewiele lub nie ma nic wspólnego z poczuciem, że ma się władzę.

Co się tu stało to to, że stopniowo ludzie przyzwyczaili się, do bycia rządzonym z zaskoczenia; do otrzymywania decyzji opracowanych w sekrecie; wierzenia w to, że sytuacja była tak skomplikowana, że rząd musiał działać w oparciu o informacje, których ludzie by i tak nie zrozumieli, lub tak niebezpiecznych, że nawet jeżeli by zrozumieli to i tak nie mogły zostać ujawnione ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Poczucie identyfikacji z Hitlerem, zaufanie jakim go darzono, pomagało powiększać tą przepaść i zarazem uspakajało tych, którzy w innych okolicznościach zaczęli by się denerwować.

To oddzielenie się rządu od ludzi, ta rozszerzająca się przepaść, rosła stopniowo i zupełnie niewyczuwalnie, każdy krok był zamaskowany (możliwie, że nawet nie celowo) jako tymczasowa nagła konieczność lub związana z prawdziwie patriotycznym hołdem lub prawdziwie społecznym celem. A wszystkie te kryzysy i reformy tak pochłonęły ludzi, że przestali zauważać powolny ruch za tą fasadą, ten cały proces oddalania się rządu coraz dalej i dalej.

Zrozumiesz mnie jeżeli powiem, że mój średniowysoki niemiecki były moim życiem. Był dla mnie wszystkim na czym mi zależało. Byłem nauczycielem, specjalistą. I nagle, gdy sytuacja na świecie się zmieniła, przydzielono mi całkiem nowe zadania: spotkania, konferencje, wywiady, ceremonie i przede wszystkim wypełnianie stosów papierów: raportów, bibliografii, list, kwestionariuszy. A do tego wszystkiego dochodziły wymagania wspólnoty, do uczestnictwa w czymś czego wcześniej nie było w ogóle lub było całkiem nieistotne. Były to zbędne, korowody, które tylko pochłaniały człowiekowi energię i odciągały od tego co na prawdę chciał robić. Jak widzisz, wówczas było bardzo łatwo nie myśleć o rzeczach fundamentalnych. Człowiek po prostu nie miał na to czasu.”


- To są słowa mojego przyjaciela, piekarza: “Człowiek nie miał czasu na myślenie. Działo się tyle rzeczy.”

“Twój przyjaciel, piekarz miał rację. Dyktatura i cały proces jej ustanawiania był przede wszystkim całkowicie rozpraszający. Był doskonałą wymówką by nie myśleć dla ludzi, którym i tak nigdy nie chciało się myśleć. I nie mówię tu tylko o twoim “przeciętnym człowieku” - piekarzu i innych mu podobnych; Mówię tu o moich kolegach i o sobie - człowieku uczonym przypominam. Większość z nas nie chciała myśleć o rzeczach fundamentalnych i nigdy nie musiała. Nie było potrzeby. Nazizm podsuwał nam banalnie proste, fundamentalne rzeczy nad którymi musieliśmy myśleć – byliśmy uczciwymi ludźmi – a niekończące się zmiany i kryzysy sprawiały, że byliśmy nieustannie zapracowani ale zarazem zafascynowani… tak, zafascynowani machinacjami „wrogów narodu”, zewnętrznych i zewnętrznych, tak że nikt z nas nie miał czasu na myślenie o tych wstrętnych rzeczach, które powoli narastały wokół nas. Wydaje mi się, że podświadomie, byliśmy wdzięczni. Kto by chciał myśleć?

Życie w momencie zachodzenia takich zmian oznacza niemożność dostrzeżenia ich – postarajcie się mnie zrozumieć – trzeba by być na znacznie wyższym poziomie świadomości i przenikliwości politycznej, niż ktokolwiek, z nas miał okazję osiągnąć. Każdy krok był tak mały, tak pozbawiony poważnych konsekwencji, tak dobrze uzasadniony lub w innych przypadkach „nieodżałowany”, że trzeba było być od samego początku oderwanym od tego procesu, rozumieć, że wszystko było od początku zamierzone, by wiedzieć do czego te wszystkie „małe środki”, których żaden „niemiecki patriota” nie mógł nie poprzeć muszą pewnego dnia doprowadzić. Nie było to bardziej dostrzegalne niż wzrost kukurydzy na polu. Pewnego dnia po prostu jest nad twoją głową.

