Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Październik 23, 2021, 01:49:28


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: 1 [2] |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Zakazana archeologia  (Przeczytany 36017 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #25 : Maj 16, 2010, 23:28:45 »

Instytut Smithsona

"Kto kontroluje przeszłość, kontroluje przyszłość.
Kto kontroluje teraźniejszość, kontroluje przeszłość".
                                                                                    George Orwell



Każdy, kto widział głośny film o przygodach Indiany Jonesa "Poszukiwacze zaginionej arki", pamięta zapewne jedną z ostatnich scen, w której słynna starożytna Arka Przymierza pochodząca ze świątyni w Jerozolimie zamknięta zostaje w skrzyni, która umieszczona zostaje pośród podobnych jej skrzyń w gigantycznym magazynie, aby już nigdy nie ujrzeć światła dziennego, dzięki czemu nie trzeba będzie pisać od nowa podręczników historii i żaden profesor nie będzie musiał zmieniać treści swoich wykładów, które powtarza od czterdziestu lat.

Choć film ten jest tylko fikcją, to jednak ta scena, w której tak ważne znalezisko archeologiczne zostaje zamknięte w magazynie, jest dla wielu badaczy bardzo bliska rzeczywistości. Ci, którzy zajmują się badaniem spraw związanych z utajnianiem archeologicznych odkryć, otrzymują od dawna niepokojące sygnały wskazujące, że najważniejsza w Stanach Zjednoczonych instytucja archeologiczna, niezależna agencja federalna, Instytut Smithsona, zajmuje się permanentnym ukrywaniem najciekawszych i najważniejszych odkryć archeologicznych dokonanych w obu Amerykach.

Watykan od dawna jest oskarżany o to, że przetrzymuje w swoich podziemiach różne cenne przedmioty i starożytne księgi, nie dopuszczając do nich nikogo z zewnątrz. Te tajemne skarby, często o kontrowersyjnej z historycznego lub religijnego punktu widzenia naturze, są przypuszczalnie ukrywane przez Kościół Katolicki dlatego, że ich ujawnienie mogłoby podważyć jego oficjalne doktryny. Co ciekawe i zarazem smutne, istnieją niezbite dowody na to, że coś podobnego ma miejsce w przypadku Instytutu Smithsona.

Instytut Smithsona założony został w roku 1829 po śmierci ekscentrycznego brytyjskiego milionera Jamesa Smithsona, który pozostawił po sobie 515169 dolarów. Zgodnie z jego wolą za pieniądze te miano utworzyć instytucję, której celem miało być "powiększanie i rozpowszechnianie wiedzy wśród ludzi". Niestety istnieją dowody wskazujące na to, że przez ostatnie sto lat Instytut Smithsona bardziej zajmował się zatajaniem wiedzy przed ludźmi niż jej rozpowszechnianiem.

Ukrywanie archeologicznych znalezisk zaczęło się pod koniec 1881 roku, kiedy to znany z badań Wielkiego Kanionu geolog John Powell wyznaczył C. Thomasa na stanowisko dyrektora Sekcji Wschodnich Kopców w Biurze Etnologii Instytutu Smithsona.

Kiedy Thomas przyszedł do Biura Etnologii "zdecydowanie wierzył w istnienie rasy Budowniczych Kopców, która nie należała do amerykańskich Indian". Dyrektor Biura Etnologii, John Wesley Powell, był jednak sympatykiem amerykańskich Indian i jako młody człowiek przez wiele lat mieszkał wśród pokojowo nastawionego szczepu Indian Winnebago w stanie Wisconsin. Uważał, że amerykańskich Indian niesłusznie postrzega się jako prymitywnych dzikusów.

Instytut Smithsona zaczął promować ideę, że rodowici Amerykanie, którzy byli w tym czasie eksterminowani w licznych toczonych z nimi wojnach, są potomkami jakiejś wysoko rozwiniętej cywilizacji i zasługują na szacunek i ochronę. Instytut zaczął równocześnie zatajać wszelkie archeologiczne dowody, które mogłyby przemawiać na rzecz koncepcji zwanej Dyfuzjonizmem, zgodnie z którą w ciągu całej ludzkiej historii rozprzestrzenianie się kultury i rozwój cywilizacji następował za sprawą podróży morskich odbywanych wzdłuż głównych szlaków handlowych.

Instytut Smithsona optował za opozycyjną szkołą zwaną Izolacjonizmem, według której większość społeczności pozostaje w stosunku do siebie w izolacji, w związku z czym zachodzi między nimi bardzo mało kontaktów, a zwłaszcza między tymi, które są oddzielone od siebie wielkimi wodami. Owocem tej intelektualnej wojny, która rozpoczęła się w latach osiemdziesiątych XIX wieku, było między innymi stwierdzenie, że nawet między cywilizacjami, jakie istniały w dolinach Ohio i Mississippi, bardzo rzadko dochodziło do kontaktów, a już na pewno nie miały one żadnych kontaktów z tak zaawansowanymi kulturami, jak kultura Majów, Tolteków czy Azteków, istniejącymi w Środkowej Ameryce. Biorąc pod uwagę fakt, że rzeka Mississippi wpada do Zatoki Meksykańskiej i że te kultury egzystowały wzdłuż jej przeciwległych brzegów, pogląd ten był trudny do zaakceptowania w świetle standardów Starego Świata. To tak jakby powiedzieć, że kultura znad Morza Czarnego nigdy nie miała styczności z kulturą śródziemnomorską.

Kiedy zbadano zawartość wielu starożytnych kopców i piramid znajdujących się na Środkowym Zachodzie, stwierdzono, że dawna kultura istniejąca w dolinie rzeki Mississippi, która je pozostawiła, była bardzo wyrafinowana i miała kontakt z Europą oraz innymi częściami świata. W wielu kopcach i nie tylko w nich znajdowano zwłoki ogromnych mężczyzn, mierzących czasem od siedmiu do ośmiu stóp (2,1-2,4 m) wzrostu, pochowanych w pełnej zbroi z mieczami i wspaniałymi kosztownościami.

Kiedy na przykład w roku 1930 odkopano Kopiec Spiro w Oklahomie, znaleziono w nim rosłego mężczyznę w pełnej zbroi razem z dzbankiem zawierającym tysiące pereł oraz innymi przedmiotami, które stanowiły największy skarb, jaki dotąd znaleziono i udokumentowano. Nie wiadomo, gdzie się obecnie znajduje ten mężczyzna w zbroi. Jest wielce prawdopodobne, że trafił do Instytutu Smithsona.

W czasie prywatnej rozmowy z bardzo znanym historykiem (który życzy sobie zachować anonimowość) okazało się, że były pracownik Instytutu Smithsona, który został zwolniony z niego za bronienie teorii dyfuzjonizmu w Ameryce (to znaczy herezji mówiącej, że inne starożytne cywilizacje mogły odwiedzać brzegi Północnej i Południowej Ameryki wiele stuleci przed Kolumbem), wyznał mu rzekomo, że ludzie z Instytutu Smithsona wynajęli swego czasu barkę, do której załadowali niezwykłe znaleziska i wypłynęli nią w głąb Oceanu Atlantyckiego, po czym cały ten ładunek zatopili.

Chociaż myśl, że Instytut Smithsona może ukrywać jakieś cenne archeologiczne znaleziska, jest trudna do zaakceptowania, to jednak istnieją liczne dowody na to, że instytut ten z premedytacją ukrywa i "gubi" cenne eksponaty. Wydawany przez Towarzystwo Gungywamp z Connecticut zajmujące się badaniem megalitów z Nowej Anglii biuletyn Stonewatch Newsletter zamieścił w swoim zimowym numerze z 1992 roku bardzo ciekawy artykuł opisujący odkrycie w 1892 roku w Alabamie drewnianych trumien, które zostały przesłane do Instytutu Smithsona, a następnie "gdzieś przepadły". Według Stonewatch Newslettera badacz Frederick J. Pohl napisał w roku 1950 intrygujący list do dziś już nieżyjącego brytyjskiego archeologa dr T. C. Lethbridge'a, w którym czytamy między innymi: "Pewien profesor geologii przesłał mi reprint tekstu należącego do Instytutu Smithsona - The Crumf Burial Cave autorstwa Franka Burnsa - który pochodzi z raportu Muzeum Narodowego Stanów Zjednoczonych z roku 1892, str. 451-454 (1984). Raport ten podaje, że w jaskini o nazwie Crumf, która stanowi część południowej odnogi rzeki Warrior i leży w dolinie Murphy'iego w okręgu Blount w Alabamie, dostępnej tylko z rzeki od strony zatoki Mobile znaleziono drewniane trumny wyżłobione za pomocą ognia oraz stalowych i miedzianych dłut. Osiem z nich zabrano do Instytutu Smithsona. Miały one 7,5 stopy (2,25 m) długości, 14-18 cali (35-45 cm) szerokości i 6-7 cali (15-17,5 cm) wysokości. Ich pokrywy były otwarte. Ostatnio napisałem w tej sprawie do Instytutu Smithsona i 11 marca otrzymałem odpowiedź podpisaną przez F. M. Setzlera, Głównego Kuratora Wydziału Antropologii. «Nie jesteśmy w stanie odnaleźć w naszej kolekcji powyższych trumien» - pisze Setzler - «mimo iż z rejestru wynika, że swego czasu takie trumny otrzymaliśmy»".

W roku 1992 David Barron, prezes Towarzystwa Gungywamp, został poinformowany przez Instytut Smithsona, że trumny te wyglądają obecnie jak drewniane koryta i nie mogą być udostępnione do oglądania, gdyż były składowane w zanieczyszczonym azbestem magazynie. Magazyn ten został zamknięty na najbliższe dziesięć lat i nikt poza personelem Instytutu nie ma do niego wstępu!

Znany zoolog Ivan T. Sanderson, który często gościł w latach sześćdziesiątych w programie Tonight Shaw Johnny'ego Carsona (zwykle razem z jakimś niezwykłym zwierzęciem, takim jak na przykład łuskowiec czy lemur) opowiedział ciekawą historię o pewnym liście, jaki otrzymał od jednego z inżynierów stacjonujących w czasie drugiej wojny światowej na wyspie Shemya w archipelagu Aleuckim. Podczas budowania pasa startowego kierowana przez niego ekipa splantowała kilka wzgórz i pod kilkoma warstwami osadowymi natknęła się na coś, co wyglądało jak ludzkie szczątki. Te alaskie kopce okazały się cmentarzyskiem gigantycznych ludzkich szczątków składających się z czaszek i długich kości nóg.

Znalezione czaszki mierzyły od 22 do 24 cali (55-60 cm) licząc od podstawy do wierzchołka. Ponieważ czaszka dorosłego człowieka mierzona od przodu do tyłu ma około 8 cali (20 cm), tak wielkie rozmiary znalezionych czaszek wskazują, że ludzie, do których one należały, musieli być ogromnej postury. Ponadto każda czaszka była poddana precyzyjnej trepanacji (to znaczy zabiegowi polegającemu na wycięciu otworu w górnej jej części).

Co ciekawe, zwyczaj spłaszczania czaszki noworodka, aby mogła ona przybierać w czasie wzrostu podłużny kształt, był praktykowany przez starożytnych Peruwiańczyków, Majów i Indian ze szczepu Płaskogłowych ze stanu Montana. Sanderson próbował zebrać dalsze dowody na temat tego znaleziska i w końcu otrzymał list od innego członka tej ekipy, który potwierdził to, czego się dowiedział wcześniej. Obydwa listy wskazywały, że te szczątki trafiły do Instytutu Smithsona i od tego czasu wszelki słuch o nich zaginął. Sanderson wydawał się być zadowolony, że się tam znalazły, i jednocześnie dziwił się, dlaczego Instytut nie opublikował na ten temat żadnych informacji. "...Czyżby oznaczało to, że ci ludzie nie zamierzają zrewidować swoich poglądów i napisać od nowa swoich książek?" - zapytuje.

W roku 1944 dokonano przypadkowego, niemniej kontrowersyjnego odkrycia. Jego autorem był Waldemar Julsrud, zaś odkrycie miało miejsce w Acámbaro w Meksyku. Acámbaro leży w stanie Guanajuato w odległości 175 mil (280 km) na północny zachód od stolicy Meksyku. W miejscu, gdzie dokonano tego dziwnego archeologicznego odkrycia, znajdowało się około 33 500 przedmiotów wykonanych z ceramiki, kamienia oraz jaspisu, a także noże z obsydianu (obsydian jest ostrzejszy od stali i do dzisiaj używa się go podczas chirurgicznych operacji serca). Wśród znalezionych przez Jalsruda, miejscowego prominentnego handlowca niemieckiego pochodzenia, statuetek o długości od 1 cala do 6 stóp (2,5-180,0 cm) znajdowały się również takie, które przedstawiały wielkie gady, niektóre nawet w towarzystwie ludzi - przeważnie jedzących je. Część tych statuetek przedstawiała motywy erotyczne. Obserwując te wielkie gady trudno się było oprzeć wrażeniu, że to dinozaury.

Jalsrud zapełnił tą kolekcją dwanaście pokoi swojego dużego domu. W kolekcji tej obok niezwykłego zbioru przedstawiającego Murzynów, Azjatów i brodatych przedstawicieli białej rasy, znajdowały się liczne przedmioty z motywami egipskimi i sumeryjskimi oraz wywodzącymi się z innych nieznanych dawnych cywilizacji. Były tam także posążki Wielkiej Stopy, wodnych stworzeń wyglądających jak potwory, dziwacznych zwierzęco-ludzkich hybryd oraz wielu innych nie dających się określić stworów. W tym samym miejscu znaleziono także zęby konia z epoki lodowcowej, szkielet mamuta i dużą ilość ludzkich czaszek.

W celu określenia wieku tych znalezisk poddano je badaniu na obecność węgla radioaktywnego oraz dodatkowym testom termoluminescencyjnym pozwalającym określić wiek ceramiki. Badania te przeprowadzono na Uniwersytecie Stanowym w Pensylwanii. W ich wyniku stwierdzono, że przedmioty te wykonano mniej więcej 6500 lat temu, to jest około 4500 lat p.n.e. Zespół ekspertów z innego uniwersytetu, któremu udostępniono do zbadania kilka figurek z kolekcji Jalsruda, nie mówiąc mu, skąd one pochodzą, wykluczył możliwość, aby były to jakieś współczesne repliki. Kiedy eksperci ci dowiedzieli się, skąd pochodzą te figurki, nabrali wody w usta.

