Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Lipiec 20, 2018, 08:08:28


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: 1 [2] |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: 1 i 2 dzień listopada  (Przeczytany 13099 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
tom1ek

Gaduła


Punkty Forum (pf): 47
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 946


yeah! ;)


Zobacz profil
« Odpowiedz #25 : Listopad 04, 2008, 20:41:26 »

PS: Janneth pobiłaś rekord przekleństwo w poście ciekawe co na to admin Duży uśmiech

Nie miałam tego w planach Smutny Mam nadzieję, że admin przymknie oko Mrugnięcie

wątpię.. może lepiej edytować post i w przekleństwie środkową literkę zastąpić kreską ?? 

bez przesady

haha Chichot

ludziska, to tylko CYTAT, i to jeszcze nie byle kogo ale Miodka, znam ten tekst - może zostać jak jest
Zapisane

Konto na cheops4.org.pl o tym samym nicku i awatarze należy do mnie. Pozdrawiam starych znajomych Uśmiech
janneth

Skryba, jakich mało


Punkty Forum (pf): 23
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 1642



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #26 : Listopad 04, 2008, 20:42:12 »

Done. Poprawiłam, ale kropkami Język Mam nadzieję, że nic nie pominęłam Uśmiech

Tom1ek postarałam się, aby cytat nadal był przejrzysty i czytelny i cieszył ludzi Uśmiech
« Ostatnia zmiana: Listopad 04, 2008, 20:42:57 wysłane przez janneth » Zapisane

The Elum do grieve
The oak he do hate
The willow do walk
if ye travels late.
tom1ek

Gaduła


Punkty Forum (pf): 47
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 946


yeah! ;)


Zobacz profil
« Odpowiedz #27 : Listopad 05, 2008, 20:43:41 »

Done. Poprawiłam, ale kropkami Język Mam nadzieję, że nic nie pominęłam Uśmiech

Tom1ek postarałam się, aby cytat nadal był przejrzysty i czytelny i cieszył ludzi Uśmiech

wolałem w poprzedniej wersji Język
ale to twój post, rób z nim co chcesz
Zapisane

Konto na cheops4.org.pl o tym samym nicku i awatarze należy do mnie. Pozdrawiam starych znajomych Uśmiech
janneth

Skryba, jakich mało


Punkty Forum (pf): 23
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 1642



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #28 : Listopad 05, 2008, 20:56:00 »

Tom1ek, więc dziękuję za przyzwolenie, z chęcią skorzystam Uśmiech Poprawiony po raz drugi Uśmiech
Zapisane

The Elum do grieve
The oak he do hate
The willow do walk
if ye travels late.
zuza
Gość
« Odpowiedz #29 : Listopad 06, 2008, 15:54:53 »

Szkoda tylko, że byle "kurwa" przesłoniła nam idee Wszystkich Świętych...

Dokladnie Smutny nie tak to sobie wyobrażalam zakladając ten wątek.
No cóż...
Zapisane
janneth

Skryba, jakich mało


Punkty Forum (pf): 23
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 1642



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #30 : Listopad 06, 2008, 16:02:02 »

1 listopada już za nami, do następnego pozostał niecały rok Uśmiech
Zapisane

The Elum do grieve
The oak he do hate
The willow do walk
if ye travels late.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #31 : Październik 27, 2010, 21:06:17 »

Do którego nieba trafię po śmierci?
Autor: Piotr Kapusta      2010-10-25 14:04:52

       


Zbliżająca się uroczystość Wszystkich Świętych, skłania do refleksji nad tym, co dalej, co po śmierci, czy będę w Niebie? Pytanie tylko, w którym niebie? Współczesny pogląd o jednym niebie dla wszystkich na początku nie był dla chrześcijan czymś oczywistym.

Spadkobiercy tradycji żydowskich


...

http://interia360.pl/artykul/do-ktorego-nieba-trafie-po-smierci,40042
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
songo1970


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #32 : Październik 28, 2010, 05:30:37 »

Dziady (zwyczaj)
 
Pokarmy dla duchów zmarłych i maski (karaboszki) je symbolizujące - Dziady 2009 RKP / Chram Mazowiecki

Dziady – zwyczaj ludowy Słowian i Bałtów, wywodzący się z przedchrześcijańskich obrzędów słowiańskich. Jego zasadniczym celem było nawiązanie kontaktu z duszami zmarłych i pozyskanie ich przychylności. Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią[1]:
wiosna: wiosenne święto zmarłych obchodzone w okolicach 2 V (wedle faz księżyca)[2]
jesień: Dziady obchodzone w noc z 31 X na 1 XI, zwane też Nocą zaduszkową, będące niejakim przygotowaniem do jesiennego święta zmarłych, obchodzonego w okolicach 2 XI (wedle faz księżyca)

Obrzędy
 
Chram Mazowiecki RKP w trakcie obchodów święta Dziadów w 2009 r.
 
Maska (karaboszka) symbolizująca duchy zmarłych - Dziady 2009 RKP
 
Przygotowania do obchodów święta Dziadów - RKP (2008), Pęcice
 
Przygotowanie obiaty w trakcie święta Dziadów - RKP (2008), Pęcice

W najbardziej pierwotnej formie obrzędu dusze należało ugościć, (np. miodem, kaszą i jajkami) aby zapewnić sobie ich przychylność i jednocześnie pomóc im w osiągnięciu spokoju w zaświatach. Wędrującym duszom oświetlano drogę do domu rozpalając ogniska na rozstajach, aby mogły spędzić tę noc wśród bliskich[3]. Echem tego zwyczaju są współczesne znicze. Ogień mógł jednak również uniemożliwić wyjście na świat upiorom – duszom ludzi zmarłych nagłą śmiercią, samobójców itp (między innymi w tym celu rozpalano go na podejrzanej mogile). W niektórych regionach Polski, np. na Podhalu w miejscu czyjejś gwałtownej śmierci każdy przechodzący miał obowiązek rzucić gałązkę na stos, który następnie co roku palono.

W tym dniu wspierano jałmużną żebraków (początkowo ofiarowując im dary w naturze, później także pieniądze) aby wspominali dusze zmarłych. W tym dniu niektóre czynności były zakazane, np. wylewanie wody po myciu naczyń przez okno, by nie oblać zabłąkanej tam duszy i palenie w piecu, bowiem tą drogą dusze dostawały się niekiedy do domu[1].
Zwyczaj dziadów w literaturze [edytuj]

Do tego zwyczaju nawiązuje Adam Mickiewicz w Dziadach, gdzie opisano wzywanie dusz podczas obrzędu odbywającego się w opuszczonym miejscu kultu (kaplicy, kościele) lub na cmentarzu. Obrzędowi przewodniczył Guślarz (Koźlarz, Huslar), wzywający dusze zmarłych przebywających w czyśćcu, aby powiedziały, czego potrzeba im do osiągnięcia zbawienia i aby posiliły się z żywymi. Etnologia przedstawia jednak święto "Dziadów" w trochę odmiennej postaci. Obrzędy z okazji Dziadów odbywały się za czasów chrześcijańskich w miejscach związanych archetypowo (a często również i lokalizacyjnie) z dawnymi ośrodkami kultu – na wzgórzach, wzniesieniach, pod świętymi drzewami, w miejscach uważanych za święte (czasem rzeczywiście przy kaplicach, które często były budowane na dawnych miejscach kultu pogańskiego). Z racji swojego charakteru Dziady często odbywały się również przy grobach przodków, na cmentarzyskach. Mickiewiczowskie nawiązania do terminów takich jak "czyściec" i "zbawienie" są natomiast wynikiem nałożenia i przemieszania prastarych zwyczajów żywych od wieków wśród ludu oraz narzuconego chrześcijaństwa.
Dziady a chrześcijaństwo [edytuj]

W związku z ekspansją chrześcijaństwa lokalne, miejscowe zwyczaje tzw. pogańskiego pochodzenia, były sukcesywnie zakazywane. Ostatecznie jednak to, czego nie udało się wyprzeć nawet surowymi zakazami, było adaptowane lub zastępowane znanymi dziś formami – współczesnym odpowiednikiem dziadów są Zaduszki.

Szczątki dawnych świąt przetrwały nawet do początków ubiegłego wieku. Znane były dość powszechnie jeszcze w latach 30. specjalne rodzaje pieczywa, które rozdawano ubogim (zazwyczaj jako zapłatę za modlitwę w intencji zmarłych), a pierwotnie będące przeznaczone dla dusz.

Jednym z przykładów zachowania się i przenikania z chrześcijaństwem "Dziadów" jest obrzęd, jaki występował do początków XX wieku w rejonie Latowickim. Sprzyjało temu pewna izolacja od większych skupisk ludzkich oraz odległość od lokalnej parafii. Podobne sytuacje, gdy dawne obrzędy zachowały ciągłość mimo przyjęcia chrześcijaństwa (także przy częściowej zmianie charakteru obrzędowości) miały miejsce także w Puszczy Kozienickiej, Bojkowszczyźnie i Ukraińskim Polesiu.

Dziady w rejonie latowickim rozpoczynały się drugiego listopada uroczystą modlitwą (tzw."dziadami") w starej, niezamieszkanej chacie, a następnie odprawiano je w konkretnych, uznanych za magiczne miejscach, m.in. na miejscowym uroczysku gdzie wg lokalnej tradycji w dawnych wiekach znajdowało się miejsce cmentarne. W centralnym miejscu obrzędu palono ogień, na prowadzącego obrzęd wybierano starca i ubranego w białą szatę guślarza. Wywoływali oni kolejno dusze zmarłych i karmili odrobinami postnego jadła namaczanego mlekiem i miodem, jako że wierzono, że właśnie tego dnia zmarli wracają, by się pożywić oraz także w to, że dusze trwają w zaświatach dopóki trwa pamięć o nich. Obowiązywała także zasada ciszy na obrzędzie oraz chusty okrywające twarze uczestników, spojrzenia mogły spowodować porwanie przez dusze w zaświaty. Obrzęd kończył się zawsze przed północą[4].
Współczesne obchody [edytuj]

Do dnia dzisiejszego na terenach wschodniej Polski, Białorusi, Ukrainy i części Rosji kultywowane jest wynoszenie symbolicznego jadła, w symbolicznych dwójniakach, na groby zmarłych. Dziady kultywuje też większość współczesnych słowiańskich ruchów neopogańskich (rodzimowierczych), zwykle pod nazwą Święta Przodków[3]. W Krakowie co roku odbywa się tradycyjne Święto Rękawki (Rękawka), bezpośrednio związane z pradawnym zwyczajem wiosennego święta przodków.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dziady_(zwyczaj)
« Ostatnia zmiana: Październik 28, 2010, 05:31:19 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
Kiara
Gość
« Odpowiedz #33 : Październik 31, 2010, 09:57:32 »

Ku pamieci tych , ktorzy odeszli.....


http://www.youtube.com/watch?v=xot8Ni0g ... re=related


http://www.youtube.com/watch?v=kLXw5O2hv7g&feature=related
« Ostatnia zmiana: Październik 31, 2010, 09:58:28 wysłane przez Kiara » Zapisane
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #34 : Październik 29, 2011, 13:48:42 »

Przed nami kolejne "wszystkich świętych".
Czy macie jakieś nowe przemyślenia?


EDYCJA:

Kto wymyślił Zaduszki?
dodano: 2011-10-28 (14:04


(fot. wikipedia/gibich (cc-by-sa 3.0))

Każdy z nas wie, że na początek listopada przypada święto, podczas którego ludzie oddają hołd bliskim, którzy odeszli, lub też tym zupełnie nieznanym zmarłym... Skąd jednak święto to w ogóle wzięło się w naszym kalendarzu? Czym różni się Dzień Wszystkich Świętych od Święta Zmarłych, Święto Zmarłych od Zaduszek, a Zaduszki od Dziadów?

Historia święta nie jest jednolita. W tradycji chrześcijańskiej związana jest z kultem męczenników, którzy oddali życie za wiarę w Chrystusa.

Dzień poświęcony modlitwie za ich męczeńską śmierć obchodzono w maju, dopiero w roku 731 papież Grzegorz III przeniósł dzień uroczystości na 1 listopada. Nie wiemy dlaczego dokładnie zdecydował się na ten manewr – przypuszcza się, że na wiosnę istniały problemy z wyżywieniem pielgrzymów, zjeżdżających do Rzymu. Inny papież, Grzegorz IV, w roku 837 zdecydował, że dzień 1 listopada jest dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, lecz wszystkich świętych Kościoła.

Oczywiście, tradycja katolicka tradycją katolicką, zaś wierzenia ludowe – wierzeniami ludowymi. Kultura chrześcijańska zawsze przeplatała się z różnego rodzaju pogańskimi pozostałościami, przeszczepiając na swój grunt obyczaje z terenów, na których się pojawiała. Stąd też, akurat w Polsce, można doszukać się pozostałości po znanych nam głównie z literatury „Dziadach”.

Celem uroczystości Dziadów było nawiązanie kontaktu ze zmarłymi. Od Mickiewicza wiemy, że istniał zwyczaj wynoszenia duszom jadła (co do dziś, w symbolicznej oczywiście postaci, praktykowane jest nadal na Białorusi, Ukrainie czy w Rosji. Poza jedzeniem, zmarłym pozostawiano także oświetloną drogę do domu. Współczesnym śladem tej tradycji są palące się na nagrobkach znicze.

Dziady obchodzono dwa razy w roku – wiosną i jesienią. Termin jesienny pokrył się z obchodami chrześcijańskiego święta Wszystkich Świętych.

Dowiedz się więcej!

1/2

...

http://odkrywcy.pl/kat,111404,title,Kto-wymyslil-Zaduszki,wid,13940844,wiadomosc.html
« Ostatnia zmiana: Październik 29, 2011, 17:35:33 wysłane przez Dariusz » Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #35 : Październik 29, 2011, 21:58:49 »

Wiemy co to sa te dwa dni. Co roku jest ta sama historia. Dzisiaj rozmawialam z kuzynka i powiedziala mi ze w dniu dzisiejszym zatrzymano
400 kierowcow pijanych i 17 osob zginelo w wypadkach no i odpowiednia ilosc rannych. Kazdego roku jest ta sama sytuacja. Kraj zyje swietem zmarlych. W Polsce to swieto uroslo do niesamowitych wielkosci. Dlaczego kazdego roku ginie w wypadkach samochodowych tak duzo osob.
Dlaczego w Polsce ludzie tak bardzo lekcewaza przepisy i tworza niebespieczenstwo nie tylko dla siebie ale i dla innych.
To dobrze ze policja juz teraz kontroluje kierowcow. Zycze wszystkim w calym kraju szczesliwej podrozy i szczesliwego powrotu do domu.

Pozdrawiam.  Rafaela


LISTOPADA
Święto Zmarłych

Święto Wszystkich Świętych wprowadził dla całego kościoła Grzegorz IV w 834r. jako pamięć o zmarłych.
Tradycja Wszystkich świętych albo Święto zmarłych ma swój początek w starym celtyckim święcie \"Samhain\". Samhain (śmierć ciała) oznaczał dla naszych przodków początek nowego roku. Jeśli dziwi, że początek roku zaczynał się 1 listopada, należy sobie uświadomić, że Celtowie byli rolnikami i dla nich żniwa zaczynały się sianiem ozimin, czyli obdarowaniem zaczątkiem życia gleby śpiących jeszcze pól.
Ponadto wszyscy obchodzą to święto dokładnie lub mniej więcej w tym samym dniu, w którym według sprawozdania Mojżeszowego rozpoczął się potop, tzn. siedemnastego dnia drugiego miesiąca- miesiąca odpowiadającego w przybliżeniu naszemu listopadowi (p3kJ. Garnier, Londyn 1904, s. 4). Tak więc w rzeczywistości początek temu świętu dało składanie hołdu ludziom, którzy za dni 1\'-roego zginęli w kataklizmie potopu.
Wszystkich świętych /Kościół Katolicki, Episkopalny i Luterański/ - to cześć dla wszystkich świętych w niebie (tych znanych i tych nieznanych). Halloween znaczy dzień przed Wszystkimi świętymi, czyli 31 października. Ten dzień określa się też jako Hallowmass (wzięte ze staroangielskiego Hallow, co oznacza uświęcać). W Kościele Katolickim jest to jeden z najważniejszych obrzędów w roku. W tym dniu wszyscy katolicy są zobligowani do uczestniczenia w mszy.
Drugi listopada jest to dzień poświęcony zmarłym, których w tym dniu szczególnie się wspomina.
Są to dni, które skłaniają ludzi żyjących do duchowego kontaktu z innymi, czy to z żyjącymi czy ze zmarłymi. Nie kwiat, czy wieniec, które są ważne, ale usposobienie duchowe pomagają nam dobrze przeżyć te dni. Czynności zewnętrzne mają jedynie charakter pomocniczy, Można być bowiem, w tych dniach, bardzo blisko zmarłej osoby, której doczesne szczątki spoczywają gdzieś daleko, wiele kilometrów od nas i wiele lat temu to nastąpiło.

Na Słowacji w zaduszkową noc zostawiano na stole chleb lub inne potrawy. Ludzie chcieli w ten sposób uczcić zmarłych, którzy mieli w tym czasie przychodzić do domu. Nasi przodkowie dekorowali grób matami i zapalali świeczki. Kto nie mógł iść na cmentarz, zapalał w domu dla każdego zmarłego z rodziny po jednej świeczce.

Brytyjczycy wrzucają do ogniska kamienie, warzywa, orzechy by odgonić złe duchy. Ludzie robili też zagłębienia w rzepie i dyni i wstawiali świece by odgonić złe duchy z domu.

Meksykańskie obrzędy ku czci zmarłych trwają dłużej niż w Polsce i mają zupełnie inny charakter.
Tradycyjnie ceremonie odbywają się w trzech miejscach - w domu, w kościele (Meksykanie są katolikami) i na cmentarzu.
27 i 28 października w domach rozpoczyna się wielkie sprzątanie - w najbliższych dniach, przybędą bowiem na ziemię dusze zmarłych. Należy je przywitać nie tylko z szacunkiem, ale i radością.
Dusze najpierw odwiedzają domy bliskich; do ich wizyty trzeba specjalnie się przygotować.
W pokoju lub na patio 31 października wznosi się tzw. ofiarę, przeznaczoną dla dusz zmarłych krewnych. Zazwyczaj jest to odpowiednio zaadaptowany ołtarzyk domowy, zwany ołtarzem ofiarnym lub ofiarą\". Na ścianie pokoju zawieszane są obrazki świętych, a pod nimi ustawiany stół przykryty obrusem, na którym umieszcza się wiele różnych przedmiotów - lichtarze ze świecami, kadzielnice z copal (kadzidło z żywicy sosny ocote), figurki świętych i aniołków, wazony i słoiki z kwiatami oraz inne ozdoby.