Jak mają zwykli ludzie tego uniknąć? Nawet dobrze wykształceni zwykli ludzie? Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Do dziś nie znalazłem odpowiedzi na to pytanie. Wiele, wiele razy od kiedy to wszystko miało miejsce przytaczałem dwie maksymy: „Principis obsta” i „Finem respice” – „Opieraj się początkom” „bierz pod uwagę koniec”. Lecz człowiek by stawiać opór musi najpierw przewidzieć zakończenie lub choćby dostrzegać początki. Człowiek musi widzieć koniec jasno i wyraźnie, a jak to ma być możliwe w przypadku zwykłego człowieka czy też nawet „niezwykłego człowieka”? Sprawy mogły się zmienić zanim potoczy się tak jak się potoczyły. Nie zmieniły się, ale mogły się zmienić. I wszyscy liczyli na to „może”.

Ty „mały człowiek”, twoi przyjaciele Naziści, nie byli w zasadzie przeciwni Narodowemu Socjalizmowi. Ludzie jak ja, stanowili większe zagrożenie od innych, nie dlatego, że my wiedzieliśmy więcej (to było by za dużo powiedziane) lecz dlatego, że lepiej przeczuwaliśmy. Pastor Niemoller przemawiał do tysięcy ludzi takich jak ja mówiąc, że:

kiedy Naziści zaatakowali komunistów poczuł się trochę nieswojo, ale w końcu nie był komunistą, więc nie zrobił nic; potem zaatakowali socjalistów, i poczuł się jeszcze bardziej nieswojo, lecz jak poprzednio ponieważ nie był socjalistą, więc nie zrobił nic; później zaatakowali szkoły, prasę, Żydów itd. I za każdym razem czuł się coraz bardziej nieswojo, lecz nadal nic nie robił. Pewnego dnia Naziści zaatakowali kościół, a ponieważ był duchownym, coś w końcu zrobił – lecz wówczas było już za późno.

„Widzisz” - mój kolega kontynuował – „człowiek nie wie dokładnie gdzie i jak zacząć. Uwierz mi, to prawda. Każdy akt, każda okazja, jest gorsza niż ta poprzednia, lecz gorsza tylko o drobinę. Czekasz na następną i następną. Czekasz na tą wielką szokującą okazję, sądząc, że inni kiedy taki szok nadejdzie połączą z tobą siły i w jakiś sposób wspólnie będziecie stawiać opór. Nie chcesz działać, czy nawet mówić nic samemu, nie chcesz zboczyć z własnej drogi i narobić sobie kłopotów. Dlaczego nie? – Nie masz tego w zwyczaju. I nie powstrzymuje cię tylko strach - strach stania samotnie - to również autentyczna ogromna niepewność.

Niepewność to bardzo istotny czynnik i z czasem, zamiast maleć narasta. Na zewnątrz, na ulicach, w całej społeczności „wszyscy są szczęśliwi”. Człowiek nie słyszy protestów, a już tym bardziej żadnych nie widzi. Wiesz, we Francji, we Włoszech pojawiały by się na ścianach i murach slogany przeciwko państwu; w Niemczech, nawet po za większymi miastami nie było nawet tego. W społeczności uniwersyteckiej, naszej własnej społeczności, rozmawiasz prywatnie z przyjaciółmi, z których część z pewnością myśli podobnie jak ty; ale co oni odpowiadają? Mówią: „nie jest tak źle” lub „wydaje ci się” albo „jesteś alarmistą”.

