Melchior Wańkowicz - reportaże z zaświatów.

(1/3) > >>

JACK:
W polskiej ezoteryce w latach 70-tych   wydarzył się  pewien  niezwykły epizod, moim zdaniem znaczący.

Są nimi autentyczne moim zdaniem reportaże zza grobu, z życia po śmierci.

Ich głównym autorem i zarazem bohaterem jest Melchior Wańkowicz - mistrz,  ojciec polskiego reportażu.





człowiek o bardzo bogatej i barwnej biografii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Melchior_Wa%C5%84kowicz
to on min rozsławił bohaterstwo żołnierzy pod Monte Cassino.
Jego imię nosi np. Wyższa Szkoła Dziennikarstwa w Warszawie


Reportaży jest podobno 10. Zostały spisane pismem automatycznym w latach 1975-82 przez panią Jasiewicz z Warszawy.


A było to tak.
Dokładnie rok po śmierci Melchiora 10 września 1975 roku na jednym ze zdjęć robionych przez pewnego studenta w Warszawie  ukazała się twarz Melchiora Wańkowicza.

A 3 października 1975  jasnowidząca z Warszawy, pani Jasiewicz poczuła czyjś dotyk na swojej dłoni  , po czym  od 9:30  do 14:30  ów duch podyktował jej   poniższy tekst.

Melchior Wańkowicz : reportaż z zaświatów   nr 1

Pytanie pierwsze  do ducha :  Dlaczego w dniu 10 września 1975 r. w rocznicę śmierci śp. Melchiora Wańkowicza ukazała się niespodziewanie jego twarz na fotografii?


Spisana odpowiedź:

Przyszedłem, by was przekonać, że jestem,
ale to nie jest mej fantazji gestem.
Lecz to jest prawdy niezbitym dowodem,
że nadal istnieję za ciała grobem.

Aż dziw, że się tak szybko  zbudziłem
i z warunkami tymi oswoiłem.
Jaka to inność wszędzie dookoła,
jakbym u ramion miał skrzydła anioła.

Jest mi tu lekko, ale nie radośnie.
Krajobraz mogę przyrównać tej wiośnie,
jako na Ziemi zwykle panowała
i ludzkie serca oczarowywała.


Chciałbym przedostać się poza bariery,
których przede mną jest jeszcze cztery.
A hen za nimi cudne krajobrazy,
jak gdyby ze świateł utkane obrazy.

Czuję, jak byłbym czymś mocno związany
i do warunków tu przystosowany.
I pójść nie mogę tam, do tych piękności,
bym mógł brać udział w szczęściu i radości.

Choć jest mi lekko, ale bardzo smutno
nad niemożliwością tą moją wierutną:
Zastanawiam się i szukam przyczyny.
Na pewno dotrę do ośrodków winy.

Chociaż na Ziemi złego nie robiłem,
lecz najważniejszy sens zgubiłem.
Cóż mi pomogą teraz dzieła moje,
gdym zaprzepaścił tam wzrastanie swoje?

Całe plejady przyjaciół po piórze
żyją i błądzą w swej dumnej naturze.
Rozdają skierki przyziemne i małe,
owoce wiedzy swej bardzo zwietrzałe.

Teraz dopiero widzę doskonale,
jak pracowałem i ku czyjej chwale.
Zbierałem plony, co Ziemia dawała,
która mej duszy tym nie wzbogacała.

Jestem tu licho odziany tą wiedzą.
Dumam nad życia zaniedbaną miedzą.
Choć wiem, że dzieła moje nie zaginą,
nie będą one rozwoju przyczyną!

Pytanie drugie:
Czy można za pomocą koncentracji myślowej naświetlić kliszę fotograficzną?

Odpowiedź:

Ten eksperyment możecie stosować.
A może uda wam się wywołać?
Przy silnej woli i Bożej pomocy,
może rozbłysnąć promień Słońca w nocy.

Chciałbym ucieszyć to wasze pragnienie
i z tym związane niejedno westchnienie.
O, gdyby to się jeszcze powtórzyło,
to od zwątpień by was uwolniło.

Tutejsze prawo nas zobowiązuje:
Do innego każda dusza się stosuje.
Tylko na Ziemi ludzie prawa łamią.
Szydzą z bliźniego depczą oraz kłamią.

A mój Opiekun drogę mą prostuje:
On zna mnie na wskroś i wie co ja czuję.
Ciągle zachęca mnie do wytrwałości:
Radzi, bym pozbył się z duszy miłości,

bo jestem jeszcze Ziemią przesiąknięty,
jeszcze są we mnie i te momenty,
że rad bym uciec od tych piękności
i zanurzyć się w ziemskiej szarości.