W roku 1952 podjęto próbę zdyskredytowania tej niezwykłej kolekcji, która zdążyła już stać się sławna. Podjął się tego amerykański archeolog Charls C. DiPeso, który twierdził, że dokładnie zbadał 32000 figurek z kolekcji Jalsruda w czasie zaledwie czterech godzin, jakie spędził w jego domu. W mającej się ukazać książce badacz-archeolog John H. Tierney, który poświęcił temu znalezisku kilkadziesiąt lat swojego życia, podkreśla, że aby DiPeso mógł zbadać tak dużą ilość przedmiotów w ciągu czterech godzin, musiałby w ciągu jednej minuty starannie obejrzeć 133 figurki i to nie robiąc w tym czasie nic innego. Należy wiedzieć, że aby tylko posegregować taką ogromną ilość przedmiotów, trzeba by poświęcić na to kilka tygodni.

Tierney, który współpracował z nieżyjącym już profesorem Hapgoodem, Williamem N. Rusellem i innymi osobami, które poświęciły się tej sprawie, oskarża Instytut Smithsona i inne autorytety archeologiczne o prowadzenie kampanii dezinformacyjnej przeciw temu znalezisku. Już na samym początku narastania wokół tej sprawy kontrowersji Instytut Smithsona zdyskredytował odkrycie w Acámbaro nazywając je celowym oszustwem. Powołując się na Ustawę o Wolności Informacji Tierney odkrył, że wszystkie akta Instytutu Smithsona dotyczące odkrycia Julsurda gdzieś zniknęły.

Po odbyciu dwóch ekspedycji do Acámbaro w roku 1955 i 1968 profesor historii i antropologii Uniwersytetu Stanowego w New Hampshire Charles Hapgood opublikował rezultaty swoich osiemnastoletnich badań w wydanej własnym sumptem książce Mystery in Acámbaro (Zagadka z Acámbaro). Hapgood odnosił się początkowo ze sceptycyzmem do tego znaleziska, ale po swojej pierwszej wizycie w Acámbaro w roku 1955 zmienił zdanie. Był naocznym świadkiem odkopania części figurek i nawet sam wskazywał kopaczom, gdzie mają kopać.

Dodatkowym faktem podsycającym kontrowersyjność tej sprawy jest to, że Instytut Nacional de Antropologia e Historia (Narodowy Instytut Antropologii i Historii) przyznał za pośrednictwem jego nieżyjącego już Dyrektora Prekolumbijskich Monumentów, dr Eduarda Noguery (który jako szef oficjalnego zespołu prowadzącego badania w miejscu, gdzie dokonano odkrycia, sporządził raport, który Tierney zamierza zamieścić w swojej książce), że "znalezione obiekty zostały wydobyte zgodnie z naukowymi kryteriami". Mimo oczywistych dowodów przemawiających za autentycznością znaleziska oficjalna wersja brzmiała, że ze względu na jego "fantastyczną" naturę cała ta sprawa musi być jakimś żartem zrobionym Jalsrudowi.

Jakiś czas temu zawiedziony i jednocześnie pełen nadziei Jalsrud zmarł. Jego dom został sprzedany a kolekcja umieszczona w magazynie. Obecnie nie jest ona wystawiana na widok publiczny.

Przypuszczalnie najbardziej zadziwiającym przykładem ukrywania przez Instytut Smithsona faktów jest odkrycie egipskiego grobu w samym sercu Arizony. 5 kwietnia 1909 roku na pierwszej stronie gazety Phoenix Gazette ukazał się obszerny artykuł przedstawiający szczegółową relację z odkrycia przez ekspedycję kierowaną przez profesora S. A. Jordana z Instytutu Smithsona, wydrążonej w skale komory. Instytut oczywiście nic nie wie o tym odkryciu ani o jego odkrywcach.

Światowy Klub Odkrywców postanowił sprawdzić tę historię dzwoniąc do Instytutu Smithsona w Waszyngtonie nie licząc zbytnio na uzyskanie prawdziwych informacji. Po przedstawieniu się obsłudze centrali telefonicznej połączono ich z jednym z archeologów Instytutu. W słuchawce zabrzmiał kobiecy głos który przedstawił się telefonującym.

Powiedziano tej kobiecie o zainteresowaniu się sprawą o której pisała wychodząca w Phoenix gazeta w 1909 roku. Wyjaśniono jej, że chodzi o odkrycie w Wielkim Kanionie przez zespół archeologów z Instytutu Smithsona wydrążonych w skale komór, w których znaleziono egipskie przedmioty, i zapytano, czy Instytut mógłby udzielić dodatkowych informacji na ten temat.

"Po pierwsze, pragnę powiedzieć" - oznajmiła - "że żadne przedmioty pochodzenia egipskiego nigdy nie zostały odkryte ani znalezione zarówno w Północnej, jak i Południowej Ameryce. Przeto mogę pana zapewnić, że Instytut Smithsona nigdy nie prowadził tego rodzaju wykopalisk". Kobieta ta starała się być pomocna i grzeczna i ostatecznie niczego się od niej nie dowiedziano. Ani ona, ani nikt inny, z kim rozmawiano, nie mógł znaleźć żadnej wzmianki na temat tego odkrycia, a także G. F. Kinkaida i profesora S. A. Jordana.

Chociaż nie da się całkowicie wykluczyć, że ta historia jest kaczką dziennikarską, to jednak fakt, że opisano ją szczegółowo na kilku stronach zaczynając od strony tytułowej, a także powołano się na prestiżowy Instytut Smithsona, nadaje jej wiarygodności. Trudno w tej sytuacji uwierzyć, aby wzięła się ona z powietrza.

Czy Instytut Smithsona ukrywa ważne archeologiczne odkrycia ? Jeśli ta historia jest prawdziwa, może ona całkowicie zmienić obecnie obowiązujący pogląd, że w prekolumbijskich czasach nie było żadnych kontaktów z innymi kontynentami i że amerykańscy Indianie są potomkami odkrywców z Epoki Lodowcowej którzy przybyli do obu Ameryk przez Cieśninę Beringa.

Czy pogląd, że starożytni Egipcjanie przybyli kiedyś dawno temu w rejon Arizony, jest aż tak niestosowny i niedorzeczny, że przemawiające za nim dowody muszą być ukrywane ? Instytut Smithsona jest przypuszczalnie bardziej zainteresowany w utrzymaniu obecnego status quo niż propagowaniu nowych odkryć, które mogą zmusić świat nauki do zmiany dotychczas przyjętych poglądów.


Carl Hart, historyk, lingwista oraz wydawca World Explorera otrzymał z jednej z księgarń w Chicago mapę turystyczną Wielkiego Kanionu. Przeglądając ją ze zdziwieniem stwierdzono, że na północnej stronie kanionu znajduje się wiele egipskich nazw. Na obszarze wokół Ninety-four Mile Creek i Trinity Creek znajdują się miejsca (formacje skalne) noszące nazwy, jak Wieża Seta, Wieża Ra, Świątynia Horusa, Świątynia Ozyrysa i Świątynia Izis. Na obszarze Nawiedzonego Kanionu występują takie nazwy jak Piramida Cheopsa, Klasztor Buddy, Świątynia Buddy, Świątynia Manu i Świątynia Sziwy. Czy między tymi miejscami i wyżej wspomnianym odkryciem egipskiego grobu w Wielkim Kanionie istnieje jakiś związek ?

Zapytano o to stanowego archeologa zajmującego się Wielkim Kanionem który odpowiedział, że dawniejsi odkrywcy lubowali się w egipskich i hinduskich nazwach. Stwierdził on także, że ten rejon jest niedostępny dla turystów i innych ludzi "z powodu niebezpiecznych jaskiń".

Ten cały rejon z egipskimi i hinduskimi nazwami w Wielkim Kanionie jest rzeczywiście zakazaną strefą, do której nikt nie ma prawa wstępu.

Jak można przypuszczać, to właśnie tam znajdują się owe komory. Ten teren jest, o dziwo, niedostępny w znacznej mierze także dla personelu parku.

Gdyby choć niewielka część owych dowodów na "Smithsongate" okazała się prawdą, wówczas oznaczałoby to, że nasza najbardziej okrzyczana instytucja archeologiczna zajmuje się ukrywaniem dowodów na istnienie zaawansowanych kultur amerykańskich, na przybywanie do Ameryki przedstawicieli różnych kultur, na istnienie ludzkich gigantów i innych niezwykłych, nietypowych znalezisk - dowodów, które stoją w sprzeczności z oficjalnie obowiązującą doktryną na temat dziejów Ameryki Północnej.

Rada Regentów Instytutu Smithsona nadal odmawia wstępu na swoje posiedzenia przedstawicielom mass-mediów oraz publiczności. Ciekawe, jakie szkielety mogliby znaleźć Amerykanie, gdyby wpuszczono ich do tej "narodowej attyki", jak się często nazywa Instytut Smithsona ?

Według Davida H. Childress'a - Archeological Cover-Ups? (1995)

http://www.orion2012.pl/instytut_smithsona
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #26 : Czerwiec 03, 2010, 14:13:20 »

Posty o olbrzymach przeniosłem tu:

http://www.cheops.darmowefora.pl/index.php?topic=2982.0
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #27 : Sierpień 24, 2010, 19:15:18 »

Właściwie to nie mam pomysłu gdzie umieścic ten post ,wiec daję go tutaj. Songo1970 w dziale Egipt, podał link do ciekawej strony na której mozna znaleźć wiele ciekawych artykułów .
Oto jeden z nich:
Zakłamana historia