Po udekorowaniu ołtarzyka domownicy ustawiają na stole naczynia z potrawami, a na kwietnym łuku zawieszają owoce i słodycze - pokarm dla dusz, które po przebyciu długiej drogi z zaświatów będą bardzo głodne. Są niewidzialne i żywią się tym, czego nie widać - woniami i fluidami czekających na nie potraw. .
Zgodnie z wierzeniami, na ziemię najpierw przybywają dusze zmarłych dzieci, zwane aniołkami\".
Oznajmia to bicie kościelnych dzwonów 31 października o godzinie 20. Ofiara\" dla nich musi być przygotowana wcześniej. Na stole Meksykanie stawiają więc to, co lubią dzieci, a więc słodkie napoje, jak czekolada czy przypominające nasz budyń atole, mleko, ugotowane kolby kukurydzy i wiele innych potraw Aniołki\" odchodzą z domów następnego dnia, zwykle w południe, co również oznajmiają kościelne dzwony. Zbliża się czas przybycia dusz dorosłych, należy więc zmienić ofiarę\". Teraz ustawia się na stole to, co oni lubili. Pozostają owoce, chleb umarłych\", czaszki z cukru i inne słodycze oraz napoje gazowane, bo w nich także gustują dorośli. Dostawia się natomiast popularnego w całym Meksyku indyka lub kurczaka w pikantnym sosie czekoladowym mole, a także tortillas i tamales, wypełnione ostro przyprawionymi farszami, czy specjalnie przygotowaną wieprzowinę.
Na koniec zapala się kadzidło i każdemu ze zmarłych jedną dużą świecę. Ud y rodzina pragnie w szczególny sposób uczcić pamięć jakiejś osoby, wtedy - podobnie jak w wypadku dzieci - stawia jej fotografię, a w pobliżu ołtarzyka zawiesza rzeczy należące do zmarłego, głównie odzież; najczęściej przez niego używaną, czasami nową. Tak przygotowany ołtarz czeka na przybycie dusz; wszystko pozostanie na swoim miejscu do 3 listopada, kiedy nastąpi kolejny etap ceremonii - wymiana ofiar\" .
Najbardziej widowiskowa część świąt odbywa się 2 listopada na cmentarzu, zwykle po północy lub po godzinie 2, ale w wielu rejonach Meksyku ludzie przychodzą tam dopiero o świcie. Na cmentarzach tłoczno jest przez cały dzień. Wszyscy czyszczą groby i ozdabiają je kwiatami. Z płatków i koszyczków kwiatowych układają kolorowe obrazy - przeważa symbolika katolicka, głównym motywem jest krzyż, nie brak też serc i aniołków.
Pobyt na cmentarzu to nie tylko wspominanie tych, co odeszli, oraz spotkanie z krewnymi i znajomymi. Meksykanie wierzą, że to także okazja do ponownego, bliskiego kontaktu ze zmarłymi. Rozmawiają z nimi: czasami również śpiewają ich ulubione piosenki. Wieczorem wszyscy ponownie przybywają na cmentarz i zapalają świece. Zbliża się czas odejścia dusz zmarłych - blask migoczących świec i zniczy oświetla im drogę powrotną. W nocy cmentarz powoli pustoszeje.
Następnego dnia od rana zaczynają się przygotowania do wymiany ofiar\". Z ołtarzyka zbiera się jedzenie oraz napoje - część przeznaczana jest dla członków najbliższej rodziny, reszta zostanie podarowana dalszym krewnym i powinowatym. Ci w zamian również przekazują jedzenie, aby jak mówią- krewni mogli spróbować tego, co zostawili umarli. Niekiedy wymieniane dary cała bliższa i dalsza rodzina spożywa wspólnie. Ta ceremonia jest bardzo ważna dla społeczności lokalnych - oddawanie czci zmarłym utrwala więź z przeszłością, a wymiana ofiar\" pozwala na zachowanie poczucia wspólnoty w obrębie grupy.


Święto Zmarłych
Już od bardzo wielu lat obchodzimy dzień 1 listopada \"święto zmarłych\". Gdy nadejdzie czas ciszy i zadumy wszyscy niezależnie od tego w co wierzymy odwiedzamy cmentarze i miejsca śmierci drogich nam osób, odwiedzamy groby bliskich nam zmarłych zapalamy. Zapalamy znicze i modlimy się przy mogiłach. W tym dniu chodzimy również na miejsca krwawych bitew i na cmentarze wojenne. Nie możemy zapomnieć o tych, dzięki którym żyjemy w kraju wyzwolonym, w kraju wolnym politycznie, dlatego każdy z nas powinien się pomodlić za poległych za ojczyznę, powinien zapalić znicz na Grobie Nieznanego Żołnierza. Jest to jedyny dzień w roku, który skłania mnie do wspomnień o zmarłych, do zadumy i refleksji. To jedyne święto w roku, które skupia wszystkich bliskich przy mogiłach. Pozwala na spotkanie po latach z ludźmi, z którymi dawno straciło się kontakt.
Szanujmy groby! Zanim ktoś wpakuje się swymi buciorami na czyjąś mogiłę, niech pomyśli, że chodzi po zmarłym.
Cmentarz to nie miejsce na głupie gonitwy czy zabawy w chowanego!!!
Musimy szanować cmentarz, przecież wszystko co ziemskie przemija, więc my też kiedyś będziemy spoczywać w tym miejscu i będziemy pragnąć spokoju.

To święto ma swą wymowę eschatologiczną, ale też jest wyrazem naszej pamięci o tych, którzy byli przed nami.
Jesteśmy Im wdzięczni - choć ich nie znaliśmy - za czyny, poświęcenie nieraz i ofiarę życia czy swych możliwości dla przyszłych pokoleń - czyli dla nas.
Ludzie każdej bez wyjątku kultury tę pamięć zachowują i póki ją mają, póty mają poczucie bycia wspólnotą, bycia razem, w końcu i swego wspólnego interesu. Nie dadzą się tak łatwo - mówiąc językiem sportowym - rozprowadzić. W pamięci przodków znajdują motywację do lepszego czy gorszego, ale wspólnego, działania i wypełniania narzuconych sobie obowiązków wobec przyszłych następców - czyli zachowania ciągłości istnienia społeczności.
Oderwanie tej potrzeby pamięci od życia codziennego - jest groźne. W szybkim tempie rośnie szansa zapomnienia, zerwania ciągłości, w ogóle potrzeby tej ciągłości i istnienia całości. Roztopienie w masie jest tylko formalnością. Tu na piękne słówka i ogólniki nie wolno się dać nabierać.
Jak ludzie rozwiniętej ekonomii i techniki te rzeczy w istocie wysoko sobie cenią, niech zaświadczy duma narodowa Francuza, Anglika, Niemca czy Amerykanina. Tam od wczesnego dzieciństwa ten codzienny - nie huczny a codzienny - patriotyzm jest wpajany jako podstawowy element wychowawczy. Byle mecz - a od chorągiewek ciemno.
Zaznaczmy - nie mówimy o nacjonalizmie tylko o wspólnym spoiwie.
Na tym tle zobaczmy wszczepiane na nasz grunt zupełnie nam obce kulturowo ludyczne zabawy(?!) święta zmarłych czy zanalizujmy na własny użytek informację, która stała się bezpośrednim powodem tego mojego wystąpienia.
Oto informacja.
W święto zmarłych hiper- i supermarkety mają działać - to raz. I mało tego, w przedłużonych godzinach - to dwa. I klienci i tym bardziej - obowiązkowo - obsługa, będą mieli czas zajęty. Nie żadnym tam odwiedzaniem grobów, ćwiczeniem pamięci, lekcjami ciągłości pokoleniowej dla młodych. Będzie za to nowa łacalnych zakupów, spędzania czasu w młynku i szumie wodospadu konsumpcyjnego i w poczuciu frustracji. Ciągłej frustracji - i poczucia nieszczęścia (bo szczęściem jest oczywiście dostępność konsumpcji) - nie wszystko mogę kupić. Inni to kupują - ja nie. Itd. itd.
W naszym wspólnym interesie leży obrona przed takim oderwaniem myśli, uczuć i odczuć.
Czy musimy - idiotycznie zupełnie iść do supermarketów - w święto zmarłych? Jak pacynki pociągane sznurkiem reklamy i zapomnienia o wszystkim?

Mamy zapomnieć o tych naszych przodkach?
Mamy zapomnieć w ogóle - wszystko?
Czy posłuchali sobie Państwo dobrze w tym kontekście wywiadu p. Bartoszewskiego z Przedstawicielem Unii - królującym w ocenach ex katedra i poklepywaniem po ramionach i rozmową jak z małym Jasiem - dostaniesz cukiereczka jak będzie grzeczny. Wart jest analizy i dobrego zrozumienia ton tych wypowiedzi i rodzaj używanej argumentacji.
A ciągle nie wiem czy to jest cukierek czy może ciągnąca się guma do żucia w opakowaniu cukierkopodobnym.
Rozumiem chęć wchodzenia w jakiś układ - ale nie rozumiem konieczności zapomnienia przy okazji jak się nazywam, kto był moim dziadem, ojcem i jakie nauki dla mnie płyną z historii. Chyba, że chodzi o to, bym tych nauk broń Boże nie pamiętał. Łatwiej będzie się z taką amebą dogadać w sprawie jej zgody na cokolwiek. Nawet na wyroby czekoladopodobne.
Mam tego już - mówiąc szczerze - dość. Dam temu zawsze wyraz i w głosowaniach i w referendach.
A jak naród i w tej kwestii jest traktowany przez tych, którzy doszli do wniosku, że stopień ogłupienia jest widać wystarczający, by zadawać ludziom bobu - są pytania referendalne w sprawie uwłaszczenia, ostatnio proponowane przez SLD. W końcu sposób i teren wygranej - jest wymowny.
Takie rzeczy trzeba widzieć łącznie.
Na tle wielkiej zadumy i nad przeszłością i nad z niej wypływająca - przyszłością.

http://www.sciaga.pl/tekst/12706-13-swieto_zmarlych
« Ostatnia zmiana: Październik 29, 2011, 22:24:20 wysłane przez Rafaela » Zapisane
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #36 : Październik 29, 2011, 22:40:39 »

Cytuj
Mamy zapomnieć o tych naszych przodkach?
Mamy zapomnieć w ogóle - wszystko?

Nie, nie musimy o nich zapominać i nie musimy też gloryfikować tego typu świąt.
Skoro jednak zwolennicy takich świąt nie chcą zapominać nic, to może miast trzymać się chrześcijańskich naleciałości warto byłoby powrócić do słowiańskich korzeni?
Wszak naszym głównym, ukorzenionym pniem jest Słowiaństwo, chrześcijaństwo zaś to tylko obca roślina - szczepka, siłą nam narzucona - zaszczepiona.
I porzućmy to upolitycznianie wszystkiego.
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #37 : Październik 31, 2011, 10:22:48 »

Jestesmy w przededniu  1 i 2 listopada. Wykozystajmy ten czas na zastanowienie sie nad sensem zycia na ziemi.
Wspominajmy  w gronie rodzinnym naszych najukochanszych ktorzy odeszli na zawsze, ale ktorzy sa ciagle w naszych sercach.

http://www.youtube.com/watch?v=de0H_WqxZIQ&feature=related

Pozdrawiam serdecznie.Rafaela

                                                         Nie smierc dzieli ludzi, ale brak milosci.
:::::::::::::::::::::::::::::::::::::

                                                          "W obliczu śmierci każdy jest samotny"
Anna Korzec

Śmierć jest wydarzeniem, o którym bardzo niewiele wiemy - każdy umierający jest tu debiutantem. To zupełnie naturalne, że doświadczenie, z którym stykamy się po raz pierwszy, jest dla nas trudne i obawiamy się go - nie wiemy przecież, jak będzie ono przebiegaćdr hab. Bartłomiej Dobroczyński
- Podczas trzech podstawowych aktywności naszej egzystencji, czyli narodzin, kopulacji i śmierci, za pierwszym razem nigdy nie jest łatwo - mówi w wywiadzie dla Wirtualnej Polski dr hab. Bartłomiej Dobroczyński. Psycholog z Uniwersytetu Jagiellońskiego wyjaśnia, co najbardziej przeraża nas w końcówce życia. Rozmawiamy też o tym, czy na ten koniec można się jakoś przygotować?



Anna Korzec: Czy boi się pan śmierci?

Dr hab. Bartłomiej Dobroczyński: - Zależy, co pani rozumie przez słowo „boję się” - czy na samą myśl o śmierci uciekam do kąta i dygoczę, czy pyta pani o coś bardziej subtelnego i złożonego.

Nie podejrzewałam pana o tego typu ucieczkowe reakcje. Miałam na myśli ten bardziej subtelny wymiar lęku przed śmiercią.

- Tak, oczywiście - mam takie chwile, kiedy bardzo niepokoi mnie fakt, że - jak mówił Heidegger - człowiek jest Sein-zum-Tode, czyli bytem ku śmierci. Śmierć jest wydarzeniem, o którym bardzo niewiele wiemy - każdy umierający jest tu debiutantem. To zupełnie naturalne, że doświadczenie, z którym stykamy się po raz pierwszy, jest dla nas trudne i obawiamy się go - nie wiemy przecież, jak będzie ono przebiegać. Inni weseli teoretycy mówią, że podczas trzech podstawowych aktywności naszej egzystencji: czyli narodzin, kopulacji i śmierci, za pierwszym razem nigdy nie jest łatwo. Sprawy nie ułatwia też świadomość, że z narodzinami i śmiercią mamy do czynienia po raz pierwszy i ostatni.


A w obliczu śmierci jesteśmy też zupełnie sami...

- Tak, w śmierci każdy z nas jest samotny - tutaj nikt nie może nam towarzyszyć. Ja umieram, a inni nie. Albo umierają, ale też robią to w samotności, niejako na własny rachunek. To wyjątkowa sytuacja dlatego, że w tym doświadczeniu nikt inny nie może być w takiej relacji z moją świadomością, w jakiej ja jestem.


Czy śmierć przeraża nas tylko dlatego, że jest wielką „wyprawą w nieznane”?

- Myślę, że na lęk przed śmiercią składa się kilka elementów - to nie jest nic jednorodnego. Pamiętam, że wiele lat temu na ścianie kurii biskupiej w Krakowie ktoś sprejem nabazgrał bardzo trafne przesłanie. „Nie boję się śmierci, ale umierania” - głosił ten napis. Śmierć przeraża nas nie tylko dlatego, że to swego rodzaju akt ostateczny. Postrzegamy ją też jako pewien proces i to, co do niego prowadzi. Przyzwyczailiśmy się, żeby patrzeć na śmierć z perspektywy mediów – jako na skutek straszliwego wypadku albo agonię podczas długiego pobytu w szpitalu, gdzie podłączeni jesteśmy do wenflonów, cewników i przebywamy w otoczeniu krwi, flegmy i kroplówek…. Na klepsydrach czytamy: „odszedł po długich a ciężkich cierpieniach”. To wszystko nie napawa optymizmem. Jeśli obiecałaby pani ludziom, że w trakcie umierania nie będą cierpieć, to na pytanie „czy boisz się śmierci” wielu odpowiedziałoby: „eee, nie ma problemu”.

Dobrze, to przyjmijmy, że uporaliśmy się z lękiem dotyczącym procesu umierania i związanego z tym cierpienia. Co dalej?

- Problem polega na tym, że nie wiemy, „co dalej”. To zależy od tego, w co wierzymy. Niektórzy odpowiadają: „dalej nic”, zgodnie z tym, co mówił już 300 lat p.n.e. Epikur: „Kiedy ja jestem śmierci nie ma, kiedy śmierć jest, nie ma mnie”. Wtedy pojawia się lęk przed próżnią - po łacinie „horror vacui”. Wyobrażenie tej pustki to dla wielu trudne do zniesienia przeżycie. Do tego może się jeszcze dołączyć żal związany z niespełnieniem, poczucie, że nie udało mi się osiągnąć w życiu wszystkiego, co sobie wymarzyłem.
Badania pokazują bardzo ciekawe zjawisko: ludzie w ostatnich chwilach życia, wbrew temu, co można by przypuszczać, nie tyle żałują tego, co zrobili, ale tego, czego nie udało im się zrealizowaćdr hab. Bartłomiej Dobroczyński
Badania pokazują bardzo ciekawe zjawisko: ludzie w ostatnich chwilach życia, wbrew temu, co można by przypuszczać, nie tyle żałują tego, co zrobili, ale tego, czego nie udało im się zrealizować.


A co z wiarą w życie pozagrobowe?

- Oczywiście, istnieją różne tradycje duchowe i religijne, które uczą, że śmierć nie jest końcem życia. Dzięki panującej współcześnie globalizacji mamy dostęp do różnych informacji i ta wielość doniesień też raczej pogłębia naszą niepewność. Przychodzą mi do głowy trzy takie modelowe scenariusze wydarzeń. Pierwszy pochodzi z naszej tradycji - chrześcijańskiej. Według niej istnieją cztery rzeczy ostateczne - śmierć, sąd Boży, niebo albo piekło. Ale tu też toczą się spory w obrębie różnych wyznań i kościołów - teologowie spierają o to, czy zmartwychwstanie następuje w momencie śmierci, czy leży się w grobie i czeka się na sąd ostateczny, niektórzy zastanawiają się, co będzie w okresie pomiędzy złożeniem do grobu, a zmartwychwstaniem. Jak mówi Szymborska: „Bóg się chowa, diabli wiedzą gdzie”, nie wiadomo, wtedy my też będziemy schowani diabli wiedzą gdzie… I do zwykłej obawy o śmierć biologiczną, dołącza się jeszcze tzw. „lęk metafizyczny”: nie wiadomo, co będzie dalej, do jakiego miejsca trafimy. Ale tradycje orientalne też stawiają przed nami trudne zadania. Na Wschodzie wierzy się w tzw. samsarę, czyli koło narodzin i śmierci. Mamy do czynienia z wędrówką dusz, czyli tzw. metempsychozą. To znaczy, że impreza się nie kończy – co prawda umieramy, ale dusza wychodzi z ciała i zostaje poddana jakiemuś osądowi. Po tym dostaje nowe ciało, ludzkie bądź zwierzęce. Jak twierdził Platon, chodzi o to, żeby przypomnieć sobie swoje wzniosłe powołanie do świata idealnego, odpokutować za to, co się zrobiło. Później znowu śmierć i - w zależności od danej tradycji - odpoczynek albo od razu bezpośrednio nowe wcielenie. Rosyjska teozofka, Helena Bławatska dopuszczała pewne ułatwienie, bo twierdziła, że dusza będzie mogła przez 1,5 tys. lat odpoczywać w Dewachanie, krainie szczęścia, w której doświadczy wszystkiego, czego tylko zapragnie. Koło narodzin i śmierci jest o tyle problematyczne, że możemy dostać bardzo złe wcielenie (np. zostać ostrygą). Poza tym, jest to swego rodzaju katorga, męka, no bo co to za przyjemność kilkakrotnie rodzić się, męczyć się w życiu pełnym cierpienia i chorób.


