Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Sierpień 23, 2014, 12:26:53


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: 1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 [26] 27 28 |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Aborcja - tak/nie?  (Przeczytany 67034 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
banita
Gość
« Odpowiedz #625 : Wrzesień 09, 2010, 20:48:41 »

Dla Ciebie, Chanel.
Nie chcę uczestniczyć w Naszym forum. Może to potrwać jakieś półtora roku.
Jednak chcę, żebyś zrozumiała mój dynamizm językowy, dot. Kamila.
Nie obrażam. Nie muszę.
Jednak, kiedy jednostka, stawia na szalę swój umysł i w opozycji serce emocjonalne, zobowiązana jestem zareagować, by Istota dostała pouczenie w tym czasie i przestrzeni.
Nie oznacza to, że Kamil jest be.
Oznacza to, że mając możliwość wyboru i odpowiednie do tego przygotowanie, wolał powiedzieć za Was- WYPIERDALAJ stąd...
Pozdrawiam-Ewa

Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #626 : Wrzesień 09, 2010, 20:52:18 »

Jak to "za Was"? W żadnym przypadku proszę nie podciągać mnie zarówno pod słownictwo jak i poglądy Kamila771.

Natomiast wulgaryzm jest zawsze obraźliwym, bez względu na teorię jaką sobie do tego dorabiamy.


edit:
Chanell, założyłem - myślę, że dosyć logicznie - że przeczytałaś posty powyżej swojej wypowiedzi, zwłaszcza, że odnosisz się do ich treści.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 09, 2010, 20:55:23 wysłane przez arteq » Zapisane
chanell

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #627 : Wrzesień 09, 2010, 20:59:45 »

Nigdy w życiu nie powiedziałabym do nikogo takich słów Saro.Wcale mi nie przeszkadzasz na forum,choć nie we wszystkim się z toba zgadzam.Czy ja ci kiedys dałam odczuć że nie chcę cię na tym forum.Dlaczego piszesz "was" 
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
banita
Gość
« Odpowiedz #628 : Wrzesień 09, 2010, 21:05:10 »

Rozjaśnienie-
Mam juź dosyć twoich wypowiedzi! Wyp........ z tego tematu!
Nie rozumiesz,ze nikt nie chce słuchać twoich niczego nie wnoszących wiadomości,
 Zły
Zapisane
Torton
Gość
« Odpowiedz #629 : Wrzesień 09, 2010, 21:06:35 »

Zostań na forum.

Cytuj
Nie daj się zepchnąć z właściwej drogi, nawet przez idących w tym samym kierunku.
Zapisane
kamil771
Gość
« Odpowiedz #630 : Wrzesień 09, 2010, 21:22:38 »


Kamil771, ośmieszasz się i udowadniasz, że nie można z Tobą wymieniać poglądów - rzucanie przekleństw gdy nie staje argumentów - jest niedopuszczalne. Nie oczekuj, że będziesz poważnie traktowany.

Sam przecież dyskutowałeś na forum z Sarą (np w tym temacie) i dobrze wiesz,że nie można było z nią normalnie prowadzić rozmowy,na żadne argumenty nie była w stanie rzeczowo odpowiedzieć,no chyba,ze takie "kontrargumenty jak np ten
Zależy,jaka siłę mają Twoje jajeczka i plemniki... uważasz za odpowiednią.
Takich "uduchowionych oszołomów" jest więcej na tym forum.
Zdaje sobie sprawę,że większość osób na tym forum nie lubi mnie,ale nie będę z tego powodu rozpaczał,najważniejsze,żeby być szczęśliwym i szanowanym w realu,a nie w sieci,nie mam zamiaru nikomu tutaj przytakiwać i mówić tak,zgadzam się z tobą. dobrze mówisz,masz rację, mając całkiem odmienny pogląd w takiej czy innej kwestii.
Piszę to co myślę,wyrażam swoje zdanie,i w realu jeżeli będzie trzeba np w temacie kary śmierci,czy rodzin wielodzietnych ( w tym przypadku po zapoznaniu się z dokładną historią) przedstawię taką samą opinie jak tutaj,wiem,że mogę mnie spotkać konsekwencje,- trudno.


Nie można zasłaniać się wiekiem - jeżeli nie dorosło się do pewnych spraw nie należy się w nie wpychać.

Nigdy nie zasłaniałem się wiekiem więc nie wiem o co Ci chodzi,jeżeli nie dorosłem do pewnych spraw do po co ze mną piszesz?
Przyznaję,ze czasami łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi,i reaguje w taki a nie inny sposób,ale czasem inaczej po prostu się nie da.
Pomimo,ze mamy często odmienne opinie,sprzeczne poglądy,to cenię Cię za opanowanie,spokój,i za wiele mądrych postów na tym forum,za to,że nie dajesz się sprowokować,a jest się z kim użerać,ale nie pozwolę,na to żeby ktoś dyktował mi w których tematach mam się wypowiadać a w których mam milczeć,w czasie gdy jestem aktywny na tym forum,i czas mi na to pozwoli będę reagował na  posty w drażliwych dla mnie tematach,i gdy ktoś będzie atakował mnie i moje poglądy w danym temacie-odpowiem,



.Sama nie wiem jak ja bym zareagowała ,kiedy kazano by mi w.........z forum.
hnm

Wyraźnie napisałem z tego tematu a nie z tego forum,wiem,że nie było to kulturalne zachowanie z mojej strony,ale mój rozmówca wręcz prosił się o takie potraktowanie.

EDIT
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 09, 2010, 21:55:44 wysłane przez kamil771 » Zapisane
chanell

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #631 : Wrzesień 09, 2010, 21:30:31 »

Cytuj
Rozjaśnienie-
Mam juź dosyć twoich wypowiedzi! Wyp........ z tego tematu!
Nie rozumiesz,ze nikt nie chce słuchać twoich niczego nie wnoszących wiadomości,
 Zły

To jest wypowiedź Kamila nie moja  Z politowaniem  Nie podpisuje się pod nią i nie mam z nią nic wspólnego.

Prawie nikt nie zwrócił uwagi na tę część jego wypowiedzi 
Cytuj
Nie rozumiesz,ze nikt nie chce słuchać twoich niczego nie wnoszących wiadomości
,ponieważ wszyscy zajeli się wulgaryzmem. Przepraszam cię Ewo w swoim imieniu ,ja czytam twoje wiadomości i prosze zostań z nami.
Do Kamila771  prosze nie wypowiadać się w moim imieniu ,nie życzę sobie tego
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 09, 2010, 21:39:33 wysłane przez chanell » Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
kamil771
Gość
« Odpowiedz #632 : Wrzesień 09, 2010, 21:37:41 »


Do Kamila777  prosze nie wypowiadać się w moim imieniu ,nie życzę sobie tego

przepraszam,ale ma być 771
Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #633 : Wrzesień 09, 2010, 21:51:00 »

Sam przecież dyskutowałeś na forum z Sarą (np w tym temacie) i dobrze wiesz,że nie można było z nią normalnie prowadzić rozmowy,na żadne argumenty nie była w stanie rzeczowo odpowiedzieć,no chyba,ze takie "kontrargumenty jak np ten
Zależy,jaka siłę mają Twoje jajeczka i plemniki... uważasz za odpowiednią.
Tak jak zauważyłeś dyskutowałem i dyskutuję z Sarah/banitą i pomimo, że nie zgadzam się z jej poglądami - nigdy nie przyszło mi do głowy uciekać się do wulgaryzmów. Świadczyłoby to bardzo źle o mnie i przede wszystkim, że nie potrafię merytorycznie przeciwstawić się jej poglądom stąd przekleństwa. W żaden sposób nie mógłbym tłumaczyć tego "bo się prosiła". Widzisz w odpowiedzi na niektóre Twoje poglądy mógłbym zareagować tak samo, lecz nie dopuszczam takiej możliwości. Zobacz odniosłem się do jej tego samego postu co Ty lecz w diametralnie innej formie - przedstawiłem konkrety, do których nie raczyła/nie chciała się odnieść.

Zdaje sobie sprawę,że większość osób na tym forum nie lubi mnie,ale nie będę z tego powodu rozpaczał,najważniejsze,żeby być szczęśliwym i szanowanym w realu,a nie w sieci,
To nie jest kwestia lubienia. To jest kwestia możliwości rozmowy bez narażania się na chamskie zachowanie. Nikt nie wymaga od Ciebie przytakiwania, wymaga natomiast minimum kultury.
Osobiście uważam, że w każdych okolicznościach należy być prawdziwym, nie wkładać masek, faktem jest, że w sieci nie widzimy całościowo danej osoby lecz nie może to być wymówką dla odpuszczenia kultury i wyżywania się.

Piszę to co myślę,wyrażam swoje zdanie,i w realu jeżeli będzie trzeba np w temacie kary śmierci,czy rodzin wielodzietnych ( w tym przypadku po zapoznaniu się z dokładną historią) przedstawię taką samą opinie jak tutaj,wiem,że mogę mnie spotkać konsekwencje,- trudno.
Jak wyżej. Nie spotykają Cię konsekwencje za samo wyrażanie poglądów jako takie lecz za niedopuszczalną formę tego. Powinieneś również już spostrzec, że tylko niektórych w takim przypadkach broni się zasłaniając to wolnością ekspresji wyrażania...

jeżeli nie dorosłem do pewnych spraw do po co ze mną piszesz?
Przyznaję,ze czasami łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi,i reaguje w taki a nie inny sposób,ale nieraz inaczej po prostu się nie da.
Piszę z Tobą bo wypowiadasz się w tematach w których sam zabieram głos, szanuję Cię jako forumowicza i dyskutanta co oczywiście nie oznacza, że zgadzam się z Tobą. Jak sam zauważasz i stwierdzasz "łatwo wyprowadzić mnie z równowagi" co jest przecież tożsame, że nie dorosłeś do prowadzenia spokojnej i zarazem rzeczowej rozmowy w tematach do których podchodzisz mocno emocjonalnie.

Wyraźnie napisałem z tego tematu a nie z tego forum,wiem,że nie było to kulturalne zachowanie z mojej strony,ale mój rozmówca wręcz prosił się o takie potraktowanie.
To jest żadne wytłumaczenie, żadne usprawiedliwienie. Zauważ, że Banita nie użyła wulgaryzmów, przynajmniej na początku dyskusji.


Banito, Chanell, ja zwróciłem i dlatego nic nie pisałem. Ponieważ Banita nie zrobiła tego w formie cytatu, ani też nie zaznaczyła, że to nie jej słowa nie dziw się, że potraktowano ją jako jej. Był już poruszany temat na tym forum, że zamieszczenie cytatu - szczególnie bez wskazania, że jest to cytat nie zwalnia z odpowiedzialności za jego treść - i lecą za to ostrzeżenia. Czemu to miało służyć? Po co takie płaskie zagrywki, co chcesz osiągnąć? Kolejna "lekcja" dla "raczkujących"?
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 09, 2010, 21:53:22 wysłane przez arteq » Zapisane
marek324
Gość
« Odpowiedz #634 : Wrzesień 21, 2010, 11:14:02 »

górę wzieły emocje gdyż jak wnioskuję z formy wypowiedzi sarah/banita pisze niestety, ale w trzeciej osobie l.p. o sobie. i nie jest to przejawem daleko posuniętego rozwoju duchowego, a wręcz przeciwnie: zupełnego zdegeneracenia uczuciowego i emocjonalnego - które w końcowym stadium nie znajdując zrozumienia, a co ważniejsze poparcia dla swoich prób wybielenia się przechodzą w końcu w wulgaryzm.
ale napiszę też coś więcej - otórz mnie sarah/banita nie rozczarowałaś. zawsze twierdziłem że to co tutaj publicznie pokazujesz to tylko maska mądrości i wyższości duchowej... tak naprawdę jest jak w akapicie pierwszym - zupełne zdegeneracenie uczuciowe i emocjonalne.
« Ostatnia zmiana: Wrzesień 21, 2010, 12:30:47 wysłane przez marek324 » Zapisane
Tenebrael
Gość
« Odpowiedz #635 : Wrzesień 22, 2010, 05:42:21 »

górę wzieły emocje gdyż jak wnioskuję z formy wypowiedzi sarah/banita pisze niestety, ale w trzeciej osobie l.p. o sobie. i nie jest to przejawem daleko posuniętego rozwoju duchowego, a wręcz przeciwnie: zupełnego zdegeneracenia uczuciowego i emocjonalnego - które w końcowym stadium nie znajdując zrozumienia, a co ważniejsze poparcia dla swoich prób wybielenia się przechodzą w końcu w wulgaryzm.
ale napiszę też coś więcej - otórz mnie sarah/banita nie rozczarowałaś. zawsze twierdziłem że to co tutaj publicznie pokazujesz to tylko maska mądrości i wyższości duchowej... tak naprawdę jest jak w akapicie pierwszym - zupełne zdegeneracenie uczuciowe i emocjonalne.