 Czytając mity, podań i legend ludów starożytnych z wszelkich zakątków świata, poznając treść Biblii i zawartość pism świętych innych religii najpierw dochodzi, się do wniosku, że wszystko tu jest pomieszane, zagmatwane i zwyczajnie „niekomaptybilne”. Ale to tylko pierwsze wrażenie. Im bardziej zagłębiamy się w ich treść wychodzą na jaw zadziwiające zbieżności, podobieństwa i schematy. Wyjaśnianie tego bogatą wyobraźnią ludów pierwotnych albo interpretowanie za pomocą religijnych dogmatów i wierzeń zwyczajnie nie wystarcza… Tamci „bogowie” nie byli wymysłem, a historia ludzkości jest zupełnie inna od tej prezentowanej nam przez oficjalną naukę.To co pozostawiły po sobie starożytne cywilizacje do dziś budzi podziw milionów ludzi na świecie, a także naukowców. Monumentalne budowle, wspaniała architektura, perfekcyjne wykonanie gwarantujące ich wielowiekowe istnienie… A jednak wciąż próbuje nam się wmówić, że te starożytne kultury były głupie, zacofane i prymitywne. Generalnie nie umiały wiele, nie wiele wiedziały, ale no, że jakiś tam faraon/władca zapragnął wznieść wielką budowlę to po zapędzeniu milionów robotników – chłopów powstała za pomocą prostych narzędzi… Coś tu śmierdzi. Puzzle nie pasujące do układanki.Dla zobrazowania tego idiotycznego podejścia podam kilka architekturalnych i matematycznych przykładów mówiących wiele o wiedzy i precyzji tych „prostych” budowniczych słynnej Piramidy Cheopsa. Otóż piramida ta stoi dokładnie na osi Północ – Południe, południk przebiegający przez piramidę dzieli kontynenty i oceany na dwie równe części, a sama ona leży w centrum masy lądu stałego Ziemi. Południk przechodzący przez jej środek tworzy z równoleżnikiem przechodzącym przez piramidę Mykerinosa z linią prostą łączącą te dwa punkty trójką pitagorejski. Jej waga wynosi 31200000, a stosunek długości jej boków do objętości odpowiada stosunkowi promienia do powierzchni koła… Jej kamienie zaś są jakby oszlifowane i tak ściśle do siebie przylegają nawet dziś, że trudno tak żyletkę wcisnąć… Gdyby dzisiaj chcieć zbudować piramidę Heopsa to trzeba byłoby około 50 lat pracy wszystkich narodów zjednoczonych, z użyciem najnowocześniejszej techniki, żeby postawić tę ogromną budowlę. Jeden z profesorów z instytutu w Miami, który przebadał skały piramid, odkrył, że są one odlane, są sztuczne, gdyż istnieją w nich pęcherzyki powietrza, odkrył w jednym z kamieni ludzki włos. I tak dalej i tak dalej, a to tylko część smaczków. Tak więc 2,600,000 bloków zostało wyciętych w kamieniołomach, oszlifowanych, przeniesionych i na miejscu budowy dopasowanych do siebie z dokładnością do milimetra, ułożonych zgodnie z wieloma proporcjami matematycznymi i odniesieniami astronomicznymi, a wszystko to zrobione zostało przez kilkaset tysięcy robotników-chłopów za pomocą lin, belek drzewa, prostych dźwigów….Coś tu naprawdę śmierdzi…A teraz z innego kontynentu. Majowie posiadali bardzo rozległą wiedzę astronomiczną i matematyczną, którą poznać możemy cząstkowo z zachowanego Kodeksu Drezdeńskiego (bo znajduje się w tym mieście) – źródło to jest jednym z niewielu ocalałych po niszczącej działalności hiszpańskich konkwistadorów. Kodeks ten zawiera wiele danych astronomicznych dotyczących Wenus! Z szeregu liczb i dat wynika, że Majom udało się wyliczyć długość roku wenusjańskiego, który wedle nich wynosił 583,92 dni. Liczbę tę zaokrąglili do 584 dni, lecz jej wielkość po przecinku regulowali co kilka dziesięcioleci – korygowali błąd. Dwie strony kodeksu Majowie poświęcili orbicie Marsa, cztery orbicie Jowisza oraz innym planetom naszego Układu Słonecznego oraz ich poszczególnym księżycom!To jeszcze nic. Majowie wyznaczyli okres obiegu Ziemi wokół Słońca z dokładnością do czwartego miejsca po przecinku – 365,2421 dni. Liczba ta jest znacznie dokładniejsza od liczby przyjętej przez Kalendarz Gregoriański tj. 365,2424, a dopiero komputerowo ustalono, że wynosi ona dokładnie 365,2422 dni! A pamiętajcie, że według oficjalnej wersji Majowie nie znali ani koła ani metalu, bo uznaje się ich za lud epoki kamiennej… hmmm…A najlepszym hitem jest to, że w takim oto mieście Majów zwanym Teotihuacan możemy na własne oczy zobaczyć największy na świecie model Układu Słonecznego, bowiem…całe one jest na nim rozplanowane! Ku zdumieniu naukowców Teotihuacan okazało się „kosmicznym modelem” schematem naszego układu planetarnego – wszystkie budynki są rozmieszczone w tak proporcjonalny sposób, jak planety są ułożone względem centrum – Słońca, łącznie z Plutonem, o którym lud ten nie powinien mieć żadnego pojęcia!!!Mało Wam jeszcze tajemnic i dziwnych faktów z naszej rzekomo wyjaśnionej przeszłości? No to podam jeszcze jeden przykład afrykańskiego plemienia Dogonów, żyjącego na płaskowyżu Bandiagara. Ten prymitywny lud wiedział o schemacie budowy układu Syriusza ? znali oni fakt, że jest to gwiazda podwójna i posiada „towarzyszkę” – Syriusza B i wiedzieli o tym od wieków. Opisywali oni ją nawet na tyle ile potrafili – twierdzą, że jest bardzo mała, ale bardzo ciężka, znali nawet okres jej okrążenia wokół Syriusza – 50 lat! Oczywiście nadmienię tylko, że Syriusz B został odkryty dopiero w XIX wieku i nie jest widoczny gołym okiem… To tylko naprawdę kilka niezwykłych faktów z naszej bogatej jak widać i wciąż niezbadanej rzetelnie przeszłości. I tu wkracza pan Erich von Daniken ze swoją bardzo oryginalną (choć nie przez niego „wynalezioną”) teorią, która budzi kontrowersje w świecie naukowym od lat. Daniken uważa, że cywilizacja ludzka powstała i rozwijała się z inspiracji przybyszów z kosmosu, zwanych w starożytnych przekazach bogami. Dla teologów i archeologów to najgorszy koszmar jako można sobie wyobrazić. Facet związany z branżą hotelową nie związany wcześniej z nauką bez ogródek wali w najczulsze punkty gatunkowej historiozofii. Najgorsze jest dla nich to, że Daniken nie podważa on powszechnie znanych faktów, lecz inaczej je interpretuje. W zasadzie jest on obrońcą starożytnych podań, mitów, Biblii i innych świętych pism religijnych, bo dla niego to bardzo ważne źródła wiedzy o naszej przeszłości.Świat nauki bardzo krytykuje pana Danikena, gdyż jego tezy i dowody nie pasują do historii podawanej nam w szkole. Tyle, że ludzie coraz więcej czytają, oglądają, podróżują, analizują i stawiają coraz to trudniejsze pytania. Widzą, że oficjalne wyjaśnienia są jakieś takie naciągane i zbyt prostackie. Wyczuwa się to na kilometr. Dlatego nie dziwmy się, skąd taka popularność książek Ericha von Danikena - ludzie po prostu zwyczajnie poczuli (i to całkiem słusznie), że w oficjalnej wersji przeszłości jest tyle bezsensownych, sprzecznych ze sobą stwierdzeń, że należy szukać innego wyjaśnienia. I tak Daniken pisząc w ciekawy i przystępny sposób tchnął nowego ducha w skostniałą wizję początków naszego gatunku i jego rozwoju cywilizacyjnego. Pokazał, że można spojrzeć na to wszystko z zupełnie innej strony i to logicznej strony. Bo logiki w teoriach pana Danikena z pewnością nie brakuje, nikt mi nie powie. To, że się pewnie mylił nie raz, to że kilkakroć jakiś fakt nadinterpretował i naginał do swej koncepcji nie oznacza, że cała jego teoria jest warta wyrzucenia do kosza…Taka właśnie jest strategia jego konserwatywnych oponentów - pseudonaukowców, którzy wynajdują nieistotne, drobne błędy i potknięcia, które są na ich rękę by go zdyskredytować, ale gdy on zadaje bardzo celne ciosy w ich teorie - milczą. To nie jest już nauka, to się nazywa religia. Religia niezmienialnych dogmatów naukowych. Jednym z najlepszych źródeł potwierdzających słuszny tok rozumowania Danikena jest święta księga indyjska – Mahabharata. Opisuje ona przygody, wojny bogów, którzy pojawili się na Ziemi, pomagali ludziom. Powstała co najmniej przed 5000 lat. Autor księgi opisał w niej broń, która była w stanie zabić wszystkich wojowników, noszących na sobie kawałki metalu. Przypomina to wybuch bomby atomowej. Najbardziej niezwykłą rzeczą jaką przedstawia Daniken jest pewna mapa tureckiego admirała. Na początku XVIII wieku w pałacu Topkapi w Istambule znaleziono stare mapy geograficzne należące do admirała Piri Reisa, oficera tureckiej armii. Amerykański kartograf Arlington H.Mallery zbadał te mapy i ze zdziwieniem zauważył, że co prawda wszystkie dane geograficzne są zaznaczone, ale nie są umieszczone we właściwych miejscach. Przy pomocy komputerów amerykańskiej armii naniesiono mapy na współczesny globus. Nagle dokonano sensacyjnego odkrycia, mapy okazały się bardzo dokładne i to nie tylko w odniesieniu do regionów Morza Śródziemnego. Na mapie znajdowały się także wybrzeża obydwu Ameryk, ale co dla naukowców było szokiem , kontury Antarktydy. Mapy ukazywały również łańcuchy górskie, szczyty, wyspy, rzeki i wyżyny. Wszystko było naniesione z niesamowitą dokładnością. Zaznaczone na mapach Reisa łańcuchy górskie odkryto na Antarktydzie dopiero w 1952 roku. Porównanie map Piri Reisa ze współczesnymi zdjęciami satelitarnymi kuli ziemskiej wykazało, że ich oryginały musiały być zdjęciami lotniczymi wykonanymi z bardzo dużej wysokości. Jak twierdzą naukowcy, mapy te nie są oryginałami, są kopiami z kopii, które były kopiami z jeszcze wcześniejszych kopii … Jedno nie ulega wątpliwości, ktokolwiek wykonał je przed tysiącami lat, musiał nie tylko unosić się w powietrzu, ale także fotografować. Kiedyś dawno temu albo byli na Ziemi kosmici, albo nasi przodkowie mieli statki kosmiczne. Ich możliwości techniczne musiały być takie, jakie mamy dzisiaj, bądź lepsze”.Tego typu dowodów i poszlak jest bardzo wiele, a Daniken właściwie tylko je zebrał, opisał, przeanalizował i świetnie o nich napisał. Praca Ericha von Daniken polegałą na tym, że zbadał on bardzo wnikliwie niezliczone fakty archeologiczne, kulturowe, historyczne i religijne, które nabierają sensu dopiero, gdy weźmie się pod uwagę możliwość pozaziemskich odwiedzin. Jego wielką zasługą jest jednak popularyzacja tematu. Daniken z wielką pasją poświęcił się badaniu prehistorii i dzięki jego książką świat po raz pierwszy na taką skalę mógł zapoznać się z zupełnie innym spojrzeniem na „bogów” starożytności.Być może jutro lub kiedyś w przyszłości niektóre tajemnice naszej przeszłości zostaną wyjaśnione, ale nie sądzę, by stało się tak prędko. Dlaczego? Bo uważam, że zbyt wielu tajemniczym siłom zależy, abyśmy nie znali prawdy o swojej przeszłości. Jest ona zakłamana, zafałszowana tak, byśmy wciąż tkwili w przekonaniu, że istniejemy jako gatunek przypadkiem oraz że żadne istoty z innych światów nie mogły i nie mogą istnieć – że jesteśmy w kosmosie sami uwięzieni w trójwymiarowej rzeczywistości. Tak, czuję w tym głębszy cel – ograniczenie naszej świadomości, naszego rozumowania do ściśle materialistycznych i przyziemnych kategorii. Zresztą każdy kto zapoznał się z tematem reptalian – czyli naszych gadzich ciemiężycieli – wie, że jest to całkiem ciekawa i intrygująca koncepcja, nawet jeśli w nią nie wierzy. Wiara w to nie jest istotna, trzeba badać temat ostrożnie nie popadając w schematy myślowe i narzucone nam stereotypy i kłamstwa opisujące to czym jesteśmy i gdzie żyjemy. Myślę, że istnieje siła chcąca trzymać nas w niewiedzy i ciemnocie, tak jak chciano byśmy nie wierzyli w kulistość Ziemi, heliocentryzm i inne tego typu rzeczy. Zasada rozwoju świadomości i pogłębiania wiedzy o rzeczywistości jest jedna: nie wyśmiewać z góry niczego nowego, nie uznawać, że już się wie wszystko („wiem, że nic nie wiem”) i spokojnie czytać i zapoznawać się z wszystkimi informacjami, nawet z tymi, które nakazuje nam się wyrzucić do kosza, zignorować i zapomnieć tylko dlatego, że nie pasują do oficjalnej wersji, bądź nie mieszczą się w naszym ustalonym sposobie pojmowania świata. A jest to bardzo trudne.Tak więc badajmy naszą przeszłość, zadawajmy trudne pytania, analizujmy i nie wchłaniajmy wszystkiego co podaje nam się w mediach zupełnie bezkrytycznie. Bo w oficjalnej wersji naszej przeszłości jest zawarte tyle niewiedzy, ignorancji oraz celowych kłamstw i manipulacji faktami, że musimy myśleć za siebie.
http://oroasor.wordpress.com/zaklamana-historia-/
« Ostatnia zmiana: Sierpień 24, 2010, 19:15:59 wysłane przez chanell » Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
Betti
Gość
« Odpowiedz #28 : Styczeń 12, 2011, 14:43:20 »

Tabu Archeologii
Podstawy hipotez na temat prehistorycznych społeczno - kulturowych osiągnięć człowieka, które są podstawą nauczania archeologii i historii, napisane zostały ponad dwa wieki temu. Gdzie są odkrycia, badania, fakty, wykopaliska i dowody chociażby z ostatnich pięćdziesięciu lat?  
                    

Gdy autorzy książki Michael Cremo i Richard Thompson „Zakazana archeologia” przedstawili dowody na ogromną przepaść, która dzieli w łańcuchu ewolucji daty i fazy rozwoju homo sapiens oraz dowody na istnienie znacznie wcześniejszych cywilizacji o wysokim stopniu rozwoju (jak głosi oficjalna wersja) świat nauki omal nie rozpalił stosu i skazał ich za głoszenie herezji.Teoria dotycząca wielkiej piramidy przedstawiona w oficjalnej wersji naukowej mówi, że Cheops był jej budowniczym. Jednak inskrypcje znalezione na steli znalezionej, przez Jean Pierre Mariette w 1850 zaprzecza tej teorii i głosi, że piramidy i Sfinks istniały na długo wcześniej przed panowaniem tego faraona. Cheops wyremontował ją tylko dla bogini Izydy. Jednym z głównych dowodów, który jako pierwszy wskazał tego faraona na twórcę piramidy był kartusz z imieniem Chufu odkryty przez Howarda Vyse, który jak wiadomo jest falsyfikatem zawierającym błąd ortograficzny, napisanym przez samego odkrywcę. Nieliczni naukowcy i badacze, już dawno dowiedli, co potwierdzają najnowsze badania, że Cheops jako faraon był jedynie przechodnim właścicielem piramid i tak jak wszystko w jego państwie należały one do niego, jednak nie był ich budowniczym.

Według podręczników do archeologii potop ogólno światowy, który opisuje biblia, kalendarz Majów i religie wszystkich cywilizacji na całym globie to powodzie lokalne, a co najwyżej na skalę jednego państwa. Jednak badania geologiczne dowiodły, że archeolodzy nie mają racji a przekazy te z całą pewnością mówią prawdę.                                                                              

Inskrypcje na budowlach Majów, w którym zapisane są informacje o przesunięciu równika uważany przez, archeologów za mit również okazał się prawdą, co udowodnili geolodzy.


Dlaczego nie można uzupełnić podręczników do archeologii o odkrycia ostatniego półwiecza?

Środowiska naukowe nauczyły się tak manipulować opinią publiczną, że w podręcznikach, na wykładach i filmach popularno naukowych, w których archeolodzy, antropolodzy, genetycy i geolodzy na temat np. wspólnych cech budowli na wszystkich kontynentach, migracji ludów do Ameryki Południowej czy na wyspy Pacyfiku potrafią przedstawić kilka wzajemnie wykluczających się hipotez, jako prawidłowe. Każdy, kto ośmieli się podważyć naukową teorie jest napiętnowany i wypchnięty poza nawias, ośmieszony i poznaje, co oznacza siła autorytetu i śmierć zawodowa.

Mechanizmy, które doprowadziły nauczanie z zakresu archeologii do takiej recesji mają swoje źródło i początek w czasach, gdy rodziła się ta nauka. Badaniami i wykopaliskami w tym okresie zajmowali się nieliczni pionierzy. Pierwsi badacze zgłębiali wiedzę głównie o cywilizacji egipskiej, greckiej, rzymskiej. Właśnie w tym czasie powstała punktowa wiedza i teorie, które są niezmienne i obowiązują po dzień dzisiejszy. Kolejne pokolenia archeologów, które odkrywały i zajmowały się cywilizacjami Indii, Chin, Mezopotamii, obu Ameryk, wysp Pacyfiku i Atlantyku itd. miały również charakter punktowy, ponieważ wielkość autorytetów i wiedza z czasów pionierskich była już tak ugruntowana i rozbudowana, że nie dała się pogodzić z teoriami i odkryciami z reszty świata. Ta sytuacja doprowadziła do tego, że archeologia została podzielona na odrębne działy, w, których każdy naukowiec zajmuje się odrębną cywilizacją, migracją, religią, pismem, językiem, grupą budowli tylko z obrębu jednej cywilizacji. Nikt nie wchodzi w zakres nie swoich kompetencji i nie podważa autorytetu kolegów z innych działów. Odkrycia i tezy oparte na aktualnej wiedzy, faktach i dowodach, które nie pasują do oficjalnej wersji naukowej w danym getcie, są pomijane. Do tej pory wszystkim najwyraźniej odpowiadała taka sytuacja. Co prawda genetyka, geologia, astronomia i paleontologia programy i technologie komputerowe wywołały rewolucję i dostarczyły dowodów, których się nie da podważyć, ale jak widać i z tym problemem archeologia sobie poradziła.