I rzeczywiście. Jesteś alarmistą. Mówisz, że to musi doprowadzić do tego, ale nie możesz tego udowodnić. To są początki, tak; ale skąd masz mieć pewność skoro nie znasz końca? A w jaki sposób możesz znać lub choćby domyślać się jaki będzie koniec? Z jednej strony nękają cię twoi wrogowie, prawo, reżim, partia. Z drugiej strony twoi koledzy wyszydzają cię jako pesymistę lub nawet neurotyka. Zostajesz z grupą najbliższych przyjaciół, ludźmi którzy zawsze myśleli tak jak ty.

Lecz twoich przyjaciół jest coraz mniej. Niektórzy gdzieś odjechali, inni pogrążyli się w swojej pracy. Nie widujesz ich tak wielu na zjazdach i zebraniach. Nieformalne grupy stają się coraz mniejsze; uczestnicy odchodzą z małych organizacji, a same organizacje zanikają. Teraz w małych zlotach twoich najstarszych przyjaciół, masz wrażenie jakbyś mówił do siebie, jakbyś był odizolowany od rzeczywistości. To jeszcze bardziej osłabia Twoją pewność siebie. Staje się coraz bardziej oczywiste, że jeżeli masz zamiar coś zrobić musisz stworzyć okazję do tego, a wówczas oczywiście staniesz się mąciwodą. Więc czekasz... i czekasz.

Lecz ta jedna wielka szokująca okazja, która sprawi, że setki tysięcy ludzi przyłączy się do Ciebie nigdy nie nadchodzi. W tym cały problem. Jeżeli ten ostatni najgorszy akt całego reżimu nadszedłby zaraz po pierwszym najmniejszym, tysiące ludzi, ba, miliony były by wystarczająco zszokowane. Np. gdyby gazowanie Żydów w ’43 stało by się natychmiast po „Kryształowej Nocy” w ’33. Lecz oczywiście nie tak to się stało. Pomiędzy tymi wydarzeniami postawiono setki drobnych kroczków, niektóre niemal niewyczuwalne, każdy następny przygotowywał cię do tego by nie przeżyć szoku kiedy przychodził następny. Krok C nie jest tak dużo gorszy niż krok B, a skoro nie stawiałeś się przy kroku B, to dlaczego miał byś się stawiać przy C? Lub przy D?

I pewnego dnia, gdy jest już za późno, twoje zasady (jeżeli kiedykolwiek byłeś na nie wyczulony) powracają do Ciebie. Ciężar systemu samousprawiedliwień stał się zbyt ciężki i jakiś drobny incydent - w moim przypadku mój mały synek, mówiący „Żydowska świnia” - sprawia, że w jednej chwili całość wali się na ciebie i widzisz, że wszystko, wszystko się zmieniło i to zmieniło się całkowicie, tuż pod twoim nosem. Świat w którym żyłeś, twój naród, twoi rodacy to zupełnie nie ten sam świat w którym żyłeś. Wszystkie formy są tam nadal, wszystkie nietknięte, wszystkie pokrzepiające. Domy, sklepy, praca, przerwy obiadowe, odwiedziny, koncerty, kina, święta. Zmieniła się atmosfera, którą przez cały czas myliłeś z formą. Żyjesz teraz w świecie nienawiści i strachu, a ludzie którzy odczuwają nienawiść i strach sami nawet o tym nie wiedzą; kiedy wszyscy są odmienieni, wówczas nikt nie jest odmieniony. Żyjesz teraz w systemie, który rządzi bez żadnej odpowiedzialności, nawet przed Bogiem. System sam w sobie nie koniecznie musiał być od początku zamierzony, lecz by utrzymać się zmuszony był pójść tą drogą dalej, aż do końca.

Niemal całą drogę przeszedłeś sam. Życie to ciągły proces, strumień, a nie kolejność aktów i wydarzeń. Wpłynęło na nowy poziom niosąc cię ze sobą, bez żadnego wysiłku z twojej strony. Na tym nowym poziomie żyjesz, żyłeś wygodniej z każdym dniem, z nową moralnością, nowymi zasadami. Zaakceptowałeś rzeczy których nie zaakceptowałbyś jeszcze pięć lat temu, rok temu, rzeczy których twój ojciec (nawet w Niemczech) nie był by w stanie sobie wyobrazić.