A czy ocenianie kogoś po postach na forum, nie znając osoby, jej motywacji, emocji, itd itd jest oznaką rozwoju duchowego? Wybacz, ale moim zdaniem niekoniecznie.
Zapisane
marek324
Gość
« Odpowiedz #636 : Wrzesień 22, 2010, 09:27:54 »

tene: czy ci się to podoba, czy ci się nie podoba, czy tego chcesz czy też nie, jak świat światem ludzie oceniali, oceniają i oceniać będą innych ludzi. poza tym jesteś w błędzie, gdyż nigdy, w żadnym poście nie próbowałem pretendować do "obłakanego" jak dla mnie miana "osoby duchowo rozwiniętej". w dużej mierze właśnie dzięki kilku osobom tutaj piszącym pojecie to zostało wypaczone, delikatnie rzecz ujmując.

poza tym, a może przede wszystkim brak kręgosłupa moralnego tłumaczony emocjami, motywacjami jest nadużyciem naszych czasów - wykorzystywanym do tłumaczenia wszelkich, nawet niewiadomo jak błahych rzeczy.
Zapisane
wiki
Gość
« Odpowiedz #637 : Styczeń 03, 2011, 10:03:10 »

Naprawdę chciałabym zrozumieć, o co właściwie chodzi. A że nie chodzi o życie, tego jestem pewna. Paru zaciekłych jego „obrońców" walczy wbrew faktom i logice, tym gorzej dla tych ostatnich — zakrzykną. Obrali sobie za oręż kilka zasłyszanych z ambony słów i poszukują sposobów ich wykorzystania, ale nie przyjdzie im do głowy żeby poświęcić trochę czasu na ich weryfikację. Brakuje im też chyba odwagi, aby zdobyć się na refleksję, co dalej z tym obronionym życiem. Życie poczęte ma wielką wartość, ale życie urodzone nie jest już warte, na przykład wydatkowania środków z budżetu państwa na pomoc dla samotnych rodziców, bo to patologia, a na wspieranie patologii w katolickim państwie publicznych pieniędzy nie należy wydawać. Zaszłaś w niechcianą ciążę, tatuś dziecka nie bierze odpowiedzialności? — musisz urodzić, a jak już urodzisz, zasługujesz na pogardę — nie licz na czyjąkolwiek pomoc, jesteś przecież wyrzutkiem społeczeństwa. To wcale nie jest mit. Syn koleżanki kilka miesięcy temu przyniósł taką informację ze szkoły. Dowiedział się, że jego (dwuosobowa) rodzina jest patologiczna. Jakie to swojskie, prawda?

Politycy-bojownicy mają na horyzoncie inny cel, tym celem jest moim zdaniem zajęcie kluczowych stanowisk w państwie. Udział w krucjacie antyaborcyjnej jest dość wygodny, bo daje poparcie panów w sukienkach (trudnej do zlekceważenia siły politycznej), których długość odrzuciły już kobiety, jako całkowicie niewygodną na co dzień. Panowie w sukienkach znani są z tego, że lubią dzieci płci obojga, bo nie mają odwagi „wystartować" do dorosłych kobiet lub mężczyzn w zależności od orientacji. Im więcej niechcianych dzieci, którymi rodzice się nie interesują, tym większe szanse na ukrycie przypadków molestowania. Te niechciane dzieci same będą garnąć się do duszpasterzy, bo tam mają obiecaną miłość czystą, miłość ojca, której nie mają w domu i poczucie przynależności do jakieś wspólnoty. Potem można zamknąć buzię tajemnicą spowiedzi.

Obrońcy życia znajdują też poparcie w publikacjach niektórych psychologów, psychoterapeutów, którzy doszukują się wszędzie objawów zespołu postaborcyjnego. Niektóre z tych objawów obserwuję czasem u siebie, niestety dla odkrywców tego zespołu nigdy w życiu nawet aborcji nie musiałam rozważać, urodziłam jedno dziecko, jego poczęcie zostało przyjęte z radością a jedyne, o co się obwiniam to, że nie poświęcam synowi tyle czasu ile on sobie życzy. Faktem jest, że jestem matką pracującą (nie jedyną w tym kraju), ale bez względu na to ile tego czasu poświęcę, mój syn i tak chce więcej. Dobrze, że jeszcze nie zapadają wyroki skazujące na podstawie objawów depresji. Odnoszę wrażenie, że zespół ten może dotyczyć kobiet, które poddały się inwazyjnej metodzie usuwania ciąży albo zostały przez lekarza potraktowane w mało taktowny sposób. Organizacje kobiece szacują, że w naszym kraju rocznie wykonuje się około 200 tys. zabiegów przerywania ciąży. Nie wiem, czy ta liczba dotyczy tylko „skrobanek", czy również podania tabletki poronnej. A są także tabletki typu dzień-po, gdzie kobieta nawet nie ma pewności, czy doszło do zapłodnienia. Sama pigułka antykoncepcyjna działa dwutorowo: uniemożliwia uwolnienie się dojrzałego jajeczka, ale także zmienia środowisko macicy, utrudniając zagnieżdżenie się zapłodnionego jaja. Kobieta stosująca antykoncepcję hormonalną nigdy nie będzie wiedziała, które z działań tej pigułki odniosło skutek. Środkiem wczesnoporonnym jest także spirala wewnątrzmaciczna. Wszystkie kobiety stosujące antykoncepcję są więc „winne" potencjalnej aborcji. Nie sądzę, aby wiele z nich miało jakiekolwiek objawy depresji z tym związane, jestem przekonana, że nawet o tym nie myślą, dopóki nie usłyszą lub nie przeczytają, że powinny czuć się winne.

Został również odkryty zespół osoby ocalonej od aborcji i — nie zgadniecie, mój syn ma niektóre objawy tego zespołu… a może to jest zespół dziecka, którego rodzice stosują skuteczną antykoncepcję? albo dziecka inteligentnego/zdolnego. Zastanawiam się, który kochający rodzic z rozbrajającą szczerością informuje swoje dzieci o wcześniejszych lub późniejszych aborcjach? Psychopata może? A może osoba, która opisała te objawy ma zespół uporczywego poszukiwania faktów potwierdzających jej tezę na zasadzie: „Dajcie mi hipotezę, a ja ją udowodnię"? Ale nie można się dziwić psychoterapeutom, przecież oni muszą z czegoś żyć.

Dziwię się natomiast, że życie w łonie matki jest więcej warte niż to, które zaczyna mieć własne poglądy. Dlaczego ktoś kto myśli, zadaje niewygodne pytania i prezentuje swoje, często niepopularne poglądy przestaje być dla niektórych „obrońców" tak cenny, że ich mentalność pozwala na dokonanie późnej aborcji (aborcja to w języku obrońców życia synonim morderstwa) na człowieku dorosłym. Piszę tak, bo w okresie, gdy w obrębie naszych wód terytorialnych przebywał pewien statek, którego oficjalnym celem była edukacja seksualna, spotkałam się z opiniami, że statek należy wysadzić a załogę wymordować. Dlaczego edukacja seksualna jest tak niemile widziana, komu przeszkadza? Przecież to jej brak skutkuje wzrostem liczby niechcianych ciąż. Może ktoś odkrył, że taka ciąża (podobnie jak cała sfera seksualności człowieka) jest łatwym i darmowym narzędziem manipulacji? Przy jej pomocy bez trudu można wpływać na ludzkie emocje, a gdzie emocje biorą górę, tam trudno się przebić rozsądkowi.

W czasach mojej wczesnej młodości, gdy aborcja była traktowana jako metoda antykoncepcyjna, w szkołach podstawowych rozdawane były ulotki uświadamiające, na temat metod antykoncepcji i chorób wenerycznych. Broszury były dość lakoniczne, ale dla chcących były jednak wskazówką, czego szukać, opornych i tak nic nie zachęci do wysiłku. Z tego co się orientuję ten światły zwyczaj zanikł, a to czego w tej chwili uczą w szkołach na temat seksualności człowieka to jedynie słuszna metoda planowania rodziny (nie mylić z metodą antykoncepcyjną), która gdyby była dobrze wyłożona, dawałaby młodzieży jakieś rozeznanie w omawianym zakresie, niestety nie jest. Nie wspomina się już wcale o chorobach przenoszonych drogą płciową (bo przecież to wstyd), a tego wybaczyć nie można. Mnie te czytane w dzieciństwie ulotki zachęciły do własnych poszukiwań i pierwszymi książkami, które przeczytałam z zainteresowaniem „od deski do deski" były te o dojrzewaniu. Dzięki temu jestem świadoma swojego ciała i rozważnie wybieram metodę antykoncepcyjną. Nie stałam się przez to „rozwiązła" (to często podnoszony zarzut przeciwko wczesnemu uświadamianiu), stałam się odpowiedzialna.

Natomiast przykładem niefrasobliwego stosunku do własnej rozrodczości jest moja dobra koleżanka z czasów szkolnych, która teraz na „chwałę bożą" ma pięcioro dzieci, których rodzice nie mają stałego źródła dochodu, skutkiem czego cała rodzina głoduje. Pamiętam jeszcze, jak jej mama zwykła mawiać: „tam gdzie wystarczy dla czwórki, znajdzie się coś do jedzenia dla piątego". Faktycznie — żywienie zbiorowe jest tańsze od indywidualnego. Jakoś zapominała w tych momentach, że życie to nie tylko jedzenie. Poza tym w żywieniu zbiorowym każdy korzystający wnosi opłatę i suma środków, które można przeznaczyć na to żywienie rośnie wraz ze wzrostem liczby uczestników, czego przy wzrastającej liczbie dzieci nie obserwujemy. Pieniądze szczęścia nie dają, owszem, ale osoba, która nie ma za co zaspokoić podstawowych potrzeb swoich dzieci, będąca przy zdrowych zmysłach, też szczęśliwa nie będzie. Dzieci póki są małe nie widzą różnic pomiędzy sobą a dziećmi z bogatszych domów. Później jednak zauważą, że są inne, świat im da to odczuć, może to się stać w przyszłości źródłem poważnych kompleksów. Już słyszę głosy, że przecież miłość rodziców zrekompensuje im te wszystkie niedostatki. A ja pytam, kiedy rodzice tę miłość swoim dzieciom okażą? Przed, po, czy w trakcie poszukiwania jakiegoś dającego dochód zajęcia? Miłość to czas spędzony razem a nie deklaracje.

Nie mówię tutaj, że wielodzietność jest zła. Chciałabym jednak żeby była poprzedzona refleksją rodziców na temat perspektyw tych dzieci, myślą o ich przyszłym dorosłym życiu, odpowiednim wykształceniu. Bo świat idzie do przodu, to, co było normą 20 lat temu, zupełnie nie sprawdza się dzisiaj. A to, jakie będą stawiane warunki młodzieży za następne 20 lat jest trudne do przewidzenia.

Być może w ruchu antyaborcyjnym chodzi o pobudzenie przyrostu naturalnego. Niestety jak pokazują statystyki, restrykcyjne prawo antyaborcyjne wcale nie generuje wzrostu dzietności w polskich rodzinach. Nie jest to moim zdaniem wyłącznie efektem działania podziemia aborcyjnego, ale także większą starannością kobiet w doborze metod antykoncepcji. Gdyby aborcja z przyczyn społecznych była dopuszczalna, wiele kobiet mniej uważnie podchodziłoby do pozostałych metod zapobiegania ciąży a później w obliczu rozwijającego się w ich łonie życia nie decydowałyby się one na zabieg, dokonywałyby pewnego przewartościowania i przyjmowały to nowe dziecko.

Karygodnym skutkiem niewłaściwego pojmowania ochrony życia poczętego jest ograniczenie mniej zamożnym kobietom dostępu do badań prenatalnych. Można właściwie powiedzieć, że wszystkie negatywne konsekwencje prawnego zakazu aborcji uderzają w gorzej sytuowaną część naszego społeczeństwa. Trudno się oprzeć wrażeniu, że wartość życia poczętego jest odwrotnie proporcjonalna do zasobności portfela „nosicielki" płodu. Wielu lekarzy zasłaniających się „wartościami" zapomina, że badania prenatalne to nie zawsze wstęp do aborcji, często jest to szansa na wcześniejsze rozpoczęcie leczenia uszkodzonego płodu lub takie zorganizowanie porodu, aby noworodek mógł jak najszybciej otrzymać konieczną pomoc. Prośba o skierowanie na badania prenatalne jest często wyrazem strachu przed nieznanym lub zwykłej ludzkiej potrzeby upewnienia się, że wszystko jest w porządku. Skoro medycyna daje taką możliwość, dlaczego z niej nie skorzystać.

 http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3143/q,Aborcja.Glos.kobiety

============================

Podobnie jak przed wojną, tak i tym razem wytoczono wielkie działa do tej batalii. Wyzwiska były chlebem powszednim. Mówiono (choć to nieodpowiednie słowo) o "ludobójstwie", „zbrodni", „mordercach", „holocauście" i in.