Dlaczego archeologia dopuszcza tylko te dowody i badania genetyczne, geologiczne, językowe itd., które zgodne są z hipotezami propagowanymi dotychczas przez nią samą?
Problem z dowodami uzyskanymi dzięki tym badaniom polega na tym, iż archeologia zaksięgowała i zamknęła poszczególne cywilizacje i ludy oraz ich imigracje, a także osiągnięcia naukowe i architektoniczne, religijną i kulturową przeszłość człowieka w ściśle określonych ramach, grupach i obszarach geograficznych a nie w skali całego globu.

Uznanie wspólnych cech megalitów, pisma, języka, religii, oraz badań genetycznych dotyczących migracji ludów w skali globalnej wywoła efekt domina, który zburzy te grupy i granice a wraz z nimi obali wszystkie dotychczasowe teorie zbudowane wokół tych grup i granic. Bezwarunkowa akceptacja, kodów genetycznych sprawi, iż przodkowie ludów, którzy zasiedlili np. Pacyfik, Atlantyk, Amerykę Południową i Środkową pochodzą nie tylko z innych państw czy grup etnicznych niż utrzymują archeolodzy, ale nawet z innych kontynentów.

Środowiska naukowe w dziedzinie archeologii i historii dopuszczają do publikacji książkowych i podręczników:
    tylko wyniki tych badań, odkrycia, dowody i technologie z poszczególnych dziedzin nauki, które zgadzają się z hipotezami propagowanymi przez nich,
    przedstawiają kilka wzajemnie wykluczających się hipotez na jeden temat, każdą z nich uznając za prawidłową i słuszną,
    pomija fakty i dowody które obalają dotychczasowe hipotezy,
    badania genetyczne traktują, jako kolejną hipotezę a nie dowód,
    nie uwzględniają w podręcznikach i wykładach z własnych dziedzin wielopłaszczyznowych zmian wynikających z aktualnego stanu wiedzy naukowej, odkryć, zastosowań nowych technologii i narzędzi w innych dziedzinach wiedzy np. w archeologii i historii nie uwzględniają nowych danych z genetyki czy geologii.

Jak daleko wiedza wykładana na uniwersytetach w dziedzinie archeologii odbiega od aktualnych odkryć?

 Współczesne technologie i rozwój nauki sprawiły, iż genetycy, geolodzy, astronomowie, techniki i programy komputerowe, technicy kryminalni i medyczni itd. opierając się na dowodach i badaniach obalają teorie będące fundamentem, na którym zbudowana jest Archeologia. Ekspansja wiedzy sprawiła, że kilkadziesiąt kierunków nauki zawaliło archeologię lawiną odkryć i dowodów. Wykluczyły one dotychczasowe teorie, które są przestarzałe, a na nich oparty jest system hipotez, który także nie jest w stanie się logicznie obronić i udźwignąć tych zmian. Nic nie tłumaczy opieszałości archeologów, ponieważ od kilkunastu lat zdawali sobie z tego sprawę i nie podjęli żadnych kroków a nawet nie widzieli potrzeby by usprawnić ten system.


Każdy, kto nie studiował czy pasjonował się archeologią uzna, że to temat zbyt obszerny i trudny, i może niezbyt ważny czy interesujący. Zapewniam, iż skalę i rozmiar tego problemu może sprawdzić każdy, daleko szerzej, bo rozciąga się na inne dyscypliny w równym stopniu co na archeologię.

Pozostając jednak przy archeologii - wystarczy zapoznać się dosłownie z kilkoma artykułami najbardziej prestiżowych czasopism naukowych „ Nature” czy „Science”, które w ostatnich latach opublikowały dziesiątki odkryć mających zmienić książki do archeologii. Następnie skonfrontować te odkrycia z aktualną wiedzą na ten temat wykładaną na uniwersytetach.

Od razu narzucają się pytania do wykładowców archeologii, które pokazują skalę tego problemu:

    dlaczego megality, piramidy i świątynie na wszystkich kontynentach mają tyle wspólnych cech choć zdaniem naukowców budowniczowie z Europy, Azji i Afryki w tym okresie czasu nie dotarli do Ameryki Południowej i Środkowej oraz większości wysp Pacyfiku?                                                                                                                                                

     dlaczego pomijany jest fakt że Toltekowie, Majowie i Aztekowie doskonale znali białych ludzi gdy przybyli tam Hiszpanie, a wszystkie cywilizacje Ameryki jako twórców megalitów i założycieli swoich imperiów wskazują białych ludzi, którzy przybyli z zamorskich lądów?

    na podstawie jakich odkryć, dowodów i faktów opisywanych w czasopismach naukowych „ Nature” czy „Science” wasza dziedzina nauki zmieniła podręczniki i wykłady w ciągu ostatnich dwudziestu lat?
    czy archeologia akceptuje wszystkie dowody dotyczące emigracji ludów wynikające z dowodów opartych na badaniach genetycznych?
    czy w świetle nowych dowodów dotyczących emigracji ludów opartych na badaniach genetycznych zmieniły się dotychczasowe teorie na temat genezy: religijnych, językowych, architektonicznych i kulturowych osiągnięć człowieka?
    dlaczego, cześć badań genetycznych, które cały naukowy świat uważają za wielkie odkrycie i niepodważalny dowód, archeolodzy bez żadnych badań i analiz obalają i traktują jako kolejną teorie nie możliwą do zaakceptowania,
    na temat emigracji ludów genetycy i językoznawcy przedstawili badania, które dowodzą, iż niemal na wszystkich wyspach Pacyfiku Tajwańczycy zostawili swoje geny oraz językowe i kulturowe osiągnięcia. Wersja wykładana na archeologii oparta głównie na hipotezach mówi zupełnie coś innego. Oficjalnie w świetle nauki obydwie te wersje są prawidłowe, chociaż wzajemnie się wykluczają. Czy taka postawa, nie narusza zasad szkolnictwa i idei oświaty które wynikają z konstytucji.

Łącząc odkrycia fakty i dowody tylko z dwóch dziedzin nauki genetyki i geologii można udowodnić, że hipotezy obowiązujące na wykładach i w książkach do archeologii są niezgodne z prawdą, dowodami i odkryciami, jakimi nauka dysponuje na dzień dzisiejszy.

Każdy, kto chce zobaczyć jak daleko wiedza wykładana na uniwersytetach archeologii i historii odbiega od aktualnych odkryć naukowych niech napisze pracę na następujący temat:

Opisz wspólne cech megalitów, petroglifów na całym globie z uwzględnieniem wspólnych genów praprzodków ludów Europy, Azji i Afryki z genami ludów obu Ameryk.                                      

Czy genetyka napisze nową historię osadnictwa i emigracji ludów plemion i cywilizacji w Europie Azji, Afryce, obu Amerykach, na wyspach Pacyfiku i Atlantyku?

Tematy, o których nie mówi się głośno na archeologii i historii

1. Imigracja i osadnictwo prehistorycznych ludów, plemion i cywilizacji w Europie, Azji i Afryce w oparciu o badania genetyczne.
2. Imigracja i osadnictwo prehistorycznych ludów z Europy, Azji i Afryki do Ameryki Południowej i Środkowej na podstawie DNA, skamieniałych czaszek i kości oraz genów współcześnie żyjących potomków plemion, ludów i cywilizacji na tych kontynentach.
3. Globalny zasięg i wspólne cechy megalitycznych budowli.
4. Globalne znaczenie i podobieństwa obrzędów, rytuałów, znaków, symboli, pisma, języków.
5. Nieuwzględnione dotąd fakty, dowody, wykopaliska i odkrycia, które obalają hipotezy wykładane obecnie na uniwersytetach.
6. Czy błędy w datowaniu: osadnictwa, rozwoju kultur, cywilizacji i budowli na całym globie wynikają z wtórnych kontaktów czy wtórnych imigracji ludów o wysokim stopniu rozwoju z plemionami i ludami tubylczymi?
7. Do jakiego okresu czasu musimy cofnąć datowanie, migracje, zakładanie pierwszych osad, miast, państw, cywilizacji, budowę struktur megalitycznych, piramid, świątyń itd. gdy uwzględnimy wtórne kontakty i imigracje ludów, plemion i cywilizacji na całym globie.
8. Czy megalityczne struktury, piramidy i część starożytnych świątyń to budowle o astronomicznym znaczeniu?    
9. Czy cywilizacja np. Majów, Azteków, Inków, Olmeków oraz wyspiarzy Pacyfiku i Atlantyku jest połączeniem rodzimych tradycji, wierzeń i obyczajów z kulturą, wiedzą i technologią zamorskich imperiów?
10. Czy rachunek prawdopodobieństwa i zsumowanie wspólnych cech: budowli, petroglifów, dolmenów, tolos, kręgów, pisma, znaków, symboli, obrzędów, wierzeń, itd. na wszystkich kontynentach nie wyklucza teorii naukowców, że powstały one niezależnie od siebie?

Współczesne technologie i rozwój nauki sprawiły, iż genetycy, geolodzy, astronomowie, matematycy, animatorzy filmowi, technicy kryminalni, dzięki osiągnięciom współczesnej technologii opierając się na dowodach i badaniach mogą obalić teorie będące fundamentem, na którym zbudowano kierunek nauki, jakim jest archeologia. Ekspansja wiedzy sprawiła, że kilkadziesiąt kierunków nauki zawaliło archeologie lawiną odkryć i dowodów, których przestarzały system oparty na koncepcjach i domysłach nie jest w stanie udźwignąć. Jednak nic nie tłumaczy opieszałości archeologów ponieważ od kilkunastu lat zdawali sobie z tego sprawę i nie podjęli żadnych kroków ani nie widzieli potrzeby by usprawnić ten system.                                                                                                                            


Genetyka niczym Jeździec Apokalipsy obaliła hipotezy archeologii i historii.

Gdy główny archeolog Egiptu Zahi Hawass chciał zidentyfikować Hatszpsut (wśród mumii znalezionych w 1903 r. przez Howarda Cartera ) za pomocą najnowszych technologii i urządzeń współczesnej medycyny oraz badań genetycznych dziwnym trafem wiedział gdzie i jakich dowodów szukać, by mieć stu procentową pewność, która mumia to królowa.                                                

Kiedy chodzi o punktowe odkrycie, takie jak odnalezienie np. Hatszepsut wymagające jedynie uzupełnienia brakującej luki czy potwierdzenia hipotez akceptowanych w archeologii, badania DNA są kluczowym i stu procentowym dowodem. Lecz gdy genetyka daje nam stu procentową pewność i dostarcza dowodów obalających dotychczasowe hipotezy i wymusza opracowanie nowych tez, napisanie nowych podręczników, to dla archeologów i historyków wyniki badań genetycznych są tylko jedną z wielu teorii niemożliwą do zaakceptowania.

Badania DNA odpowiedziały na pytanie, w jakim okresie czasu przybyli, jakimi szlakami imigracyjnymi dotarli, kiedy się osiedlili, z jakich regionów geograficznych naszego globu pochodzą rdzenni i napływowi mieszkańcy obu Ameryk, wyspiarze Pacyfiku i Atlantyku, Słowianie, Persowie, Celtowie, Egipcjanie itd. Nie trzeba mieć tytułów naukowych by wiedzieć, jaką rewolucję i zmiany wywołają takie dowody.

Czy mamy wystarczającą ilość dowodów by opracować tezy oparte na faktach, dowodach i odkryciach, które obalą dotychczasowe hipotezy wsparte koncepcjami i domysłami na temat prehistorycznej przeszłości człowieka?

Czy możemy zadawać tak niedorzeczne pytania w czasach, kiedy genetyka udziela odpowiedzi na następujące pytania:
- w jakim okresie przybyli,
- jakimi szlakami imigracyjnymi dotarli,
- na jakich obszarach i w jakim czasie się osiedlili,
- z jakich regionów geograficznych naszego globu pochodzą rdzenni i napływowi mieszkańcy Ameryki Północnej, Południowej, Środkowej, wysp Pacyfiku, a także Egipcjanie, Słowianie, Persowie, Celtowie, Wikingowie itd.?

Jeżeli nie każde badanie DNA uznawane jest za dowód w dziedzinie nauki, jaką jest archeologia, a we wszystkich innych dziedzin nauki to kluczowy i niepodważalny dowód, to któraś ze stron kłamie i celowo pomija dowody, albo jest niedouczona. Czy takimi działaniami naukowcy nie tworzą precedensu, który podważa np. ojcostwo czy sprawy kryminalne, gdzie koronnym dowodem są właśnie te badania?


Wyniki badań DNA wykazały, że geny rdzennej ludności Ameryki Środkowej i Południowej pochodzą, nie tylko od ludów zamieszkujących północno wschodnią cześć Azji, ale również z pozostałej części Azji oraz Europy i Afryki. Teorię tą dawno temu opracowała nieznaczna część naukowców i archeologów amatorów na podstawie, typologii antropologicznej wewnątrz homo sapiens, wspólnych cech: budowli, megalitycznych struktur, religii, języka, znaków, symboli, dowodów, które świadczą o wtórnych kontaktach starego lądu z zamorskimi kontynentami. Jednak podręczniki do archeologii i historii nadal głoszą, że rodowici amerykanie kilkanaście tysięcy lat temu przybyli z Azji przez cieśninę Beringa i stworzyli dwie odrębne cywilizacje, Majów na terytorium Meksyku i Inków na terytorium Peru, które nie miały ze sobą kontaktów.
Rzeźby i artefakty i Wysp Wielkanocnych i Peru są takie same. Jednak zdaniem archeologów ludy te nigdy się nie spotkały a na pytanie, dlaczego ich osiągnięcia kulturowe są takie same uczeni odpowiadają, że byli oni pomysłowi.
Kod DNA potwierdził, że Tajwańczycy nie tylko zasiedlili większość wysp Pacyfiku, na części z nich zostawili jedynie niewielką domieszkę swoich genów, ale również pozostawili po sobie językowe i społeczno - kulturowe osiągnięcia. Jednak dla archeologów wyniki badań genetycznych, które dotyczą zarówno genów ludów z Europy Azji i Afryki w Ameryce jak i genów z Tajwanu na wyspach Pacyfiku, to teoria, której nie mogą zaakceptować, ponieważ nie znaleźli oni środka transportu, którym ludy te mogły dotrzeć w tak odległe regiony.