Pamiętam chwile na Ziemi spędzone,
miałem przy boku ukochaną żonę,
która mi często sprawiała kłopoty,
ale ją kocham, bo to człowiek złoty!

Tu jeszcze teraz nie jesteśmy razem.
Choć żyję w duszy jej uczuć wyrazem,
ale mój miły opiekun powiedział,
że pójdę do niej, żebym o tym wiedział.




Ona już wiele tu się nauczyła. (umarła parę lat wcześniej)
Wiele tutejszej wiedzy zdobyła:
Wie, że przeszedłem poprzez cierpień bramy.
I, że niedługo się spotkamy,
bo w gronie mądrych osób tu przebywam.

Nauka wszystkich tu zobowiązuje.
Niejeden w pocie czoła tu pracuje.
Wiele zaniedbań tu z Ziemi przynieśli,
mroku i cieni z sobą wnieśli,
lecz gdy ktoś pragnie światła, ono opływa,
niejedną bliznę kojąco przykrywa
.
Warszawa  3.10.1975

Melchior Wańkowicz : reportaż z zaświatów   nr 2



Mówiłem, że jeszcze się kiedyś spotkamy
i o wrażeniach mych pogadamy,
a jest ich wiele, ogromnie wiele,
nie takie kiedy mieszkałem w ciele.

Cóż by to było, gdybym mógł wiedzieć
i bliźnim mógł o tym opowiedzieć,
gdym jeszcze z wami bywał na Ziemi
w kręgu przyjaciół i znajomymi.

Opiekunowi wiele zawdzięczam,
do tych wynurzeń on mnie zachęca,
z tego powodu jestem szczęśliwy,
jest przyjacielski. Wielce życzliwy.
Ja ze swej strony chętnie go słucham,
w mej duszy dotąd noc była głucha

Mimo, że Ziemskie mądrości fale,
iluzoryczne wskazywały dale,
które nietrwałe, przemijające
i złudnym blaskiem pociągające.

A przesłaniające cel życia jasny:
człowiek zatraca kierunek własny.

Wiele rozmyślam, oceniam, ważę.
Odróżniam blichtry i złud miraże.
I zauważam co jest niezbędne,
a co jest płytkie i co dogłębne!

Chłonę to, co opiekun wskazuje,
świadomość tego mą myśl prostuje:
Rozpływającej się przeszkód bariery,
których przede mną jest jeszcze cztery!

Rozpływają się, gdy coś zrozumiem,
lecz jeszcze głębi pojąć nie umiem.
Dlatego znów zagradzają drogę!
Wiem, że je w końcu przemogę.


Tyle tu nowości dookoła,
wszystko uśmiecha się, wszystko woła,
a wszystko takie potrzebne i jasne.
Och, gdyby nie to sumienie własne,
które mnie karci, błędy wskazuje!
Wydaje mi się, że to się snuje.
Jak gdyby z jakiejś przestrzennej kuli
lub jakby z jakiejś szarawej szpuli.

Widzę tu także znajome twarze,
spowite w nieprzejrzyste miraże:
Oni mnie widzą ja ich poznaję –
skomplikowanych uczuć doznaję!

Dlaczego stoją oszołomieni,
niepewni oraz mocno zdumieni?
Co ich tak bardzo teraz krępuje
i każdy z nich się z sobą mocuje.

Nie jestem z siebie zadowolony
i również jestem nieco speszony,
lecz takich więzów mocnych nie czuję
i wyłamać się z nich próbuję.


Wyłamać się znaczy zrozumieć!
Trzeba to chcieć, pragnąć, by umieć
odczuć zagadkę losu swej duszy,
z którą się każdy spotkać musi.












 Melchior Wańkowicz : reportaż z zaświatów   nr 3


Wreszcie do ciebie mnie dopuszczono!
Obecnie tu jestem z moją żoną.
Tak jak Opiekun to mi powiedział,
bym Mu zaufał i żebym to wiedział,
że to co powie, to się wypełni,
że każda moja myśl tu się spełni.

Istotnie, wszystko tu obserwuję:
Tu wszystko drga i dziwnie wiruje,
skrzy się, jak jakaś wstęga tęczowa,
ponagla jedno drugie od nowa,
a czasem zalśni seledynowo
i znów od nowa i znów na nowo!