Buddyści mają specjalny przewodnik po śmierci.

- Bardo Todol, znany jako Tybetańska Księga Zmarłych. Myślę, że lepszym określeniem byłoby tu „podręcznik do umierania”. Zgodnie z zaleceniami buddyzmu, kiedy człowiek umiera, powinien być przy nim ktoś, kto będzie mu czytał tę księgę w momencie, gdy z punktu widzenia zachodniej medycyny jest on już martwy. Buddyści wierzą, że umysł takiej osoby nadal odbiera wrażenia z otoczenia, bo jest w stanie bardzo podobnym do tego, kiedy mamy marzenia senne. Mówi się nawet, że ludzie, którzy umarli, często nie są tego świadomi. Czytany wtedy tekst Tybetańskiej Księgi Umarłych opowiada, na co dany człowiek natrafi po swojej śmierci. Podstawą buddyzmu tybetańskiego jest przekonanie, że śmierć to moment, w którym musimy dokonywać najważniejszych wyborów. Będą się przed nami zjawiać różne bóstwa, kusić nas lub odpychać różnobarwne światła. Nasza reakcja na te wydarzenia może bardzo pogorszyć lub poprawić naszą sytuację. W przypadku dobrego wyboru, zmarły albo otrzyma lepsze wcielenie, albo nawet wyzwoli się z koła narodzin i śmierci - i osiągnie stan nirwany - najlepszy, jaki sobie można tylko wyobrazić. Jak zatem widać, są różne scenariusze wydarzeń pośmiertnych, jednak w przypadku każdego z nich można stawiać sobie pytanie: czy sprostam w momencie, kiedy któryś z nich się rozegra? W takiej sytuacji człowieka może ogarnąć rozpacz i zwątpienie.

Czy twarda wiara w któryś z tych scenariuszy to nie jest przywilej, który zapewni spokój w „momencie ostatecznym”? Jeśli wiemy, co wydarzy się po śmierci, możemy się czuć bardziej pewnie…

- Nie, bo żaden z tych scenariuszy niczego nie zapewnia! Moim zdaniem,
Niezależnie od lęku przed próżnią, nieistnieniem, równie przerażające może być to, że w momencie śmierci trafimy w ręce sił potężniejszych od siebie, które za nas zdecydują o naszym losiedr hab. Bartłomiej Dobroczyński
niezależnie od lęku przed próżnią, nieistnieniem, równie przerażające może być to, że w momencie śmierci trafimy w ręce sił potężniejszych od siebie, które za nas zdecydują o naszym losie. Każda z religii przedstawia gotowy scenariusz, jednak żadna z nich nie mówi „dasz sobie radę na pewno”. Ktoś może wierzyć - mówiąc językiem naszej tradycji - w miłosierdzie Boże, ale i tak nie może być pewny, że będzie ono jego dotyczyć. Oto pewnej osobie śniła się kolejka do Sądu Ostatecznego, w której zajmowała miejsce tuż za Matką Teresą z Kalkuty. Obok tej kolejki przechodził się Jezus. I kiedy zbliżył się do tej świetlanej Postaci, powiedział: „Wiesz co, Tereniu, mogłabyś się w tym swoim życiu trochę bardziej postarać”. Osoba budzi się zlana potem. Horror metafizyczny. Bo zawsze może się okazać, że w zetknięciu z Absolutem nie ma pani żadnych szans. Te scenariusze wydarzeń zmieniały się też na przełomie dziejów, 1,5 tys. lat temu św. Augustyn wierzył, że większość ludzi idzie do piekła, w tym nienarodzone dzieci, jak również te, które umarły zaraz po porodzie nie otrzymawszy chrztu. To jest dość złożona kwestia.


Nasz stosunek do śmierci jest też kształtowany przez kulturę.

- Oczywiście, są kultury, w których ludzie ze śmiercią żyją za pan brat - na przykład Meksyk. Tam śmierć jest celebrowana na wiele różnych sposobów, podkreśla się śmiertelność człowieka, a święto zmarłych jest radosnym festynem i ucztowaniem. Natomiast kultura Zachodu, w której zostaliśmy wychowani, ma do śmierci stosunek paniczno-paranoidalny i za wszelką cenę próbuje usunąć ją z naszej świadomości. Jest to pewien paradoks, bo równocześnie śmierć jest wszechobecna w mediach, napędza emocje, budzi zainteresowanie, podnosi oglądalność.

W mediach mamy raczej do czynienia z trywializacją śmierci- pokazuje się zdjęcia z egzekucji znanych dyktatorów, wystawia na widok publiczny zwłoki postaci znanych z życia publicznego.

- Nie jestem pewien, czy to jest kwestia strywializowania. To naturalne, że kultura żywi się emocjami, które towarzyszą kluczowemu w życiu każdego człowieka wydarzeniu. Ludzie jednak przyzwyczajają się do obrazu śmierci prezentowanego przez media. Jednak media często zniekształcają rzeczywistość, wyrabiają mylne wyobrażenie na wiele tematów. Jeśli w telewizji pokazują wycieczkę znanego podróżnika po dżungli, to niejeden widz może sobie pomyśleć, że to nic trudnego i każdy poradziłby sobie w takiej sytuacji. Jednak gdyby sam znalazł się w tych chaszczach i pijawki, pająki i komary wgryzałyby mu się w całe ciało, jestem pewien, że zacząłby postrzegać tę sytuację inaczej. Z chorobami i śmiercią jest bardzo podobnie. W momencie, kiedy zaczynamy mieć poważne problemy ze zdrowiem, śmierć pojawia się jako coś realnego, to szybko dostrzegamy, że ta „zabawa” wygląda zupełnie inaczej, niż myśleliśmy. Jednak kultura zawsze epatowała obrazami śmierci. Jeśli obejrzy sobie pani obrazy Hansa Memlinga, czy Hieronima Boscha, to tam też często widać poćwiartowane ciała, i okrutne tortury. Ludzie w dawnych czasach funkcjonowali podobnie - ulubioną rozrywką gawiedzi było wtedy obserwowanie publicznych egzekucji.

A czy te obrazy wystawionych zwłok nie są takim współczesnym danse macabre, próbą oswojenia śmierci?

- Też, ale to jest spektakl. I przyczyny są różne. Współczesny świat jest tak mocno nasycony obrazami i informacją, że już nie wiadomo, co zrobić, aby mój obraz wygrał z konkurencyjnym obrazem. Informacja ma przyciągać od razu, najlepiej, aby zawierała seks i śmierć jednocześnie. Ale jest też druga strona medalu – musimy zmierzyć się z „prawdziwą śmiercią”. Żyjemy w terrorze medycyny. Naszym życiem i szczęściem zarządzają ibupromy, aspiryny i inne środki przepisywane na przeczyszczenie, serce, wątrobę, płuca i inne rzeczy. Również medycynie oddaliśmy „końcówkę” - ostatni rok czy dwa lata życia przeciętny człowiek spędza najczęściej w szpitalu, hospicjum albo przytułku. Bardzo rzadko ludzie umierają w domu. W takiej sytuacji nie możemy się nauczyć, na czym polega umieranie, nie ma już tak jak dawniej, kiedy człowiek dokonywał żywota w domu, na oczach wszystkich członków rodziny. W szpitalach, w momencie, gdy zbliżają się ostatnie chwile danej osoby, które przebiegają niekiedy bardzo gwałtownie i wiążą się z intensywnymi zabiegami medycznymi, to zwykle jej bliscy są wypraszani. Oni często się też boją, bo nie wiedzą, jak wtedy reagować. Śmierć zostaje wykluczona z takiego zbiorowego doświadczenia. Nie jestem katolikiem, ale uważam, że bardzo pozytywną rolę odegrał tu papież Jan Paweł II, który niejako zademonstrował światu, jak należy umierać – to znaczy nie uciekał przed śmiercią, stawił jej czoła, a robił to niejako na oczach wszystkich. W Polsce scenariusz jest taki: postać publiczna aktywnie działa, a w pewnym momencie znika na rok lub dwa. Później dowiadujemy się, że ten ktoś umarł np. na raka płuc, czy wątroby, a gazety piszą: przegrał walkę z rakiem. Co jest niesłychanie irytującym sformułowaniem. Podstawowe pytanie brzmi bowiem: czy mógł wygrać? A jeśli wygrał, to na jak długo? I na czym to zwycięstwo miałoby polegać? Czy liczymy na to, że będziemy żyć 160 lat, 200, albo milion? Nie da się. Przeciętnie około 70-80 roku życia walimy głową w wiadro i cześć. I nie ma tutaj żadnej filozofii, nie da się tego wygrać, nie ma żadnej możliwości zrobienia jakiegoś potężnego Faustowskiego zakładu, że akurat ja będę żył wiecznie.


Dlaczego bardziej lub mniej świadomie chcemy przedłużać sobie życie?

- To zjawisko wiąże się z postępującą laicyzacją,
Zachód coraz mniej wierzy w świętość życia i w to, że śmierć jest ważną bramą do jakiegoś nowego świata, w związku z tym coraz ważniejszym jest, żeby, jak to opisał Huxley w „Nowym Wspaniałym Świecie” - jak najdłużej utrzymywać ciało w formie trzydziestolatka, a następnie zostać poddanym uroczystej eutanazjidr hab. Bartłomiej Dobroczyński
Zachód coraz mniej wierzy w świętość życia i w to, że śmierć jest ważną bramą do jakiegoś nowego świata, w związku z tym coraz ważniejszym jest, żeby, jak to opisał Huxley w „Nowym Wspaniałym Świecie” - jak najdłużej utrzymywać ciało w formie trzydziestolatka, a następnie zostać poddanym uroczystej eutanazji. Ciągle mówi się o jakości życia, o tym, że życie uważa się za udane, jeśli jest się zdrowym i ma się odpowiednią ilość ekscytujących doznań, ma się odpowiednie przedmioty, gadżety itd.

Czy da się oddzielić jakieś czysto biologiczne elementy lęku przed śmiercią? Czy jest on nierozerwalnie związany z kulturą, w której wyrastamy?

- Myślę, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć siebie bez kultury. Wyrastamy w jakimś języku, który wpływa na nasz sposób postrzegania świata. Za biologicznymi korzeniami lęku przed śmiercią mogą jednak przemawiać badania przeprowadzone na zwierzętach. Z niektórymi można nawiązać coś na kształt kontaktu - potrafią one przekazać człowiekowi pewne informacje. Zapytano gorylicę Koko, co się dzieje z przedstawicielami jej gatunku po śmierci. I w języku migowym Koko odpowiadała, że idą do cichego, bezpiecznego miejsca na uboczu. Możemy w związku z tym przypuszczać, że zwierzęta wyższe być może wiedzą, że istnieje śmierć i przejawiają emocje z nią związane. Jest też parę ciekawych, trudnych do wytłumaczenia zjawisk, jak np. tzw. cmentarzyska słoni. Zaobserwowano, że żywe słonie wracają do miejsc, gdzie leżą szkielety ich martwych pobratymców, i odprawiają tam tajemnicze „rytuały”. Nie wiemy, dlaczego słonie godzinami potrafią gładzić trąbami leżące szkielety. Te zwierzęta znane są z tego, że mają świetną pamięć, możemy podejrzewać, że w ten sposób jakoś przypominają sobie swoich towarzyszy albo oddają im hołd. A może obchodzą swoje święto zmarłych? Nie wiemy. Ludzie postrzegają śmierć przez kulturę, więc nie potrafimy jasno wyodrębnić tutaj biologicznych elementów. Są też jednak tacy badacze, którzy uważają, że wszystko to, co jest kulturowe, jest biologiczne, że kultura to w istocie biologiczna strategia przetrwania. W takim sensie wszystko, o czym tutaj mówimy jest częścią kultury i nie jest ona niczym zewnętrznym, odrębnym od natury.

                                                          c.d.n
« Ostatnia zmiana: Listopad 01, 2011, 08:48:14 wysłane przez Rafaela » Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #38 : Listopad 01, 2011, 08:50:32 »

Także ta kultura nakazuje nam wznosić zmarłym okazałe pomniki i tłumnie odwiedzać miejsca ich pochówku?

- Budowanie pomników to sposób na zachowanie symbolicznej nieśmiertelności. Mówi o tym znana z psychologii społecznej „Terror Management Theory”, czyli Teoria Opanowania Trwogi - każdy człowiek unika myślenia o śmierci i odsuwa od siebie obawy z nią związane. Lękamy się nie tylko biologicznego unicestwienia, ale też utraty sensu - że to, czego dokonałem i co wydawało mi się ważne i istotne, w momencie śmierci okazuje się zupełnie bezużyteczne. Pomniki czy cmentarze to forma odbudowania ciągłości, a to nic innego jak utrwalenie, czyli trwanie, a więc pewna forma nieśmiertelności. Działa to jednak w obie strony, bo pamięć o zmarłych to sposób na budowanie tożsamości. Gdybyśmy tego nie robili, bylibyśmy jak zwierzęta - one nie mają historii. Dzięki temu, że my zapisujemy swoją przeszłość - możemy się uczyć od Platona czy Tukidydesa. Natomiast wydra nie może się niczego nauczyć w ten sposób od wydry, która żyła 2 tys. lat temu. Leszek Kołakowski mówił, że nie uczymy się historii po to, żeby się nauczyć jak żyć i odnosić sukcesy, tylko po to, aby wiedzieć, kim jesteśmy. Człowiek ma mentalność plemienną, kiedy idziemy na cmentarz i uprawiamy kult przodków, tworzymy pewną wspólnotę symboliczną. Mówimy, że tu leży dziadek Kazio a tu babcia Zdzisia. Nie musimy nawet znać historii wszystkich naszych zmarłych - już samo poczucie wspólnoty uświadamia nam, kim jesteśmy. W innych tradycjach owo poczucie przybiera dość makabryczną postać: np. niektóre plemiona Indian amazońskich grzebią swoich krewnych wewnątrz chat, w których mieszka ich rodzina. Synowie i wnuki śpią na ciałach swoich przodków – to ilustruje, jak wielkie znaczenie ma dla tych społeczności bliskość zmarłych.


Czy możemy jakoś przygotować się na śmierć?

- Szkoły duchowe we wszystkich miejscach na świecie są niczym innym, jak uczeniem życia w kontekście śmierci. Niezależnie od tego, jaki będzie nasz koniec, ich zaletą jest to, że dają one silną psychiczną podbudowę. Osoba, która będzie funkcjonowała zgodnie z zaleceniami danej tradycji powinna być gotowa na śmierć w takim sensie, że każdego wyboru dokonuje z uwzględnieniem tej ostatecznej perspektywy. Na przykład mając do wyboru pośpiech, bo mam coś ważnego do załatwienia dla siebie, i wyjęcie ciernia z łapki wróbla, to mówię: wyjmę cierń z łapki wróbla, bo moja religia mówi, „miłuj bliźniego jak siebie samego”, albo „miej współczucie dla wszystkich istot żyjących”. I jeśli w takim momencie przychodzi ktoś i przystawia mi rewolwer do głowy, to ja mówię – jestem gotowy, bo wyciągnąłem cierń z łapki wróbla, a – zgodnie z zaleceniami mojej religii - tak powinienem był zrobić, wszystko jest w porządku. Natomiast współczesny świat przygotowuje nas do śmierci inaczej: stara się położyć nacisk na to, żeby jak najdłużej dbać o siebie. To zdrowie jest bogiem w dzisiejszych czasach – jeśli straci się zdrowie, to już nic dobrego nas nie czeka. Ale czy to może przygotować nas na śmierć? Nie jestem pewny. Nie bardzo potrafię sobie wyobrazić, jak mam się przygotować - poza tradycjami filozoficznymi i duchowymi. Kiedyś rozmawiałem z Tomasz Węcławskim, kiedy jeszcze sprawował posługę kapłańską. Wtedy ze sporą dozą naiwności zapytałem: „Księże profesorze, a jak się przeżywa własną śmierć? Jak się ją będzie przeżywać, według księdza wiedzy?” A on mi odpowiedział: „Drogi panie, śmierć to jest właśnie coś, czego się nie przeżywa”. To jest pewna brutalność świata, którego nie obchodzi, czy my jesteśmy gotowi na śmierć. Po prostu to w pewnym momencie przyjdzie samo. Tutaj warto jednak przywołać relacje ludzi, którzy mają do czynienia ze śmiercią. Oni mówią, że śmierć ma swoje prawa i swoją dynamikę. Są doniesienia o tym, że kiedy wejdzie się już w ten proces, to nie jest on związany z jakimś panicznym lękiem czy cierpieniem. Istnieją relacje, które mówią o tym, że śmierć przebiega w taki sposób, jakby człowiek był już na nią przygotowany. Towarzyszy temu pogodzenie, uspokojenie. Często mówi się „umarł spokojnie, umarł pogodzony”. Zobaczymy. Każdy będzie mógł tego doświadczyć na sobie.

Rozmawiała Anna Korzec, Wirtualna Polska

Dr hab. Bartłomiej Dobroczyński jest psychologiem, wykładowcą w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. Jest autorem publikacji z zakresu relacji między duchowością a psychiką, psychologii transpersonalnej i historii myśli psychologicznej.

http://wiadomosci.wp.pl/kat,84394,title,W-obliczu-smierci-kazdy-jest-samotny,wid,13948708,komentarz.html
Zapisane
songo1970


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #39 : Listopad 01, 2011, 12:55:04 »

Samhain- czyli do strumyka po kamyki Mrugnięcie

 Kategorie: EZOTERYKA, Religia i Duchowość
Tagi: Celtowie, druidzi, tradycja


Celtowie dzielili rok na dwie części: jasną i ciemną. Część jasna ma swój początek 1 maja i nazywa się Beltane. Część ciemna to Samhain i zaczyna się 1 listopada. Wg. niektórych znawców celtyckich obyczajów Samhain był najważniejszą datą rocznego kalendarza, bo rozpoczynał nowy cykl życia, gdy w mrocznej ciszy słychać było szept nowego początku – ziarna, które dojrzało, upadło lub zostało zasiane. Dla Celtów był to czas uroczysty i magiczny, który rozpoczynał się dzień wcześniej, w wigilię Samhain, którą znamy pod nazwą Halloween.