Wspólne cechy budowli, religii, rzeźb, artefaktów i wspólne geny przodków ludów Europy, Azji i Afryki z cywilizacjami Majów, Azteków, Inków, Olmeków i Tolteków oraz ludów z wysp Pacyfiku stanowią fakty i dowody, które świadczą o globalnym zasięgu i znaczeniu megalitycznych struktur. Ponadto świadczą o transoceanicznych podróżach i kontaktach przedstawicieli ludów ze Starego Kontynentu z ludami obu Ameryk oraz ludami wysp Pacyfiku i Atlantyku.
Wobec takiej ignorancji ze strony środowisk naukowych, które nie akceptują niewygodnych dla siebie wyników badań genetycznych i pozostałych dowodów chciałoby się zadąć pytania: - Czy ludy Ameryki Południowej i Środkowej oraz wyspiarze Pacyfiku były wiatropylne? - Czy dotychczasowe hipotezy są możliwe do zaakceptowania w świetle nieuwzględnionych dotąd dowodów oraz faktów i odkryć, jakich dostarcza nam współczesna nauka?  
Genetyka, wspólne cechy: megalitów budowli, znaków, symboli, języka, religii, etc. nie pozostawiają złudzeń, że ludy Europy, Azji i Afryki od pradawnych czasów kilkakrotnie w swojej historii miały ścisłe kontakty z ludami Ameryki Południowej i Środkowej wieki przed przybyciem Kolumba. O ile da się pogodzić fakty, odkrycia i dowody zebrane na obszarze obejmującym punktowo dane państwo, cywilizacje czy nawet kontynent, to nie da się pogodzić faktów, odkryć i dowodów zebranych na wszystkich kontynentach. Dlatego archeologia podzielona jest na kilkadziesiąt wydziałów gdzie studenci, którzy zgłębiają wiedze o cywilizacji Egiptu nie wiele mają do powiedzenia o cywilizacji Greckiej czy Rzymskiej, a ci od Ameryki Środkowej mają znikomą wiedzę o Ameryce Południowej i północnej. Dlaczego nie ma kierunku na wydziałach archeologii, które w swym zakresie obejmują wiedzę o megalitach z obszaru całego świata? Fundamenty nauki to kolos na glinianych nogach.

                                                                                                                  
Barbara Walczak
http://www.przyszloscwprzeszlosci.info/historia/89-archeologia/2448-tabu-archeologii
Zapisane
Betti
Gość
« Odpowiedz #29 : Luty 05, 2011, 20:13:33 »

Młody wiek Ziemi
http://www.youtube.com/watch?v=tH9R98g-Fc8
http://www.youtube.com/watch?v=oGLcK5VA0cU&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=P7ND7UrrsXE&NR=1
http://www.youtube.com/watch?v=-QUehzqfIAc&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=TNFShk75O-s&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=CjLllsKl6as&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=7E9kXQ2aeS8&feature=related
Zapisane
greta
Gość
« Odpowiedz #30 : Czerwiec 15, 2011, 15:58:25 »

Na www.niewiarygodne.pl jest bardzo ciekawa wiadomosc,o tym ze:

Niezwykłe znalezisko. Ostateczny dowód na to, że jesteśmy potomkami kosmitów?
Zapisane
krzysiek
Gość
« Odpowiedz #31 : Sierpień 06, 2011, 22:46:44 »

Ciekawa informacja:

http://odkrywcy.pl/kat,1023503,title,Podziemna-siec-tuneli-przecina-cala-Europe,wid,13663454,wiadomosc.html

Wierzycie, że to człowiek neolityczny wydrążył gołymi rękami te tunele? Do dyspozycji miał co najwyżej narzędzia z krzemienia. Tym się nie da przekopać całej Europy!
Zapisane
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #32 : Sierpień 07, 2011, 00:01:12 »

Istnieje teoria prof.Pająka na temat tuneli.Nie będę się rozpisywac,koniecznie przeczytajcie sami Uśmiech

http://www.totalizm.pl/tekst_4b.htm
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #33 : Styczeń 28, 2012, 16:09:28 »

Żarowka ze świątyni Hathor cz.1
16 lip 2010

W dwóch różnych miejscach zbudowanej przez Ptolemeuszy świątyni Hathor w Denderze (południowy Egipt) znaleziono interesujące ryciny na ścianach. Z wyjaśnieniem znaczenia tych rycin mają kłopoty nawet znawcy kultury starożytnego Egiptu, ale nieoczekiwanie znacznie więcej do powiedzenia na ich temat mają… elektrycy.

Ryciny przedstawiają egipskich kapłanów, trzymających w rękach podłużne, najwyraźniej przeźroczyste tuby. W każdej z tych tub znajduje się pręt, przypominający swym wyglądem węża który rozciąga się wzdłuż całej tuby. Patrząc na te ryciny, nieoczekiwanie zdajemy sobie sprawę, że kapłani w swych dłoniach trzymają nic innego jak… starożytną żarówkę!



Narzucające się podobieństwo do współczesnej żarówki skłoniło wielu egiptologów do weryfikacji tej teorii. Dr. b]John Harris[/b] z Oxfordu uznał, że hieroglify pod rycinami to nic innego jak informacje o tym, w jaki sposób stworzyć i wykorzystać energię elektryczną. Poparł go w tym austriacki inżynier Walter Gam, który w wizerunku węża wewnątrz tuby widział po prostu łuk elektryczny. Jeden z hieroglifów oznaczający takiego węża, w bezpośrednim tłumaczeniu oznaczał poświatę. Świecące się tuby mogły być więc wykorzystywane w ceremoniach religijnych. Elektryczny wąż, wijący się w takiej tubie niewątpliwie robił wielkie wrażenie na wyznawcach i potwierdzał niezwykłą wiedzę i potęgę kapłanów. Wg. niemieckiego profesora Rainiera Ose, energia potrzebna do zapalenia takich żarówek była magazynowana w kondensatorach po to, by można ją było użyć w dowolnym momencie.



Kondensator ten można także zobaczyć na rycinie z żarówkami. Jest to pudełko na którym siedzi bóg Atum-Ra. Nad jego głową jaśnieje jego boski symbol – dysk słoneczny. Z boku pudełka wystają… kable, które nikną w podłodze, idąc do podestów na których stoją kapłani trzymający tuby. Kapłani z kolei jakby wiedzieli, że z prądem nie ma żartów – ubrani są w sposób zabezpieczający oczy a być może także głowy przed przypadkowym naświetleniem.



Same tuby swoim wyglądem przypominają trochę kineskopy pierwszych telewizorów. Niektórzy mówią, że w identyczny sposób wyglądały jedne z pierwszych maszyn, którymi robiono zdjęcia rentgenowskie. Taka służąca do prześwietleń tuba produkowała fluorescencyjny snop elektronów, który wychodził z podłączonej do szklanej bańki katody i biegł przez całą długość tuby aż do jej końca. W tym przypadku strumień elektronów byłby przedstawiony poprzez wizerunek węża.

Same – trzymane przez kapłanów – żarówki też wzbudzają zainteresowanie. O ile żarówka po lewej stronie wygląda na pracującą w sposób „normalny”, o tyle druga, będąca bliżej źródła energii najwyraźniej wskazuje, że dzieje się w niej coś niezwykłego. Być może słoneczna tarcza nad głową boga Atum-Ra jest niczym innym jak tzw. elektrostatycznym generatorem prądu Van de Graaffa, wynalezionym dopiero w 1929 roku. Generator niewątpliwie wysyła energię w stronę tuby a pawian trzyma nóż pomiędzy generatorem a końcem żarówki.

cdn

http://nowaatlantyda.com/2010/07/16/zarowka-ze-swiatyni-hathor-cz-1/


Żarowka ze świątyni Hathor cz.2

Żarowka ze świątyni Hathor cz.2
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #34 : Luty 10, 2012, 23:21:45 »

W kopalniach w pokładach węgla wiele kilometrów pod ziemią znajdowane są przedmioty… zrobione ludzką ręką!

Michael A. Cremo (ur. 25 lipca 1948 roku w Schenectady w stanie New York) to amerykański pisarz, autor słynnej książki „Zakazana Archeologia”. Postawił w niej odważną tezę, że wiele milionów czy wręcz nawet miliardów lat temu na Ziemi istniały rozwinięte technicznie cywilizacje, które pozostawiły ślady swojej obecności. Dowodem na to mają być udokumentowane w wielu przypadkach przez obecną naukę znaleziska archeologiczne. Autor zgodził się odpowiedzieć na kilka pytań.

Wywiad z Michaelem A. Cremo

FN: W jaki sposób po raz pierwszy trafił pan na zjawisko zakazanej Archeologii?

Cremo: Zainspirowała mnie do tych badań lektura staroindyjskich dokumentów napisanych sanskrytem. Około 30 lat temu zostałem członkiem międzynarodowego Stowarzyszenia Chrześcijańskiego Uświadomienia i w 1984 roku zostałem przydzielony do pracy w Instytucie Baktuwedant, który jest instytucją naukową zajmującą się różnymi koncepcjami współczesnej nauki w świetle tych antycznych sanskryckich pism. Kwestia, którą postanowiliśmy zająć się jako pierwszą, to pochodzenie rodzaju ludzkiego. Te antyczne pisma sanskryckie mówią o cywilizacji ludzkiej, która istniała już dziesiątki milionów lat temu. Pomyśleliśmy, że jeżeli uznać te stwierdzenia choć w części za prawdę, a nie tylko mitologię hinduską, powinny być jakieś namacalne dowody popierające te tezy. Oczywiście, kiedy sprawdzaliśmy współczesne podręczniki i opracowania archeologiczne, nie było tam mowy o żadnych takich dowodach. Mój współpracownik, Thomas Wilson i ja, prowadziliśmy przez osiem lat poszukiwania z zakresu historii archeologii i to co znaleźliśmy, jest całkiem zaskakujące. Odkryliśmy, że w ciągu ostatnich stu pięćdziesięciu lat archeolodzy odnaleźli ogromną ilość dowodów na to, że istoty ludzkie takie same jak my żyły na Ziemi przez ostatnie kilkadziesiąt, a nawet kilkaset milionów lat, tak jak mówiły antyczne pisma sanskryckie. Jednak to nie tylko antyczne źródła sanskryckie mówią o ludzkiej cywilizacji istniejącej na Ziemi od tak długiego czasu, można to znaleźć w oryginalnych dokumentach z staroegipskich czy babilońskich. Również starożytni Chińczycy i wiele innych kultur twierdzi to samo.

FN: Czy może pan wymienić kilka rzeczy znalezionych pod ziemią?

Cremo: Jedną z moich ulubionych spraw są odkrycia w jednej z kalifornijskich kopalń złota. W ostatnim stuleciu złoto zostało odkryte w Kalifornii, ludzie tłumnie tam podążali, kopali tunele w głąb gór i głęboko, już w warstwach litej skały znajdowali ludzkie szkielety, takie jak nasze, nie jakichś praludzi. Tam również znaleziono setki kamiennych narzędzi i broni. Te narzędzia i broń były znalezione w warstwie litej skały, pochodzącej sprzed milionów lat. Według standardowej ortodoksyjnej nauki ludzie podobni nam, zdolni do wytworzenia tych narzędzi, nie pojawili się na Żiemi wcześniej niż 150-200 tysięcy lat temu, więc skoro znaleziono dowody ich istnienia sprzed 50 milionów lat, jest to naprawdę niezwykłe. Te dowody odkrył dla nauki dr. J. D. Whitney, który był stanowy geologiem w Californi. On właśnie wydał dużo publikacji na temat tych odkryć , które zostaly wydane na uniwersytecie w HARVARDZIE w 18833r. Nie możemy usłyszeć na temat tych odkryć w dzisiejszych czasach ponieważ wszystko jest fałszowane i filtrowane przez naukowców, którzy nie chcą dopuścić prawdy. Wracając do sprawy odkryć w kalifornijskiej kopalni, był jeden posiadający dużą władzę i autorytet naukowiec w Instytucie Smithsonian w Waszyngtonie, który nazywał się William B. Holmes, antropolog. Jego zdaniem gdyby doktor Whitney zrozumiał teorię ewolucji gatunku ludzkiego, to nie powiedziałby, że ludzie są aż tak starzy. Innymi słowy, jeżeli są fakty, które zaprzeczają teorii ewolucji, muszą być odrzucone. Miałem osobiste przeżycie z filtrowaniem wiedzy na temat naszego pochodzenia. Kilka lat temu byłem zaangażowany w procesie powstawania filmu pt. Tajemnice pochodzenia człowieka, który był emitowany w NBC, największej amerykańskiej stacji telewizyjnej. Podczas kręcenia filmu powiedziałem producentom, że powinni iść do Muzeum Historii Naturalnej stanu Kalifornia w Berkeley, ponieważ wiedziałem, że te przedmioty sprzed 50 milionów lat są tam właśnie trzymane. Oni chcieli to zrobić, jednak dyrekcja muzeum użyła wielu dziwnych wymówek, aby tylko nie wpuścić ich tam z kamerami. Kiedy program w końcu został wyemitowany, użyliśmy fotografii tych przedmiotów, które pochodziły z XIX wieku, lecz i tak program ten był tak denerwujący dla naukowców amerykańskich, że próbowali odwieść NBC od puszczenia go, więc kiedy NBC pokazało go, zwrócili się do rządu o to, by kazał zapłacić stacji milion dolarów kary za wysunięcie zbyt odważnych teorii. Muszę z radością przyznać, że rząd tego nie zrobił, ale to wszystko trwa.

FN: Są dwie teorie tłumaczące zakazaną archeologię. Jedna jest taka, że przed milionami lat na naszej planecie była rozwinięta cywilizacja, która potem wymarła. Druga teoria mówi o przybywających na Ziemię kosmitach, którzy coś zostawili... Co Pan o tym sądzi?