Nagle wszystko wali się na raz. Zaczynasz dostrzegać kim jesteś, co zrobiłeś, a dokładniej, czego nie zrobiłeś - bo wszystko co było potrzebne to to by większość z nas nie zrobiła nic. Pamiętasz te poranne spotkania wydziału na uniwersytecie, w czasie których kiedy jeden wstawał, wówczas wszyscy musieli wstać, ale nie wstał nikt. Drobna rzecz, zatrudnienie tego lub innego człowieka, i zatrudniłeś tego zamiast tamtego. Teraz pamiętasz to wszystko i twoje serce się łamie. Za późno. Stałeś się upośledzony na zawsze.

Co w tedy? Musisz się zastrzelić - kilku tak uczyniło. Lub “dostosować” swoje zasady - wielu próbowało, i wielu moim zadaniem się udało - mi nie. Lub nauczyć się żyć do końca życia ze swoim wstydem. Wielu Niemców stało się takimi „bohaterami”, dużo więcej niż się światu zdaje.”

“Mogę ci opowiedzieć” - mój kolega kontynuował – „o człowieku mieszkającym w Leipzig, sędzi. Nie był Nazistą bardziej niż inni, ale z pewnością nie był anty-Nazistą. Był zwyczajnym sędziom. W ’42 czy ’43, chyba to było na początku ’43 roku, prowadził rozprawę Żyda, którego podejrzewano o „kontakty” z aryjską dziewczyną. To było „przestępstwo rasowe”, coś co Partia wyjątkowo skrupulatnie karała. Sędzia miał jednak możliwość oskarżyć tego człowieka o przestępstwo „nie rasowe” i posłać go na długi czas do zwykłego więzienia, w ten sposób ratując go od „postępowania” partyjnego, które mogło by oznaczać obóz koncentracyjny, lub bardziej prawdopodobnie, deportację i śmierć. Lecz człowiek ten w opinii sędziego nie był winny zarzutów „nierasowych” i w ten sposób ten „okrutny” sędzia uniewinnił go. Oczywiście Partia aresztowała Żyda jak tylko ten opuścił salę sądową."

- A sędzia?

“Tak, sędzia... nie potrafił pozbyć się z sumienia tej sprawy. Wyobrażasz sobie? Sprawy, w której uniewinnił niewinnego człowieka. Był przekonany, że powinien skazać go i uratować przed Partią, lecz jak mógł skazać niewinnego? To go prześladowało coraz bardziej i musiał zacząć o tym mówić, najpierw swojej rodzinie, później przyjaciołom. Tak słyszałem. Po puczu w ’44 został aresztowany. Potem nie wiem co się z nim stało.

Kiedy już zaczęła się wojna, opór, protesty, krytyka, narzekania, wszystko pociągało za sobą znacznie większą szansę na karę ostateczną. Co więcej, brak entuzjazmu lub choćby nieokazywanie go publicznie był oznaką defetyzmu . Zakładałeś, że gdzieś tam istnieje lista osób, z którymi Partia rozprawi się później, po zwycięstwie. Goebbels był bardzo sprytny również pod tym względem. Bez przerwy obiecywał „zwycięską orgię” w której „weźmie się” za tych, którym wydawało się, że ich „zdradzieckie nastawienie” nie zostanie dostrzeżone. I nie żartował. To nie była tylko propaganda. I to wystarczało by położyć kres wszelkiej niepewności.

Kiedy zaczęła się wojna, rząd mógł uczynić wszystko co było “niezbędne” by ją wygrać; tak też było w “ostatecznym rozwiązaniem” problemu Żydowskiego, o czym Naziści zawsze mówili ale nigdy nie mięli odwagi się podjąć. Ludzie za granicą, którzy sądzili, że wojna przeciwko Hitlerowi pomogła by Żydom, mylili się. Ludzie w Niemczech, którzy gdy wojna się zaczęła nadal myśleli o narzekaniu, protestach i oporze, stawiali na to, że Niemcy wojnę przegrają. To był długi zakład. Niewielu go przetrwało.”