Galijskie słowo Samhain oznacza dosłownie koniec lata. Kiedy Chrześcijaństwo zaczęło wypierać pogański kult – zaadoptowało ten dzień, nazywając go dniem Wszystkich Świętych. Jednak w czasach pogańskich był to dzień radosny. To właśnie wtedy zganiano z pastwisk do zagród owce przed nadchodzącą zimą. Niektóre z nich rytualnie zabijano i zjadano na wielkiej uczcie symbolizującej koniec zbiorów. Do tego czasu całe zboże musiało być sprzątnięte z pól, rzepa i inne warzywa zebrane, a wszystkie jabłka zerwane z drzew.

Największą ucztą Samhain w pogańskiej Irlandii, była ta na cześć Tlachtgi, córki druida Mogh Ruita, która stała się po śmierci boginią. Druidzi rozpalali wówczas wielki ogień, od którego zapalano paleniska w domach. Zanim zapalano nowy ogień skrzętnie wygaszano stary, zaznaczając w ten sposób nadejście nowego roku, nowe plany i nowe nadzieje. Popiół z takiego ogniska rozsypywano potem po polach aby w ten sposób ochronić je przed zimnem zimowych miesięcy. Wokół takiego świętego ognia tańczono, ale kiedy zaczęły dogasać ostatnie płomienie, każdy co sił w nogach gnał do domu uciekając przed demonami.

Dziecko urodzone w dzień Samhain uważano za widzące podwójnie, czyli mające dostęp do świata duchów i magii. Jabłka miały szczególnie magiczną moc. W Irlandii wierzono, że w krainie Emhain Abhlach rośnie jabłoń, której owoce mają magiczne właściwości. Jabłka pomagały dojrzeć cień przyszłości. Ten, kto chciał ją zobaczyć musiał w noc Samhain usiąść tyłem do lustra w ciemnym pokoju, w którym płonęła tylko jedna świeca. Następnie trzymając jabłko trzeba było zadać sobie pytanie, na które odpowiedź skrywała przyszłość. Wówczas trzeba podzielić jabłko na dziewięć części, zjeść osiem a tą ostatnią rzucić za siebie przez lewe ramię. Wtedy można spojrzeć w lustro (również przez lewe ramię) i w cieniach rzucanych przez ogień świecy zobaczyć co kryje przyszłość.

Ci którzy oczekują pomocy i wskazówek w poszukiwaniu odpowiedzi na swoje problemy, powinni zasnąć w noc Samhain z trzema kamieniami pod poduszką. Kamienie powinny być zebrane ze strumienia i trzeba je podnieść chwytając je palcem środkowym i kciukiem, powtarzając za każdym razem magiczny wers:

Biorę kamień ze strumyka
 Jak Maryja chłopczyka
 Dla ciała, cnoty i siły
 Trzymam ten kamień w dłoni
 Aż mi się przyszłość odsłoni

Happy Halloween!
http://nowaatlantyda.com/2011/10/31/samhain/
« Ostatnia zmiana: Listopad 01, 2011, 12:55:26 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
Linda
Gość
« Odpowiedz #40 : Listopad 01, 2011, 23:07:02 »

 Uśmiech

Na każdym lisciu komunikat... - Artur Andrus



 Na każdym liściu komunikat
Ministra Najważniejszych Rzeczy:
"Palenie zniczy nie jest groźne...
Palenie zniczy może leczyć"

W każdym płomyku jeden człowiek
Którego komuś ciągle brak,
Który jeżeli go zapytać
Spokojnie odpowiada tak:

Dokąd tak pędzisz?
Spójrz za siebe
I na zielono drogę znacz
Stań między ludźmi, patrz im w oczy
Uśmiechaj się lub chociaż płacz

I powiedz ludziom niech przychodzą
Na cmentarz w Lesku i Uhercach
Palenie zniczy nie jest groźne
Chroni od ciężkich chorób serca

Chroni od pychy, niepokory
Podarte losy umie zszyć
Niech ludzie chodzą na cmentarze
I niech się tutaj uczą żyć...

Dokąd tak pędzisz?
Zwolnij trochę...
Po drodze coś ważnego zrób
Dokąd tak pędzisz?
Zwolnij trochę
I kochaj albo chociaż lub...

 Uśmiech
Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #41 : Listopad 01, 2011, 23:17:13 »

                                                                   Kult przodków

Martyna Wnęk | Onet | 30 Październik 2011 | Komentarze (3)

W Polsce po godzinnym czuwaniu odbywa się pogrzeb, a następnie stypa. W Chinach zmarłym towarzyszy Dzban Dziedzictwa wypełniony jedzeniem, a w krajach islamskich ciało polewa sie wodą różaną. Powiedzenie "Co kraj, to obyczaj" jest aktualne również w przypadku grzebania zmarłych.

Szansa na powrót do życia

Całe życie hindusa wypełnione jest rytuałami. Specjalne ryty związane są ze spożywaniem posiłków, obmywaniem ciała, ale najważniejsze są rytuały przejścia, takie jak narodziny i śmierć. Te ostanie wspomagają umierającego na drodze ku śmierci. Zanim ona jednak nastąpi syn i krewni osoby umierającej wlewają jej do ust wodę – o ile to możliwe - zaczerpniętą z Gangesu, świętej rzeki hinduizmu. Woda ta ma przynieść ulgę i błogosławieństwo. Dalsza rodzina i przyjaciele intonują w tym czasie nabożne pieśni i mantry wedyjskie. Ton śpiewów uspokaja umierającego , ale jednocześnie przynosi ukojenie rodzinie, która w tym czasie przeżywa zbliżającą się śmierć jednego z nich

Dołącz do nas na Facebooku

Hindusi wierzą, że zaraz przed śmiercią pojawia się ostatnia szansa na powrót do życia. Jeżeli wśród krewnych i przyjaciół znajduje się mnich, recytuje on mantry, które mają za zadanie przywrócić konającego światu, jeżeli mu się to nie uda może ogłosić śmierć. Wtedy następuje rytuał oczyszczania: ciało zostaje umyte i namaszczone wonnymi olejkami. Zmarłemu strzyże się włosy i brodę, oraz nakłada czyste ubranie.

W Indiach praktykuje się kremację zwłok. Hindusi wierzą, że jest ona największym dobrodziejstwem dla odchodzącej duszy. Uważa się bowiem, że dopóki ciało fizyczne wciąż jest widzialne, dusza zmarłego nawet wiele miesięcy pozostaje w pobliżu, gdyż związki łączące ją ze światem doczesnym nie zostały w pełni przerwane. Spalenie jawi sie jako uwolnienie duszy, która już bez przeszkód może wyruszyć w podróż.

W czasie procesji żałobnicy intonują wersy wzywające pomocy Jamy, który jest bogiem śmierci i zmarłych, a także władcą piekła. Po dotarciu na miejsce spalenia, ciało umieszcza się na stosie pogrzebowym. W hinduizmie status kobiety jest gorszy niż mężczyzny, dlatego jeżeli umiera mąż, żona czuwa przy nim w pozycji siedzącej do momentu, w którym jeden z kapłanów nie pozwoli jej wstać. Najstarszy syn okrąża stos trzy razy, za każdym razem wylewając na zmarłego świętą wodę.

Zmarłemu cały czas towarzyszą mantry wedyjskie: „Nich Twoje oko odejdzie do słońca; twoje życie niech wróci do wiatru; przez pełne zasług czyny, których dokonałeś za życia, idź do nieba, by potem wrócić na ziemię; aby powrócić do Wód, jeśli czujesz, że tam jesteś u siebie. Pozostań wśród wonnych ziół z ciałami, które chcesz przyoblec.”

Żałobnicy po powrocie do domu zobowiązani są do odbycia rytualnej kąpieli, ponownej recytacji mantr oraz ofiarowaniu libacji na rodzinnym ołtarzu. Ceremonie te trwają 10 dni. Po trzech, najstarszy syn wraca na miejsce kremacji i zbiera pozostałe tam kości i każe je zakopać. Robi to przy pomocy osób należących do warstwy niedotykalnych, gdyż śmierć w hinduizmie jest tabu i obcowanie z nią zanieczyszcza człowieka. Ci, których nie stać na taki pogrzeb wrzucają kości do świętej rzeki, Gangesu.

Czysty umysł

W przypadku buddyzmu praktyki związane ze śmiercią różnią się w zależności od kraju i szkoły. Wszyscy wyznawcy są jednak zgodni co do jednego: najważniejsze podczas konania są myśli i stan umysłowy osoby umierającej. Ponieważ w buddyzmie istotną rolę odgrywa samsara, czyli koło wcieleń, człowiek może odrodzić się pod postacią rośliny czy też zwierzęcia. Dlatego najważniejsze jest aby odchodzi ze świata spokojnie i z powagą. Panika, przerażenie, niepewność czy lęk mogą skutkować ponownym narodzeniem o bardzo nieprzyjemnym charakterze.
Przy łożu umierającego czuwają krewni i przyjaciele. Wszyscy obecni mają pomóc mu uzyskać pogodny stan ducha. Po śmierci, ciała nie można przez pewien czas dotykać, gdyż można przenieść niechcący pierwiastek duchowy na niepożądane przedmioty, rośliny lub zwierzęta. Po określonym czasie męscy członkowie rodziny zabierają ciało i dokonują ablucji. Następnie zawijają je w strój właściwy dla zmarłych. Kciuki i wielkie pace u nóg wiąże się włosami zmarłego. Podobnie jak w starożytnej Grecji, w ustach zmarłego umieszcza się monetę. U jego głowy stawia się wazon z kwiatami, aby nadal mógł oddawać cześć Buddzie.

Podobnie jak w Polsce, między śmiercią a kremacją ciało wystawione jest na widok publiczny, tak aby rodzina i przyjaciele mogli oddać zmarłemu hołd. Odbywa się to jednak bez żadnych oznak sympatii. Nigdy też nie zostawia się ciała samego, przez cały czas ktoś musi być obecny. Przy zmarłym przygotowuje się posiłki, a mężczyźni gromadzą się by uprawiać hazard. Dopiero siódmego dnia po śmierci zaprasza się mnichów, którzy mają za zadanie recytować fragmenty świętych tekstów. Robi się to, aby odgonić złe duchy, ale również po to, by pomnożyć zasługi zmarłego.

Inaczej niż zwykli wyznawcy buddyzmu, przygotowują się do śmierci mnisi. Ci, by uzyskać pełną świadomość śmierci udają się w ustronne miejsce i rozważają śmierć w kilku aspektach. Wyobrażają ją sobie m.in. jako dziką bestię, węża, ducha czy mordercę. Kontemplując każdy z tych obrazów, mnich uwalnia się od lęku przed śmiercią.

W buddyzmie tybetańskim, w chwili śmierci zaleca się praktykę „wyrzucania świadomości poza siebie”. Podczas niej umierający ma obowiązek zachowania czystego umysłu. Wizualizuje sobie nad głową siedzącego Buddę okolonego tęczą, a swoją świadomość w formie ognistej kuli. Skarbnicą dotyczącą umierania jest tybetańska „Księga umarłych”, rozpoczyna się ona od wskazówek, w jaki sposób należy uwalniać istoty ludzkie, aby później odrodzić się w ich postaci. Jeżeli umierającemu uda się wyrzucenie świadomości samemu, wtedy nie ma obowiązku czytania „Księgi umarłych”, w innym wypadku powinna zostać wyraźnie i powili przeczytana przez osoby trzecie.

Po śmierci zachęca się rodzinę oraz przyjaciół, by zbliżyli się do zmarłego nie okazując rozpaczy. Należy się wtedy zachowywać bardzo cicho i z powagą. Nie zakłóca się spokoju ciała, po to aby pierwiastek duchowy mógł się skupić na procesie ponownego powstawania.

Kult przodków

W Chinach wszechobecny jest kult przodków. Starszych ludzi traktuje się z szacunkiem i powagą, są bowiem najważniejszą skarbnicą wiedzy. Tak też traktowani są po śmierci. Zgodnie z obyczajem, wszelkie obowiązki związane z ceremonią pogrzebową spadają na syna lub synów zmarłego. Bardzo istotna w kwestii śmierci jest instytucja głównego żałobnika, który spełnia rolę przewodnika, pomaga bowiem w bezpiecznym przejściu duszy zmarłego na tamten świat. Jeżeli zmarły nie posiadał męskich potomków, obowiązek ten spada na kobietę.

Według Chińczyków, bardzo istotne jest aby przy umierającym był ktoś z rodziny. Uważa się, że ci którzy odeszli samotnie, nie będą mieć potomków po transmigracji. Do ust zmarłego wkłada się małą czerwoną torebkę zawierającą kawałek srebra, szczyptę herbaty, kawałek cukierka i nieco soli, tak by osoba zmarła miała czym zapłacić podczas swojej pośmiertnej podróży. Następnie związuje się stopy zmarłego, aby nie mógł już wstać.

Noc przed pochówkiem cała rodzina spędza klęcząc przy trumnie ubrana w niefarbowane, białe szaty; cicho opłakując zmarłego. Piątego dnia odbywa się pogrzeb. Główny żałobnik, idzie przed trumną z Dzbanem Dziedzictwa. Jest to mały gliniany dzban, do którego członkowie wszystkich pokoleń wkładają pożywienie. Dzban musi być pełny, gdyż podróż zmarłego jest długa i musi on mieć wystarczającą ilość pożywienia. Najmłodszy syn zatyka dzban okrągłą kromką chleba i wtyka weń dwie pałeczki. Naczynie umieszcza się w grobie na trumnie od strony głowy zmarłego. Po śmierci pod żadnym pozorem nie wolno używać imienia zmarłego.
W konfucjanizmie odnajdujemy podział duszy na niższą i wyższą. Dusza „niższa”, czyli „in” jest gęstsza i bardziej trzyma się ciała. Pozostaje ona bliżej miejsc pochówku. Jest nacechowana negatywnie, mroczna i nieprzyjemna. O jej istnieniu Chińczycy przypominają sobie raz do roku, kiedy na wiosnę omiatają groby zmarłych. Dzieje się to 5 kwietnia, sto pięć dni po przesileniu zimowym.

Dusza „jang” jest lżejsza i mniej wroga, trzyma się bliżej domostwa zmarłego. Codziennie na ołtarzu domowym pali się dla niej kadzidła, zaś dwa razy w miesiącu przygotowuje posiłki, które zostawia się na ołtarzu. Znajdują sie tam również pałeczki, aby przodkowie mogli bez trudu się posilić. Przy ołtarzy znajduje się wąska drewniana tablica z wypisanymi na niej imiona, tytułami i datami śmierci członków rodziny. Ołtarz ten znajduje się w centralnym, honorowym miejscu każdego domu. To właśnie wokół niego skupia się kult przodków. Modlitwy, które odmawiane są w ich intencji, przynoszą korzyść nie tylko zmarłym, ale również tym, którzy nadal żyją. W konfucjanizmie bowiem wszystko jest ze sobą połączone i jedno wpływa na drugie.

Siedem dni żałoby

Rabbi Eliezer powiedział, że żydzi powinni pokutować codziennie, aby dobrze przygotować się na śmierć i tak też to działa. W judaizmie osobą, która umiera, ktoś powinien nieustannie się zajmować. Zaraz przed śmiercią konający odbywa spowiedź - inaczej niż w Kościele rzymskokatolickim - bez obecności kapłana. W tym czasie odmawia się modlitwę Szema: „Szema Izrael, Adonai elohenu, Adonai ehad” czyli „ Słuchaj Izraelu, Pan jest twoim Bogiem, Pan jest jedyny”.

Podobnie jak w buddyzmie ciała nie zostawia się bez opieki i tak jak w konfucjanizmie i hinduizmie, to syn dokonuje znaczących rytuałów. W tym przypadku jego zadaniem jest zamknięcie oczu zmarłego. Ciało obmywa się i owija w białe płótno. Zwyczaj ten pochodzi z czasów, kiedy zmarłych grzebano tak by zaprotestować przeciwko przepychowi rzymskich szat grzebalnych.

Dlatego, że ortodoksyjni żydzi nie uznają balsamowania ciała ani kremacji - zmarłego chowa się w sosnowej trumnie. Na koniec nabożeństwa pogrzebowego rodzina odmawia modlitwę kadisz. Istotne jest, aby odmawiać ją regularnie przez rok po śmierci.

Przez siedem dni po śmierci odbywa się intensywna żałoba w domu żałobnym. Żałobnicy spędzają ten czas na podłodze, rozmyślając o zmarłych, czytając ks. Zohar i fragment Miszny. W tym okresie życie we wspólnocie zamiera, Żydzi maja zakaz golenia się, uprawiania seksu, patrzenia w lustro i noszenia obuwia. Każdego dnia jeden z członków rodziny odmawia za zamarłego modlitwę. Te zewnętrzne oznaki żałoby są wymagane, jednak zbytnie lamentowanie jest nie na miejscu.

Z wyznaniem na ustach

Muhtader, czyli osobę u której występują oznaki śmierci kładzie się na plecach, głową w kierunku Mekki. Pomieszczenie okadzane jest wonnościami, a osoby u których występuje krwawienie lub są nieczyste muszą je opuścić. Konający odmawia odpowiednie sury Koranu. Przekaz mówi, że w tym momencie nawiedzago zły duch Iblis, który kusi go aby zaparł się Allaha. Jeżeli ten zwycięży próbę umiera z credo islamu na ustach: „Nie ma innego Boga niż Allaha, a Mahomet jest jego prorokiem.”
Po śmierci zamyka się usta i oczy zmarłego, podobnie jak w konfucjanizmie wiąże się mu stopy oraz przykrywa całunem. Muzułmanie mają zakaz recytowania Koranu w pobliżu zmarłego, dlatego też odmawia się tylko tradycyjne modlitwy żałobne. Ciało myje się delikatnie i namaszcza wonnościami, członkowie rodziny owijają je w białą, bawełnianą tkaninę. Podobnie jak w judaizmie nie uznaje się balsamowania zwłok.