Runda pierwsza. "Kościół zmobilizował wiernych do wysyłania do parlamentu listów z poparciem dla projektu senackiego [ 1 ]. Zdołano pod nim zebrać łącznie ponad 1,7 mln podpisów. Jednak wyniki badań opinii publicznej w tej sprawie nie były korzystne dla przeciwników aborcji. Z przeprowadzonych w marcu 1991 r. badań wynikało, że jedynie 33% respondentów opowiada się za ustawą, podczas gdy aż 59% jest jej przeciwnych" [ 2 ]. Nie to jednak okazało się największym ciosem. Katastrofalna porażka kościelnych przedsięwzięć miała miejsce 17 maja 1991 r. — na 14 dni przed pierwszą wizytacją Ojca Świętego do III RP — Sejm nie zdołał wprowadzić zakazu aborcji. Co gorsza zobowiązano rząd do opracowania programu oświaty seksualnej, co musiało być "bolesnym ciosem dla Kościoła, w tym zwłaszcza dla papieża Jana Pawła II" [ 3 ]

Dalsza część wojny. "Na początku 1993 r. parlament obradujący pod presją manifestacji, oskarżeń o ludobójstwo i stałych pikiet pod Sejmem, uchwalił ustawę ograniczającą możliwość przerywania ciąży. (...) Po uchwaleniu ustawy prymas stwierdził, że jest to znaczący i pożyteczny krok naprzód. Wydawać się mogło, że spór o aborcję mamy w zasadzie za sobą, chociaż radykalni politycy katoliccy, a także niektórzy biskupi, potępili decyzję parlamentu i w dalszym ciągu domagali się bezwzględnej ustawowej 'ochrony życia od chwili poczęcia', przez co rozumieli nie tylko zakaz przerywania ciąży, ale też delegalizację tak zwanych wczesnoporonnych środków antykoncepcyjnych. Konflikt wrócił jednak z jeszcze większą siłą, kiedy po wyborach parlamentarnych w 1993 r. większość w Sejmie zdobyli zwolennicy dopuszczenia aborcji ze względów społecznych (...) Gdy Sejm zaczął pracować nad liberalizującą poprawką, znów ruszyła pełna emocji kampania protestu. Wróciły pod Sejm antyaborcyjne demonstracje, pielgrzymki, pikiety. (...) Okazało się, że kompromis w tej sprawie jest całkiem niemożliwy, chociaż wszyscy — wierzę, że zupełnie szczerze — uznają aborcję za zło. W gruncie rzeczy różnica polega na rozłożeniu akcentów. Jedni się koncentrują na stworzeniu zakazu i karaniu winnych, inni chcieliby najpierw ograniczyć przyczyny, dla których setki tysięcy kobiet decydują się na aborcję. (...) Kiedy to mówię, słyszę często, że prawo jest drogowskazem moralnym, że kodeks karny kształtuje opinie ludzi na temat tego, co jest właściwe, a co niewłaściwe. Nie jestem przekonany, że kodeks karny może być drogowskazem. Przeciwnie. Jestem w stanie dowieść, że kodeks zawierający prawa społecznie nie akceptowane jest odrzucany w całości, zmniejsza respekt dla innych przepisów i prowadzi do ogólnego lekceważenia prawa, chaosu, rozkładu państwa. (...) Zamiast tłumaczyć ludziom zło aborcji i proponować inne rozwiązania, ksiądz prymas wolał mówić o zwolennikach referendum — czyli o mnie — że niosą ducha budowniczych krematoriów. Tu się pojawił argument, że referendum jest niemożliwe, bo nad sprawami bożymi, nad naturalnymi boskimi prawami się nie głosuje. Więc społeczeństwo głosować nie może, a posłowie mogą. Bo przecież bez głosowania w demokracji ustanowić prawa się nie da." [ 4 ]

27 maja 1997 r. Trybunał Konstytucyjny wydał orzeczenie w sprawie zasady ochrony życia ludzkiego jako wartości konstytucyjnej i niezgodności ustawy „antyaborcyjnej" dopuszczającej przerywanie ciąży z przyczyn społecznych z Małą Konstytucją (zob. orzeczenie K 26/96), stwierdzając w sentencji, iż przepisy ustawy naruszają konstytucyjne gwarancje ochrony życia ludzkiego w każdej fazie jego rozwoju. Orzeczenie jest oczywiście kontrowersyjne, wiele osób uzna je za błędne (płód jako życie ludzkie). Nie było jednomyślne, gdyż trzech sędziów złożyło zdania odrębne. Można przytoczyć inne orzeczenia w takich sprawach europejskich trybunałów, które nie współbrzmią z polskim ciałem strzegącym konstytucyjności prawa. Austriacki trybunał konstytucyjny orzekł w wyroku z 1974 r.: "Ponieważ tworzące się życie ludzkie, pozostające w stanie płodu, przechodzi rozwój od zapłodnionej komórki jajowej, niezdolnej w warunkach naturalnych do własnego życia poza łonem matki, do człowieka, zdolnego do życia poza łonem matki, to owe różne fazy rozwojowe jedności biologicznej nie stanowią koniecznie tego samego w rozumieniu konstytucyjnie zakotwiczonej zasady równości. Ustawodawca zyskuje zatem możliwość różnego traktowania przerywania ciąży w zależności od stadium rozwojowego płodu w łonie matki i nie narusza w ten sposób konstytucyjnego nakazu równości". Trybunał Belgii w orzeczeniu z 1991 r. stwierdza: "Postanowienia konstytucyjne nie zawierają w sobie stwierdzenia, że istota ludzka powinna korzystać z zagwarantowanej jej ochrony już od momentu poczęcia. (...) Zobowiązanie ustawodawcy do poszanowania życia ludzkiego nakłada obowiązek podejmowania także środków dla ochrony życia nienarodzonego. Nie można jednak z tego wyprowadzać wniosku, że pod rygorem naruszenia konstytucji ustawodawca jest zobowiązany do traktowania w jednakowy sposób dzieci narodzonych i nienarodzonych" [ 5 ]. Są to orzeczenia dużo bardziej racjonalne.

Od tej pory zwolennicy legalizacji aborcji z przyczyn społecznych mają utrudnione zadanie. Orzeczenie Trybunału są ostateczne (art. 190 ust. 1 Konstytucji). Nie oznacza to oczywiście całkowitej niemożności zmiany poglądu przyjętego w orzeczeniu o ochronie życia poczętego, jak sugerują niektórzy, gdyż coś takiego musiałoby implikować zasadę nieomylności każdoczesnego składu Trybunału. Trybunał Konstytucyjny może odstąpić od poglądu prawnego wyrażonego w orzeczeniu. Na podstawie art. 25 ust. 1 pkt 1 lit e ustawy z 1 sierpnia 1997 roku o Trybunale Konstytucyjnym (Dz. U. Nr 102, poz. 643, z późn.zm.), odstąpienie od poglądu prawnego wyrażonego w orzeczeniu wydanym w pełnym składzie, następuje również w pełnym składzie. Trybunał składa się z 15 sędziów wybieranych na 9 lat przez Sejm, co 3 lata zmienia się część składu. W 2001 r. wybrano czterech nowych sędziów. Wprawdzie wciąż jednak dominują „obrońcy życia", jednak weryfikacja tego poglądu jest realna.

Zły obrót sprawa zaczęła nabierać po wygranych wyborach lewicy w 2001 r. Oto pani Jaruga Nowacka, urzędująca na stanowisku państwowej feministki, zaproponowała ponownie wprowadzenie możliwości aborcji z przyczyn społecznych, czyli w razie kiedy dziecko ma zapewniony rynsztok z racji niedostatku rodziców. Biskupa Pieronka taki kurs przeraził na tyle, że zapomniał co to dobre maniery, zwłaszcza wobec kobiet. Jakże to, sprawa wygląda od dawna na przyklepaną, a wy tu jątrzyć chcecie? O nie, na to my nie pozwolimy! Pożalił się też Katolickiej Agencji Informacyjnej, że pani pełnomocnik "to jest feministyczny beton, który się nie zmieni nawet pod wpływem kwasu solnego. Nie przywiązywałbym do tego większej wagi". W obronie stanęła koleżanka partyjna pani minister, senator UP Krystyna Sienkiewicz, która powiedziała twarde: Niet! Kurek wody święconej zostanie zakręcony, misa zabrana, księże biskupie! "Jakby nie było, to książę Kościoła obraził minister Rzeczpospolitej, należało jakoś na to zareagować" — powiedziała odważna K. Sienkiewicz, przełamując zmowę milczenia.

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,554/q,Krucjata.antyaborcyjna

Scaliłm posty
Darek
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2011, 22:34:35 wysłane przez Dariusz » Zapisane
wiki
Gość
« Odpowiedz #638 : Styczeń 03, 2011, 10:06:47 »

Jeżeli nie wiesz, a możesz nie robić, lepiej nie rób — zwłaszcza tego, co nieodwracalne.

2.

Spór o status wczesnych etapów rozwoju embrionalnego jest oczywiście nieco bezprzedmiotowy: zapłodniona komórka jajowa jest człowiekiem. Zapłodnienie stanowi jedyny nieciągły etap rozwoju osobniczego — i jeżeli (trochę na siłę) chcemy definicjonalnie rozpocząć gdzieś człowieka, to tylko tam. Jeśli nie tam, to gdzie? — zaproponowanie sensownej odpowiedzi może stanowić podstawę redefinicji. Zygota jest tylko bliższym określeniem (nazwą) człowieka na pewnym etapie życia; podobnie jak nastolatek czy starzec.

Czy jawią się jakieś zasadnicze wątpliwości? W moim odczuciu dwie:

· Na bardzo wczesnym etapie rozwoju osobniczego człowieka — np. kilkukomórkowej moruli - można (także sztucznie) rozdzielić przestrzennie komórki, powodując powstanie dwóch i więcej zarodków (w warunkach naturalnych: ciąża mnoga). Ważne jest, żeby rozumieć mechanizm tego zjawiska: jeżeli nie dojdzie do przestrzennego rozdzielenia komórek moruli, to z całej moruli powstanie jeden człowiek, jeżeli dojdzie — to z każdej oddzielonej cząstki powstanie jeden człowiek. Czy zatem morula przed podziałem była człowiekiem? Czy dwoma (zupełnie różnymi) ludźmi? Odpowiedź: poczekamy — zobaczymy, z uwagi na możliwość sztucznej interwencji, skutkującej, bądź nie skutkującej powstaniem kilku zarodków, nie jest odpowiedzią. Wbrew pozorom zasygnalizowany problem wcale nie należy do banalnych i wskazuje na zasadnicze trudności w określeniu statusu wczesnych form rozwoju osobniczego.

· Nie jest wykluczone, że granice człowieka wcale nie są ostre. Także w sensie filogenetycznym: pokaż człowiekowatego, który był już człowiekiem, a którego ojciec (i matka) nie byli jeszcze ludźmi. W ontogenezie może być podobnie - zarówno na początku (wczesne stadia rozwoju) jak i na końcu. Praktykując onkologię od kilkunastu lat wielokrotnie stwierdzałem zgon. Generalnie nie mam z tym problemu. Mój niepokój budziły wszakże zgony w warunkach intensywnej opieki medycznej, gdy nieprzytomny chory wspomagany jest przez specjalistyczny sprzęt, który przejmuje filtrację, wymusza oddech itp. Kto tego kilka razy nie widział, nie jest w stanie zrozumieć odczuć (refleksja w tym naprawdę nie pomaga!): koledzy anestezjolodzy mówili „Umarł", a ja nawet tego nie zauważałem, nie rozpoznawałem momentu śmierci, ani nawet nie byłem pewien czy jest taki moment i czy jest to moment.

3.

Dlaczego spór jest jałowy? Oczywiście dlatego, że jest sporem o nazwę. Zygota jest człowiekiem — i co z tego?