Ja tu czuję się dziwnie swoiście,
bo tak jest pięknie i uroczyście.
Czasem z oddali zabrzmi muzyka,
znajome twarze czasem spotykam
i tak swobodnie lekko tu chodzić!
Mógłbym bez końca w tym pięknie brodzić.

Lecz moja żona ciągle narzeka,
ciągle się spieszy, ciągle ucieka.
Myślę, że może nie widzi tego
kręgu wokół nas przecudownego?

Jest jakaś szara i zalękniona,
ta ukochana przeze mnie żona!
Więc jej tłumaczę i pokazuję:
Bo w tych rozterkach wielce współczuję:

Chciałbym, żeby to piękno ujrzała,
żeby wyraźniej na to spojrzała.
Ona tu czuje się zagubiona.
I tą innością jakby strwożona.

I dla mnie wszystko tu takie nowe,
czasem złociste, różowo-płowe,
ale ta nowość tak mnie pociąga,
jak gdyby w swoje orbity wciąga.
Chciałbym popłynąć w górę i w doły,
gdzie stoją rzędem barwne anioły!

Ale od żony odejść nie mogę,
może wprowadzą ją na swą drogę.
I może moja myśl ją uniesie
w jej smutną duszę świadomość wzniesie
, że przecież razem tu istniejemy,
i że w tym pięknie nie zaginiemy!

Tak chciałbym żebyśmy mogli przejść te bariery,
których przede mną jest jeszcze cztery,
a które chciałbym przejść razem z żoną
i znaleźć się tam, gdzie znicze płoną!

Wszystko oceniam i komentuję,
na ziemski sposób myśleć próbuję,
lecz w mojej duszy widzę to jasno,
że te wysiłki tak szybko gasną:

Inaczej myśleć trzeba w tym planie
i zapracować tu trzeba na nie.
Tu jakoś dziwnie się rozwijamy
i jakby z łusek się wyzwalamy,
bo ciągle z duszy coś jakby spada,
jakby skorupa jakaś odpada:

Dusza się ciągle z czegoś wyzwala
i to co tkwiło w niej, ciągle spala.
Ja to wypełniam ze świadomością,
która napełnia duszę radością,
bo czuję świeżość innego tchnienia,
które uwalnianie od myślenia.


Bo to co jest prawdą, że nagrzeszyłem,
kiedy po szarej Ziemi chodziłem
i teraz wiem, skąd snuje się wątek
i skąd cierpienie wzięło początek,
co w końcu życia dane mi było,
aż wreszcie duszę mą wyzwoliło
z domu, w którym wśród was tyle żyłem
i poprzez nie tyle nabroiłem.


Nikt nie wierzy temu co piszę:
Tyle krytyki wśród was wciąż słyszę,
że nie używam „dawnego stylu”!
Inność wśród ludzi nie ma… !
W ciele inaczej przecież się sądzi
i przez to każdy grzęźnie i błądzi.

Ale gdy domek już opuścicie,
Nowe poza nim zaczniecie życie:
Wtedy to bielmo z oczu opadnie,
gdy się ujrzycie w chaosie na dnie.
Tego, co sami żeście stworzyli
i w tym właściwy cel zagubili.

Ziemskie nawyki ze mnie spadają
i nowy polot mym myślom dają,
bo widzę nowy horyzont jasny,
nie taki ziemski, szary i ciasny,
i rozgłos ziemski już mnie nie bawi!
Bo taki mdły jest, aż mnie to bawi!

Tyle na Ziemi tych lat spędziłem
i się niczego nie nauczyłem:
Przyszedłem tutaj nagi i bosy,
choć biegły za mną wychwalań głosy:
„Jakie to Melchior dzieła zostawił”
i „jak się swymi pracami wsławił”!

Przecież na Ziemi wszystko zostało
co mi chwilową radość sprawiało:
Zaspokajało ambicję duszy.
Do równowagi człowiek przyjść musi,
aby pomyśleć, że to się skończy!
I co zostanie Duch bez opończy!

Bo się dla niego nie pracowało,
ziemski interes nie przeciwstawiało.
Ziemskie pochwały cel przesłoniły!
Swoim blichtrem tak odurzyły!





O tym co przyjdzie, człowiek zapomniał.
Dopiero teraz…  sobie przypomniał,
gdy w pozaziemski region popłynął,
a to co stworzył teraz ominął:
Zobaczyć kruchość jego zwietrzałą
i swój wysiłek, pracę niemałą…

Ale nic z tego nie może zabrać!
Z pustymi dłońmi trzeba tak zostać
aż się przebudzi, aż to zrozumie,
ziarno od plewy odróżnić umie:
Odróżni trwałe od nietrwałego
oraz postępki życia całego.
Będzie rozsądził i rozpatrywał
i to co mroczne w nich wychwytywał!