Źródło: http://prawda2.info/viewtopic.php?t=2311
Zapisane
kamil771
Gość
« Odpowiedz #3 : Październik 08, 2010, 17:54:22 »

 Witam;
 czytam i własnym oczom nie wierzę, różnych rzeczy mogłem się spodziewać na tym forum,ale to już już przekracza wszelkie granice. Nie wiem czemu żaden z forumowiczów nie zareagował na to co napisał Dariusz ( wódz) i nasza maskotka forumowa-Tortuś.
A podobno tylu jest tutaj mądrych i wykształconych ludzi, dziwne...

Myślę,że nie ma sensu rozpisywanie się na ten temat,bo o II wojnie światowej, zagładzie żydów można by pisać godzinami,więc napiszę coś od siebie;


Jak można powtarzać takie bzdury za Davida Irvingiem? To jest oszust,który manipuluje ludźmi i zarabia na tym mnóstwo pieniędzy,
pewnie pamiętacie,że zorganizował on wycieczkę do polski, aby uczyć swoich podopiecznych własnej historii II wojny światowej i każdy z uczestników tej "wycieczki" zapłacił Irvingowi kilka tysięcy funtów. Nie wiem ile dokładnie osób wybrało się z nim do Polski,ale przykładowo jeśli pojechało 20 osób razy 5 tys. funtów= 100 tysięcy funtów.
Bez komentarza.

Do "tego czegoś" co podał Tortonek nawet nie mam zamiaru się odnieść bo to są takie bzdury,ze aż głowa boli.

Nawet najwięksi zbrodniarze hitlerowscy nigdy nie negowali tego,że wymordowali w okupowanej Europie miliony żydów ( procesy Norymberskie i nie tylko )
Konferencja w Wannsee - mówi to wam coś?
albo np Raport Stroopa?
też pewnie nie....
Nikt z rozsądnych ludzi,niezależnie jakiego jest pochodzenia,wyznania,opcji politycznej,nie neguje holokaustu.
Są wyjątki które można policzyć na palcach jeden ręki,ale to są ludzie którzy zarabiają na tym spore pieniążki, są znani,występują w telewizji itp.
o to im chodzi,o nic więcej,dla mnie nie są warci nawet splunięcia;
 
Obozy koncentracyjne,getta głód ,masowe rozstrzeliwanie, pochłonęły wiele milionów istnień,
można o tym opowiadać i opowiadać/.

Wybierzcie się do Oświęcimia,ja byłem.
Widziałem tony włosów ludzkich,setki walizek,protez,okularów i wiele jeszcze innych rzeczy.
Widziałem komory gazowe,widziałem setki zdjęć z wychudzonymi do kości ludźmi,

Mój pradziadek był w Oświęcimiu, jako jednemu z nielicznych udało się uciec z tego piekła,przeżył wojnę, także darujcie sobie panowie,naprawdę, wstyd mi za was.
Ciekawe czy mielibyście tyle odwagi żeby spojrzeć mojemu pradziadkowi w twarz i powiedzieć mu to samo co tutaj piszecie na forum.

Pamiętam jak w rocznicę wyzwolenia KL Auschwitz jeden z byłych więźniów powiedział;
najgorsze było to, że nie byłeś traktowany jak istota ludzka, zwłaszcza jeżeli byłeś Żydem i dlatego, że byłeś Żydem, byłeś traktowany nawet nie jak zwierzę. Byłeś insektem - wszą, mendą, pluskwa, karaluchem...”