W trakcie tych czynności powtarza się m.in.: „O Allahu, przebacz mnie i jemu, i obdarz po nim hojną nagrodą. Ci zaś, którzy pogrążenie są w żałobie, po tym odejściu niech pojmą: Do Allaha należymy i do niego powrócimy.”
Ostatni wers modlitwy nawiązuje do tradycji umieszczenia na grobach muzułmańskich napisu: „ Do Boga należymy do niego wracamy”. W odróżnieniu od np. wyznań chrześcijańskich wszelkie modlitwy odmawia się na stojąco, gdyż pozycja klęcząca zarezerwowana jest dla Allaha.

Ciało zmarłego umieszcza się w prostej drewnianej trumnie i przenosi się na miejsce pochówku. Kondukt żałobny powtarza w tym czasie słowa: „Bóg jest wielki, Bóg jest miłosierny”. Interesujący jest fakt, iż na miejscu ciało wyjmuje się z trumny i umieszcza w grobie głębokim na dwa metry. Pokrywa się je ziemią, kwiatami i polewa pobłogosławioną wodą różaną. Rytuał ten ma przypomnieć zgromadzonym, że zmarły stworzony został z prochu i do niego też powraca. Zupełnie tak, jak w Kościele rzymskokatolickim.

Korzystałam z książki Kennetha Paula Kramera "Śmierć w różnych religiach świata", wyd. WAM

http://religia.onet.pl/publicystyka,6/kult-przodkow,22954,page1.html

 
Zapisane
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #42 : Październik 31, 2012, 20:34:20 »

Wczoraj Rafaela utworzyła wątek Święto zmarłych ( lub umarlych ) i nie ma go  Z politowaniem Może odświeżymy ten wątek i opiszemy nasze refleksje związane z tym dniem ? Na początek refleksyjna piosenka i wspomnienie Grzegorza Ciechowskiego

<a href="http://www.youtube.com/v/Iioi5LjzZo8?version=3&amp;amp;hl=pl_PL" target="_blank">http://www.youtube.com/v/Iioi5LjzZo8?version=3&amp;amp;hl=pl_PL</a>
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
Kate
Gość
« Odpowiedz #43 : Listopad 01, 2012, 10:06:45 »

<a href="http://youtube.com/v/CrJIAN7HrLk" target="_blank">http://youtube.com/v/CrJIAN7HrLk</a>
Zapisane
songo1970


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #44 : Listopad 01, 2012, 11:22:55 »

Cześć i Sławienie Pamięci Zmarłych w kulturze Polski – Tan Mniejszy 13 z “Księgi Tanów” oraz teksty Žiarislava Švickiego na ten sam temat
 
Cześć i Sławienie Pamięci Zmarłych w kulturze Polski – Tan Mniejszy 13 z “Księgi Tanów” oraz teksty Žiarislava Švickiego na ten sam temat
 
Ogień palony Zmarłym powinien być otwarty. Przykrycia i osłony ognia w naszym klimacie są stosowane od dawna, jednak pamiętajcie, aby ten ogień był otwarty przez czas modłów i naszego połączenia się z Dziadami, Bogami/Energiami i Wszystkimi Zmarłymi - jako pomost z iskier pomiędzy  Ziemią i Niebem, jako łącznik z ognia i światła wraz z dymu kadzideł, pomiędzy naszym światem a innymi Wymiarami RzeczyIstności. Zawsze istniały osłony dla “wiecznego” ognia i używanie ich zamiast pochodni albo świecy to nic złego, nic gorszego. Symbole i czynności stosowane w rytach czarowniczych i magii nie są bez znaczenia – mają na celu usunięcie “przeszkadzającego Ego”, jego wytłumienie przez rodzaj hipnozy i wprowadzenie umysłu w stan skupienia przez powtarzalne gesty.


Czcijmy Naszych Przodków – Dziadów i Baby
Że Naszych Dziadów/Baby powinniśmy czcić pisałem wielokrotnie. Jak powinniśmy ich czcić, to znaczy jakich dokonać obrzędów w Święto Pamięci Naszych Dziadów  – można przeczytać w kilku miejscach – także na tym blogu. Kazimierz Moszyński pisał o tym pięknie, ale trochę infantylizował wiarę naszego ludu. W ogóle “naukowcy” mają tendencję do eksponowania własnego ego i okazywania publicznie swojej mądrości co dobrze wypada, kiedy się przedmiot swoich rozważań przedstawia kontrastowo – w odwrotnym oświetleniu. Stąd Ich odkrycia są zawsze epokowe, problematyka Ich dyscypliny zawsze jest zawikłana i tajemnicza, a ICH poglądy filozoficzne zawsze mają pozycję wyższą w porównaniu do tych opisywanych – niższych.
Powiem tutaj  zaraz jak ja ich czczę, Moich Dziadów, w tych nowych trudnych warunkach rzeczywistości zastanej, kiedy większość z nich leży na chrześcijańskich cmentarzach, w otoczeniu grobów katolickich, nie mając nawet tego podstawowego komfortu, żeby spoczywać w adekwatnym do ich wiary otoczeniu – jak np. Żydzi czy Ewangelicy, czy Prawosławni, czy Mahometanie, którzy mają przecież w Polsce swoje cmentarze. Mają też na cmentarzach katolickich swoje wydzielone sektory Ateiści. Tylko Polacy o rdzennej, korzennej, starej Wierze Przyrod(zone)y – nie mają w Polsce swoich smętarzy ani żalników. Budowanie żglisk – spopielarni idzie jak krew z nosa. W Krakowie budują to już 25 lat!!!! Czyżby to był wpływ Czarnych na Czerwonych, czy też Czerwoni w ten sposób podlizują się katolikom, chcąc dalej kontynuować PRL-owskie rządy? Powiem jak Czczę Wszystkich Zmarłych , czyli Wszystkie Istoty Żywe, które kiedykolwiek żyły w Ziemi Matce – Naszej Świadomej Rodzicielce, w jej Przyrod(zone)y Przestrzeni-Zonie.
[plakat Poznańskich Zaduszek Jazzowych - 2009]

Święto nazywane w katolicyzmie Wszystkich Świętych przypada każdego roku na dzień 1 listopada. Święto to jest zorganizowane ku czci wszystkich świętych – tych znanych i tych nieznanych. Początkowo w Kościele jego obchody odbywały się 13 maja i było to święto jedynie męczenników. Dla nas Rodzimowierców jest to Święto Wszystkich Zmarłych – także Dziadów. Wszystkich Zmarłych, to znaczy Wszystkich Żywych Istot, które zmarły/przeszły w inny wymiar Rzeczyistności. Odbywane jest ono w Dzień Zduszów – zaduszny (Halloween – Dzień Demonów powstałych z dusz zmarłych) – 2 listopada. Czczone jest publicznie w pogańskich obrzędach korowodami Zduszów, z ogniem, z dymami kadzideł, z kwiatami oraz z bębnami, gongami, piszczałkami, dzwonkami i inną muzyką – gędźbą .

Stąd powstał zwyczaj Zaduszek Jazzowych ustanowiony w Polsce w roku 1954, a więc w  XX wieku, przez Krakowskich Muzyków – Strażników Wiary Przyrodzoney Słowian. Inicjatorami był zespół jazzowy Melomani. Założony na przełomie 1950 i 1951 z inicjatywy Jerzego “Dudusia” Matuszkiewicza wraz z Witoldem Kujawskim, Andrzejem Trzaskowskim, Witoldem Sobocińskim i Andrzejem Wojciechowskim.

Przez zespół przewinęło się wielu znakomitych jazzmanów, wśród nich Krzysztof Komeda, Jerzy Tatarak, Zbigniew Namysłowski, Andrzej Kurylewicz, Roman Dyląg i Janusz Zabiegliński. Pomimo oficjalnego zakazu grania jazzu wydanego przez władze PRL, w 1953 zespół wystąpił przed mikrofonami Rozgłośni Polskiego Radia w Krakowie. W 1954 z ich inicjatywy odbył się po raz pierwszy festiwal Zaduszki Jazzowe w Krakowie.
Jest to najstarszy festiwal jazzowy na Świecie. Namawiam was byście polubili na powrót jazz – to buntownicza, naturalna, czarna muzyka, o najstarszych korzeniach – afrykańskich. Warto zapamiętać i poczuć ten przyrodzony rytm – stamtąd bowiem, jako Ludzie, pochodzimy. Bunt Jazzowy był pierwszym otwartym objawem rewolucji w Polsce. Już w cztery lata po zamknięciu działalności oficjalnej Koła Czcicieli Światowida w Krakowie ustanowiono Zaduszki Jazzowe i nastał Kult Zaduszek, Muzyki i Dziadów, który przejawił się kulminacyjnymi antypaństwowymi rozruchami marcowymi, po zdjęciu spektaklu “Dziady” Adama Mickiewicza w Warszawie przez cenzurę PRL w Marcu 1968 roku.
Jak ja  ich czczę i kiedy?
Kiedy i Co:
Czczę ich nad wyraz skromnie, ale za to pięć razy do roku – możliwie najbliżej  Pełni Księżyca lub Nowiu w  pierwszy możliwy weekend pomiędzy datami:
1. 20 a 26 marca – Dziady Wiosenne, Dziady Noworoczne, Dziady Śmigustne, Dziady Wielkanocne
2. 20 – 26 czerwca – Baby Kresowe lub Baby Kupalne albo Baby Święto-Rujańskie, Baby Kryszeniowe (Baby Krasne)
3. 20- 26 września – Baby Jesienne zwane też Babim Latem – kiedy to snują się Pajączki Mokoszy na Nieciach Żywota przez przestwór powietrzny pchane Wiatrem, ku swoim miejscom nowego bytowania Kosza-Losu, żeglujące w strudze Czterech Wiatrów Strzybożych, które to Wiatry wtedy czczę także obowiązkowo  – puszczając w niebo rozświetlone lampiony lub balony. Owe Pajączki Mokoszów osiadają na Łopusznych Łąkach w swoich Kolibkach – rozpoczynając nowy żywot na Matce Ziemi. Pająk jest symbolicznym zwierzęciem przynoszącym Powodzenie i Sporzącym Bogactwo – Niesie w Nieci Dobrą Dolę.
4. 2 listopada – Dzień Sławy Wszystkich Zmarłych, Dzień Zduszny, Święto Zwieńczenia Zduszów, Dzień Zaduszny, Święto Wszystkich Zmarłych (wszystkich Istot, które żyły na Matce Ziemi-Gaji kiedykolwiek)
5. 20-26 grudnia – Dziady Zimowe, Dziady Turoniowe, Dziady Świetliste (zwane też Dziadami Bożokrówskimi lub Bożonarodzeniowymi), Dziady Zapustne

Jak
Po pierwsze
Czczę ich obecnością na ich grobach. Ze względu na to, że te groby nasze rodzinne są położone w różnych miejscach, odwiedzamy je w rożnych porach roku. Te blisko, za każdym razem, gdy jesteśmy u siebie w miejscu zamieszkania, czyli w każde święto Dziadów i Bab oraz Zmarłych w które jesteśmy u siebie w domu. Te dalsze czcimy specjalnie tam jadąc, albo będąc blisko w podróży czy w wakacje. Zawsze odwiedzamy je wtedy i pamiętamy o Tych Którzy Dali Nam Krew i Ciało i Ducha. Nie ma grobu, który nie byłby w ciągu roku raz odwiedzony przez któregoś przedstawiciela naszej rodziny – łącznie z grobami Ukraińskimi i Czeskimi i Morawskimi i Słowackimi – Czcimy ich wszystkich do tych pokoleń do których sięga nasza wiedza i pamięć o nich i o których wiemy i pamiętamy, gdzie są pochowani. A więc w te święta i dni zmarłych odwiedzamy groby Tillów, Zborzilów, Kapturów, Białaczewskich, Białoczyńskich, Białczyńskich, Sułkowskich, Bułatów, Kapustów, Zarewiczów, Olszowskich, Pagaczewskich, Bayerów, Mickiewiczów, Klemensiewiczów – i wszystkich innych których pamiętamy, a także groby Bezimienne, opuszczone i pomniki i smętarze Poległych.
Po drugie
Czczę ich odświętnym dniem, który polega na tym, iż cała rodzina najbliższa zbiera się razem w możliwie pełnym składzie, lub łączy się ze sobą w rozmowie telefonicznej, albo inaczej, jak się da. Ci którzy się zebrali wspominają zmarłych podczas uroczystego obiadu – i nie jest to żadne smędzenie, bo ten smętek nie polegał na smuceniu się, lecz na Pamięci o zmarłym i wszystkim co było najlepsze w jego osobie i co było z nim związane. Więc jemy uroczyście – jak w święto – i wspominamy dziadka Stanisława i jego wyczyny, jak mycie włosów odżywką babci Janki zamiast szamponem i dziwienie się, że nie ma piany, i tym podobne… śmieszne, niezwykłe, wspaniałe chwile z ich życia – także dramatyczne – po prostu wszystkie.
Po trzecie
Przyozdabiamy domowy ołtarzyk i palimy światła przez cały dzień i palimy kadzidła w trakcie tego obiadu Pamięci.
Ołtarzyk nasz domowy to:
a) kapa wyszywana, ciemnobordowa jak krew dziadów i krew ludzka, ze złotymi i srebrzystymi emblematami i wzorami świętymi – jak Iskra Boża Złota w nas zawarta (Ist) – jak srebrno-niebieski Ist Boży Magnetyczny w nas zawarty (Ichor-Juchor krew boża) i biała, połyskliwa przejrzysta sołwa- soki roślinne i żywa woda.
b) emblematy Wiary Słowian i Wiary Przyrodzoney Świata (na bocznej ścianie wewnętrznej) i stojące na blacie przy ścianie bocznej i  centralnej  – posągi Świętowita (zbruczański) i  Rodo-Wolita (drewniany – ręką Winicjusza Kossakowskiego wykonany) i posążki innych Wiar Przyrodzonych Świata (Budda, Lao Tse, Wisznu, in-yang, emblematy Wiary Słowian i Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, a także ikony-wizerunki wykonane przez Jerzego Przybyła – Lela i Polela-Sowicy i inne). Ostatnio ikony podarowaliśmy naszym córkom, które założyły własne Ogniska Domowe i  otrzymały od nas dary pod własne Ołtarzyki Domowe.Nam pozostała Czarodana z Dyjem-Poświścielem i wszystkimi postaciami tego Plotu Baji Słowian (także wykonana przez Jerzego Przybyła olejnymi farbami na desce).
c) to Tablica Przodków – obraz za szkłem wiszący na centralnym miejscu ołtarza – ściana nad jego blatem z posągami. Obraz ma złotą ramę RA – Światła Świata, ma aksamitne tło z połyskliwego materiału granatowo-niebieskiego aksamitu – jak Materia Świata – Baja – Odwieczna Przestrzeń Wszej RzeczyIstności. Na tym tle umieszczone są fotografie naszych Dziadów, te które posiadamy, tych osób które są nam najbliższe i najdroższe, o których pamiętamy zawsze każdego dnia. Są tam babcie i dziadkowie nasi i rodzice zmarli i inni bardzo bliscy z rodziny.Jest tam po środku znak in-yang i heksagram Przejścia – Najwyższy i znak nieskończoności – SSŚŚŚ.
d) Są tam na blacie niezbędne urządzenia kultu: Kropidełko okrągłe srebrzyste, Czara na Żywą Wodę i ofiarę z główek żywych kwiatów, dzban z ciętymi kwiatami ozdobno-ofiarnymi, świecznik i szklany pojemnik na ogniste wkłady, Kadzielnica (podstawka pod kadzidła), kubeczek mosiężny (może to być talerzyk) ofiarny – na ofiary z jadła.
 e) Stoi tam na blacie w samym kącie Dzwonek mosiężny z rączką drewnianą, z sercem żelaznym. Od niego rozpoczyna się zawsze modłę-skupienie i połączenie z Bogami i Dziadami. Dzwonki towarzyszyły zawsze wszelkim obrzędom publicznym – może to być także bęben lub gong.
f) kamienie drogie i mniej drogie – zwyczajne, kwarc, krzemień, bursztynowe jajo oraz pestki/ziarno -nasiona groch, dynia, słonecznik, orzech laskowy, nasturcja(kapar) – symbole Matki Ziemi – jej darów i Rdzenia tej Żywej Świadomej Istoty.
 g) Ważnym elementem wiecznie żywym, a od czasu do czasu kwitnącym i pachnącym mocniej lub słabiej,  jest stojący na wysokiej bocznej szafce zwisający z bocznej ściany ołtarza (po lewej) nasz Domowit, towarzysząca naszemu domowi od jego początku roślina-Zróst: 35 letnia już w tym roku 2012, hoya.
Ołtarzyk nie jest duży – zajmuje wkomponowany w całość dużego pokoju kąt przy balkonie – niszę, ocienioną od słońca, lecz słońce pada na niego, bo pokój jest południowy.
W dni uroczyste palimy świece w świeczniku, palimy ognie w pojemniku szklanym, palimy kadzidła w każdym pomieszczeniu domu, na ołtarzyku i pośród “ogrodu” – na balkonie – tam także światło w latarni wiszącej – dla “Duchów Zmarłych i Wędrowców”.
Składamy ofiarę: najpierw okadzamy dom kadzidłem i obnosimy po nim ogień, potem skrapiamy wszystko co żywe i wszystkich żywych obecnych i Dziadów symbolicznie Wodą Życia (źródlaną) która jest w czarze – srebrnej – w czARCE aRA – Światła Świata – ARce ARiów (AraRAd).
Składamy ofiarę z główek żywych kwiatów (kilka z bukietu ofiarnego i kilka z ogrodu-balkonu, jeśli to nie zima – zimą bukszpan lub świerk, lub jałowiec, szyszki i igły) – w wodzie żywej – w CZARCE-CZARZE-ARCE Światłości-Świadomości-Świata.
Stawiamy pod boczną ścianą w dzbanie, szklanym, rurowatym, przejrzystym, bukiet z kwiatów odpowiednich do uroczystości, który tam zostaje dokąd nie zwiędnie lub się nie zabalsamuje. W Baby Biabioletnie Jesienne są to bukiety z michałków, w Święto Zduszów i Wszystkich Zmarłych – barwne chryzantemy. W Dziady Noworoczne – marcowe Śmigustne – są to bazie.
Bukiet ozdobiony jest zawsze bajorkami w barwach życia – złotymi, czerwonymi, niebieskimi, zielonymi – skromnie, estetycznie – bez krzykliwości (ale to rzecz gustu i upodobań osobistych).
W kubku składamy ofiarę z pokarmu – Jaja, chleba, soli i nasion ziół.
Elementem dźwiękowym, którego używamy przy Wielkich i Największych Tanach są tybetańskie mantry (z mp3), lub szamańskie śpiewy Syberii, lub słowiańskie pieśni lub gędźba słowiańska posiadająca duszę np. Zerivana albo Duszana Korczakowskiego, Musorgskiego, Czajkowskiego albo słowiano-pruskich zespołów gędźbiarskich.
Po czwarte
Przynosimy na groby ofiary – z żywności:miodek i/lub ziarno zbóż i/lub jajecznicę (bo tak jak Jajo Wielkanocne Malowane – całe, na twardo – jest symbolem Jaja-Wogółu Świata Rodzącego Się , tak jajecznica – poszatkowane, rozdrobnione Jajo – jest darem dla zmarłych i Bogów Zaświatów – symbolem życia które przeminęło. Przynosimy też wodę i kropimy nią grób – to woda źródlana Żywa.
Po piąte
Czcimy światłami pamięci zapalanymi na ich grobach i kadzidłami i kolorową wstążką wiązaną na bukietach lub krzewach wokół grobu i  czcimy ich bukietem lub pojedynczym kwiatem – jako ofiarą. Ogień-Światło, Dym do Nieba, Żertwa z pokarmu, skropienie Wodą Życia.
i wreszcie po szóste
Czcimy ich Wszystkie Istoty Zmarłe i Dziadów – łącząc się z nimi w modłach/medytacji – każdy z nas osobno, z pełnym rytuałem Magii (jogi/szamanizmu/czarów – mogtowiji) albo bez pełnego rytuału symbolicznie (ręce w górę z dłońmi otwartymi ku niebu, pokłon i złączenie rąk na wysokości łona w miseczkę z połączonymi końcami kciuków) – to kwestia odczuć własnych, osobisty ryt – kwestia odczucia więzi i potrzeby wewnętrznej ekspresji – każde połączenie się z Dziadami jest połączeniem się z całą Linią Przodków wstecz – jest także połączeniem się z Bogami/Energiami Wszechświata i wszystkim co Zmarło/Przeszło w Inny Wymiar Światła Świata.
Lubimy najbardziej zmrok na te obrzędy na grobach – bo wtedy cmentarz Słowian-Polaków  jest już napełniony kwiatami i rozgorzały światłem które rozświetla ciemności tak że dzień zastępuje noc – noc która jest wszędzie w koło i najlepiej, kiedy jednocześnie goszczą na Niebie piękne chmury kłębiaste i Księżyc, a powietrze napełnia wilgoć – może to być śnieg, może być mgła, albo mżawka – wtedy mamy wrażenie, że wszystkie Żywioły i Moce są z nami.
Po powrocie do domu na powrót rozpalamy ognie, które płoną aż do nocy.
Co mi się marzy w sprawie Smętarzy
Marzy mi się prawdziwie  ekologiczny Smętarz Wiary Przyrodzoney Słowiańskiej, gdzie prochy zmarłego -  także moje -zostaną pochowane w trumnie z wtórnego obrotu surowcowego, zrobionej w taki sposób, aby się równomiernie z ciałem rozkładała i wnikała w glebę, w glebę na której zasadzone zostanie w dzień mojego pogrzebu przez moją rodzinę drzewo. Drzewo mojego imienia. Takie cmentarze są na świecie np. w Anglii, Szwecji, Niemczech – nazywane są Parkami Pamięci – mają formę na wpółdzikiego parku – coś pomiędzy lasem a ogrodem angielskim, i właśnie ten ich porządek pogranicza świata ludzkiej cywilizacji i żywota oraz nieporządek przyrody dzikiej i śmierci, która tutaj gości na równi, stanowi o ich pełnej układności, o ich właściwym ułożeniu – o spójnym dostojnym Ładzie.
Samo słowo smętarz wywodzę od smętku towarzyszącego pośmiertnym obrzędom na żalniku-żglisku, gdzie palono ciało zamieniając je w prochy i kładąc do urny twarzowej lub domkowe,j lub innej popielnicy, by obejść z nią kolejne fazy pośmiertnej uroczystości:  tryznę i bdynę – a następnie igry. Wywodzę to słowo od postaci Lelija-Smęta Pana Pamięci Dziadów, Władcy Zmarłych, brata bliźniaczego Polelija-Polela znanego powszechnie jako Sowi-Sowica – Pan Sądu Mądrości i Władca Nawnych Pąci, Pan Ostatniej Drogi. Sowica  w ezoteryce i okultyzmie głębokim Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej utożsamiany jest z Piołunem. Mówi się u Słowian że “Madrość jest Gorzka”, że “Prawda jest goryczą” , że “gorzkie są korzenie Sławy”. A Sławić kogoś znaczy zachowywać go w pamięci pokoleń dla jego wielkości i wielkich czynów. Pan Mądrości Sądu, Pan Ostatniej Drogi – Sowica jest Piołunem. Jego brat zaś bliźniaczy Lelij, którego ptakiem jest Lelek a duchy pomocnicze niosące wieść o śmierci takie samo mają miano – ten nazywany jest Popiołunem. Trochę to dziwne, ale tylko dla powierzchownie wtajemniczonych w Wiarę Słowian Przyrodzoną, gdyż nie ma w tym nic dziwnego. Jak to, powiecie, przecież Sowica jest Po-Lelem i Piołunem to jak możliwe by nagle Lel ów, co przed Polelem się narodził był Popiołunem?  Jest Popiołunem, gdyż on jest nie tylko Panem Żgliska/Pogorzeliska i Popieliska, ale także jest Panem Pamięci, Panem Tanu Dziadów, cokwartalnych obchodów tego Święta.