Ja tam osądu tu dokonuję
i swoje wady wciąż wychwytuję.
Bo chcę przekroczyć wszystkie bariery,
których przede mną jest ciągle cztery!

Chociaż się od wad  uwolniłem,
lecz barier dotąd nie przekroczyłem!
Ciągle się uczę, wiedzę zdobywam,
jedną po drugiej łuskę odrywam,
lecz wiele jeszcze z nich pozostało
co mi cel życia tak przysłaniało!

Lecz wierzę mocno, że się pozbędę
i jak z kokonu wydobędę.
Ta myśl i takie moje pragnienie,
rozbudza w duszy jakby wzniesienie:


Jakby mi skrzydła u ramion rosły
oraz spowija mnie w nastrój wzniosły,
który mnie w myślach tych podtrzymuje:

Wydaje mi się, że już szybuję!
Uczucie to mą duszę rozwija
i problem jeden za drugim mija!
Wydają mi się tak nierealne
i w swej ważności niewyczuwalne
A tam na Ziemi „tak ważne były”-
to najważniejsze mi przysłoniły!
Chciałbym was jakoś o tym przekonać.
Wyłomu w waszych myślach dokonać.

Choć życie ziemskie wartko się toczy,
Miejcie Szeroko Otwarte Oczy,
że dusze na tę Ziemię Przychodzą
oraz Powtórnie się na niej rodzą!

Etapy życia tu zrozumiałem.
Do wiadomości podać wam chciałem,
żebyście temu nie zaprzeczali,
moich zrozumień nie odpychali:
Bo jeżeli teraz nie zrozumiecie,
będzie wam gorzko, gdy tu przyjdziecie!

Ja też goryczy takiej zaznałem
Gdy się z innością tu zapoznałem.
Bo przecież Jestem, wciąż nadal żyję!
Skutek ziemskiego życia tu piję,
które stworzyło wielkie bariery:
Przede mną stoi ich jeszcze Cztery,
ale zrozumiem tego przyczynę,
wtedy z łatwością wszystkie ominę!

Z tym zrozumieniem spłynę na Ziemię,
by móc pociągnąć wzwyż ludzkie plemię!
Na tym właściwie polega życie,
chociaż wy jeszcze w to nie wierzycie.


Gonicie za tym co wciąż ucieka,
lecz ono kusi was i urzeka.
A życie szybko ucieknie do końca.

Proszę przyjmijcie mnie jako gońca,
który wśród was przebywał
i takie same troski przeżywał.
Towarzyszyła mu ludzka chwała
na Ziemi serce mu rozpierała!

I tak żył Melchior z dnia na dzień sobie,
aż stare ciało złożono w grobie.
Ale mnie przecież tam nie złożono,
ani wieńcem nie przytłoczono:

Patrzyłem na to i podziwiałem,
o tym że jestem znaki dawałem!
Wszyscy wokoło przechodziliście,
myśląc, że mnie tam pochowaliście.

Było mi smutno, że nie widzicie,
że przecież na tym nie kończy się życie.
Tylko się szata zbyt zestarzała,
która chwilowy schron mi dawała.

Ale ja jestem- wołałem – jestem!
To było wielkiej radości gestem.
Odeszli wszyscy – tak zasmuceni…
Zostawiając mnie- w krainie cieni.

I w swoich myślach mnie pogrzebali.
Jedni więcej lub mniej żałowali:
I ciągle jedni drugich grzebiecie,
aż właściwy sens życia znajdziecie.

Życie trwa wiecznie . Wiecznie się snuje!
Znajdą się ci, których się miłuje.
By razem zacząć od nowa życie,
w którym się teraz często trudzicie:
Życie od nowa znów powtarzacie.

Ja także długów tych narobiłem,
chociaż poprzednich nie wypłaciłem,(karma)
ale powtarzam teraz z uporem,
by w przyszłym życiu być dobrym wzorem!
Chciałbym przejść wiele, być wzorem męstwa.
Walczyć o dobro aż do zwycięstwa!

Na tym zakończę w obecnej chwili.
Niechaj ten rąbek, którym uchylił
przemówi do was, choć odrobinę.
Ja jeszcze do was kiedyś przypłynę.
Za Twoją pomoc, miła dziękuję!
Tulę do siebie i obejmuję!