Cremo: Nie znalazłem niczego podczas swoich badań, co udowadniało by obecność na Ziemi kogoś z zewnątrz i chociaż myślę, że nasza planeta była odwiedzana przez obcych, to znalezienie dowodów na to w antycznych warstwach skał jest ogromnie trudne. Myślę, że większość znalezionych rzeczy uważana jest przez naukę za ślady prymitywnej cywilizacji dlatego, że naukowcy tak naprawdę tylko tego szukają. Według antycznych podań sanskryckich było wiele cywilizacji, które cyklicznie pojawiały się i znikały. Problem w tym, że za znaki nowoczesności uważamy komputery, odtwarzacze płyt kompaktowych i samoloty, a one nie zachowują się dobrze w warunkach panujących na Ziemi. Wydaje nam się, że metale są bardzo wytrzymałe, tymczasem już po kilku tysiącach lat one ulegają zniszczeniu w procesie utleniania. Z wyjątkiem złota. To zresztą jeden z powodów, dla których uważamy złoto za tak wartościowe, może ono przeleżeć w Ziemi wiele milionów lat, nie ulegając zniszczeniu. To dlatego większość przedmiotów, jakie zostały znalezione w czasie badań archeologicznych jest zrobiona ze złota. Tak było w przypadku kobiety z USA, która wkładała kawałek węgla do pieca. Kiedy ten kawałek pękł, w środku znalazła złoty łańcuch. Ten węgiel pochodził sprzed 300 milionów lat, więc jednak istnieją przedmioty tak stare, a świadczące o wysokim poziomie cywilizacji. Złoty łańcuch przecież świadczy o średnio zaawansowanym poziomie cywilizacji, na pewno wyższym niż kamienne narzędzia i broń. Oczywiście, wszystko organiczne, takie jak papier, plastik, drewno także ulega zniszczeniu stosunkowo szybko. Inaczej mówiąc, gdybyśmy mieli książkę, mającą tysiąc stron i wyrzucilibyśmy z niej 950, zostałoby nam tylko 50. Ogromnie trudno byłoby na tej podstawie odtworzyć całą książkę. Tak samo jest ze znaleziskami archeologicznymi. Około 95 % przedmiotów uległo zniszczeniu, a to, co mamy, nie pozwala na odtworzenie wszystkiego.

http://www.nautilus.org.pl/index.php?p=artykul&id=2507
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
krzysiek
Gość
« Odpowiedz #35 : Luty 10, 2012, 23:52:48 »

Nie mniejsze wrażenie robi też zdjęcie odcisku podeszwy buta typu "pionierki" w oryginalnym fragmencie pokładów węgla kamiennego sprzed milionów lat, znaleziony w jednej z kopalń tego surowca w USA. Zdaje się, że ta fotka i informacja też znajduje się w "Zakazanej archeologii" (niestety nigdy nie dotarłem do tej książki, ale informacja ta jest często cytowana przez bodaj Daenikena, Sitchina i innych "nieprawomyślnych").

Ten odcisk miał powstać w czasach, gdy nasz praprzodek stąpał po torfie, który po milionach lat przekształcił się w węgiel. Taka mucha w bursztynie  Mrugnięcie
Zapisane
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #36 : Luty 12, 2012, 11:58:14 »

Czaszka z Zelandii
20 wrz 2010

W lipcu 2007 roku, w duńskiej miejscowości Olstykke na wyspie Zelandii, odnaleziono czaszkę o niezwykłym, wręcz nieludzkim wyglądzie.

Odkrycia dokonano podczas wymiany rur kanalizacyjnych na posesji należącej do rzeźnika koni. Początkowo nikogo nie dziwiła spora liczba kości jakie odnaleziono podczas kopania kanału pod nowe rury. Wszystko zmieniło się w momencie kiedy odnaleziono niezwykłą czaszkę o olbrzymich oczodołach, która z całą pewnością nie mogła być ludzką czaszką.



Czaszkę zawieziono do Kopenhagi, do Wyższej Szkoły Weterynarii, gdzie stwierdzono, że mimo iż czaszka przypomina czaszkę zwierzęcia wymyka się w sposób zasadniczy linneuszowskiej taksonomi. W Instytucie Nielsa Bohra z kolei zbadano wiek czaszki metodą węgla aktywnego i określono go na pomiędzy 1200 i 1280 rok.

Wzbudziło to natychmiastowe wątpliwości co do autentyczności znaleziska, bo czaszkę znaleziono nad rurą kanalizacyjną, którą wkopano tam w 1900 roku. Nie odnaleziono także innych kości, które mogłyby należeć do stworzenia o takiej czaszce. Czyżby była to więc jakaś próba oszustwa czy wzbudzanie sensacji? Czy być może czaszka została rozmyślnie zakopana w tym miejscu, przez kogoś kogo powody wciąż są niejasne? Naukowcy uznali także, że czaszka leżała pod ziemią najwyżej 20 lat.

Jeśli potwierdziłaby się autentyczność czaszki, wówczas teoria o tym, że należała ona do przybysza z innej planety, znalazłaby bardzo silny argument. Nie jest to jedyna czaszka tego typu bo podobny kształt i wygląd ma czaszka zwana Starchild, nad którą prace prowadzi Lloyd Pye. W obu przypadkach konieczne są badania genetyczne, czego ze względu na koszt takich badań jeszcze nie przeprowadzono.



Podejrzewa się, że czaszka z Zelandii była w posiadaniu mieszkającego na Zelandii członka tajemniczej organizacji zwanej l’Ordre Lux Pégasos (Zakon Światła Pegaza). Zakon miał jakoby powstać ok. 1350 roku, i należały do niego najbardziej światłe umysły ówczesnej Europy. Członkiem Zakonu Pegaza miał być Szekspir, Boccaccio, Descartes, Jefferson a współcześnie Cortazar i Sołżenicyn. W posiadaniu organizacji podobno są także i inne przedmioty, które miałyby pochodzić z innej planety, ale nie sposób tego sprawdzić.

Czaszka z Zelandii jest nieco większa od ludzkiej, głównie ze względu na olbrzymie oczy, które wskazują na nocny lub podziemny tryb życia (Vril?) Wskazywać to także może na pochodzenie z planety orbitującej wokół pomarańczowego lub czerwonego karła ( Nibiru?).

Nazwa zakonu Zakon Światła Pegaza, być może pochodzi od planety Pegasi w galaktyce Pegaza, w której istnieje słońce z własnym systemem planetarnym, skąd miałaby przylecieć na Ziemię jakaś obca cywilizacja, dzieląc się z ziemską elitą swoją wiedzą. (Czy słyszał ktoś kiedyś o istnieniu takiego „zakonu”?)

http://nowaatlantyda.com/2010/09/20/czaszka-z-zelandii/


EDYCJA:

Tu co nie co o wspomnianej czaszce Starchild:
http://nowaatlantyda.com/2011/06/14/starchild-przybysz-z-obcej-planety/
« Ostatnia zmiana: Luty 12, 2012, 12:03:42 wysłane przez Dariusz » Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #37 : Luty 28, 2012, 19:45:21 »

[Kontynuacja myśli z posta zamieszczonego przez >Cannel< >>

Smithsonian – naukowa mafia
28 lut 2012



W 1908 roku, Smithsonian Institution zlecił stworzenie fotograficznego zapisu Wielkiego Kanionu rzeki Kolorado G. E. Kincaidowi. Kincaid wyruszył na tę wyprawę i znalazł znacznie więcej niż zapierające krew w żyłach widoki potężnej, górskiej rzeki. Odkrył on system jaskiń, które wypełnione były starożytną bronią, tarczami, ornamentami, narzędziami. Znalazł on tam także zmumifikowane zwłoki ludzkie i posąg bożka na postumencie, który przypominał Buddę. Ściany jaskiń pokryte były hieroglifami.

Kincaid natychmiast złożył raport do Smithsonian, które wysłało na miejsce prof. Jordana wraz z ekipą złożoną z kilkudziesięciu osób. Znalezione w jaskiniach artefakty załadowano na wozy i wywieziono a wejście do jaskini zamknięto żelazną bramą. Kiedy profesor Jordan powrócił do Yumy w Arizonie, zwołał konferencję prasową i poinformował o niezwykłym znalezisku. Cała historia została opisana w Arizona Gazette w kwietniu 1909 roku i jeszcze kilka lat później wspominano ją w niewielkich notatkach prasowych. Tymczasem ślad po odnalezionym skarbie zniknął. W Smithsonian Institution nie tylko nie potwierdzono faktu przechowywania niezwykłego znaleziska, ale zaprzeczono, żeby w rejon Kanionu Kolorado kiedykolwiek wysłano ekspedycję naukową. Zniknęły nie tylko starożytne artefakty złożone w jaskini, ale także zdjęcia zrobione przez Kincaida.

Kiedy znaleziono pokryty pismem runicznym tzw. Kamień z Kensington, Simithsonian Istitute poprosił o jego wypożyczenie od właściciela, aby móc pokazać go wszystkim zainteresowanym w Waszyngtonie. Dyrektor instytutu, nie pytając nikogo o zgodę, kazał wyczyścić kamień naftą usuwając tym samym na zawsze wszelkie ślady, jakie mogli zostawić jego twórcy. Po takim zabiegu jakakolwiek próba ocenienia wieku kamienia została skazana na niepowodzenie.



Jednak największe zniszczenie Smithsonian Institution siał w szeregach wszystkich tych archeologów, którzy odważyli się przedstawiać własne wnioski nie licząc się z opinią swoich kolegów. Publicznie opowiedział o tym profesor Michael Coe, który wykładał antropologię na uniwersytecie Yale i był kustoszem Peabody Museum w New Haven. Pod koniec swojego życia profesor wyznał, że gdyby nie trzymał swoich teorii na temat Olmeków w tajemnicy przez długie lata swojej kariery, to wyleciałby z lukratywnej posady na zbity pysk. W swojej młodości pracował dla CIA co sprawiło, że uznano go za człowieka godnego zaufania. Jednak kiedy napisał książkę o podobieństwach kultur mezoamerykańskich z tymi jakie rozwijały się w prehistorycznej Indonezji i znalazł pomiędzy nimi szereg podobieństw – jego badania brutalnie wstrzymano. Naukowa mafia nie mogła pozwolić na podobne herezje.



W latach 70-tych Virginia Steen-McIntyre chciała obronić swoją dysertację doktorską na temat świeżo odkrytej starożytnej kultury Hueyatlaco, 100 km od Mexico City. Miała ona do dyspozycji doskonały sprzęt radiometryczny i przy pomocy kolegów z Harvardu, wielokrotnie zbadała wiek zwęglonych kawałków drewna, pochodzących z ogniska zapalonego ludzką ręką. Oznaczona przez nią data wskazywała, że ludzie zamieszkiwali Mezoamerykę już 250 tys lat temu co jednak było w rażącej sprzeczności z oficjalną teorią, mówiącą, że pusty kontynent północnoamerykański został zaludniony przez przybyszów z Syberii 11 tys lat temu.

Odpowiedzią na takie odkrycie było pojawienie się na terenie wykopalisk meksykańskiej policji, która skonfiskowała wszelkie znaleziska a nawet narzędzia użyte do ich odkopania i wywiozła je do do Mexico City. Wkrótce teren wykopalisk zamknięto i zakazano komukolwiek się do nich zbliżać. Wydano też oświadczenie, że wszystkie artefakty znalezione podczas wykopalisk zostały podrzucone przez pracujących przy nich ludzi.

Virginię Steen-McIntyre nie potraktowano wcale lepiej. Nikt nie chciał wydać wyników przeprowadzonych przez nią badań. Przez 10 lat wytrwale szukała nie tylko wydawcy, ale i pracy, bo nie było dla niej miejsca na żadnym uniwersytecie. Podążała za nią opinia osoby szalonej i niebezpiecznej i w końcu musiała zrezygnować z bycia archeologiem na zawsze.

Działanie naukowej mafii odczuł na własnej skórze specjalista od starożytnej historii Bliskiego Wschodu, dr Cyrus Gordon. Uznano go za szaleńca, gdy ogłosił, że znaleziony przez niego w Bat Creek głaz ma hebrajskie inskrypcje. Przestało być ważne, że jest on zasłużonym naukowcem, znawcą pisma klinowego, języków hebrajskiego i aramejskiego a także ekspertem w kulturach Hetytów, Koptów, starożytnego Sumeru i Egiptu. W jednej chwili stał się on nikim. Kiedy próbował go bronić inny zasłużony lingwista profesor McCulloch – uznano go za szarlatana, bo nie był z wykształcenia archeologiem, przez co jego opinia była bezwartościowa. (!)



Ojcem amerykańskiej archeologii nazywa się Johna Wesleya Powella, który był także dyrektorem Smithsonian Institution. Uznał on, że Ameryka do czasów Kolumba była szczelnie zabezpieczona oceanem przed wpływami z zewnątrz i dlatego wszelkie znaleziska mówiące inaczej są… nielegalne (!) i niewarte naukowej dyskusji. Każdy dowód na ten temat miał być nadinterpretacją albo ściemą. W ten sposób powstał rodzaj naukowej mafii, która uznała się za jedyną grupę posiadającą uprawnienia do wygłaszania wniosków na temat naszej historii i nie tylko. Taki skamieniały pogląd na historie świata utrwalany jest skutecznie w szkołach. Dlatego te małe i oczywiście nieprofesjonalne z naukowego punktu widzenia artykuliki na NA, mają na celu pokazać, że nie zawsze trzeba wierzyć w to, co napisano w szkolnych podręcznikach.

http://nowaatlantyda.com/2012/02/28/smithsonian-naukowa-mafia/
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
east
Gość
« Odpowiedz #38 : Luty 28, 2012, 20:21:08 »

Najbardziej zdumiewa to w jak bezlitosny sposób traktuje się naukowych "odstępców" . Widocznie są oni groźni i coś jest na rzeczy.
Z drugiej strony, przy odrobinie sprytu, mogliby oni wydawać książki s-f traktujące o ich własnych odkryciach ,ale w formie podobnej ,do tej, którą wybrał Dan Brown pisząc Kod Leonarda.
Brownowi nikt nic nie może zakazać, bo on nie rości sobie aspiracji do prac naukowych, ale jego twórczość za to rozpala umysły setek tysięcy czytelników, a to już może być "niebezpieczne". Zwłaszcza, że biura podróży szybko zwąchały biznes organizując turystykę śladami Kodu. Czytelnicy mogli na własne oczy przekonać się ,że ksiązkowe obiekty na prawdę istnieją i że "coś jest na rzeczy". A to pierwszy stopień do masowych poszukiwań prawdy historycznej.