„Zaduszki chłopskie”  „Pomódl się bracie za tych co bronili i żywili. Pomódl się bracie za Polskę”  Piątek 2 listopad 2012r. Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych,   Transmisja na antenie Radia Maryja.

Niech was nie zdziwi zamieszczony tutaj powyżej obrazek i komunikat z Radia Maryja – Oto czym się, jako wyznawcy Wiary Przyrodzoney Słowian, różnimy od innych jakichkolwiek religii, w tym od katolików . Jak ten anons brzmieć powinien w Radio-Widzie?: “Zaduszki chłopskie” “Łączę się z Bogami i Dziadami, ze Wszymi Zmarłymi – z tymi którzy Żywili i Bronili. Łączę się ze Wszystkimi Polakami, ze Wszystkimi Ludźmi na Ziemi, ze Wszym Żywym w Polsce. W piątek 2 Listopada  myślę i widzę i czuję Polskę Wielką, Polskę Starożytną, Ziemię Słowian od Atlantyku do Pacyfiku, od Antarktyki do Oceanu Indii i Persji, od Morza Północy i Skandynawii do Morza Czerwonego i Mlekomediru-Egiptu. Życzę Wszystkim Zmarłym – w tym Zdusznym Demonom – Pojednania z Ojcem Ojców Światłem Świata, Transmisja na antenie Radiowida. Życzę Wszystkiemu Żywemu i Matce Ziemi Dobrobytu, Zdrowia i Szczęścia po wsze czasy.
O dniu i Święcie Zduszów (Halloween) oraz Wszystkich Zmarłych i chrześcijaństwie
Jeśli w Święto Wszystkich Zmarłych (i Naszych Dziadów ) pomyślisz – choć w części to co napisałem pod obrazkiem, choćby jedną z tych myśli zawrzesz w swoich skupieniach, w swoich myślach, w swoich wizjach, w swoich odczuciach i w swoich modłach – Jesteś wyznawcą Wiary Przyrodzoney Słowiańskiej, nawet wtedy, gdy myślałeś o sobie żeś jest katolikiem lub członkiem innej religii.

Nie zapominajmy nigdy tego dnia o tych wszystkich, którzy nas Żywili i Bronili. Mam tu na myśli nie tylko wojowników i bojowników, którzy oddali życie w walce za Wolność Polski i Polaków, czy na uboczu tejże walki jako niewinne ofiary, ale mam tu na myśli każdą Żywą Istotę, którą się karmimy, która pozwala nam przeżyć dzięki ofierze ze swojego życia, każdy następny dzień – mam tu na myśli Każdą Roślinę-Zrósta i Każde-Zwierzę – dokładnie Każde – najmniejsze, niewidzialne okiem – jak drobnoustroje, jak wirusy, pojedyncze żywe mikroorganizmy i komórki i największe jak wenelądzkie (amerykańskie) Sekwoje, wszystko co żyło kiedykolwiek i żywiło nas i broniło, a także żyło obok Nas.
To wszystko – każda wchłonięta przez ciebie marchewka i zielony groszek, każde ziarno kukurydzy, każdy kawałek mięsa, każde nasionko przyprawy i każda drobina miodu, goryczy czy słodyczy, pozwoliła Ci żyć i przeżyć, pozwoliła żyć i przeżyć  Twoim Dziadom-Przodkom, pozwoliła zachować ciągłość życia Ludziom na Matce Ziemi. W zamian oddała swoją Iskrę Bożą, która wzbogaciła Ciebie i podtrzymała w Tobie życie.

Wyobraź sobie tego dnia, że nie ma na Ziemi Nic co by było Martwym Przedmiotem – Wszystko jest Życiem – żyją Kamienie i Piasek, żyje Woda i żywe jest Powietrze. Nigdy nie psuj, nie niszcz i nie zabijaj bez potrzeby niczego żywego. Zawsze dziękuj wszemu żywemu co posłużyło ci do zbudowania Ciebie i Twego Domu na Matce Ziemi – za Dar, za Ofiarę jaką złożyło ze swojego Osobowego Bytu i Istnienia. Oto prawdziwy Szacunek dla Zmarłych.
Cześć Dziadów i Królów i Wieszczów, cześć Grobów Królewskich była i jest wśród wiernych Wiary Przyrodzonej Słowian olbrzymia i ma prastare. Już sam fakt związania tych świąt z czterema Największymi Tanami Roku i obchody: 20-26 marca, 20-26 czerwca, 20-26 września – 20-26 grudnia – jest wystarczającym dowodem wskazującym ważność Czci Przodków w naszej tradycji. Do tego dochodzi dzień osobny 2 listopada – zwany w Polsce Dniem Zadusznym a właściwie jest to prastary Dzień Zduszny, identyczny niemal w wymowie do anglo-celtyckiego skandynawo-germańskiego Halloween (obchodzony 31 października). Bowiem 2 listopada nie był wcale świętem Wszystkich Zmarłych ani tym bardziej Wszystkich Świętych – był wręcz dniem Potępieńców – Dniem Zduszów – tych dusz, które nie znalazły miejsca w Zaświatach  i błąkały się po Ziemi, objawiając nie raz swoją upiorną obecność w przerażający dla żywych  sposób.
Chrześcijaństwo sprytnie wykorzystało Święto Demonów by uczynić je dniem wszystkich zmarłych i w końcu wyeliminować z tradycji Słowian pozostałe święta Przodków – Dziadów służące wyłącznie ich Sławie.
Zobaczcie w jakim stadium zakłamania żyjemy. Doszło do tego, że ani dzisiejsi poganie-Rodzimowiercy (np. RKP) nie wiedzą jakie święto i dlaczego i kiedy obchodzą, ani nie wiedzą tego katolicy w Polsce. Anglosasi przynajmniej pamiętają, jak kiedyś było – że to święto demonów a nie Wszystkich Zmarłych i że 31 października a nie 1 listopada. My Polacy już nawet tego nie wiemy i nie pamiętamy. Sięgnijcie po jakikolwiek artykuł prasowy czy komentarz medialny – same brednie! Halloween przypomina Polakom rodowód ZADUSZEK, stąd tak wielka inwazja kościoła katolickiego i kuriozalny sprzeciw wobec tego właśnie święta. Nie wobec Walentynek, a wobec Halloween.
Co ciekawe germanie i Celtowie którzy przywłaszczają sobie rodowód owego święta mają problem z wyjaśnieniem jego nazwy. My za to możemy sobie łatwo owo Hallo-ween “przetłumaczyć” bez żadnego tłumaczenia - halo- wiadomo “poświata”, jaśniejący mżysty dysk wokół księżyca, jako duch jego rozproszony w nocy, halo – każda poświata – rozproszony blask – jak postać ducha  – a więc jest to święto Mżystych Duchów i Księżyca – słowem Zaświatów, a do tego ween= weń lub wieniec ( bo to jest słowo wzięte z języka aryjskiego czyli scyto-słowiańskiego, lub scytyjskiego:  ween – win – wenec – jak Wenecja i wieniec i wina oraz weń- powietrze, duch, pogoda, natchnienie świadomości.  Zwieńczenie Zduszów – ich uczczenie.
Nasi Dziadowie mieli swoje Dni Bogo-Sławienia w każde Święta Przesilenia i Równonocy  – w Święto Wiosny i Nowego Roku, w Święto Lata, Kresu-Kryszenia-Kwiatu Pąp-rudzi (Żywota), w Święto Zbiorów i Wiatru – Plonki oraz w święto Kryszenia-Kresu-Kwiatu Peruniki (Uśmiercenia/Przejścia), SłońceStania, Narodzenia Światła Świata. Nasi Dziadowie byli czczeni zawsze w czas Wielkich Bitew Niebiańskich o Zwycięstwo Światła nad Ciemnością (Równonoce) oraz podczas Dzikich Łowów na Światło Odrodzone (w Przesilenia).
Dziś skatoliczona Wikipedia wypisuje brednie o Dziadach – o obrzędzie Dziadów. Ośmiesza nas i naszą Wiarę wypisując banialuki o “zakazie wylewania tego dnia pomyj z okien, bo to by mogło grozić oblewaniem przychodzących do domostw dusz przodków”. Żeby dorównać tej haniebnej głupocie musiałbym napisać, że katolicy na mszy świętej piją krew ludzką i uprawiają kanibalizm  pożerając kawałki ciała swego Pana. Nie napiszę tego, bo nie zniżam się do takiego poziomu ostentacyjnego nazizmu i faszyzmu do jakiego posuwa się Wikipedia Polska względem pogan- wyznawców Wiary Przyrodzonej Słowian. Wspominają tam też o obrzędzie przedstawionym w Dziadach przez Strażnika Wiary Przyrodzonej Słowian Adama Mickiewicza.
Dzisiaj wielcy uczeni  – piszący o tych obrzędach w pismach naukowych i mali pismacy wypisujący się w bredniastych portalach udających internetowe dzienniki i czasopisma, a opierających sprzedaż  swojej propagandy i intelektualnej taniochy, na odwiecznym towarze – poniżanego gołotą kobiecego seksu na pograniczu pornografii – nie mają nawet na tyle wiedzy, żeby wam powiedzieć czym się różni obrzęd przedstawiany przez Adama Mickiewicza w Dziadach od Świętowania Dziadów. Krótka to pamięć skoro wiedzę miał człowiek żyjący jeszcze w 1848 roku. Przecież na prosty rozum, bez żadnego filozofowania widać, że co innego przywoływanie Duchów Dziadów po to, aby się dowiedzieć o przyszłość, aby zyskać wgląd magiczny w to co nadchodzi w świecie żywych a o czym wiedzą zmarli, a co innego Sławić Pamięć Zmarłych.  Jeszcze co innego oczywista rzecz – Czcić Dusze Zduszne – Dusze Winnych, Dusze Splamionego Karmanu – demony powstałe po zmarłych – dusze błąkające się po świecie i nie mogące znaleźć spokoju ani miejsca.  To już się chrześcijanom w głowach zupełnie nie mieści, iż można oddawać cześć DEMONOM z DUSZ ZMARŁYCH powstałym i prosić Ojca Ojców o ich Przyjęcie.