Warszawa 20.02.1976


Charakterystyczne są przerwy czasowe pomiędzy poszczególnymi raportami , gdyż dusza Melchiora potrzebowała sporo czasu na "aklimatyzację" do diametralnie innych, niż ziemskie warunków .
cdn.

JACK:
cd.
Melchior Wańkowicz : reportaż z zaświatów   nr  4

Gdy nie pomagają leki, mikstury,
dusza się trzęsie jak na wietrze wióry: (umieranie M.W.bardzo przypomina OBE -silne drgania)
Jeszcze nie widzi, ale już wyczuwa,
że się z materii powoli wysuwa.

Ja wszystkie stany przecież przeżywałem
i całą mocą ciała się trzymałem.
Chociaż mnie ono wstrętem napawało,
lecz jakie takie schronienie dawało.

Lecz jakaś siła mnie wypychała:
Więzy łączące z ciałem zerwała.
Ale gdy wszystko to się zerwało,
coś mnie od ciała tego oderwało.

Z początku byłem tak oszołomiony
i tą przeprawą tak bardzo zmęczony,
że chociaż miałem trochę świadomości
zapadłem się w mrok tajemnej nicości.

Ja nie wiem co mnie z tego wydobyło,
bo się w mej duszy trochę rozjaśniło:
We mnie i jednocześnie wokoło wytworzyło
się coś, niby koło, które mnie sobą obejmowało.
Przyjemne światło i woń stwarzało:

Powoli sobie sprawę zdawałem,
że z trudem się skądś wydobywałem.
Wiem, że nie wszyscy temu wierzą,
aż kiedyś się sami z tym przymierzą:

Kiedy przyjdzie ostatnia godzina.
Wtedy się myśleć o tym zaczyna:
Lecz inne myśli przychodzą:
Nie takie jak te, które was zwodzą,
w duszy się kłębi lęk oraz trwoga.
Wtedy dopiero wzywa się Boga!

Bo żaden człowiek pomóc nie umie,
problemu nie zna i nie zrozumie.
A biedna dusza osamotniona
z lęku i trwogi powoli kona.
Czuje, że coś się wokół niej dzieje:
Odczuwa niby ulgę, nadzieję.

I z tej ciasnoty coś ją wyzwala,
nikłe światełko ujrzeć pozwala.
Gdy się zupełnie dusza ożywi,
to poczuje się jako ci żywi.

Poruszają się w przeróżne strony:
Nie każdy z nich jest zadowolony!
To się u nich we wzrok przebija,
jeden drugiego szybciutko mija.

Nie wszyscy szaty mają przyjemne:
Jedni jaśniejsze, a drudzy ciemne.
I twoja szata nie całkiem jasna:
Jest taka jak moja dusza własna:

Będąc na Ziemi nie rozumiałem,
że własną duszę w mroku nurzałem.
Choć tego teraz mocno żałuję,
bo mnie świadomość tego krępuje.

I chciałbym siebie ukarać,
bo jakże mogłem na to pozwolić.
Wiem, że to wszystko trzeba odrobić,
żeby na jasną szatę zarobić.
By z duszy wyrwać ciemne żale,
co człowiekowi los ciemny ściele!
Jakże inaczej może być, ludzie:
Jeśli ktoś żyje w przyziemnym brudzie?
Czy jeśli ciało swoje porzuci,
to w jasność, piękno dusza wróci?

Teraz, gdy sprawy te zrozumiałem.
Wiem, że na Ziemi szarość stwarzałem:
Olśniewały mnie blichtru rozmiary,
bo byłem dzieckiem, choć w ciele starym.

Z mej ziemskiej pracy cóż mi zostało?
Nic, co by radość duszy sprawiało!
Dlatego tyle progów przede mną !
Nauczycielu! Bądź teraz ze mną!

Wiem, że na temat mój rozprawiano,
ziemskich dowodów się domagano,
a mnie co ziemskie nic nie obchodzi,
bo moja dusza w żałości chodzi!

o rad bym progi mieć poza sobą
i być tu światłą, jasną osobą.
Jak wielu innych, których stąd widzę,
a ja się mojej szarości wstydzę!

Chociaż tutejszą wiedzę zdobywam,
lecz wiele braków w sobie odkrywam.
Choć mój Opiekun błędy łagodzi.
Ale ja żyję w braków powodzi!

Często mnie zapał wielki przejmuje
i swoje myśli wciąż koryguję:
Rad bym zupełnie się przystosować
i duszę moją wymodelować.

Na kształt, który tu wszędzie panuje
i swoje piękno wszystkim dyktuje,
a dyktuje je tak obrazowo:
łagodnie, prosto oraz rzeczowo.