Innymi słowy: problem aborcji wskazuje, że — być może — nie mamy zasadniczych racji, aby nie zabijać innego człowieka (racjami nie-zasadniczymi może być na przykład chęć uniknięcia zemsty itp.). Oprócz racji są jeszcze przyczyny — te przynajmniej można sobie sensownie wyobrazić jako cechy promowane przez dobór naturalny (wzajemne wyrzynanie się obniża przystosowanie).Jeżeli zatem dla nie zabijania człowieka istnieją racje zasadnicze - to (na mocy tych racji) nie należy dokonywać aborcji. Jeżeli racje są jedynie nie-zasadnicze — to z charakteru tych racji wynika czy można, czy nie dokonywać aborcji (jeżeli racją jest jedynie umowa społeczna, gwarantująca sensowne trwanie społeczeństwa, to oczywiście zabicie dziecka nienarodzonego zwykle jest dopuszczalne).

Osobiście nie wiem, czy dla nie zabijania człowieka istnieją racje zasadnicze. Dla chrześcijan taką racją zasadniczą jest Słowo Boże. I to jest oczywiście bezdyskusyjne (pomijając nawet: Roma locuta — causa finita). Dla pozbawionych łaski wiary zostają mroki rozumu (nie ma tu sarkazmu!). W pewnym ważnym sensie „etyka racjonalna" to — jak u Kartezjusza — zawsze „etyka tymczasowa", co, z drugiej strony, nie jest przeciw niej wyrokiem.

W przypadku dzieci nienarodzonych mam swoją nie-zasadniczą rację nie zabijania: ciekawość. Dokonać aborcji, to — jak grając w kości — wrzucić kostki do kubka, długo potrząsać, obrócić na stole kubek do góry dnem i nigdy go nie podnieść. Efekt rzutu pozostanie nieznany. Wiem, że nie jest to silna racja i przemawia tylko do tych, którym podoba się świat stworzony.

Tyle o zasadach. Teraz o psikusach natury (bowiem nie tylko w szczegółach, ale także w psikusach tkwi diabeł).

4.

Natura wyrządziła rodzajowi ludzkiemu (podobnie jak miażdżącej większości ssaków) nie lada psikus: kobiety nie znoszą jaj. Załóżmy sytuację: kobieta, po zapłodnieniu, znosi jajo, które zagrzebuje w piasku i po dziewięciu miesiącach wykluwa się człowiek. Ileż problemów odpada! Zasadniczo znika kwestia nierówności mężczyzny i kobiety w zaangażowaniu w proces prokreacyjny, która, w moim odczuciu, kładzie się największym cieniem na trwającą dyskusję o aborcji.

Kolejnym psikusem jest istnienie trupa. Gdyby człowiek umierając znikał, zapewne ludzie zabijaliby się o wiele częściej — nota bene — wszyscy dorośli powinni pooglądać sobie martwe poronione płody oraz to, co zostaje po aborcji. Odraza — wstręt — czy nawet pewien rodzaj starego lęku przed trupem jest dobrym mechanizmem promującym zachowania "pro-life" (śmierć matki w wyniku powikłań aborcji jest bowiem zjawiskiem niepomiernie rzadszym).

Jest wysoce prawdopodobne, że do naturalnych poronień (szczególnie na bardzo wczesnych etapach rozwoju osobniczego) dochodzi dość często — niejedna miesiączka to wydalenie resztek po poronieniu. Nadużyciem jest twierdzenie o eliminacji tego, co (biologicznie) nie nadaje się do życia — mogą to być „zupełnie zdrowe" zarodki, a potencjalne przyczyny poronienia mogą tkwić gdzie indziej. Nie wiem, co brzmi fałszywiej: jest to psikus natury (zatem jednak jakaś norma), skandal natury (zatem naruszenie normy) czy niezbadany wyrok Boski.

5.

Konsekwencja jest, z pewnych powodów, wartościową cechą rozumowania.

Można żywić zasadnicze racje (obojętnie: o religijnej czy pozareligijnej proweniencji) nie zabijania człowieka. Skutkuje to oczywiście zakazem aborcji. Jednak rozumowanie trzeba prowadzić dalej: naturalne poronienie jest wypadkiem ze skutkiem śmiertelnym i wymaga odpowiedniego postępowania (prokuratorskiego sprawdzenia czy był to na pewno wypadek, czy matka i ojciec dołożyli wszelkich starań aby do niego nie doszło — np. nie palili papierosów itd.). Dalej — ciężko (acz nie jest to niemożliwe), żywiąc zasadnicze racje nie zabijania człowieka, zgadzać się na zabójstwo w obronie koniecznej, udział w wojnie, pojedynek, karę śmierci a także samobójstwo, eutanazję i — do pewnego stopnia - męczeństwo. Dla tych, którzy żywią jedynie nie-zasadnicze racje nie zabijania człowieka problem może nie istnieć lub przedstawiać się zgoła inaczej. I rzeczywiście, często zwolennicy legalności aborcji równocześnie popierają możliwość eutanazji natomiast kara śmierci wydaje im się nie do przyjęcia. Ta pozorna niekonsekwencja wynika z przyjętych nie-zasadniczych racji nie zabijania człowieka (niech to będzie w tym wypadku taka, wydumana racja: szanujemy życie ludzkie, które chce żyć; zarodek jeszcze niczego nie chce, chory domagający się eutanazji nie chce żyć, natomiast wielokrotny morderca chce żyć jak najbardziej).

Podobnie, jeśli poważnie traktujemy hasło „ręce precz od mojego brzucha" to, aby nadać mu jakikolwiek sens, musimy je uzupełnić o wyrzeczenie się zasadniczych racji nie zabijania człowieka. W przeciwnym wypadku hasło to staje się analogiczne do „ręce przecz od mojego domu", w którym mogę kłamać, zabijać itd. Co więcej, jeżeli na serio mój brzuch (wraz z zawartością) należy do mnie, to ojciec zawartości nie ma prawa współwłasności (i — co za tym idzie - współodpowiedzialności). Natomiast jeżeli zawartość mojego brzucha jest współwłasnością, nie jest bezpodstawne genetyczne badanie resztek po aborcji i porównanie ich genomu z genomem deklarowanego ojca. Itd., itd.

Powiedziałem, że konsekwencja jest, z pewnych powodów, wartościową cechą rozumowania. Niemniej potrafi straszliwie skomplikować życie. (Poza tym należy pamiętać, że im coś jest mniej podszyte ideologią, tym jest zwykle bardziej strawne, ma mniej nieszczęść ludzkich na sumieniu i krwi na rękach.)

6.

Czy można to jakoś podsumować? Oczywiście nie. Sprawa aborcji jest, pomijając dwie wstępnie określone wątpliwości, sprawą racji nie zabijania człowieka. A tego problemu na pewno nie rozwiążemy.

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,795

Moim zdaniem 3 ciekawe wypowiedzi na ten kontrowersyjny temat

więcej na racjonalista.pl

Pozdrawiam

Zapisane
kamil771
Gość
« Odpowiedz #639 : Styczeń 03, 2011, 12:06:51 »

 Ostatnio słuchałem radiowych wiadomości w którym poruszono temat aborcji.
 Byłem w szoku, każdego roku w Polsce 100 tysięcy kobiet dokonuje nielegalnych aborcji!!
 Setki tysięcy nieosądzonych morderczyń chodzi sobie po ulicach naszych wsi i miast jakby nigdy nic!
 Już kiedyś pisałem co w tej sytuacji należało by zrobić.
Wysłać je na kilka lat na  Syberię i niech sobie tam robią co chcą, miejsca jest dużo, ciężka praca ( miały by czas na refleksję) a surowy klimat może by je otrzeźwił.
Po tym określonym czasie mogli by wrócić do kraju, to z pewnością wiele by je nauczyło.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2011, 12:09:04 wysłane przez kamil771 » Zapisane
wiki
Gość
« Odpowiedz #640 : Styczeń 03, 2011, 12:11:11 »

 jeszcze trochę historii...

Problem aborcji: 'za życiem' czy 'za wyborem'?


Problem aborcji sprowadza się zasadniczo do odpowiedzi na pytanie o początek człowieczeństwa, albowiem żadne ponadkonfesjonalne standardy moralne nie przewidują istnienia wolności wyboru postępowania, gdy idzie o życie drugiej istoty ludzkiej (niektóre systemy moralne ingerują dalej, głosząc iż nie ma wolności wyboru postępowania również odnośnie życia własnego jednostki ludzkiej). Jeden z moich krytyków, doktor z Uniwersytetu w Houston, problem aborcji ukazał następująco: "Dla mnie powody niedopuszczalności referendum są analogiczne do niedopuszczalności głosowania nad tym czy śnieg jest jeszcze biały (ogólniej nad problemami natury naukowej), bo pewnej znaczącej (i liczebnie i medialnie) grupie zaczęło się wydawać, że nieco sczerniał na Śląsku. Tego czy śnieg jest biały nie ustala się na drodze demokracji bezpośredniej (najbardziej ze wszystkich form podatnej na manipulacje mediów — ze względu na stosunkowo niewielkie średnie wartości IQ wśród podmiotów takich orzeczeń) z tej prostej przyczyny, że przez przypadkowo ustalony wynik potwierdzający czarność śniegu, śnieg nie zmieni swego koloru. Powodem do hipotetycznych niepokojów pewnych grup postulujących czarność nowoczesnego śniegu (w odróżnieniu od staromodnego — białego) była przecież pomyłka: wyjaśnienie, że to sadza z dymiących kominów jest całego zaniepokojenia przyczyną". Podzielam zasadniczo sceptycyzm odnośnie demokracji bezpośredniej, mądrości ludu i jego podatności na manipulacje. Jednak wbrew deklarowanym skrajnym stanowiskom z obu stron barykady, tj. „obrońców życia" i „obrońców wolności", odpowiedź na to pytanie nie jest ani łatwa, ani jednoznaczna, a przede wszystkim nie jest czarno-biała. Główny problem dla ludzi chcących go rozstrzygnąć w sposób racjonalny, polega na tym, iż jednoznacznej odpowiedzi o początek człowieczeństwa nie udzieli nam nauka, której argumenty mogą stanowić jedynie środek pomocniczny. W obliczu tego, stanowiska w sprawie aborcji zostają na ogół wydane na łup rozstrzygnięć ideologicznych, a tym samym gorących namiętności, w swych patologicznych postaciach przeradzających się w przemoc (zob. str. 2559).
Kartki z dziejów aborcji
Starożytność

Stosunek do aborcji w różnych kulturach i okresach był zróżnicowany. Żydowski Talmud naucza, iż płód nie jest osobą i nie ma żadnych praw. Aborcja była powszechna w starożytnych państwach Greków i Rzymian. Wiązało się to oczywiście z liberalną etyką seksualną, a tym samym kontrolą urodzeń nie chcianego potomstwa. Platon w Państwie (461c) akceptuje ją jako regularny sposób dla ograniczenia urodzeń, gdyż według niego płód staje się człowiekiem obdarzonym duszą dopiero w momencie narodzin. Arystoteles z kolei akceptował aborcję jedynie do pierwszych ruchów płodu (Polityka, 1335b). W Grecji nie dotyczyło to jedynie heter, ale i matron ateńskich. Szeroko rozpisywano o środkach antykoncepcyjnych. Hipokrates uważał aborcję za niewskazaną, o ile nie wymagały tego względy medyczne. Znano wiele technik aborcyjnych, takie jak podawane doustnie ekstrakty roślinne, np. wyciąg z jałowca, którego skuteczność potwierdza współczesna medycyna. Hipokrates wspomina o mechanicznym sposobie przerywania ciąży, którym miało być ..intensywne skakanie. [ 1 ]

Wyjątkowo srogimi „obrońcami życia" byli Asyryjczycy, którzy za próbę aborcji karali kobiety wbiciem na pal. Niewiele mniej wyrozumiały był reformator chrześcijaństwa i ojciec protestantyzmu, Marcin Luter, który zdecydowanie odrzucał nawet aborcję gdy ciąża jest zagrożeniem dla życia matki: "Jeśli zmęczą się, a nawet umrą podczas noszenia w sobie dziecka, nie ma to znaczenia. Niech umierają w owocności - dlatego tu są." [ 2 ]
Kościół