Wiele inspiracji posiał wyśmiewany przez naukę Daeniken. Na szczęscie ma on w nosie naukowy ostracyzm bo nie dla naukowców pisze on swoje książki ,tylko dla myślących ludzi. Jego mafia nie sięgnie, bo nawet negatywne opinie przyczyniają się do wzrostu poczytności. Niech choćby 20% przekazywanych w takich książkach rewelacji było godne uwagi to już sukces.
Nauka nie może mieć monopolu na wyjaśnianie zagadek świata, bo naukowcy siedzą w kieszeni sponsorów przyznających granty, tytuły, wynagrodzenia i prestiż. A wszystko to jest tani blichtr coraz bardziej niewiarygodny w oczach świata. I zawsze tak było w całej historii rozwoju ludzkości, że bezlitośnie tępieni byli ludzie myślący niestereotypowo, nieszablonowo i nowatorsko. Dopiero po czasie okazywało sie, że mieli rację. I tak będzie teraz, tylko ,że znacznie szybciej Chichot
Zapisane
barneyos

Gawędziarz


Punkty Forum (pf): 2
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 689



Zobacz profil
« Odpowiedz #39 : Luty 28, 2012, 20:34:10 »

...
Nie jest to jedyna czaszka tego typu bo podobny kształt i wygląd ma czaszka zwana Starchild, nad którą prace prowadzi Lloyd Pye. W obu przypadkach konieczne są badania genetyczne, czego ze względu na koszt takich badań jeszcze nie przeprowadzono.
...

Badania DNA czaszki Starchild już przeprowadzono (rok 2010). Po zbadaniu mDNA (mitochondrialnego DNA) okazało się, że matka gwiezdnego dziecka była człowiekiem. Natomiast przy badaniach jądrowego DNA, dość długiego łańcucha 342 par zasad, otrzymano wynik "nie stwierdzono znaczącego podobieństwa", co oznacza, że nie istnieje żaden ziemski odpowiednik przeanalizowanego odcinka DNA.

<a href="http://www.youtube.com/v/moEYqLdupIA&amp;hl=en_US&amp;fs=1?rel=0&amp;color1=0x006699&amp;color2=0x54abd6" target="_blank">http://www.youtube.com/v/moEYqLdupIA&amp;hl=en_US&amp;fs=1?rel=0&amp;color1=0x006699&amp;color2=0x54abd6</a>


Więcej na:

http://www.starchildproject.com
http://www.lloydpye.com
« Ostatnia zmiana: Luty 28, 2012, 20:36:43 wysłane przez barneyos » Zapisane

Pzdr barneyos   Cool

----------------------------------
\"Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko rzeczy, których na razie nie potrafimy zrobić\"
\"Im więcej wiem, tym bardziej wiem, że mniej wiem\"
greta
Gość
« Odpowiedz #40 : Luty 29, 2012, 11:08:33 »

Jestem wlasnie w trakcie czytania ksiazek Pani Barbary Marciniak.W pierwszej ksiazce "Zwiastuni switu",Nauki Plejadian na stronie 186 jest napisane o naszym ukladzie kostnym,i tak:

"Wiele struktur zbudowanych na tej planecie,szczegolnie starozytne swiete miejsca,zawieraja informacje zmagazynowana w kamieniu.W ten sam sposob wy posiadacie informacje zmagazynowana w kosciach waszych szkieletow.Kiedy pozwalacie,aby przenikal was dzwiek,otwiera on tajemne drzwi i pozwala informacji wplywac do waszego ciala.Przenika takze do Ziemi,wplywajac na jej wibracje i pozwalajac na wystapienie przeksztalcenia molekularnego informacji.Ci z was,ktorzy uzywaja dzwieku do pracy z cialem innych,oddzialuja na te ciala i powoduja przeksztalcenie struktury czasteczkowej,tworzac dostep do przeplywu informacji.Ten rodzaj dzialania bedzie sie stawal coraz bardziej doglebny.
   W Tybecie,kiedy mistrz - ktory potrafi przekraczac rzeczywistosci - umieral,cialo pozostawiano i pozwalano,aby uleglo naturalnemu rozkladowi,poniewaz szkielet utrzymywal wrazliwosc na czestotliwosci.Informacja jest zmagazynowana w kosci i kamieniu.W niektorych miejscach w Tybecie,gdzie linie kontynuacji w sektach mnichow mozna przesledzic przez tysiace lat wstecz,ludzie trzymaja czaszki roznych mistrzow.Maja bardzo sekretne krypty i pomieszczenia wypelnione tymi czaszkami.Kiedy sie wchodzi do tych miejsc,mozna,poprzez dzwiek,uzyskac dostep do czynnikow inteligencji ludzi,do ktorych kiedys nalezaly te czaszki.
   Czy rozumiecie dlaczego projektowano krysztalowe czaszki?Struktury krystaliczne sa jak holograficzne komputery:moga przekazywac do rozwijajacego sie albo podlaczonego czlowieka niebywala ilosc informacji.Sa zaprojektowane jako kod,dla zrozumienia waszej wlasnej czaszki i zrozumienia,ze kosci w waszym ciele sa bardzo cenne."


Polecam te pozycje wszystkim zaiteresowanym.Wiedza zawarta w tych ksiazkach ,pozwala wreszcie spojrzec na nasze zycie,instnienie w calkiem inny sposob.Przybliza nas do poznania samych siebie,przypomnienia sobie,po co tutaj jestesmy i co mamy do zrobienia.
Pozdrawiam.greta
Zapisane
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #41 : Kwiecień 22, 2012, 11:40:05 »

„Pół miliarda lat przed naszą erą...”

"Wyjaśnienie tego fenomenu jest - jak na razie - tylko jedno: po jakiejś globalnej katastrofie istniała kilkaset milionów lat temu pracywilizacja, która całkiem zginęła i rozwój ziemskiej flory i fauny zaczął się niemal od zera. A kto wie, czy nie powtórzyło się to kilkakrotnie? A jak znam życie, po raz któryś specjaliści stwierdzą, że są to falsyfikaty lub igraszki sił Przyrody, gdy tymczasem istnieje setki tysięcy takich artefaktów, które tylko czekają na swoich odkrywców…

 

„Do redakcji tygodnika NLO nadszedł ciekawy list. Jego autorem był Innokientij Michajłowicz Połoskow - główny geolog Kopalni Zachodnio-Lipowienskowskiej położonej w pobliżu wsi Pobugskoje w Gołowaniewskim Rejonie Kirowogradskiej Obłasti. Przy pracach ziemnych na głębokości 30 - 40 m od powierzchni ziemi znalazł on dziesiątki figurek o rozmiarach od 1 do 40 cm przedstawiające wyobrażenia różnych zwierząt i ptaków, w tym także tych wymarłych, a także figurki ludzi.

Prawdopodobny wiek tych figurek wynosi od 100 do 600 milionów lat! Zostały one znalezione w warstwach należących do Proterozoiku, które wcięły się w skały Trzeciorzędu, których wiek wynosi około 100 mln lat. Figurki te zrobiono z minerałów zawierających krzem z domieszkami magnetytu i związków chromu oraz wodorotlenków. Figurki te znajdowano przez dwa lata trwania tych prac.

 

W roku 2002 na odkrywce uczeni z Uniwersytetu Kijowskiego przeprowadzili badania magnetyzmu, w wyniku których ustalono, że najsilniejszy był on właśnie w miejscu, gdzie znajdowały się te figurki. Dotychczas ilość żelaza w badanych pokładach rud nie przekraczała 30%, zaś w miejscach gniazd hematytowych, gdzie jego ilość wynosiła 40 – 47% natężenie pola magnetycznego było znacznie słabsze.

W celu wyjaśnienia natury swojego znaleziska Połoskow wysunął trzy hipotezy:

1) Kilkanaście milionów lat temu na Ziemię wysadzono desant Przybyszów z Kosmosu, którzy w niewiadomym celu pozostawili metaliczne figurki zwierząt i ludzi z ich planety. Z biegiem czasu działanie wody, mikroorganizmów i innych czynników powodowało wrastanie do figurek innych minerałów, przede wszystkim kwarcu z inkluzjami innych metali. (Nawiasem mówiąc, w magazynie „Znanie”-siła sprzed 30 lat znalazło się zdjęcie typowego pocisku karabinowego znalezionego w bryle węgla. Pocisk trafił w drzewo, które po kilku tysiącach lat skamieniało, a metal pocisku został zastąpiony przez krzemionkę.)

2) Zgodnie z hipotezą pracowników Moskiewskiego Instytutu Problemów Medyczno-Biologicznych - A. Biełowa i W. Wasiliewa, człowiek pojawił się na Ziemi około 500 mln lat temu, a także powstał właściwy dla tego okresu  świat zwierząt.

3) Figurki ludzi, to po prostu igraszka Natury.

Ale od razu wynikają z tego następujące pytania: dlaczego te figurki znajdują się w ściśle określonym miejscu o rozmiarach 30 x 50 m, chociaż te procesy mineralizacji zachodzą także na innych odcinkach? Na figurkach ptaków wyraźnie widoczne jest zachowanie proporcji tułowia do skrzydeł i dzioba, a także widoczne są oczy w formie czarnych inkluzji. To samo mamy w przypadku figurek psów – oczy i uszy są na właściwych miejscach. Powrót siły plastycznej?

Do listu Połoskowa dołączona była odpowiedź pracownika naukowego Krymskiego Oddziału Ukraińskiego Naukowo-Badawczego Instytutu Poszukiwań Geologicznych, dr n. geologiczno-mineralogicznych W. Szirokowa. Autor odpowiedzi wspiera hipotezę o sztucznym pochodzeniu tych figurek. Rzeczywiście, nie mogła to być tylko igraszka Natury, bo niektóre figurki wyglądają jakby były odlane w formach, co widać chociażby na zdjęciach. No i dlaczego Przyroda zadecydowała o rozmieszczeniu tych figurek na tak małej przestrzeni?

Jednakowoż hipoteza Połoskowa dotycząca paleokontaktu ma pewne słabe miejsce, a mianowicie, dlaczego akurat Kosmici mieliby robić figurki ziemskich zwierząt i ptaków - w tym pingwina, niedźwiedzi, psów, kotów czy fok i ludzi? A wszystkie z nich mają dokładnie uwidocznione oczy… A nade wszystko ten kamienny ogród zoologiczny przypomina dość dokładnie jakieś elementy dekoracyjne czy ozdobne figurki, które ktoś wypalił z gliny jako zabawki dla swoich dzieci. Oczywiście, tylko skąd one się wzięły tam pół miliarda lat temu? Czy geologowie mogli się aż tak bardzo pomylić w ocenie wieku znaleziska? Pewien zachodni specjalista wymyślił oryginalną hipotezę głoszącą, że jacyś nasi przodkowie-żartownisie zrobili te figurki i zakopali by ośmieszyć naszych uczonych. Tylko pozostała kwestia, jak oni byli w stanie wykopać dziurę na głębokość 40 metrów bez szalowania i zabezpieczenia jej?

Druga hipoteza sceptyków jest analogiczna: figurki wykonali i zakopali współcześni fałszerze.

Ale są kamienie z Ica! I faktycznie, powtarza się historia z amerykańskimi kamieniami, które zostały odkryte w okolicy peruwiańskiego miasta Ica. Na ich czarnej powierzchni jakimś nieznanym nam bardzo twardym narzędziem wyryto niemożliwe z naszego punktu widzenia i naszej historycznej wiedzy rysunki, jak np. ludzie polujący na dinozaury, latający na ognistych smokach czy skrzydlatych gadach, słonie, wielbłądy, kangury - nieznane na kontynencie amerykańskim, a także zwierzęta wymarłe setki tysięcy i miliony lat temu. Są tam także mapy kontynentów, które bardzo odróżniają się od nam znanych współcześnie. Na innych zaś jakieś człekopodobne istoty wykonują operacje przeszczepiania serca. Datowanie tych kamieni jest skomplikowane: w prasie opublikowano liczby od dziesiątków tysięcy do kilku milionów lat. Kamieni tych zebrano i umieszczono w muzeum około 15.000, ale według ocen ekspertów ponad 50.000 znajduje się w prywatnych kolekcjach.

I znów pojawiają się hipotezy o ich fałszowaniu głoszące jakoby miejscowi niegramotni Indianie ryją te obrazki na kamieniach, a potem zakopują, by jest sprzedawać wielu turystom. Tylko skąd u tych ciemnych Indian taka wiedza historyczna - przecież oni ani dinozaurów ani słoni i wielbłądów w życiu nie widzieli!!!

Są znane od dawna znaleziska! O podobnych znaleziskach różnych dziwnych artefaktów pisaliśmy niejednokrotnie na stronicach „NLO”. Należy tu dodać, że nawet doskonale wszystkim znany szef „Kosmopoisku” W. Czernobrow odkopał na naszym terytorium coś podobnego. Można wspomnieć także o dawnych, znanych nam wcześniej znaleziskach. I tak w połowie XIX wieku, w warstwach geologicznych powstałych 35-50 mln lat temu w Szwajcarii i Kalifornii znaleziono ludzkie szkielety. W roku 1910 w okolicy francuskiego miasteczka Saint-Jean-de-Luves znaleziono w warstwie kredy sprzed 50-140 mln lat metalowe rury. A w warstwie o wieku 300 mln lat znaleziono metalowy krążek. Amerykańscy geolodzy znaleźli z kolei odcisk buta z charakterystycznym protektorem, w skale o wieku 300 mln lat. Podobnych znalezisk jest bez liku, tylko geolodzy i archeolodzy nie chcą przyznać tego, że one istnieją i oczywiście mówią o fałszywkach.