Trudno mi to przekazać słowami
oraz jakimi bądź przykładami:
Tu inaczej się myśli i żyje,
bo każdy czarę swych przewin pije.

A moja droga siostrzyczka miła,
która mi dłoni użyczyła,
spisuje wszystko co podpowiadam,
bo ja już swoją nie władam!

Jeszcze mam wiele do powiedzenia,
ale brak mi słów do określenia,
tego co widzę i tego co czuję.
Dlatego czasem się buntuję,

żem swoje życie ziemskie zmarnował,
żem się łatwo do Ziemi stosował,
żem nie odróżniał ziarna od plewy,
żem się pogrążył w blichtru ulewy.

To wszystko teraz mnie prześladuje,
przyszłemu życiu kary dyktuje,(karma)
bo kiedyś stąd na Ziemię popłynę,
żeby tych barier odkryć przyczynę!

I z tego jestem zadowolony:
czuję, że będę tym wyzwolony.
Ze życie ziemskie wezmę za bary,
bo będę duchem młody, nie stary!

Duchem się przecież nikt nie starzeje,
ale nim przejdzie życiowe knieje,
życie przycina go, zwala kłody,
czuję się stary choć młody!

Na moją sprawę ktoś rzuca cienie!
Biedny, bo nie zna: Co to istnienie?
Nie wie: skąd snuje się życia wątek
i co istnieniu dało początek?

Nie wie, że swoje życie marnuje,
na Przyszłe teraz mroki rozsnuje.
I będzie pytać: „Za co?”, „Dlaczego?”,
„Tyle mnie w życiu spotyka złego?”
Te słowa z mojej duszy się snują:
świadomie przyszłe życie budują,
bo żeńca zbiera swe własne plony
na ziemskiej drodze wciąż zagubione.

Tak myślę i przewiduję,
bo w takim regionie się znajduję,
gdzie pobieramy mądre nauki,
by uczyć się życiowej sztuki,
gdzie jest nas wielu o bardzo wielu,
mój czytelniku i przyjacielu!

Gdybyś mógł widzieć co teraz czuję:
jak duch się z moją duszą mocuje:
Bo duch dyktuje życiowe prawa twarde,
lecz mądre! Tak chce ustawa,
którą w zaraniu Bóg ustanowił,
przez Swego Syna znów je ponowił!

Lecz dusza ludzka krnąbrna zawiła
na Ziemi „prawa” ustanowiła,
które mnie także oczarowały,
życia prawdziwy cel przesłaniały!

Teraz dopiero to widzę jasno,
jaką na Ziemi szedłem drogą ciasną,
lecz postanawiam: Wszystko odrobić,
by się wyzwolić i wolność zdobyć!

Obecnie żegnam was przyjaciele,
którzy w tę oprawę wkładacie wiele-
myśli i serca! Bóg wam nagrodzi.
Niejeden umysł się wyswobodzi!



Teksty M.Wańkowicza , niemal pokrywają się z tym co pisali R.Monroe i R.Steiner 
Wokół Ziemi istnieją  duchowe sferyczne pierścienie  pełne  niedorozwiniętych dusz,  uwikłanych w ziemską pętlę reinkarnacyjną.
To one stwarzają szarość na Ziemi.

Samodzielne, egoistyczne wyrwanie się z tego kręgu jest właściwie niemożliwe,  więc ......

 najlepszy sposób na  własne wcielenie wg ducha  Wańkowicza, czy  Steinera to  praca nad rozwojem  ludzkości i  i w konsekwencji likwidacja Pierścieni Czyśćcowych.

To najlepszy sposób na spłatę długów karmicznych wobec  innych ludzi   i całej ludzkości,  która przyczyniła się do naszego rozwoju.

To najlepsza metoda na zmniejszenie ziemskiego przyciągania i "duchowy odlot" do tęczowych dali.





Melchior Wańkowicz : reportaż z zaświatów   nr  5

Użycz mi swojej ręki kochanie,
a moje słowo ciałem się stanie:
Tak mi się miło z tobą pracuje
i jakoś pewnie z tobą się czuję.

Ja nie chcę twoją ręką kierować,
ani niczego tobie dyktować,
lecz chcę przekazać co dusza czuje,
co teraz robię i jak pracuję.

Coraz mnie bardziej wszystko ciekawi.
I w coraz nowym świetle się jawi
to wszystko co na Ziemi przeżyłem
i czas co tak bezmyślnie trwoniłem.