Etyka chrześcijańska od początku zasadniczo sprzeciwiała się aborcji, co korespondowało z niezwykle posępną jej etyką seksualną. Jest rzeczą znamienną jednak, iż to nie w pismach kanonicznych znajdujemy zakazy w tym zakresie, lecz w apokryfach. List Barnaby z początku II w. pouczał chrześcijan: "Nie zabijaj płodu, nie odbieraj też życia dziecku nowo narodzonemu" (19,5). Inny apokryf z II w, Apokalipsa Piotra, zawiera barwny opis katuszy piekielnych kobiet spędzających płód: "..a krew sięgała po gardła ich. A naprzeciwko nich siedziało wiele dzieci zrodzonych przed czasem i płakało. I padały od nich błyskawice ognia i biły w oczy tych kobiet. To były te, co poza małżeństwem począwszy, spędziły płód swój" (rozdz. Cool. Podobnie jak w przypadku służby w wojsku, pierwotne regulacje odnośnie tego postępku w gminach chrześcijańskich obarczone były najsurowszymi sankcjami — wykluczeniem od „Stołu Pańskiego": "Jeżeli jaka kobieta pod nieobecność męża zajdzie w ciążę z cudzołóstwa, a po dokonaniu tego przestępstwa zabije płód, postanawiamy aż do końca życia nie dawać jej Komunii, dlatego że urodziła zbrodnię" (kanon 63 synodu w Elwirze, rok 305). Po przygarnięciu pod państwowe skrzydła nastąpiło jednak zliberalizowanie sankcji: "Kobietom, które cudzołożąc poczęły w łonie i płód spędziły, oraz trudniącym się preparowaniem jadów uśmiercających dzieci, dawne postanowienie zabraniało przyjmowania Komunii aż do końca życia; więc zgodnie z tym się postępuje. W poszukiwaniu zaś środków bardziej łagodnych, postanowiliśmy, aby takowe odbywały dziesięcioletnią pokutę, na zasadzie ustalonych stopni" — głosił kanon 21 synodu w Ancyrze z 314 r. [ 3 ]

Główni teologowie chrześcijańscy: Augustyn z Hippony i Tomasz z Akwinu uważali, iż przerwanie wczesnej ciąży nie jest zabójstwem. Takie było stanowisko Kościoła utrzymywane przez wiele wieków, choć nasz rodzimy specjalista od obrony życia nienarodzonych, ojciec Jacek Salij OP zaprzecza temu opisując stanowisko Kościoła wobec aborcji na przestrzeni wieków. [ 4 ] Jednakże inny specjalista kościelny od aborcji, jezuita John Connery, przyznaje, że zgodnie z obowiązującym przez długi czas zbiorem kanonów kościoła aborcja była zabójstwem dopiero gdy była przeprowadzona po uformowaniu się płodu. [ 5 ]

Augustyn twierdził, iż spowodowanie śmierci płodu nieukształtowanego nie należy karać jak za zabójstwo, "bo nie da się sprawdzić, czy płód miał już duszę" [ 6 ]. Zabójstwo zatem może dotyczyć jedynie płodu po animacji, ale zarazem powątpiewa o tym, iż animacja może mieć miejsce u wczesnych płodów. Opierając się na tym fragmencie Augustyna, Iwo z Chartres pisał już wyraźnie: "Nie jest zabójcą, kto spowodował poronienie, zanim ciało otrzymało duszę" (Non est homicida, qui abortum procurat, antequam anima corpori sit infusa) [ 7 ]. W słynnym zbiorze prawa kościelnego autorstwa Gracjana z roku 1140, zawarty był kanon Aliquando, który również głosił, że „aborcja była zabójstwem tylko wówczas gdy płód był ukształtowany" [ 8 ]. Podobnie głosił św. Tomasz, który swoją opinię opierał na tym, iż zarodek nie wygląda jak człowiek. Jego koncepcja polegała na tym, iż w początkowym stadium płód jest obdarzony duszą roślinną, następnie zwierzęcą, w końcu zaś — gdy jest już ukształtowany — duszą racjonalną, czyli ludzką. Nauczanie Tomasza zostało zaakceptowane przez Sobór Wiedeński w roku 1312 [ 9 ].

Pomimo tego, na podstawie Młota na czarownice, który przypisuje czarownicom zabijanie płodów, można przypuszczać, że wraz z szałem polowań na czarownice, stosy strawiły niejedną znachorkę zajmującą się spędzaniem płodów. Inkwizytorowie relacjonują: "..w Biskupstwie Bazylijskim w miasteczku Dann czarownica spalona zeznała, że więcej niż czterdzieści dziatek zabiła tym sposobem, że gdy z żywota wychodziły, igłę w główki ich przez ciemię aż do mózgu wpychała. Druga także w Biskupstwie Argentyńskim zeznała, że barzo wiele dziatek, którym i liczby nie wiedziała zgładziła. Tej doszło takim sposobem. Z jednego miasteczka do drugiego, dla babienia przy połogu jednej białejgłowy wezwana była, gdzie odprawiwszy posługę do domu się wracała: wyszedszy tedy za bramę, z trafunku z ręcznika abo tuwalnie którą opasana była, ramiączko dziecięcia świeżo urodzonego wypadło. Co obaczywszy którzy przy bramie siedzieli, rozumiejąc że śrocik mięsa leżał, skoro ona przeminęła, podnieśli, ale pilnie się przypatrując, z członków poznali rękę albo ramiączko dziecięce. Dawszy tedy o tym znać urzędnikowi i znalazszy, że dziecię nie chrzczone umarło, które ramiączka nie miało, pojmano czarownicę na próbę dano, gdzie występek swój przyznała, przydawszy, że dziateczek prawie bez liczby wytraciła." [ 10 ]

Zmiana nakazów kościelnych nastąpiła w XVI w. i wiązała się z radykalną zmianą stanowiska odnośnie prostytucji rzymskiej. Wcześniej była tolerowana, nawet akceptowana i opodatkowywana, lecz Sykstus V w roku 1588 wydał jej walkę. W bulli Effraenatam, dotyczącej tego zagadnienia, papież umieścił zarówno antykoncepcję, jak i aborcję w każdym stadium ciąży wśród przestępstw kwalifikujących się do ekskomuniki. Kilka lat później, jego następca, Grzegorz XIV, odwołał to stanowisko, jako zbyt surowe i nie wynikające z teologicznych poglądów na animację płodu.

Trwałą zmianę kościelnego stanowiska wywarło dopiero zarządzenie Piusa IX z 1869 r., który nakazał karanie ekskomuniką przerwanie ciąży w każdym etapie. Kodeks kanoniczny z 1917 r. karę ekskomuniki zawiesił nie tylko nad kobietą decydującą się na aborcję, lecz nad wszelkimi innymi osobami, które dzielą w tym wspólnictwo, jak np. lekarz, pielęgniarka. Kodeks z 1983 r. powtórzył sankcję, stanowiąc w Tytule VI: „Przestępstwa przeciwko życiu i wolności człowieka", kan. 1398: "Kto powoduje przerwanie ciąży, po zaistnieniu skutku, podlega ekskomunice wiążącej mocą samego prawa." W 1930 r. Pius XI wyraźnie sprecyzował, że wszelkie formy aborcji są zakazane, z przyczyn społecznych, a nawet terapeutyczna.
 
c.d tu:

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,2644/k,2

Pozdrawiam

Bez trudu wykazać można mankamenty postawy osób deklarujących się za życiem", które, jeśli są uświadamiane przez owe osoby, stanowią to co zwykło się określać mianem postawy faryzejskiej. Naczelną słabością będzie niekonsekwencja, która relatywizuje postawę obrońców życia". Niekonsekwencja, która się przejawia w jednoczesnym akceptowaniu przez owe osoby poglądów i stanowisk nijak się nie dających pogodzić z postawą bycia za życiem". Będzie nią np. akceptowanie kary śmierci, środków wojennych jako sposobu rozwiązywania problemów, gloryfikacja postaw świątobliwych celebrujących śmierć własną i braci w imieniu wiary. Szczególnie jaskrawy dylemat moralny wyłania się przed obrońcami życia" bezbronnych i niewinnych dzieciąt w tym, iż wielu z nich palcem nie kiwnie w obronie narodzonych, będąc jednocześnie gotowymi na wymachiwanie pałaszem w obronie nienarodzonych. Jak zauważyli Carl Sagan i Ann Druyan w 1990 r.: Owa ochrona, prawo do życia, nie obejmuje 40 tysięcy dzieci poniżej 5 roku życia, które codziennie umierają na naszej planecie z powodu głodu, odwodnienia, chorób i zaniedbania, mimo iż potrafilibyśmy temu zapobiec" [ 19 ]. Papierkiem lakmusowym szczerości deklaracji rycerzy życia" jest to z jaką częstotliwością pochylają się nad dziećmi z rynsztoka, dworcowymi narkomanami i całą rzeszą bezczelnych kloszardów, gdyż można przypuszczać, iż owe bezbronne dziecięta szczęśliwie wybronione" przez rycerzy" od klinicznego zamordyzmu", częściej niż normalnie będą musiały zasilać właśnie te grupy społeczne.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2011, 12:17:48 wysłane przez wiki » Zapisane
songo1970


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #641 : Styczeń 03, 2011, 13:17:51 »

Cytuj
Bez trudu wykazać można mankamenty postawy osób deklarujących się za życiem", które, jeśli są uświadamiane przez owe osoby, stanowią to co zwykło się określać mianem postawy faryzejskiej. Naczelną słabością będzie niekonsekwencja, która relatywizuje postawę obrońców życia". Niekonsekwencja, która się przejawia w jednoczesnym akceptowaniu przez owe osoby poglądów i stanowisk nijak się nie dających pogodzić z postawą bycia za życiem". Będzie nią np. akceptowanie kary śmierci, środków wojennych jako sposobu rozwiązywania problemów, gloryfikacja postaw świątobliwych celebrujących śmierć własną i braci w imieniu wiary. Szczególnie jaskrawy dylemat moralny wyłania się przed obrońcami życia" bezbronnych i niewinnych dzieciąt w tym, iż wielu z nich palcem nie kiwnie w obronie narodzonych, będąc jednocześnie gotowymi na wymachiwanie pałaszem w obronie nienarodzonych. Jak zauważyli Carl Sagan i Ann Druyan w 1990 r.: Owa ochrona, prawo do życia, nie obejmuje 40 tysięcy dzieci poniżej 5 roku życia, które codziennie umierają na naszej planecie z powodu głodu, odwodnienia, chorób i zaniedbania, mimo iż potrafilibyśmy temu zapobiec" [ 19 ]. Papierkiem lakmusowym szczerości deklaracji rycerzy życia" jest to z jaką częstotliwością pochylają się nad dziećmi z rynsztoka, dworcowymi narkomanami i całą rzeszą bezczelnych kloszardów, gdyż można przypuszczać, iż owe bezbronne dziecięta szczęśliwie wybronione" przez rycerzy" od klinicznego zamordyzmu", częściej niż normalnie będą musiały zasilać właśnie te grupy społeczne.

to się chyba określa mianem podwójnych standardów..
Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
wiki
Gość
« Odpowiedz #642 : Styczeń 03, 2011, 14:56:23 »

a to chyba najciekawszy:

Tocząca się dziś w Polsce i nie tylko w Polsce dyskusja wokół problemu aborcji wydaje się być starciem różnych koncepcji miłości bliźniego, różnych systemów etycznych, odmiennych pojęć na temat jednostkowej odpowiedzialności.

W dyskusji zwraca uwagę fakt, że nie słychać tu głosów zwolenników aborcji jako metody planowania rodziny. Bodaj wszyscy dyskutanci wydają się zgadzać co do tego, że chirurgiczne przerywanie ciąży jest złem. Część dyskutantów kwalifikuje to zło jako morderstwo z premedytacją popełniane dla wygody lub z chęci zysku, część uważa, że w pewnych przypadkach aborcja jest złem mniejszym, pozwalającym zwalczyć zło większe; obydwie strony zgodnie jednak twierdzą, że jako metoda planowania rodziny aborcja jest złem społecznym.

Okazuje się, że zgoda co do tego, iż aborcja jest złem, wcale nie przybliża dyskutantów. Odnosi się wrażenie, że spór toczy się nie o aborcję, że nie jest to poszukiwanie skutecznego sposobu ograniczenia pewnej plagi społecznej, a spór o światopogląd.

Od wczesnej młodości, uczono mnie, że pojęcie bliźniego jest dla naszej cywilizacji kluczowe. Porównując chrześcijaństwo z judaizmem, islamem, hinduizmem czy buddyzmem wydawało mi się, że główne pozytywy chrześcijaństwa ukrywają się właśnie w owej koncepcji bliźniego, wykraczającej poza klan, naród, a nawet poza wspólnotę religijną. Nieprzyjaciel nie przestaje być bliźnim.

Nakaz miłości bliźniego rozumiałem zawsze jako nakaz miłości współczłowieka, niezależnie od tego, czy jest to krewny, sąsiad, rodak, chrześcijanin, czy też człowiek obcy. Taką interpretację podsuwała przypowieść o Samarytaninie, taką interpretację wydają się narzucać słowa Jezusa przytaczane w Ewangelii św. Mateusza: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół…". (Mt. 5:43-44) Nawiasem mówiąc, nigdzie w Starym Testamencie nie ma boskiego nakazu nienawiści do nieprzyjaciół. Nie ma natomiast wątpliwości co do tego, że Nowy Testament czyni definicję bliźniego znacznie wyraźniejszą.