Zastanówcie się nad sobą,wszyscy....
« Ostatnia zmiana: Październik 08, 2010, 20:50:31 wysłane przez kamil771 » Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #4 : Październik 08, 2010, 20:15:38 »

Popieram Twoj apel i negacje zaprzeczenia holokaustu Kamil 771,oczywiscie ze on byl ,oczywiscie ze totalnie pozbawiono Czlowieka godnosci Ludzkiej w obozach koncentracyjnych , ktorych istnienie w czasie wojny  jest niezaprzeczalnym faktem.
Odebrano mu tam zdrowie i zycie , nie pozwalajac nawet umrzec z godnoscia.

Moja ciotka rowniez przezyla Oswiecim -Brzezinke , miala wspomnienia , ktorymi nie chciala sie dzielic z nikim. Byly tak bardzo okrutne iz usilowala je wymazac ze swojej pamieci.
Bulwersowalo ja robienie kariery artystycznej przez ludzi , ktorzy nie doswiadczyli tego bolu , cierpienia i ponizenia Czlowieka.
Nikt i nic nigdy nie bedzie w stanie oddac ludzkiego przezycia tego koszmaru.

Ale nie mozna zaprzeczac istnienia tych "fabryk smierci" , ktore stworzyl czlowiek dla Czlowieka.
Jest to uwlaczajace pamieci tych wszystkich tak bestialsko zbeszczeszczonych i pomordowanych Ludzi.

Pamiec o wszystkich miejscach tych okrutnych mordow , oraz holokaustu Zydow i Cyganow powinna przetrwac w swiadomosci ludzi , by nigdy wiecej nikomu nie przyszlo do glowy powtorzyc ten nieludzki scenariusz.

Nie wiem kto wymysla takie  historie o nieistnieniu holokaustu , o zaprzeeczeniu istnienia obozow koncentracyjnych?

Ale wiem iz robia to ludzie ktorzy nie szanujac tamtych ludzi , ktorzy zgineli w tak okrutny sposob nie szanuja samych siebie.

Jest to bardzo przykre, bowiem , byc Zydem  czy Cyganem to jest tak samo godne , jak byc Polakiem , Francuzem , czy Anglikiem.
Kto tego jeszcze nie zrozumial nie pojol sensu zycia , ni jego daru , ktorym obdarowal Stworca WSZYSTKICH LUDZI IDETYCZNIE.


Kiara Uśmiech Uśmiech
« Ostatnia zmiana: Październik 08, 2010, 20:21:27 wysłane przez Kiara » Zapisane
soook
Gość
« Odpowiedz #5 : Październik 08, 2010, 20:35:16 »

Kiaro   Kto napisał scenariusz holokaustu ? Kto reżyserem był ? Kto aktorem?
Kto wziął śmierć ludzi w drugiej wojnie światowej ?
Wszystkich istnień . Wiesz ?
 
 .
Zapisane
Tenebrael
Gość
« Odpowiedz #6 : Październik 09, 2010, 06:16:41 »

Cóż, o ile z większością wypowiedzi Kamila zdecydowanie się NIE zgadzam, o tyle tutaj nie pozostaje mi nic innego, jak przyznać mu całkowitą rację. Również jestem zszokowany, jak można wierzyć w takie brednie, skoro istnieje nie tylko wiele dowodów rzeczowych, ale cała masa relacji świadków, którzy w Oświęcimiu byli (i nie mówię tu o jakichś dorobkiewiczach, którzy zgarniają szmal za wywiady, ale zupełnie szarych ludziach).

Zresztą, sam znam relacje "z pierwszej ręki" z rodziny, więc takie odmóżdżanie ludzi jest dla mnie po prostu nie do przyjęcia.
Zapisane
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #7 : Październik 09, 2010, 06:25:16 »

moja babcia, która jeszcze żyje- była w 3 obozach konc., i dodatkowo przed samym końcem wojny na robotach w III-rzeszy,-
tak więc jak by David Irving do mnie coś takiego powiedział- to chyba dałbym mu w pysk bez tłumaczenia.
Na to żyją jeszcze świadkowie panie Irving!
« Ostatnia zmiana: Październik 09, 2010, 07:00:46 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."