Bo myślę, co mi z tego zostało,
co mnie tak wówczas angażowało?
I tak już wiernie się zadłużyłem,
a przecież dawnych łez nie opłaciłem.

Gdyby mi długi tak nie ciążyły,
to złotych wrót, by nie przysłoniły:
Mógłbym się do nich przybliżyć śmiało,
bo by mi w tym nic nie przeszkadzało.

A tyle tych piękności dookoła!
Myślę i wzrok mam bystry sokoła,
lecz mnie tak moje długi krępują:
Myśli do czynów tak nie pasują!

Nad wszystkim rozmyślam, segreguję.
Tu jakoś wszystko odmiennie czuję:
Tu wszystko jasne i wyraziste,
wybitnie inne, wybitnie czyste.


Na Ziemi tego nie odczuwałem,
w jedną szufladę wszystko chowałem:
Tam nie robiło żadnej różnicy,
mówiłem wiele i po próżnicy.


Spotykam wielu przyjaciół dawnych,
są w sytuacjach jak ja zabawnych.
Choć krzywdy bliźnim nie czyniliśmy,
to życiem jak dzieci się bawiliśmy.

Teraz dopiero życie rozumiem
i jego wadę ocenić umiem.
I wiem dlaczego dano i po co?
Opiekunowie to nam tłumaczą.

Bo tu nauka wre w całej pełni,
gdy się pobyt tu nasz wypełni,
wtedy każdy z nas i z własnej woli
przyjdzie do własnej wybranej doli.

Z uznaniem chłonę ową naukę,
by móc osiągnąć tę życia sztukę.
By wszystkie długi zniwelowała,
więzy, co tak krępują, zerwała.

Jakże ja byłbym teraz cierpliwy,
gdybym wewnętrznie był kiedyś żywy.
Lecz moja dusza wygodnie spała,
udziału w moim życiu nie brała.

Gdybym wewnętrznie był obudzony,
z pewnością zostałbym obdarzony
jakąś wznioślejszą myślą i czynem
nie goniłbym za tym ziemskim wawrzynem,(karmienie EGO)

który wydaje mi się tak mierny,
tak powszedni, taki mizerny,
a który wówczas mi imponował,
bo po nim- i mnie bliźni taksował.

Tu wiele rzeczy mnie zastanawia
w zakłopotaniu i smutku stawia.
Bowiem nie widzę w gronie przyjaciół, (inne zagubione dusze w pierścieniach czyśćcowych)
by który zastanawiać się zaczął:
gdzie jest, dlaczego i po co?
I co te wszystkie inności znaczą?


Czyżby ich nic tu nie zachwycało,
nic do myślenia nie pobudzało?
Są osowiali, smutni, nieczuli:
ten byt tak inny ich nie rozczuli:

A może oni nie widzą tego,
patrząc na wszystko z punktu swojego?
Ja do nich zbliżyć się nie mogę,
pragnę, lecz przegradza mi drogę.

Myśl ta do nich nie dociera,
choć życzliwości wiele zawiera.
Chciałbym pobudzić ich do myślenia,
nad swoim losem zastanowienia,
by zrozumieli tutejsze cuda.
Czy ten wysiłek mój mi się uda?

W miejscu, gdzie pobieramy nauki
odróżniania i myślenia sztuki,
którymi trzeba umieć kierować,
aby móc żyć i dobrze pracować.

Na Ziemi myśli płyną jak rzeka,
jedna przegania drugą - nie czeka.
Ja tu spokojnie myślą kieruję
i harmonijnie z nimi pracuję:
Spływają do mnie jak barwne ptaki.
Każda zdumiewa w sposób dwojaki.

Podziwiam tony, rytm oraz wonie
i tę odległość, która w nich tonie,
lecz mnie odgradza jeszcze bariera,
która mi do nich drogę zawiera.

I obserwuję mych towarzyszy,
czy który z nich tu te tony słyszy?
Niektórzy tylko są zasłuchani,
inni w problemy swe zaplątani,
że ciągle zmienia się ich aura,
jedni zieleni, drudzy w chmurach.




Ta ciągła ciemność tak ich okala,
że głębiej dojrzeć im nie pozwala.
A wielu z nich jest w krwawej aurze,
albo brązowo-szarej chmurze.

Są w odmianach bardziej przejrzystych,
jaśniejszych, powiewniejszych i czystych.
Lecz aury te są tak zmienne,
och gdyby wszystkich były promienne.
Na pewno przestrzeń byłaby jasna,
nie taka szara, nie taka ciasna!