Wydawało mi się, że biblijny nakaz „nie zabijaj" ma wartość uniwersalną. Wszelkie zabójstwo jest grzechem, aczkolwiek w pewnych okolicznościach, określanych w terminologii prawnej jako obrona konieczna, odpuszczenie tego grzechu jest niemal oczywiste.

Zwolennicy zniesienia dopuszczalności aborcji często powołują się na nakaz miłości bliźniego. Sprawa interpretacji tego nakazu jest w tym sporze fundamentalna. Stąd również fundamentalna jest kwestia definicji samego bliźniego, pytanie czy plemnik lub zarodek to już bliźni, czy też dopiero potencjalny bliźni? Czy płód staje się bliźnim w szóstym tygodniu ciąży, czy dopiero z chwilą urodzenia się żywego dziecka?

Ośmielam się twierdzić, że spór toczy się nie o aborcję (czyli chirurgiczne przerwanie ciąży), a o planowanie rodziny, o wszelkie rodzaje zapobiegania ciąży lub przerywania ciąży przy pomocy nowoczesnych środków medycznych.

Kościół katolicki akceptuje wyłącznie tzw. „naturalne planowanie rodziny" — niebywale zawodny kalendarz małżeński, metodę termiczną, względnie wstrzemięźliwość seksualną. W efekcie, według informacji, które mogłem uzyskać od ginekologów, kobiety, które przestrzegają zaleceń swoich spowiedników, częściej poddają się aborcji aniżeli katoliczki lekceważące w tej kwestii nakazy Kościoła, względnie niekatoliczki. Od trzydziestu lat prowadzę wyrywkowe „badania". Pytam praktykujące katoliczki, jak sobie radzą przy spowiedzi z problemem środków antykoncepcyjnych. Większość odpowiada, że szuka „właściwego" spowiednika, część z tego właśnie powodu zrezygnowała z chodzenia do spowiedzi, w nielicznych przypadkach słyszałem odpowiedź — nie spowiadam się z tego, to moja prywatna sprawa.

W Polsce dominuje obecnie rodzina z dwójką, trójką dzieci. Ponieważ kobieta w okresie rozrodczym może urodzić kilkanaścioro dzieci, wniosek z tego prosty, że ponad dziewięćdziesiąt procent kobiet w Polsce planuje swoją rodzinę, a co więcej — zdecydowana większość nie ogranicza się do metod „naturalnych". Co nie znaczy, że większość stosuje już środki antykoncepcyjne. Przed rokiem 1989 Polska należała do światowej czołówki pod względem ilości zabiegów przerywania ciąży. Zaledwie 26 procent społeczeństwa korzysta z nowoczesnych środków antykoncepcyjnych. Dostęp do tych środków był zawsze ograniczony, a obecnie, na skutek nacisków Kościoła, zdecydowanie się pogorszył. W roku 1992 Ministerstwo Zdrowia wycofało subsydia na środki antykoncepcyjne, a wiele z nich zostało zakazanych. (Próby przywrócenia dotacji na środki antykoncepcyjne wywołały bardzo silny opór polityków i ugrupowań liczących na poparcie Kościoła w wyborach.) Ceny środków antykoncepcyjnych podniosły się wielokrotnie, co powoduje, że wiele rodzin nie może sobie na nie pozwolić. W wielu aptekach, w szczególności w małych miasteczkach i na wsiach, środków antykoncepcyjnych nie sprzedaje się.

Zdaniem zwolenników dopuszczalności aborcji, dramatycznie wysoka liczba przypadków chirurgicznego przerywania ciąży w Polsce spowodowana była przede wszystkim niedostatecznym uświadomieniem seksualnym, niedostępnością środków antykoncepcyjnych, pijaństwem i powszechnym brakiem odpowiedzialności. Nie są to moim zdaniem wszystkie przyczyny. Plaga aborcji ma po części swoje źródło w podwójnych standardach moralnych. Kościół jako źródło norm moralnych hamuje rozpowszechnienie skutecznych środków antykoncepcyjnych, część wiernych akceptuje nakazy Kościoła, ale tylko do momentu pojawienia się niezaplanowanej ciąży. Można się obawiać, że bynajmniej tego nie chcąc, Kościół przyczynia się do tego, że aborcja w Polsce jest wykorzystywana jako jeden z środków planowania rodziny zamiast być metodą stosowaną wyłącznie w przypadkach skrajnych, gdzie bądź zachodzi konieczność ratowania życia matki, usunięcia uszkodzonego płodu, ratunku w nadzwyczajnych okolicznościach społecznych, jak na przykład ciąża w następstwie gwałtu. (Z chwilą wprowadzenia ustawodawstwa ograniczającego możliwości aborcji oficjalne statystyki wykonywanych zabiegów dramatycznie spadły. Spożycie środków antykoncepcyjnych nie wzrosło, nie wzrosła również liczba urodzeń. Tak więc, albo radykalnie wzrosła wstrzemięźliwość seksualna, albo chirurgiczne usuwanie ciąży stało się osobnym działem szarej strefy polskiej gospodarki.)

Prawie każde chirurgiczne przerwanie ciąży jest dla kobiety dramatem. Wiedzą o tym doskonale ginekolodzy, wiedzą o tym zajmujący się tą problematyką psychologowie. Decyzje o aborcji rzadko podyktowane są motywami egoistycznymi. Nie znam polskich statystyk na temat motywów przerwania ciąży. Nie wiem czy istnieją odpowiednie badania. W innych krajach prowadzi się takie badania. Decyzje o przerwaniu ciąży są z reguły odpowiedzią na pytanie: „czy będę mogła zapewnić mojemu dziecku dach nad głową, pełną rodzinę, wykształcenie?".

Moja matka poddała się aborcji w czasie okupacji. Ojciec był oficerem Armii Krajowej. Prawdopodobieństwo przeżycia całej rodziny było raczej niewielkie. Matka uznała, że powoływanie do życia jeszcze jednego istnienia byłoby w tych warunkach nieodpowiedzialnością. (Po gwałtownej wymianie zdań ze swoim spowiednikiem przestała chodzić do spowiedzi.) Siostra mojej znajomej zaszła w ciążę i lekarze stwierdzili czworaczki. Ze względu na stan zdrowia matki byli przekonani, że donoszenie tej ciąży jest niemożliwe, że wszystkie cztery płody będą musiały zginąć. Dzięki nowoczesnej medycynie możliwe było usunięcie trzech płodów i urodzenie czwartego. Czy popełniono trzy morderstwa, czy uratowano jedno życie?

Bez trudu możemy zrekonstruować pytania, które współczesny człowiek stawia i będzie stawiał decydując się na dziecko. Z reguły nie są to wyłącznie kwestie dotyczące własnej wygody. Potencjalni rodzice (a w przypadku nieodpowiedzialnych mężczyzn samotne potencjalne matki) stoją przed pytaniem, jakie życie mogą ofiarować swojemu dziecku.

Aborcja jest bardzo złym sposobem planowania rodziny. Jeszcze gorszym sposobem regulowania wielkości populacji jest głód, nędza, choroby i wojny. Owe „naturalne" sposoby regulowania wielkości populacji towarzyszyły ludzkości od zarania dziejów. Rozmnażanie się jest czynnością fizjologiczną, taką samą jak jedzenie czy wydalanie. Wielu czytelników może się w tym miejscu oburzyć. Warto jednak przypomnieć, że spożywanie darów bożych jest również sakramentem, a proces trawienia nie mniejszym cudem natury jak proces zawiązywania się nowego życia.

Natura kontroluje procesy populacyjne w sposób okrutny — obdarza istnienia rozrzutną możliwością rozmnażania się „zakładając", iż tylko niewielka część poczętych i narodzonych dożyje do wieku dojrzałego i zapewni kontynuację gatunku. Im wyższa świadomość, tym większy bunt przeciw okrucieństwu rozrzutnej natury. Samica ptaka, która traci swoje pisklę cierpi, suka po utracie szczeniaka rozpacza, tragedia Niobe jest dramatem.

Kobieta między dojrzewaniem a klimakterium może urodzić wiele śmierci i wiele cierpienia. Niobe miała siedmiu synów i siedem córek. Nasze babki rodziły po trzynaścioro, czternaścioro dzieci, umierały młodo, a przed śmiercią były wielokrotnie świadkami śmierci własnych dzieci. Kobieta, nawet ta, która nigdy nie siedziała przy swoim konającym dziecku, inaczej rozważa decyzję o powołaniu do życia nowego istnienia, aniżeli ktoś, kto zajmuje się tą kwestią wyłącznie teoretycznie. Obawiam się, że na spór o aborcję, czyli na spór o planowanie rodziny, patrzeć musimy z perspektywy świata — Afryki, Indii, Meksyku, Iranu, ale również Polski. Ponieważ dyskutujemy o normach etycznych, należy postawić pytanie czy jesteśmy przeciwnikami planowania rodziny przy pomocy nowoczesnych środków medycznych nie tylko w dzisiejszej Polsce, ale również w Etiopii, czy w Somalii? Czy tym rozważaniom o etyce towarzyszy obraz kobiety trzymającej w ramionach dziecko konające z głodu? Czy stawianie znaku równości między zniszczeniem plemnika a zabójstwem człowieka nie prowadzi przypadkiem do lekceważącej postawy wobec ludzkiego życia?

Korea Południowa to obszar równy jednej trzeciej Polski. Na tym skrawku ziemi żyją czterdzieści dwa miliony ludzi. Polityka gospodarcza jest w tym kraju ściśle powiązana z drastyczną kontrolą urodzin. „Barbarzyńskie" naciski na społeczeństwo doprowadziły do tego, że już dziś dzieci, które się rodzą, rodzą się do życia, a nie do szybkiej i koszmarnej śmierci. Aborcja, nagradzana ekonomicznie sterylizacja, środki antykoncepcyjne, wszystko to jest uważane za środki moralnie usprawiedliwione, by nie dopuścić do umierania ludzi w rowach. Zbrodnicza polityka?

cz 1

więcej na :
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,3637/q,Kochaj.blizniego.swego.czyli.o.aborcji

cz 2, 3

Pozdrawiam
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2011, 14:57:30 wysłane przez wiki » Zapisane
wiki
Gość
« Odpowiedz #643 : Czerwiec 29, 2011, 11:48:46 »

Kościół jako partner w dyskusji o aborcji
Autor tekstu: Andrzej Dymkowski

Popierając po raz kolejny, tym razem w Licheniu, projekt ustawy całkowicie zakazujący aborcji, biskupi skłonili mnie do głębszej refleksji na ten temat. Wynikiem tego jest teza, którą postaram się poniżej uzasadnić:

„Jakikolwiek Kościół nie powinien być partnerem dla parlamentu w dyskusji o aborcji."

Nie próbuję odbierać przy tym jakiemukolwiek Kościołowi prawa do wyrażania swojej opinii. Mogą to robić podczas nabożeństw, poprzez pisma kościelne, czy portale internetowe. Na tym polega wolność słowa i wyznania.

W dziejach każdego cywilizowanego kraju nadchodzi taki moment, gdy posłowie muszą zmierzyć się z problemem aborcji. Sędziowie muszą bowiem wiedzieć jak oceniać przypadki przerwania ciąży na różnych jej etapach i w różnych okolicznościach. W polskich warunkach wielu wybrańców ludu rusza do Kościoła w poszukiwaniu wsparcia, po jedynie słuszną i najczęściej objawioną, wykładnię moralną.

Ale zacznijmy od początku. Moralność ludzka wyewoluowała na przestrzeni tysięcy lat. To właśnie dzięki niej możemy dzisiaj ocenić co jest dobre, a co złe. Co ciekawe wydaje się, że ewolucja ta cały czas trwa. Dla natchnionych duchem świętym twórców Biblii niewolnictwo było normą społeczną, a dla nas jest zbrodnią wobec człowieka. Nie cieszmy się jednak za bardzo, bo może za tysiąc lat dla statystycznego obywatela nasze współczesne kanapki z szynką będą barbarzyńskim skansenem.