Albin Polaszek -Świętowit
Sławienie Pamięci, Cześć Zmarłych i Grobów Królewskich w kulturze Polski
Tak wielka była cześć Wszystkich Zmarłych pośród naszych przodków , że nie przychodziło im do głowy, i do dzisiaj Polakom do głowy nie przychodzi, że ktokolwiek odpowiedzialny i z odrobiną honoru mógłby nie dopilnować należycie pochówku, dopuścić przez lenistwo, niekompetencję albo jakiekolwiek inne zaniechanie, żeby jakieś obce ciało dostało się do rodzinnego grobowca – jak to ma miejsce w Polsce współczesnej.
Tak wielka była cześć dla Zmarłych, że pokazać publicznie zmasakrowane  zwłoki i nie pozwolić pochylić się nad nimi, oddać im czci i ich pochować, to było wyzwanie przeciw najświętszemu prawu. Widzimy to nie tylko w jednym dramacie greckim, widzimy to w wielu scenach, chociażby jako bestialstwo greckich herosów pod Troją.
Dziś barbarzyńcy pokazują zmasakrowane zwłoki nie na murach grodów, lecz w Internecie.  Tam “wywieszono” dosłownie zwłoki Polskiego Prezydenta.
Jak to możliwe, że innego Polskiego Prezydenta – uchodźcę pochowano zamiast w Świątyni Opatrzności Bożej w jakimś bezimiennym – bo obcym grobie, pod innym nazwiskiem?!  Do tej świątyni przychodzili ludzie oddać mu cześć- Zakpiono z nich wszystkich!. Prezydent Polski  – osoba najważniejsza – leżała w anonimowym miejscu, w grobie innej ofiary rzezi  – katastrofy czy zamachu – jeden czort!
W tym miejscu zwanym ” katastrofa czy zamach”, na tym rozstaju rozjechała się Rzeczywistość Współczesna Polska,  rozjechała się w dwa Światy. Po jednej są  nagle obudzeni ze snu, a może zerwani z łańcucha subsydiów Naukowcy, a po drugiej urzędnicy tak zwanego Wymiaru Sprawiedliwości i Organów Władzy. Na naszych oczach na wielką skalę powtarza się kompletna paranoja, niedopuszczalna dla kogoś kto wyznaje światopogląd naukowy.Dodatkowo sa to dwa światy MORALNE – jeden kompletnie zdemoralizowany pragnieniem utrzymania władzy, gotów się posunąć do absurdu i największego kłamstwa – To świat który ustami TVN mówi do mnie – “Kaczorowski zostanie pochowany w sobotę”! Kaczorowski? Nie pan, nie ktoś kto miał imię, nie pan prezydent, nie prezydent Rzeczypospolitej – tylko Kaczorowski. Tam się też mówi Kaczyński – nie pan, nie Lech, nie prezydent – po prostu – kumpel z boiska.
Ja, poganin człowiek który szanuje nade wszystko tradycję polską, człowiek który jest z katolickością i PISem na bakier przez jego katolicką ortodoksję, czuję jak się we mnie przewracają flaki kiedy to słyszę, kiedy to czytam na ich paskach latających dołem ekranu.
Do drugiego świata z tych dwóch rozjechanych  dołączyli dziś naukowcy i udowadniają że były jakieś wybuchy i zamach. Twierdzą, że maja dowody na  i ślady trotylu. Trudno sobie wyobrazić większą przepaść.
Jak można było “przypadkiem zamienić ciało Prezydenta RP”? jak można było “przypadkiem”, pochować prawdziwą duchową Przywódczynię Solidarności – osobę Nieskalaną przez Ubeckie epizody, również gdzieś – nie wiadomo gdzie, i pozwolić by rodzina przychodziła na grób obcej osoby – Czy to można sobie w ogóle wyobrazić?!
Jak czuliby się ci bandyci gdyby tak uczyniono z ich matką, z ich bratem, z ich mężem czy ojcem?! Próbuję sobie wyobrazić, że zrobiono to z moją matką? Nie potrafię!
Widzę jedno, ktoś manipuluje, ogłasza wyniki ekshumacji ciała byłego prezydenta prawie w Święto Wszystkich Zmarłych, ktoś wmanipulowuje jednych – którzy zatracili moralność w obronie swojej władzy i stanu posiadania  w zbrodnię, a drugich także zatraconych w emocjach i żądzy władzy, w rolę mścicieli zbrodni. Zadaję publicznie pytanie jedyne zasadne: Kto może skorzystać na sytuacji, gdy Polska stoi na granicy wojny domowej?   Do tego prowadzą te dwie zaślepione strony sporu!
Kto na tym skorzysta, komu na tym zależy – odpowiedź jest prosta – Temu który tym steruje – Kto to jest? Niestety stwierdzam z przykrością – To jest ROSJA – Nie Rosja Rosjan – lecz Rosja banksterów i KGB, Rosja jej nowego Stalina. To znamienne, że tych dwóch różni tylko jedna sylaba put‘ – droga, podróż i stal – stal. Są to jednak te same makiaweliczne metody, które niczym, się nie różnią i ktoś kto je raz poznał nie pomyli ich z niczym innym.
Weźmy wszyscy na opamiętanie i nie pozwólmy się popchnąć do WOJNY DOMOWEJ – to jest cel tej manipulacji. Czy ktoś chciałby dziś zostać drugim Jaruzelskim?
Jedni okryli się hańbą fatalnego potraktowania Zmarłych, drudzy okryci są hańbą gry politycznej Zmarłymi – a wszyscy oni wycierają sobie gęby chrześcijaństwem i Kościołem.
Nie na tym panowie “Polacy” – czciciele tradycji polskiej, szlachectwa, nauki, racjonalizmu – polega Polska Tradycja Sławienia i Czczenia Zmarłych. Po Igrzyskach Olimpijskich Niepełnosprawnych – mamy kolejne dowody wykolejenia klasy politycznej. Ci ludzie w emocjach gotowi są nas wszystkich wyciągnąć na ulicę, a ich rękami steruje Moskwa – nie Rosjanie, ale KGB.
Odpowiedzmy sobie sami – Czy na tym polega tradycja Sławienia i Czczenia Zmarłych w Polsce? Czy chcemy nadal być przez nich wszystkich rządzeni? Czy naprawdę nie mamy wyjścia?
Dlaczego Sławimy ich i oddajemy Cześć Dziadom
A teraz powiem wam dlaczego nasi Przodkowie tak uroczyście i z taką czcią obchodzili Święto Dziadów. Oni wiedzieli doskonale to o czym my zapominamy. Nasi dziadowie posiadali wielką wiedzę i Wielką Wiarę. Od ich wiary Ariów – Skołotów pochodzą wszystkie rządzące dzisiaj Światem wielkie religie. Te religie są przekręcone – poświęcimy temu kolejny artykuł niebawem gdzie udokumentujemy tę tezę. Wiedza naszych Przodków to wiedza Atlantydy, to wiedza Hiperboreji, to wiedza która legła u podstaw czci bóstw Sumeru i Egiptu, która legła u podstaw religii Zoroastra, to wiedza która legła u podstaw Kabały i jahwizmu, to wiedza która legła u podstaw gnozy i chrześcijaństwa pierwotnego – prawdziwego, dzisiaj nie występującego już na świecie, to wiedza która legła u podstaw islamu, taoizmu chińskiego i wedaizmu hinduskiego. Jest to WIEDA naszych Dziadów – Wiara Przyrodzona Słowian – z Jamy Arki, ze Wzgórza Arki, z Góry Ara-Radu, z AR-kony, z C-ARO-duny.
Zamiast wszczynać wojnę domową, którą nam prokuruje PROWOKACJA SMOLEŃSKA KGB, uświadommy sobie jak wielką Cześć jesteśmy Winni Naszym Dziadom. Jedni niech się uderzą w piersi iż zawinili, a drudzy niech zaniechają pomsty – a wszyscy oni precz od władzy w Polsce – takiej Pamięci jak ich pamięć My Nie Chcemy. Miałem nadzieję, że przy okazji Święta Dziadów nie ugrzęźniemy w bagnie postkolonialnym jakie nam tutaj sprokurowano, nie udało się to do końca – ale dla polepszenia nastroju przedstawiam wam materiały nadesłane przez Joannę:

Miroslav Žiarislav Švický o Święcie Dziadów i o Czci Przodków
Za sprawą tłumaczeń dokonanych przez Joannę (która przesłała nam poniższe teksty) możemy przeczytać kilka ciekawych i ważnych spostrzeżeń  Žarislava Švickiego na temat czci oddawanej przez nas Dziadom i ważności Świąt Dziadów w Słowiańszczyźnie.

Fragmenty trzech artykułów Žiarislava z lat 2009, 2010 i 2011 poruszają wiele ważnych aspektów święta Przodków/Dziadów, naprawdę warto je przeczytać, co każdemu gorąco polecam, mimo, że są trochę pokaleczone moim tłumaczeniem.

Joanna

http://bialczynski.wordpress.com/2012/10/31/czesc-i-slawienie-pamieci-zmarlych-w-kulturze-polski/

cdn.
« Ostatnia zmiana: Listopad 01, 2012, 11:24:02 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
songo1970


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #45 : Listopad 01, 2012, 11:24:27 »

cd.

Oto one:

___________________________

tekst oryginalny pod linkiem: http://www.ved.sk/RCcasovka.dusicky.htm

 

(2009)
K Dušičkám: Sme, bytosti, v jednom kruhu 
(Z okazji święta Przodków: Jesteśmy, wszelkie byty, w jednym kręgu)

 

Kiedy się rozwinęła konsumencka kultura [pakultúra] do dzisiejszej ograniczonej duchowo formy, w chwilach niemalże beznadziejnych dla ludzi świadomych przyrody, odnaleźliśmy ślady przodków na twarzy Matki ziemi. Fotografie robione z lotu ptaka rok w rok umożliwiają odkrywanie kolejnych miejsc, gdzie ongiś odbywały się obrzędy, otoczonych okrężną palisadą, wałami ziemnymi i okopami. Na terenie Słowacji są ich dziesiątki. Jeżeli spojrzymy (dzisiaj) na ziemię oczami ptaków, widzimy same czworokątne budynki i działki. Jest znamienne, że w czasach swobody duchowości przyrod(zone)y były to okręgi, które ucieleśniały holistyczne – „okrąglejsze” spojrzenie naszych przodków na świat. Kolejną niespodziankę sprawiają nam już nie fotografie z lotu ptaka, ale badania genetyczne, dowodzące, że w Słowacji mamy do czynienia z częstym występowaniem genów dawnych Staroeuropejczyków z okresu neolitu. [Ďalšie prekvapenie je spôsobené nie leteckým snímkovaním, ale genetickým laboratórnym výskumom, že na Slovensku je na nadmerný, vysoko väčšinový výskyt génov dávnych stredoeurópskych neolitikov.] Czyli ludzi sprzed 8000lat. A więc kultury kruhových stredísk – takzvaných rondelov, wszystko na to wskazuje, są naszymi macierzystymi kulturami. Te właśnie kultury zaczęły tu wznosić budowle przed prawie 7000 lat. Nasze okrągłe place ["hriská"], których średnica jest często większa niż długość, są więc grubo dwakroć starsze niż „brytyjski“ stonehenge. Miały zwykle cztery albo dwie, niekiedy trzy a w jednym przypadku 6 bram wejściowych. Zasadniczo cztery bramy na cztery strony słońca były wyobrażeniem swargi – swastyki, podstawowego znaku duchowości przyrodzoney. Generalnie były to osadzone w przyrodzie chramy pod gołym niebem. W większości języków europejskich i w sanskrycie chram znaczy też okrąg – koło. To jest ten krąg, który co roku wyznaczamy w czasie letniego przesilenia, żebyśmy czterema ogniskami (vatrami) wytyczyli środek świata, ponieważ on znajduje się w środku czterech stron każdej duszy [veď ten je uprostred štyroch strán v každej duši]. W tych właśnie prastarych miejscach kultu można odprawiać święta ku chwale dusz przodków, święta, które dzisiaj znamy w zmienionej formie, ale pod pierwotną nieoficjalną nazwą DUŠIČKY. Nasze najstarsze, dające się udowodnić chramy na terenie Słowacji są więc pięciokrotnie starsze niż nitrański kościółek. Dzisiaj, gdy człowiek nieświadomy niszczy nasze środowisko naturalne, zanieczyszcza święte żywioły i wystawia jeden gatunek za drugim na pastwę totalnego cywilizacyjnego holokaustu, dziś, kiedy czysta woda staje się rzadkością, a nabierane w płuca powietrze właściwie już czyste nie jest, kiedy produkowane przez ludzi śmieci nie tylko przesłaniają widok na Matkę Ziemię, ale również na niebo, pokryte coraz matowszymi gwiazdami, dziś zwracamy nasze oczy na czasy, które demagodzy określają jako ciemne, ale my wiemy, że one były prześwietlone światłem. Było to kilka tysięcy lat po ostatnim okresie międzylodowym, kiedy wyginęły niektóre duże zwierzęta. Było to w czasie, kiedy człowieka olśniło i mężczyźni, dotychczas zabójcy, zaczęli starać się o Ziemię, o pola, siać i podlewać. Tak, dochodziło do wypalania i niszczenia, podobnie jak dzisiaj. Ale duchowość przodków, w swoich różnych formach – bo było wiele form i odcieni duchowości, nie jakiś tam jeden reżim – duchowość przodków opowiada o duszy, która jest nie tylko w człowieku, ale również w roślinie, w zwierzęciu, w świętych żywiołach. Tej duchowości przodków nie pozwoliliśmy sobie nigdy odebrać, chociaż  była zakazana i na wszelkie możliwe sposoby ukrywana. Jest ona obecna w pieśniach, powieściach i bajkach, jest w dzieciach, które jeszcze nie są niewolnikami ograniczającego duchowo systemu konsumenckiego. Skąd się to wzięło w dzieciach?  To proste. Dostały to w darze od przodków. Z głębin tajemnej studni wciąż od nowa wytryskuje żywa woda, którą my, ludzie technokratycznej cywilizacji, mamy już mętną i zanieczyszczoną. Jest to duchowość przodków, która tkwi w nas, która ożywia. Znowu i znowu. Dzięki niej jesteśmy bardziej swobodni, wrażliwsi i silniejsi, niż chciano by nam wmówić, fałszując historię dziejów. (…)

Człowiek cywilizowany, wychowany na programach telewizyjnych, myśli sobie, jaki to jest swobodny i niezawisły od przodków. Ale prawie wszystko dobre, co jeszcze w sobie ma, odziedziczył po przodkach. (…) Już dawni Słowacy w czasach swobody rodzimej duchowości żyli w demokracji i wybierali swoich przywódców. Już wtedy były rezerwaty przyrody – święte gaje, mające statut przyrodnych chramów. To nie są nowe wynalazki. Żyjemy dzięki dziedziczonym sposobom, które nam umożliwiają przeżycie. Również predyspozycje do zajmowania się vedomstvami – vedami – są w naszej kulturze dawne, nowe są w zasadzie tylko urządzenia, które nam umożliwiają rozcinanie, rozkładanie i rozbijanie tego, czego kiedyś nie mieliśmy potrzeby rozcinać, rozkładać i rozbijać. To, że dzisiaj uczymy się nowych rzeczy, też jest zasługą przodków. (…) To, że dzisiaj patrzymy na świat przez lornetki i mikroskopy, jest zasługą przodków. To, że nowości poddajemy weryfikacji i wiele z nich odrzucamy jako niebezpieczne, chroni nas podobnie jak przodków. Są ludzie, którzy są wdzięczni, kiedy dostaną jakiś dar. I są tacy – bo swoboda to oczywiście umożliwia – którzy plują do studni, z której dostają wodę. Są ludzie w naszym kraju, którzy nieustannie opluwają dziedzictwo przodków, bo myślą sobie, że są najmądrzejsi na świecie, są jak te aroganckie, nadęte, marudne, niewdzięczne dzieci. Abyśmy nie byli nieświadomymi niewdzięcznikami, czcijmy duchowość przodków, nie tak powierzchownie, jak nam mówią ci, którzy zadali nam gwałt i niewolę, ale czcijmy ją głęboko, w duszy. Nie tylko w czasie święta Przodków/Dziadów. I równocześnie starajmy się uszlachetniać, żebyśmy nie przekazywali dalej kolejnym pokoleniom swoich, bądź odziedziczonych wad. Żebyśmy się wyswobodzili od dziedzicznych niemocy i uszlachetnili się dla dobra nie tylko nas samych, ale również dla dobra naszych potomków i naśladowców. Dla dobra wszystkich ziemskich istot, bo my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Nie jako panowie, tylko jako administratorzy Matki Ziemi. O tom je vedomectvo.

Na świecie jest wiele duchowych prądów. W ostatnim czasie krążą po świecie także różne, dosyć komercyjne formy syntetycznego szamanizmu (…). Ale żaden szamanizm, żadne vedomstvo, żadna duchowość żadnego ludu, wyznającego wiarę przyrody, nie mogły nie opierać się na oddawaniu czci duszom i duchowości przodków. To jest korzeń, z którego promieniuje siła. Bez tego korzenia modne syntetyczne prądy obumierają, może jako piękne, ale na śmierć skazane, bo oberwane kwiaty. Bądźmy kwiatami, które mają korzeń. Bądźmy kwiatami, które niosą płody. Które czczą naturalne uszlachetnianie, nie zaś cielesne czy duchowe genetyczne manipulacje.

Według fizyków jądrowych wokół nas istnieje czasoprzestrzeń, która się przejawia w obserwowanych masach i siłach; od otoczenia widzialnego poprzez atomy i kwarki aż po superstruny, istnieje według tychże naukowców równolegle jeszcze inny świat, świat masy neutrinowej (neutrina), a więc całkiem inna, nieznana nam czasoprzestrzeń, która z tą naszą nie reaguje, bądź też reaguje bardzo rzadko, w drodze wyjątku. Ten wszechświat jest również tutaj, gdzie my jesteśmy, ale w normalnych okolicznościach go nie widzimy. To znaczy, mówiąc obrazowo, że tu, gdzie jesteśmy my, w rzeczywistości równoległej jest jakieś zupełnie inne morskie dno, słońce, albo międzygwiezdny przestwór, ale my jakby nie zdajemy sobie z tego sprawy, w zasadzie tego nie dostrzegamy, bo tego nie widzimy. Dałoby się to porównać ze światem duchów przodków. On istnieje, nawet jeśli dla wielu pozornie go nie ma, dla wielu jest on tylko fantazją. Tak, jak nie każdy ma predyspozycje do fizyki jądrowej lub hudby (muzyki), tak nie każdy ma predyspozycje do ducha. Tak jakby Wszeduch tych bardziej świadomych i tych mniej świadomych rozrzucił po całej ziemi. Kiedy będziecie mieć otwarte oczy i uszy, otwarte zmysły, przekonacie się, że to tak jest. Jednakże nie wszystkie społeczności mają do spraw świadomości/wiedy [vedomstva] takie samo podejście. Tak więc nie wszędzie czci się głupotę i nie wszędzie czcią cieszy się mądrość. W kulturze konsumenckiej mądrość się wielką czcią nie cieszy. Duchowość jest przejawem mądrości, ale również swobody – oswobodzenia od łańcuchowego odruchu akcji i reakcji, związanego z konkretnymi ostatnimi doświadczeniami, bez zrozumienia ich prawdziwego ukrytego charakteru. [Duchovno je prejav určitej múdrosti, ale aj slobody - oslobodenia od reflexného reťazca akcií a reakcií, viazaného bez nadľadu na konkrétne posledné skúsenosti, bez pochopenia ich zákonitej skrytej podstaty.] Duchowość przodków, duchowość przyrodzona przodków, wiąże się z kręgiem, z postrzeganiem w sposób krągły [tj. holistyczny, obejmujący całość, zakreślający pełen okrąg, będący przeciwieństwem kanciastego, kwadratowego postrzegania – J.K.], z kołem życia. Bez kręgu jesteśmy nieświadomi. Bez kręgu jesteśmy nieuczciwymi, nadętymi egoistami, którzy lekce sobie ważą mądrość przodków i których bardzo lekce ważą sobie ich potomkowie. Nie ma mowy o holistycznej wiedzy bez rodzimej duchowości, jakkolwiek byśmy jej nie nazwali. Chwała wam, Przodkowie, za ten dar.

Na Dušičky r. 9  Žiarislav

____________________________

tekst oryginalny pod linkiem: http://www.ved.sk/RC.dusicky10.htm

(2010)

Duszan Jurkowicz i jego smętarze
PRZODKOWIE TO CI, BEZ KTÓRYCH NIE BYŁOBY NAS
DZIADY (DUŠIČKY) TO ŚWIĘTO ŻYCIA, NIE ŚMIERCI

 

Już w języku prasłowiańskim słowa „duch” i „dusza” brzmiały podobnie, tak jak i dzisiaj, a pochodzą z tego samego rdzenia. Słowo „dusza” związane jest ze słowami „duch” i „oddychać”, ale ciekawe, że podobnie brzmią  także słowa „światło”, „palenie”, „świecenie” (dagati – palić, świecić). W każdym bądź razie tak, jak od co najmniej dwóch tysięcy lat w ich rdzeniu nic się nie zmieniło, tak i nic nie zmieniło się, jeśli chodzi o rdzeń święta zmarłych/przodków.