Jest jeszcze w naszej historii jeden moment, który od razu rzuca się w oczy tym, którzy doskonale opanowali szkolne podręczniki: figurki, których wiek wynosi kilkaset milionów lat, wyobrażają nie tylko ludzi, ale także ptaki i inne zwierzęta, z którymi zdaje się dzielić tą samą epokę. A przecież według książkowej wiedzy najpierw była epoka dinozaurów, która potem - z nie do końca poznanej przyczyny - została zastąpiona przez ssaki. Czyżby więc było na odwrót i ciepłokrwiste ssaki były przodkami dinozaurów, które narodziły się jako ewolucyjna kontrpropozycja?

Wyjaśnienie tego fenomenu jest - jak na razie - tylko jedno: po jakiejś globalnej katastrofie istniała kilkaset milionów lat temu pracywilizacja, która całkiem zginęła i rozwój ziemskiej flory i fauny zaczął się niemal od zera. A kto wie, czy nie powtórzyło się to kilkakrotnie? A jak znam życie, po raz któryś specjaliści stwierdzą, że są to falsyfikaty lub igraszki sił Przyrody, gdy tymczasem istnieje setki tysięcy takich artefaktów, które tylko czekają na swoich odkrywców…”

Walentyn Psałomszczikow. Przekład z j. rosyjskiego - Robert K. Leśniakiewicz © Centrum Badań Zjawisk Anomalnych - Jordanów
 

Z.P.

Długa jest lista tego typu odkryć na wszystkich kontynentach oraz w morzach i oceanach. W Europie, w morzu u wybrzeży Francji odkryto wielkie prostokątne kamienne kolumny. Podobne kamienne konstrukcje o zadziwiająco geometrycznych kształtach odkryli płetwonurkowie u wybrzeży USA oraz Japonii. Co to może być? Zbyt dużo przypadków, aby to był kolejny przypadek.

Materiał znalazłam na Facebooku na profilu pani Zofii Przepiórki
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #42 : Kwiecień 22, 2012, 16:58:26 »

nie wiem czy nie robię duplikatu, ale w temacieMrugnięcie

Michael Cremo i pisma wedyjskie

 Kategorie: Archeologia, Broń, HISTORIA
Tagi: Archeologia, Bhagavata Purana, broń nuklearna, kalijuga, Mahabharata, Michael Cremo, Ramayana, Robert Oppenheimer, Wedy

Starożytne zapisy historyczne w indyjskich pismach wedyjskich takich jak np. Mahabharata, Ramayana czy Bhagavata Purana wspominają o potężnej wojnie, która miała miejsce na subkontynencie indyjskim. Micheal Cremo analizując te teksty zgadza się z tymi, którzy uważają, że podczas ówczesnych działań wojennych użyto potężnej broni, której opis wskazuje na podobieństwa do współczesnej broni nuklearnej. Np. w Mahabharacie jest mowa o broni zwanej brahmastra. Jej użyciu towarzyszył potężny rozbłysk światła wraz z niszczącym wiatrem. Podobnie eksplozji nuklearnej towarzyszy rozbłysk światła a także niszcząca fala uderzeniowa. W Mahabharace czytamy także, że ludzie, słonie i konie zamieniali się w popiół a dziesiątki tysięcy wojowników leżało martwych na polu bitwy. Ich ciała spalone były tak, że nie można było rozpoznać do kogo należały.

Robert Openheimer – człowiek który zarządzał projektem stworzenia bomby atomowej w USA w czasie II Wojny Światowej, był także studentem starożytnych indyjskich tekstów. Miał on więc pełną świadomość istnienia opisów tej broni w pismach wedyjskich. Kiedy zapytano go podczas pierwszej próby z ładunkiem nuklearnym w Alamogordo w stanie Nowy Meksyk w 1945 r. czy widzi historyczną doniosłość użycia takiej broni w historii świata, Oppenheimer miał odpowiedzieć, że jest to rzeczywiście pierwsze użycie takiej broni, ale w czasach współczesnych – w odróżnieniu użycia jej w głębokiej przeszłości opisanej w Wedach. Kiedy dokonano pierwszej eksplozji nuklearnej w Alamogordo, Oppenheimer porównał wybuch bomby atomowej do blasku jaśniejszego od tysiąca Słońc, co było cytatem z Mahabharaty.

Nie był on jedynym naukowcem, który szukał wskazówek w antycznych tekstach. Np. Niels Bohr, który stworzył podstawy teorii o energii nuklearnej, również studiował pisma sanskryckie. Trudno dziś powiedzieć jaki był prawdziwy wpływ tych tekstów na rozwój współczesnej nauki, jednak nie ulega wątpliwości, że teksty te znało wielu prominentnych fizyków.

W Mahabharacie czytamy, że kiedy używa się tej niszczącej broni gęsta mgła okrywa pole bitwy, mając prawdopodobnie na myśli chmurę dymu jaka wznosi się nad miejscem wybuchu w postaci nuklearnego grzyba. Nie ma oczywiście pewności, że wedyjskie księgi mówią o wojnie nuklearnej, ale opis elementów jakie towarzyszą użyciu broni masowego rażenia w bardzo bliski sposób przypomina wszystkie cechy eksplozji nuklearnej. Istnieje także możliwość, że w czasach starożytnych możliwe było osiągnięcie tego samego niszczącego efektu w znacznie bardziej subtelny sposób. Wspomina się tam o użyciu mantry, która jest wibracją dźwiękową. I jakby tego było mało autorzy, którzy zapisywali te informacje w wedach bezsprzecznie mieli wiedzę na temat budowy atomu i energii ukrytej w atomie – tak przynajmniej uważa Michael Cremo.


 Indyjskie teksty w których opisano to, co dziś wielu odczytuje jako antyczną wojnę nuklearną napisano ok. 5 tys. lat temu. Wojna miałaby mieć miejsce w północno zachodnich Indiach w miejscu zwanym Kuruszetra. W Mahabharacie jest opis gwiazd i planet pozwalający ustalić czas w jakim doszło do opisywanej wojny. Wynika z tego, że wojna ta miała miejsce właśnie 5 tys. lat temu. Rozmyślając o zaawansowanych cywilizacjach z odległej przeszłości, być może popełniamy błąd porównując je do naszej i szukając komputerów, płaskich ekranów czy nawet całych urządzeń elektronicznych. Być może była to technologia znacznie subtelniejsza od tej jaką mamy w posiadaniu teraz – coś, czego w chwili obecnej nie umiemy sobie nawet wyobrazić. Np. broń taka jak brahmaster była kontrolowana przez dźwięk, przez mantrę. Nawet dziś wiemy, że dźwięk niesie ze sobą ogromną ilość energii. Np. ultradźwięki można używać do spawania czy do sterylizacji instrumentów medycznych. Dźwięk może być użyty jako broń. Być może więc starożytni mieli większą umiejętność manipulowania wibracjami dźwiękowymi, dzięki którym można było uzyskać ogromne ilości energii.

Tu oczywiście powstaje pytanie: co stało się z tą starożytną wiedzą? W jaki sposób została zgubiona? Wydaje się że nie została ona nigdy zgubiona a to co utracono – to jej zrozumienie. W myśl tego co jest zawarte w Wedach, jest to na dodatek proces naturalny, bo czas jest podzielony na cykle. W niektórych z tych cykli człowiek ma znacznie lepsze psychiczne i intelektualne zrozumienie zjawisk.

W myśl wedyjskiego kalendarza kosmologicznego, cykl w którym znajdujemy się obecnie to kalijuga, podczas którego ludzka umiejętność pojmowania faktów zmniejsza się. Np. wg. starożytnych tekstów, ludzie potrafili porozumiewać się między sobą na olbrzymie dystanse dzięki telepatii, lub pokonywać dystans za pomocą czegoś co dziś nazywamy zdalnym postrzeganiem. Dziś staramy się przywrócić te umiejętności dzięki komputerom i internetowi, telefonom komórkowym i telewizji.

Michael Cremo wierzy również, że jeśli istnieje inteligentna forma życia gdzieś w Kosmosie – to będzie ona w postaci ludzkiej. Tak przynajmniej opisują to Wedy, gdzie wspomina się o 400 tys. gatunków człowieka (!). Zakazany Archeolog – Michael Cremo – pracuje obecnie nad publikacją swoich odczytów naukowych, które wygłosił na konferencjach poświęconych klasycznej archeologii.
http://nowaatlantyda.com/2011/05/08/michael-cremo-i-pisma-wedyjskie/
Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
acentaur


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 12
Offline

Wiadomości: 1464



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #43 : Lipiec 05, 2012, 18:35:21 »

Witam,
Istnieje powszechne mniemanie, ze czlowiek neolityczny zyl i funkcjonowal zgodnie z rytmem przyrody i tego co widzial w nocy nad glowa.
No bo co moze nauka powiedziec na ten temat, grzebiac pare metrow pod ziemia,na podstawie fragmentow ceramiki czy sladow domostw albo grobow czy tez na podstawie roznych kolorystycznie zmienionych warstw ziemi wskazujacych na bytnosc organicznego materialu. No chocby sie leb i tysiac lat wytezal to co najwyzej zostanie dostrzezone, ze te cykle natury to nie wszystko.
Czlowiek wtedy  zyl i dzialal w mniejszych lub wiekszych kregach spelniajacych wiele funkcji. Czyli korzystal z jeszcze starszej wiedzy
calkiem celowo. Bo podobnych osad, gdzie istnial odpowiedni porzadek , znajdujemy wszedzie na swiecie. Czesto byly to koncentryczne
kregi. Kregi wyznaczone albo gesto mocowana palisada albo duzymi kamieniami albo po prostu wal ziemny ale i tez groby.
Miejsce te bylo wykorzystywane na wiele sposobow, bo czlowiek nie mogl sobie pozwolic na bezmyslne szastanie swoimi silami.
Dlatego te formacje roznia sie miedzy soba. Lokalnie dominowaly rozne porzadki, bo nie bylo centralnej wladzy. A wiec grupa z lokalnym
przywodca a nie rodzina byly podstawa istnienia  tych zbiorowosci.
Te kregi oddawaly zarowno cykle natury jak i astronomiczne. Sluzyly na codzien ludziom ale takze spelnialy funkcje miejscowego kultu.
No i spelnialy funkcje obronna a takze reprezentatywna. W sumie zlozony kompleks oddajacy tzw. nature i poziom owczesnej wiedzy czlowieka.
Kregi znajdowane na calym swiecie skalowaly poziom owczesnej wiedzy o faktach  istotnych do przezycia oraz uniwersalna wiedze
potrzebna dla przyszlych pokolen. Punkt ciezkosci tej wiedzy przesuniety byl w strone tego pierwszego no bo lokalny kaplan czy jak on sie tam nazywal, mial rece zwiazane na potrzeby grupy. Opetanych jakims przekazem po prostu nie bylo. Opetanie bylo zarezerwowane dla szamana a raczej widziane bylo jako produkt uboczny stosowania substancji halucynogennych.
Tamtejszy czlowiek nie byl ani troche glupszy od wspolczesnego . Byl inny, nie mial czasu na bezsensowne rozwazania czy te hadrony zdeza sie czy nie.  Duży uśmiech  Nie posiadal TV ale za to mial rodzine i przyjaciol. Grupa dawala mu jakas gwarancje przezycia w tym dualnym swiecie , ktorego byl i jest pasozytem. Tudziez lokalny przywodca za pomoca maczugi z kolcami "ocenial" natychmiast jego mozliwosci. No i przede wszystkim nie zawracal sobie  tylnej czesci ciala ani ufo ani masonami ani tymi od krzyzyka.   Duży uśmiech Troche pozniej , po paru tysiacach lat, nauczyl sie dopiero popierac tych co sobie jak malpy przywlaszczyli uniwersalna wiedze i mamia swiat  tym, co sami podeptali.
pozdrawiam
Zapisane
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #44 : Sierpień 05, 2012, 22:31:32 »

Tajemnice pochodzenia człowieka



b]http://wolnemedia.net/historia/tajemnice-pochodzenia-czlowieka/[/b]
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #45 : Sierpień 18, 2012, 09:59:53 »

Znaleziono srubę z przed 300 milionów lat !. Szok

By FatherMotherGod ... - Posted on 17 sierpnia 2012

13 sierpnia 2012 - W lecie 1998 roku, rosyjscy naukowcy, którzy badali ten obszar 300 km na południowy zachód od Moskwy, na pozostałości meteorytu, odkryli kawałek skały, która ma zamkniętą śrubę z żelaza. Geolodzy szacują, że wiek skały jest 300-320 milionów lat. W tym czasie nie było nie tylko inteligentnych formy życia na ziemi, nawet nie ..... dinozaury nie pojawiły się na jej powierzchni. Śrubę, która jest widoczna z głowę i nakrętką, ma długość około cm i o średnicy około trzech milimetrów. Naukowcy Początkowo uważali, że śruba była z urządzenia gospodarstwa(jakiejś maszyny rolniczej). Ale gwint jest mocno utrwalony w skale. przypadku "błędu, ponieważ został wyłączony" Ponadto, jak wynika z późniejszych badań, śruba ma ogromną ilość czasu by połączyć, atomy żelaza i śruby z atomami krzemu (z których składa się głównie) są rozłożone na dwa ylika.I rentgenowskie zdjęcie wykazało, że istnieją w śrubie i kamieniu i są podobne .. . dwie małe kulki, które mają  otwory kwadratowe Odkrycie to badano intensywnie w różnych instytucjach naukowych w Rosji - od geologów, fizyków, paleontologów, mineralogów i udowodnili, że śruba była w osadzie przed jego utworzeniem się w obecną skałę. Technicy, którzy badali wszystkie wnioski są przekonani, że śruba została sztucznie zbudowana i nie jest produktem naturalnego procesu.
http://kochanezdrowie.blogspot.com/2012/08/300-milionow-lat-ma-sruba-w-skale.html
« Ostatnia zmiana: Sierpień 18, 2012, 10:09:49 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #46 : Sierpień 18, 2012, 14:48:17 »

Właściwie to już przestały mnie dziwić takie wiadomości .To jest nastepny dowód na to że nauka akademicka stoi w miejscu i trzyma się kurczowo starych ram.
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
Strony: 1 [2] |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.089 sekund z 20 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

pet-city siri-ya-ny naszemaluchy polskatawerna wataha-dahabiga-indaha