Przez tysiąclecia żyjący na sawannie ludzie obserwowali świat ze swojej perspektywy. Ich umysły nie potrafiły sobie wyobrazić komórki własnego ciała (mikroświata), czy galaktyki (makroświata). Patrzyli na kamień, lecz bez mikroskopu nie potrafili dostrzec jego wewnętrznej struktury, widzieli słońce i księżyc, lecz nie domyślali się czym są, jak są daleko, a nawet uważali, że są tej samej wielkości. Nasza moralność wyewoluowała rozwiązując zupełnie inne problemy, np. dylematy typu „czy zabić członków sąsiedniego plemienia, przegonić, czy może z nimi współpracować". Ludzie próbowali wszystkiego, lecz ci którzy przekazali swoje geny, przekazali z nimi i swoje strategie. Ustaliła się równowaga pomiędzy przestrzegającymi reguł a społecznymi „pasożytami". Do tej drugiej kategorii zaliczyłbym również wszelkiej maści pośredników pomiędzy ludźmi a bogami. Z ewolucyjnego punktu widzenia nie można ich jednak oceniać ani dobrze ani źle; są dowodem poszukiwań odpowiedzi na przeróżne pytania, od egzystencjalnych typu „co ze mną będzie po śmierci?", po zupełnie przyziemne, np. „jak sprawić, by jutro padał deszcz i jednocześnie piorun nie uderzył w moje pole?". Wielu współczesnych posłów idzie zresztą nadal tym tropem modląc się publicznie o deszcz. Tak na marginesie to ciekawe jak orzekający obok wiszącego krzyża sędzia, rozpatrzyłby zbiorowy pozew właścicieli pensjonatów przeciw posłom, szkodzącym im i ich rodzinom, modlitwami o zepsucie słonecznej pogody.

Dzieła takie jak Biblia nie dadzą nam odpowiedzi na pytania dotyczące makro bądź mikroświata. Nie dowiemy się, czy wchłonięcie gwiazdy z przylegającymi planetami przez czarną dziurę jest dobre, czy złe. Duch święty wydaje się też całkowicie bezradny wobec elementarnego pytania o sposób i moment powstania nowego człowieka.

Starożytni pasterze, opisując mniej lub bardziej wyimaginowaną historię swojego narodu, wyznaczyli cały kanon wskazówek dotyczących dobrego postępowania. Co ciekawe już nawet w starożytności wiele z nich musiało brzmieć absurdalnie. Stosowanie zasady mówienia prawdy i tylko prawdy zmiotłoby z powierzchni każdą cywilizację, a zakaz zabijania dotyczył bliźnich pojmowanych wyłącznie jako członków własnego plemienia. Zgodnie z duchem czasu zalecano przy okazji zabijanie krnąbrnych dzieci.

Współczesny Kościół Katolicki podąża tą samą drogą wybiórczego traktowania „praw boskich". Kuriozalność strategii stosowania starożytnych tekstów widać, szczególnie współcześnie, wobec problemów z obszaru mikroświata.

Pełnym niepowodzeniem kończy się próba bezwzględnego stosowania przykazania „nie zabijaj". Z jednej strony, w zgodzie ze swoją prymitywną logiką, katoliccy biskupi z Brazylii ukarali ekskomuniką za aborcję dziewięcioletnią, zgwałconą dziewczynkę (link tylko dla osób o mocnych nerwach), a z drugiej strony polscy duchowni obejmują intratne stanowiska kapelanów w strukturach wojskowych. Tutaj można stosować podwójne standardy i uchylić „bezwzględną" zasadę „nie zabijaj". Solidne wynagrodzenie gasi skutecznie żelazną konsekwencję inkwizytorów.

To nic nowego. Współczesne „wykładnie moralne" Kościołów są tylko zwykłymi instrumentami nacisku i szantażu. Dochodzi jednak do wielu paradoksów ukazujących ich niespójność logiczną. Bazując na tym samym „słowie bożym" część wyznań chrześcijańskich uznaje np. zapłodnienie in vitro. Ponadto, nawet w ramach samego Kościoła powszechnego, polityczny kompromis dopuszcza możliwość małżeństwa niektórych duchownych (dotyczy to obrządku wschodniego).

Stanowisko Kościoła opiera się na założeniu, że dusza wstępuje w zygotę w momencie jej powstania i od tegoż momentu mamy człowieka. Jest to rozstrzygnięcie podobne do odpowiedzi na pytanie o ilość diabłów mieszczących się na końcu szpilki. Grupa naukowych i społecznych ignorantów przyjęła dla procesu powstawania życia, o którym współcześnie wiemy, że jest ciągły, jeden moment: powstanie zygoty. To tak jakby w dyskusji na temat „od którego momentu człowiek jest łysy" założyć, że po stracie dziesiątego włosa...

Współcześni duchowni problemy z obszaru mikroświata, które żadne pismo święte nie może i nawet nigdy nie próbowało rozstrzygać, próbują rozwiązywać narzędziami sprzed 2-3 tysięcy lat. Powtórzmy wyraźnie: w rozstrzyganiu dramatów współczesnych kobiet i dziewcząt autorytetem są pasterze zakazujący braciom zabijać swoich współwyznawców i przy okazji wyrzynający nierzadko swoich sąsiadów w pień. To są autorytety dla wielu posłów w XXI wiecznym, polskim parlamencie.

Aborcja jest najczęściej aktem desperacji kobiety. Ale w większości przypadków można jej łatwo uniknąć: poprzez edukację seksualną i powszechną dostępność środków antykoncepcyjnych. Jeśli już musi nastąpić, to powinna się odbyć w cywilizowanych warunkach. Tą drogą poszedł nowoczesny świat. Dając ludziom skuteczne narzędzia planowania rodziny, strategia ta po prostu działa. Czym prędzej zrozumieją to politycy klęczący przed duchownymi, tym szybciej zminimalizujemy w Polsce podziemie aborcyjne i przestaniemy wyważać otwarte drzwi. Podczas prac parlamentu głos żadnej instytucji, która bełkocze o wstępujących w zygotę duszach, nie powinien i nie może być brany pod uwagę. Z szacunku dla parlamentu i dla bezpieczeństwa wszystkich obywateli — również tych wierzących.

http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,1963
Zapisane
wiki
Gość
« Odpowiedz #644 : Czerwiec 29, 2011, 14:26:05 »

Na zaczynającym się dziś posiedzeniu Sejmu zaplanowane jest pierwsze czytanie obywatelskiego projektu ustanawiającego pełen zakaz aborcji. Dziś można jej dokonać w trzech sytuacjach: gdy płód jest ciężko i nieodwracalnie uszkodzony, gdy ciąża jest wynikiem przestępstwa (kazirodztwo, gwałt, wykorzystanie osoby zależnej lub upośledzonej), a także dla ratowania życia lub zdrowia kobiety. Autorzy obywatelskiego projektu skreślają z ustawy o ochronie płodu ludzkiego te trzy warunki. I dopisują - w art. 1 ustawy - że "każda istota ludzka ma od chwili poczęcia przyrodzone prawo do życia" i że "życie i zdrowie dziecka od chwili jego poczęcia pozostają pod ochroną prawa". W uzasadnieniu do projektu piszą: "Nie ma żadnych przesłanek, aby życie ludzkie w fazie prenatalnej było chronione gorzej niż w jakiejkolwiek innej fazie rozwoju".
A zatem, jeśli projekt zostałby uchwalony, życie i zdrowie kobiety ciężarnej i życie i zdrowie płodu stałyby się w świetle prawa wartościami chronionymi na równi. Co będzie, jeśli lekarz wobec ciężarnej kobiety, np. ofiary wypadku samochodowego, stanie przed wyborem, kogo ratować? Albo jeśli dla ratowania zdrowia kobiety trzeba podać lekarstwo, które może zaszkodzić dziecku - np. w terapii onkologicznej?

- W tej sytuacji zastosowanie będzie miał przepis o działaniu w stanie wyższej konieczności - uważają zgodnie karniści: prof. Leszek Kubicki, były minister sprawiedliwości, członek Polskiego Towarzystwa Bioetycznego, i prof. Włodzimierz Wróbel z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Biura Studiów i Analiz Sądu Najwyższego. Chodzi o przepis, który mówi, że dla ratowania większego dobra można poświęcić mniejsze. Albo dobro porównywalne, pod warunkiem że to poświęcone nie będzie miało "wartości oczywiście wyższej od dobra ratowanego".

Tylko które dobro będzie większe, skoro - wedle intencji autorów obywatelskiego projektu - i człowiek urodzony i nieurodzony mają mieć równą ochronę prawną?

- Lekarze zostaliby postawieni w sytuacji rozpaczliwego wyboru. Choć nie sądzę, by którykolwiek rozsądny lekarz wybrał ratowanie życia płodu kosztem życia matki. Ale zdarzają się lekarze nierozsądni - mówi prof. Kubicki.

Zdaniem prof. Wróbla wskazówek, czyje życie prawo uważa za cenniejsze, można szukać w wysokości sankcji. Za zabicie człowieka prawo przewiduje karę do dożywocia, za nieumyślne spowodowanie śmierci - do pięciu lat, za aborcję zaś - do trzech lat. - Ale, oczywiście, ocena wartości chronionego dobra wyłącznie przez pryzmat zagrożenia karą, to daleko idące i niekoniecznie uprawnione uproszczenie - zaznacza prof. Wróbel.

Jego zdaniem po uchwaleniu obywatelskiego projektu wrócilibyśmy do XIX-wiecznej sytuacji, gdy lekarz decydował, kogo ratować wedle woli rodziny lub własnego sumienia.

Według prof. Kubickiego sytuacja, w której życie płodu zrównane jest w ochronie prawnej z życiem człowieka już narodzonego jest rozwiązaniem niespotykanym w żadnym systemie prawnym: - Zawsze odrębnym było przestępstwo zabójstwa i odrębnym spędzenie płodu. Tak jest nawet w prawie kanonicznym: to dwa różne przestępstwa, chociaż tak samo ciężkie - mówi.

Obaj profesorowie podkreślają, że jakkolwiek lekarz by wybrał - nie będzie ukarany, ponieważ przepis o stanie wyższej konieczności gwarantuje bezkarność osobie, która mając obowiązek chronić oba dobra, gdy jest to nie do pogodzenia, wybiera jedno z nich.

Obaj też zgadzają się, że gdyby projekt wszedł w życie, to lekarz zdecyduje - kierując się wiedzą medyczna i własnym sumieniem - kogo ratować.

Jednak organizacje kobiece od lat alarmują, że z powodu lęku lekarzy przed zarzutem zaszkodzenia płodowi zdrowie i życie kobiet ciężarnych nie jest w Polsce chronione równie dobrze, jak innych chorych. Takie zarzuty stawiają Polsce ONZ-owskie Komitety: Praw Człowieka i ds. Likwidacji Dyskryminacji Kobiet. A w Trybunale w Strasburgu czeka na rozpatrzenie skarga matki kobiety, która zmarła w 2005 r., gdy z obawy, by nie zaszkodzić płodowi, w kilku szpitalach odmówiono jej zoperowania owrzodzonego jelita z przetoką. Prokuratura stwierdziła, że nie było to przestępstwo nieudzielenia pomocy.

Obywatelski projekt - podpisany przez 450 tys. osób - nie ma szans na uchwalenie. SLD jest przeciw, w PO nie będzie dyscypliny. Jarosław Gowin wczoraj w Radiu TOK FM powiedział, że większość klubu jest za tym, żeby "obronić dzisiejszy kompromis", a on sam będzie głosował przeciwko nowelizacji. PiS zapowiada jednak, że będzie za skierowaniem projektu do dalszych prac, by uszanować wysiłek blisko pół miliona jego sygnatariuszy. Ale mało prawdopodobne, by większość klubu projekt poparła, skoro w 2007 r. PiS zablokował uchwalenie zaproponowanej przez LPR poprawki do konstytucji, która miała wprowadzić ochronę życia "od poczęcia do naturalnej śmierci". W proteście przeciw temu wystąpił wtedy z PiS ówczesny wicemarszałek Sejmu Marek Jurek.

Konferencja Episkopatu Polski ogłosiła, że "z uznaniem wspiera" projekt i apeluje do parlamentarzystów o jego przyjęcie.