 

Dzisiaj Zachód nas „deprogramuje” (…). Poprzez media i biznes przeświadczają nas, że nie mamy świętować jako święta miłości letniego przesilenia, tylko walentynki, (…) że nie mamy mieć Dziadów (Dušičky), ale Halloween, co jest zniekształceniem słowa „ilevyn” – jedenastego (ze staroangielskiego kalendarza). To ma nam zastąpić dusze naszych własnych przodków i naszą własną pierwotną duchowość? To jest tylko polityczna [mocensko-politická] moda, która przeminie. Nasze rodzime święta przetrwają, podczas gdy egzotyczne święta staną się nostalgią, albo śmiesznym wspomnieniem.

DUCHY PRZODKÓW CI ŚPIEWAJĄ…

Autor wspomina dzieciństwo, kiedy babka i jej przyjaciółki rozprawiały o tym, jak im się pokazują duchy przodków albo nieżyjących mężów i jak ze sobą rozmawiają. W USA autora wyglądała kobieta pochodzenia słowackiego, a to z powodu żywych snów z przodkami. Latami się martwiła i myślała, że to jakaś psychopatyczna cecha, z którą trzeba iść do lekarza, czego nie chciała. Na szczęście nie była „przeprogramowana”, a kiedy dostała wyjaśnienie, że w naszym vedomectve komunikacja z przodkami poprzez sny jest normalną rzeczą, bardzo się uspokoiła, stała się szczęśliwa i spokojna.

Po powrocie do domu człowiek zdał sobie sprawę z tego, że tu – wydawać by się mogło – prawie cały naród jest przeprogramowany. Mimo to święto zmarłych jest wciąż żywe. Wprawdzie już nie na wiosnę, jak to w czasach dawnych Słowian było (Turíce- Máje), ale na jesień. W każdej miejscowości, generalnie w miejscach niegdysiejszych świętych miejsc, świecą tysiące światełek. Potomkowie podróżują z miast w regiony swoich przodków i to nie tylko z powodu kilku świeczek. Także ze względu na trwałość rodziny, po to, żeby wyrazić szacunek dla tych, od których pochodzimy, szacunek dla tych ogniw naszego drzewa genealogicznego i ich DNA. Podczas rozmowy autora z pewnym biologiem, naukowiec wyraził przekonanie, że nie mniej jak 99% cech dziedziczymy po przodkach. Możemy się zastanawiać, czy to tak jest, czy nie, czy mniej czy więcej. Ale na pewno tak swoją kulturową, jak cielesną i duchową jakość dziedziczymy i możemy ją jedynie uszlachetnić, doskonalić, czyścić z różnych naleciałości i brudów, ale nie pogrzebać i wymienić, bo to by była martwa gałąź naszego rodowego drzewa (drzewa genealogicznego). Im to uszlachetnianie dziedzictwa jest naturalniejsze, tym jest trwalsze, realniejsze i bardziej umiejętne. To jest w zasadzie jedna z podstaw kultury przyrod(zone)y – rodzimej duchowości.

GDYBY NAM TEGO ZAKAZANO, BYŁABY REWOLUCJA

Prawda, że od rodziców „dostaliśmy” dużo rzeczy, z którymi ciężko nam się pogodzić, wielu z tymi rzeczami wręcz walczy. Ale to tylko chwilowy stan; sposobem jest po(d)łączyć się do całego łańcucha przodków i czerpać z niego to najważniejsze, co w danej chwili  możemy przyjąć. Człowiek wiedzący chwali dary. Chwali to, co dostał dobrego i nie potępia tego, czego nie rozumie. Dziś większość naszych rodaków potępia albo zaniedbuje duchowość przodków i to tylko dlatego, że nie rozumie, nie widzi jej światła. Ale święte kopczyki, które świecą na tzw. „dzień wszystkich świętych” i Zaduszki, mówią  bardzo jasno – duchowość przodków żyje. I łączy różne obecne u nas kultury – katolików, ewangelików, narodowości; nawet ateiści przyjdą do rodziny i zapalą świeczkę. Mamy to w sobie, mamy to we krwi, mamy to w duszy głębiej, niż nam się wydaje. Gdyby nam tego zakazano, zrobilibyśmy rewolucję. Duchy przodków są z nami i są w nas. I nasi potomkowie i naśladowcy będą to czuć i wiedzieć, może jeszcze bardziej, niż my.

Dziś okazuje się, że bezpośrednie zakazy komunistów były mniej skuteczne niż współczesna medialna demagogia tych, co by nas chcieli przeformować w innym kierunku. Ale każdy kij ma swój koniec. (…)

DLACZEGO DOBRZE JEST CZCIĆ SWOICH WŁASNYCH PRZODKÓW?
 Czcij swoich przodków już choćby z tego względu, że są twoi i bez nich nie byłoby ciebie.
 Oddawanie czci jest bramą poznania. Poznaj swoich przodków, a znajdziesz w sobie ich ślady. Jeśli będziesz je w sobie zabijać, zabijesz siebie. Jeżeli będziesz je uszlachetniać, uszlachetnisz samego siebie.
 Oddawaj przodkom cześć i naucz tego swoje dzieci. Nie na siłę, tego się nie da zrobić na siłę; tylko przyjaźń jest bramą poznania i miłości. Nie czekaj na wnuki, dla których będziesz miły i cierpliwy, „przetestuj” to już na swoich dzieciach, staraj się być dobrym, nie wymagającym na siłę nauczycielem  i nie żądaj już dziś wyników, na które „w komplecie” czeka się wiele lat.
 Jeżeli jeszcze nie masz dzieci, badaj to sam na sobie. Postaraj się uregulować swoje stosunki z rodzicami. Nie rób rzeczy, do których nie jesteś całkiem przekonany i również nie rób niczego z zasady na opak. [Nerob veci celkom tak isto bez uváženia a takisto nerob veci ani zo zásady naopak.] Postaraj się zrozumieć ich, a może oni będą później w stanie zrozumieć ciebie. Nie bądź dla nich mniej wyrozumiały, niż jesteś względem swoich przyjaciół, tylko dlatego, że tak długo cię pouczali. Przyjaciół sobie wybierasz spomiędzy znanych sobie ludzi. Rodziców dostałeś – oni wybrali ciebie, a ty ich. To wielka szkoła/wyzwanie, zaakceptować to i zrozumieć. [Je to vysoká škola, zvládnuť to.]
 Kiedy opanujesz relacje ze swoimi rodzicami, masz możliwość dobrze przygotować potomków. Jeżeli nie opanujesz, przekazujesz im niedobre „wiry” [nedobrú krútňavu]. Czcij swoich przodków, póki są żywi, staraj się ich zrozumieć już teraz, nie czekaj, aż będziesz płakać nad ich grobem.
 Póki nasi przodkowie żyją, często nadwrażliwie postrzegamy konflikty z nimi, przeoczamy natomiast to, co w nich dobre, a to błąd. Lepiej pozwolić wzrastać szacunkowi niż upadać do lekkomyślnej krytyki, która się bierze z niewiedzy. Nie żądaj od przodków tego, czego ty sam jeszcze nie dałeś potomkom. Nie bądź egoistą. Jeżeli lepiej od swoich przodków rozumiesz rodowe zależności, czcisz, a nie wystawiasz na pohańbienie tych, którzy to [zrozumienie] umożliwili wspólnym łańcuchem. [Ak zvládneš rodové veci lepšie, ako tvoji predkovia, to ti slúži ku cti, ale nie k pohaneniu tých, ktorí ti to umožnili spoločným reťazcom.]
 To, jakie są nasze powiązania względem rodziców, prarodziców i rodowego drzewa, to odnosi się również do narodu, własnego słowackiego a dalej indoeuropejskiego sunárodiu, do ogólnoludzkiego rodu i ziemskiego wszechbytowego życia (także do drzew, roślin) i do wszechświatowego koła (także do żywiołów i bogów) Żyj w poszanowaniu i świadomości a dotrzesz do raju. [To, čo sme vztiahli k rodičom, prarodičom a k rodostromu, to vztiahni aj k národu, svojmu, slovanskému a potom indoerópskemu sunárodiu, k všeľudskému rodu a k pozemskému všebytostnému životu (aj k stromom, rastlinám ) a k všehomírnemu kolu (aj k živlom a divom). Buď v úcte a vedomí a nájdeš raj.]

Jeżeli nie możesz pójść na groby czy ogniska [k žiarom] swoich przodków, znajdź krzesiwo, zapałki albo zapalniczkę i świeczkę. Tak, jak przodkowie z uświęcającym szacunkiem [s posvätnou úctou] rozpalali na kurhanach ognie [vatry], tak ty wstrzymaj oddech, wypowiedz mudrę, i poproś stworzyciela kosmicznego ognia o świętą iskrę, która zapali ogień na pochodni poświęconej duchowi albo ogólnie duchom/duchowości [alebo duchovnu] przodków. Živa s tebou, aj s tvojimi predkami.

Na dušičky r. 10., Žiarislav

_________________________________

tekst oryginalny pod linkiem:

http://www.2012rok.sk/wp/umenie-zivota/2926-uctievanie-dusi-predkov-zakazovali-cirkev-aj-komunisti?fb_action_ids=352025208205668&fb_action_types=og.recommends&fb_source=timeline_og&action_object_map={%22352025208205668%22%3A10150375170605782}&action_type_map={%22352025208205668%22%3A%22og.recommends%22}&action_ref_map=[]

(2011)

(…)

Dawniej na grobach po prostu rozpalano ogniska, dzisiaj są to świeczki i znicze. Przed zapaleniem ognia należy wstrzymać oddech i zwrócić się z prośbą do owej Mocy, która zgodnie ze starosłowiańską wiedzą, poprzez ogień spłodziła wszechświat (kosmos) o ogień właśnie. Następnie trzeba skrzesać ogień (można użyć zapalniczki lub zapałek) i bardzo ostrożnie zapalamy świecę, uważając, żeby zapalony ogień nie zgasł, żebyśmy nie musieli żądać po raz drugi tego, co raz już otrzymaliśmy. Od ognia, rozpalonego w ten sposób, odpalamy kolejne świece lub znicze. Czyli nie rozniecamy ognia za każdym razem osobno na każdą ze świeczek, a to dlatego, że na grobie powstałby przez to konflikt/nieporządek/chaos [rozpor]. Podczas obrzędu składania czci duszom przodków nie można także dopuścić do tego, żeby taki chaos wnikał w nasze dusze. Ludzie nad grobami, powinni się oczyścić, wyciszyć, nie można być też w złym nastroju. Poprzez kontrolę oddechu dostrajamy się do dusz przodków. Podczas obrzędu nie rozmawiamy o innych rzeczach, staramy się mówić cicho. Można mówić pochwalne słowa i sławić dusze przodków. Można również śpiewać obrzędowe i pochwalne pieśni, tak jak to było w zwyczaju. Dawniej było tak, że żyjący ofiarowywali duszom przodków jadło i spożywali je przy grobach, co się zachowało u Słowian Południowych. Dzisiaj możemy zrobić na przykład tak, że w dzień święta dusz przodków po tym, jak przed jedzeniem przy stole uroczyście podziękujemy za dary (strawę), wypowiemy, lub wręcz zawołamy: „Chwała Przodkom” albo „Sława Przodkom”; można też złączyć te mudry razem w jeden okrzyk: „Chwała Przodkom, sława Przodkom!” Tak czcić przodków można przy odświętnym stole po jakiejkolwiek modlitwie.

K Sviatku všetkých svätostí a k Sviatku duší a duchovna predkov

1. 11. 11. Žiarislav

http://www.ved.sk/RCcasovka.dusicky.htm

Pamięć – pamięć – i jeszcze raz pamięć
Czcijmy naszych przodków za ich niesamowitą wiedzę, którą powoli i z mozołem dopiero odkrywamy. Czcijmy ich tak jak nakazuje tradycja Słowian. Nie pozwólmy bezcześcić ciał zmarłych . Jedyne czego Scytowie gotowi byli bronić do upadłego , do ostatniej kropli krwi były Królewskie Groby, Groby ich Dziadów, Groby Przodków, Groby dające ciągłość Korzeni do niepamiętnych czasów, kiedy człowieczeństwo wykluwało się z Ciemności formułując pierwsze najprostsze pojęcia i symbole związane ze świadomością i duchem oraz duszą- iskrą boga, ogniem i tchem , Oddechem – atlą-tlenem (dagitem-iskrą bożą) oraz Wodą Życia -atarem – awatarem – owodnią.
Wmawiano nam, że z Wiary Przyrodzonej Nic nie zostało i nic nie przetrwało. Przetrwało , miało się dobrze i jest – ocalone całkowicie. Tak samo Czerwoni twierdzili , że w 1945 roku przyjęto ich w Polsce z otwartymi ramionami i nikt poza wariatami typu Maciek Chełmicki z Popiołu i diamentu nie stawiał im oporu. Wręcz czekano TU na to ich wyzwolenie z utęsknieniem. Starali się oni wymazać z naszej pamięci wiedzę na temat trwałości owego oporu, który był po prostu niezniszczalny. W październiku 1963 roku zginął z bronią w ręku ostatni Partyzant II Wojny Światowej Józef Franczak “Lalek”. Tymczasem już w 1969 roku powstaje konspiracyjna organizacja RUCH, a w 1971 wybuch rozwala Aulę WSP w Opolu przed świętem milicji i UB. Do tego nie ustają starcia o charakterze powstańczym – 1956 Poznań, 1961 – w Krakowie Nowej Hucie, 1968 Kraków i Warszawa, 1970 Gdańsk, 1976 – Radom – 1979 – Wysadzenie Rotundy PKO w Warszawie, 1980 – Gdańsk, Szczecin, Lublin, Warszawa, Kraków i inne, a potem każdego roku w maju i grudniu tzw zajścia uliczne – aż do 1989 roku.
Tak wyglądały de facto rządy PZPR i Moskwy w Polsce. To są prawdziwe nasze dzieje (nie historia szkolna kształtowana przez Zaborców i Władców Niewolników), to są nasi Dziadowie oraz ich czyny zapisane krwią przez Pokolenia -  im należy się nasza Najwyższa Pamięć. Kto nie ma świadomości iż pochodzi z ich krwi, że jest emanacją w dzisiejszy świat materialny ich DUCHA Niezniszczalnego ten w ogóle nie ma żadnej świadomości poza jedną – NIEWOLNICZĄ.
Takie jak nam to zademonstrowano bezczelnie potraktowanie zwłok polskich patriotów, którzy zginęli w Katastrofie pod Smoleńskiem i takie potraktowanie sprawy ich śmierci jak to widzimy,  okazane nam przez Moskali i ich polskich popleczników jest sprzeczne z naszą najstarszą rodzimowierczą tradycją Harów- Chrobatów- Strażników Królewskich Grobów. To hańba dla wszystkich myślących i znających tradycję Polaków – niezależnie od wyznania i poglądów na sprawy polityki bieżącej.
http://bialczynski.wordpress.com/2012/10/31/czesc-i-slawienie-pamieci-zmarlych-w-kulturze-polski/
Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #46 : Listopad 01, 2012, 22:55:34 »

Pewnego razu Pan Bóg przechadzał się po Rajskim Ogrodzie. Nagle za krzaka wyszedł Diabeł:
- Słyszałem, że stworzyłeś człowieka... - zagadnął Szatan.
- Tak, już żyje na Ziemi. Może mieć partnera i dzieci, na razie uczy się rozpalać ogień i budować miejsce na nocleg, ale za tysiące lat będzie władcą całego globu.
- I co z tego - prychnął Diabeł- nawet za te tysiące lat i tak będzie SAMOTNY.
Zasępił się Pan Bóg, podrapał w długą, siwą brodę i powiedział:
- Więc stworzę mu przyjaciela! Wybiorę jedno ze zwierząt, które uczyniłem, aby go strzegło i było mu poddane, ale jednocześnie oddało mu całe swoje serce.
- To niemożliwe! - Diabeł się roześmiał i gdzieś przepadł. Pan Bóg natomiast zwołał zwierzęta z każdego gatunku i wybrał PSA.

- Odtąd będziesz ogrzewał człowieka swoim ciepłem, uspokajał spojrzeniem, kochał z całego serca, nawet, kiedy on Cię znienawidzi.
- Dobrze - odparł dobry pies.
- Chociaż będziesz musiał znosić wszystkie upokorzenia, staniesz się też jego najlepszym przyjacielem. To bardzo zaszczytna rola.
Niestety Twoje serce będzie musiało bić dwa razy szybciej i nie będziesz mógł żyć długo - najwyżej 15 - 20 lat.
- Ale powiedz mi, czy człowiek nie będzie cierpiał, gdy odejdę do Ciebie?
- Właśnie o to chodzi.
- Jak to? - zdumiał się pies.
- Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.

-----------------------------------------------------------------------------------

I w ten sposób Pies stał się aniołem, który przybrał skórę zwierzęcia i trafił na ziemię, aby uczyć Człowieka miłości, wierności i przyjaźni, ale także przemijania. Nauczyć, że jest TU i TERAZ, ale także TAM i POTEM. Odchodząc zostawia ból i pustkę, ale także nadzieję na to, że znowu go spotkamy.

tekst Kasia Ka
znalezione na facebooku
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
east
Gość
« Odpowiedz #47 : Listopad 02, 2012, 10:16:49 »

Cytuj
Będzie cierpiał i będzie wiele dni nie utulony w bólu. Ale to Ty nauczysz go odchodzenia i przemijania, Ty nauczysz go kochać i odchodząc zostawisz wielką miłość w jego sercu.
Jesteś aniołem, którego powołałem, aby niósł radość i nadzieję, ale także uczył wiecznego prawa przemijania, aby ludzie wierzyli, że po ich życiu, jest życie TUTAJ. Kiedy to zrozumieją, nie będą płakać, bo będą wiedzieć, że spotkają Ciebie znów.
Nie tylko psy ... bo i ludzie są dla siebie takimi nauczycielami radości przez ból i cierpienie, kiedy odchodzą. Ich historie żyją dalej, ale nie są już tak ważne , zacierają się w pamięci. Pozostaje uczucie z jakim się kojarzyli ci, którzy odeszli.

Nie ma co zatem rozpaczać użalając się nad własnym przywiązaniem do tych , którzy odeszli, lecz cieszyć się z tego, że są ,choć niematerialni i dają nam to odczuć. Bo nie jesteś ...... oddzielony od nich nigdy.
Zapisane
Strony: 1 [2] |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.784 sekund z 20 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

insei wolf-time watahagwiazdy loki ostwalia