Źródło: Gazeta Wyborcza


komentarz jakze trafny wg mnie

Już sam fakt, że taki projekt powstał i debatuje nad nim najwyższa władza ustawodawcza świadczy o kondycji metalnej naszego kraju. ZGROZA! Dla co najmniej 600 000 dorosłych obywateli "Kobieta wszak tylko macicą jest". Głupią, pustą, bezrozumną macicą, niezdolną do samodzielnego podejmowania decyzji, z natury pozbawioną uczuć i dylematów względem zasianego w niej boskim działaniem potomstwa. Kolejny projekt powinien przewidywać obowiązkowe zamykanie ciężarnych w zamkniętych zakładach macierzyństwa, bo nie wiedomo czy taka glupia kobieta nie będzie w ciąży się źle odżywiać, stosować używek, prowadzić niewłaściwego trybu życia, który jak wiadomo może przecież zaszkodzić boskiem pierwiastkowi zasianemu w jej macicy. A po prawdzie ową 600 000 grupą winni zająć się psychiatrzy. Istnieją podstawy do przypuszczenia że osoby te winny zostać ubezwłasnowolnione i pozbawione możliwości wykonywania praw obywatelskich. Nie powinno być tak, że można zgłaszać każdy idiotyzm i absurd w imie ideologi. Jeżeli komuś ideologia odebrała rozum, to państwo powinno takiej osobie odebrać prawo wpływania na podejmowane w państwie decyzje. Inaczej zamienimy nasz kraj w Jeden Wielki Dom Wariatów.


http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,9853231,Kobieta_czy_plod__Czyje_zycie_wazniejsze_.html
Zapisane
wiki
Gość
« Odpowiedz #645 : Lipiec 02, 2011, 12:38:13 »

Gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę, aborcja byłaby sakramentem


Książka Katarzyny Bratkowskiej i Kazimiery Szczuki adresowana jest do młodzieży, rodziców i nauczycieli, ale także do przeciwników aborcji. Autorki nie namawiają nikogo do poddania się temu zabiegowi, ani też nie wychwalają jego walorów. Stoją na stanowisku "pro choice"- wolnego wyboru kobiety i jej prawa do decydowania o tym, co będzie działo się z jej ciałem i duszą. Zwracają uwagę, że w krajach gdzie aborcja jest legalna, ciążę przerywa się trzynastokrotnie rzadziej niż w Polsce. Podczas kiedy kraje europejskie odchodzą od zakazu aborcji, w Polsce nastąpiła radykalizacja przepisów w tej kwestii. - Nikt dziś nie przypomina - czytamy w książce słowa Wiktora Osiatyńskiego, że dopełnieniem ustawy aborcyjnej miało być wychowanie seksualne równoważące kategoryczność zapisów. - Gdyby mężczyźni mogli zachodzić ciążę, aborcja byłaby sakramentem - mówi z kolei amerykańska prawniczka i aktywistka Florence Kennedy.

Tylko dwa kraje na świecie zaostrzyły przepisy antyaborcyjne w latach 90. XX wieku. Były to Polska i Nikaragua.

- Często pogląd, że aborcja stanowi zło moralne, opiera się na założeniu, iż zapłodniona komórka jajowa jest już człowiekiem, którego życie jest "niewinne", a zatem więcej warte niż życie kobiety. Taki pogląd uważamy za niemoralny i obraźliwy. Zakłada, że kobieta z definicji jest grzeszna i nieczysta. To bzdura. Natomiast wina czy niewinność ludzkiego zarodka jest dla nas kompletną abstrakcją. Równie dobrze, można by przypisać temu biologicznemu bytowi cechy demoniczne albo wampiryczne - piszą Szczuka i Bratkowska.

Autorki nie dyskutują z naukami Kościoła, przytaczają jednak ważne momenty z jego historii, kiedy decydowały się losy legalizacji aborcji. "Według II Soboru Nicejskiego - piszą autorki - w przypadku zarodka męskiego dusza wciela się dopiero 40 dni po zapłodnieniu, a w przypadku żeńskiego po 80 dniach. Kościół Katolicki rozróżniał ciężar grzechu przed tym terminem i po nim. Dopiero w 1869 roku papież Pius IX zabronił aborcji w całym okresie ciąży, w tym także preembrionalnym. Innymi słowy radykalne antyaborcyjne stanowisko Watykanu liczy sobie nie dwa tysiące, ale 141 lat." Kto wie, jakie byłoby stanowisko kościoła dziś, gdyby to nie Benedykt XVI został obecnym papieżem, a jego kontrkandydat Carlo Maria Martini, były arcybiskup Mediolanu. Szczuka i Bratkowska przytaczają jego słowa: - Uważam, że szacunek należy się każdej osobie, która, być może po długiej refleksji i w cierpieniu, postanowiła pójść za głosem własnego sumienia w sytuacji wyjątkowej, nawet jeśli nie mogę zaakceptować takiej decyzji - mówił arcybiskup.

Jest w tej książce też dużo o hipokryzji. Autorki przytaczają przykład dziewięcioletniej dziewczynki z Brazylii. Została zgwałcona przez ojczyma i zaszła w ciążę, która zagrażała jej życiu. Za jej usunięcie, arcybiskup archidiecezji Olinda i Recife w stanie Pernambuco nałożył ekskomunikę na lekarzy, matkę i na dziewczynkę. Nie na ojczyma, który zgwałcił dziecko.



"Duża książka o aborcji" Katarzyna Bratkowska i Kazimiera Szczuka wyd. Czarna Owca



Źródło: Wysokie Obcasy


http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114377,9869819,Gdyby_mezczyzni_zachodzili_w_ciaze__aborcja_bylaby.html
« Ostatnia zmiana: Lipiec 02, 2011, 12:38:30 wysłane przez wiki » Zapisane
ptak
Gość
« Odpowiedz #646 : Luty 02, 2012, 14:06:39 »

Cytat: Arteq
Nawet ta sławetna aborcja - dużo ładniej brzmi i łątwiej przechodzi przez usta "dokonałam aborcji" "zdecydowaliśmy się na aborcję" niż "zabiłąm rodzące sięwe mnie życie" czy "zabiliśmy nasze nienarodzone dziecko" czy już ostatecznie "zabiliśmy płód". Ale już nawet ucieka się od "aborcji" na rzecz "zabiegu"...

Używane sformułowania odzwierciedlają mówiącego. I tak, jeśli czyjś świat jest czarno biały a umysł dogmatyczny i sztywny, ten powie: ‘zabiłem/zabiłeś nie narodzone dziecko’. Komuś innemu, świadomemu złożoności problemu, trudno będzie wyrazić swoje zdanie używając jednoznacznych określeń. Wszystko jest względne i zależy od punktu patrzenia. Jeden zobaczy zabójcę, drugi uwikłanego człowieka, zmuszonego przez okoliczności i uwarunkowania do takiej a nie innej decyzji. I nie tyczy to tylko aborcji.

Jak Artqu nazwiesz np. żołnierza zabijającego podczas wojny? Potrafisz określić go jednoznacznie? Jest on zabójcą, czy może ofiarą systemu? No i ostatecznie czy sam, jesteś zabójcą hodowanych przez siebie zwierząt w konkretnym celu?

Według mnie, najgorsze jest zabicie w sobie wolności wyboru i poddanie się narzuconym normom. Pół biedy, jeśli normy akceptujesz, ale co, gdy działasz wbrew sobie? Czy za życia nie uśmiercasz wówczas siebie po tysiąckroć? Jaka jest kwalifikacja takiego czynu i jaka odpowiedzialność? A może nie ma wolności? Może działa tylko program pod nazwą BÓG?   
« Ostatnia zmiana: Luty 02, 2012, 14:08:07 wysłane przez ptak » Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #647 : Luty 02, 2012, 15:51:16 »

Cały ten problem z aborcją jest problemem tylko i wyłącznie z powodu braku wiedzy oraz manipulacją nieświadomością ludzką w celu uzyskania obciążenia za domniemaną zbrodnię.

Istnieje tylko wówczas gdy istnieje zakaz , który jest sztucznym tematem zastępczym.
Nikt nie ma żadnego prawa stawiania takiego zakazu przed kobietą.

Inna już sprawą jest podejmowanie decyzji o aborcji , a jeszcze inną elementy wiedzy , informacji , które spowodują lub nie podjęci takiej decyzji. Tym jakoś katolicyzm się nie przejmuje , interesuje go tylko utrzymanie zakazu , którym można władać ludźmi i ich decyzjami.

1. sprawa wprowadzenie lekcji seksuologii i etyki już w szkole podstawowej ( oczywiście na miarę zrozumienia tych dzieci) , zaczynamy od wychowania dzieci a nie od stawiania zakazów dorosłym.
2. sprawa absolutny dostęp do antykoncepcji bez żadnego poniżania nikogo za jej używanie.

Gdy te elementy zostaną zrealizowane można podyskutować z ludźmi o wartości życia poczętego , gdy zmieni się wiedza zmieni się stosunek do godności osobistej, a tym samym  znaczenia i rola seksualizmu w nim.
Zakazy i nakazy nie są żadnymi rozwiązaniami problemów współczesności , ludzie już wyrośli z tej formy ustawiania im praw życiowych. Weszliśmy w czas informacji oraz odpowiedzialności indywidualnej za swoje decyzje.
Zatem na pierwszym planie należy postawić edukację informacyjną a nie zakaz i nakaz , a już na pewno nie w takim  intymnym sektorze jak życie seksualne ludzi.

I to na dodatek wpychają się w nie ludzie  jako eksperci , którzy nie posiadają rodzin nie prowadzą życia seksualnego i nigdy nie byli i nie będą w ciąży.

Odbieranie ludziom ich naturalnych praw to jakaś obsesja tych czasów.

Kiara


Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #648 : Luty 02, 2012, 21:54:58 »

Używane sformułowania odzwierciedlają mówiącego. I tak, jeśli czyjś świat jest czarno biały a umysł dogmatyczny i sztywny, ten powie: ‘zabiłem/zabiłeś nie narodzone dziecko’. Komuś innemu, świadomemu złożoności problemu, trudno będzie wyrazić swoje zdanie używając jednoznacznych określeń. Wszystko jest względne i zależy od punktu patrzenia. Jeden zobaczy zabójcę, drugi uwikłanego człowieka, zmuszonego przez okoliczności i uwarunkowania do takiej a nie innej decyzji.
Według mnie kolejny raz mylisz pojęcia Ptaku. Nie, nie wszystko jest względne, często nasze stanowisko, chęć obrony nadaje względności. Jestem świadomy złożoności problemu, jednak nawet największa złożoność nie może zaprzeczyć faktom: pozbawiono życia bezbronną istotę. I to nie stoi w opozycji aby każde zdarzenie/przyczynę rozpatrywać indywidualnie - jestem jak najbardziej za tym, więc nie wiem na podstawie czego wysnuwasz insynuacje jakobym miał być bezdusznym.

Jak Artqu nazwiesz np. żołnierza zabijającego podczas wojny? Potrafisz określić go jednoznacznie?
jw. faktem będzie że zabił, okoliczności mogą być różne i w zależności od tego może być katem, mordercą, broniącym swojego życia.

Kiaro, cieszę się, że w końcu spotkałem osobę która jest tak pewna swojego stanowiska, że jest w stanie wyjaśnić nurtujące mnie kwestie. W związku z tym proszę o odpowiedź na kilka pytań:
1. kiedy płód staje się człowiekiem/dzieckiem?
1a. w jaki sposób określić precyzyjnie datę poczęcia?
2. jak określić/co decyduje czyje życie jest ważniejsze matki/dziecka?
3. wobec Twojego ostatniego zdania - dlaczego decyzję o pozbawieniu życia bezbronnej istoty mamy/należy traktować jako prawo naturalne?

Z góry dziękuję za odpowiedzi.
 
Zapisane
east
Gość
« Odpowiedz #649 : Luty 02, 2012, 23:27:41 »

Arteq , jak sądzę Kiara też nie jest za aborcją ( a to nie temat o tym w ogóle) , lecz podochodzi do sprawy zupełnie inaczej niż Ty .

Po pierwsze edukować, rozmawiać i to od podstawówki, a nie karać, zakazywać, wytyczać jakieś daty etc.
Chodzi o to, by nie traktować ludzi z góry jak debili , ciemną tłuszczę, którą trzeba zamknąć w ramki sztywnych reguł i lać bezwzględnie jak się wychyli poza nie.
Odpowiedzialność i wiedza, to podstawa.
Poczynając od zakazów i nakazów nie tylko, że nie likwiduje się żadnych problemów, ale nawet się je generuje.

Jak rozumiem Kiara chciałaby najpierw stworzyć bezpieczne pole dla dialogu społecznego , bez zastraszania karaniem. Dopiero wtedy można rozpocząć faktyczne leczenie patologii.
Tak to przynajmniej powinno wyglądać, teoretycznie, i ku temu świat powinien dążyć, a nie przez narzucanie siłą swoich , a choćby i słusznych, rozwiązań.

Przy tym jak mówimy o obronie życia ,to dlaczego wyróżniamy nienarodzonych, a uświęcamy tradycje wojenne (bywa ,że i kropidłem ) i wysyłamy naszych żołnierzy by zabijali w Afganistanie ?
Jedno drugiemu nie przeszkadza ?
Zapisane
Strony: 1 ... 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 [26] 27 28 |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.081 sekund z 20 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

pizzeria cieszyn forum.gazeta.pl Torebki tanie sklepy www