Ja na krawędzi szarości stoję:
wysiłki swojej duszy podwoję,
żeby móc tę barierę pokonać,
muszę mozolną pracę wykonać!

Czy mi się uda, czy będą siły?
Wiem, że pomoże Opiekun miły.
Lecz czy się w duszy tak rozjaśni,
że nigdy więcej nie będzie waśni?

Jeszcze mam w duszy wiek z przeszłości
z powiązań oraz z własnej miłości.
Już bardzo wiele z siebie zrzuciłem,
ale cząsteczkę z nich zostawiłem.
I to mnie wiąże i przypomina,
tęsknotą wzbierać w duszy zaczyna.

Ach gdybym mógł to z siebie zrzucić
i do zupełnej wolności wrócić!
Wiele na ziemi już nagrzeszyłem
i ślad niejeden tam zostawiłem.
Tak czynią niestety wszyscy ludzie,
Lecz odpracować to przyjdzie w trudzie.


Na tej krawędzi już sam nie stoję.
Gdy tak się wmyślam to się nie boję,
tych dalszych trudów ani udręki.
By się uwolnić od złudzeń męki.



To wszystko, co na Ziemi zdobyłem
i co tak sobie wiele ceniłem.
To okazało się złudnym cieniem
wobec Wszechświata i Wszechistnieniem!

Nie umiem modlić się ani prosić,
ani do góry swych rąk podnosić.
Bo nie o to najdrożsi chodzi,
ale czy w duszy zmiana zachodzi!
Na tej płaszczyźnie i w tym regionie,
w którym tęczowe światełko płonie.

Jest tu dusz wiele do mnie podobnych,
szarych, i skromnych, bardziej ozdobnych,
zafrasowanych lub niespokojnych ,
hardych i twardych, i ledwie hojnych,
którzy myślami tak promieniują
i myślokształty różne budują.

Dobrze, że na krawędzi już jestem,
a nie w tym tłumie, gdzie z ciągłym chrzęstem,
jakby kolumny się przesuwały obraz ogromu  czyśćca - pierścieni systemów przekonań R.Monroe
albo się jakieś moce zmagały.

A w mojej duszy nadzieja wzbiera:
zniknie przede mną przeszkód bariera,
że ją pokonam, gdy SENS zrozumiem.
Pragnę, lecz tego jeszcze nie umiem.

Tak trudno swoje wnętrze pokonać!
Lecz żeby móc się o nich przekonać,
trzeba samemu przejść przez te boje.
Nie pojmiesz tego, Kochanie moje!

Czasem ta sztuka mi się udaje
i we mnie taka lekkość nastaje:
zaczynam wtedy lepiej rozumieć:
Chcę to zatrzymać w sobie!
Chcę umieć,

 lecz to się jeszcze szybko rozprasza,
bo wiele nowych doznań się zgłasza.
A wszystkie tutaj takie odmienne
i błyskotliwe, barwne, zmienne.

Już wiele razy postanawiałem
i do bariery się przybliżałem,
lecz zrozumienie się rozpraszało,
we mnie i wokół się poszarzało.

Nadal z problemem tym się borykam,
tę wielką wadę sobie wytykam:
Na Ziemi muszę to wypracować,
choćby to życie miało kosztować! (wybór trudnego wcielenia)

Tu trzy bariery już pokonałem
i tę ostatnią pokonać chciałem.
Ale niestety to przeżyć muszę,
żeby uwolnić od więzów duszę!
Więzów!
Ileż ich  nagromadziłem,
kiedy po Ziemi w ciele chodziłem,
a teraz one tak przeszkadzają,
na wyższy stopień wejść mi nie dają!

Bo tu stopniowo dusza się wznosi
i opiekuna o pomoc prosi,
żeby rozjaśnił to co niejasne,
ale trzeba mieć zasługi własne.

Gdyż tylko one drogę torują
i powikłania rozprostowują,
ale tych zasług mam tak niewiele,
mało zebrałem, gdy byłem w ciele.

Widzę to jasno, wiele odczuwam,
gdy w twoje ziemskie życie się wczuwam,
które właściwie nic mi nie dało,
lecz jeszcze bardziej życie splątało.

Bo teraz trzeba wszystko odrobić.
Aby na wolność duszy zarobić.
Trzeba wejść w ziemskie tortury i znoje,
by móc pospłacać te długi swoje.
Myśl o wolności duszę rozpiera,
mówiąc po ziemsku ”aż dech zapiera”.

Chciałbym już spłynąć w ziemskie bezdroża,
lecz tu kieruje wszystkim myśl Boża!
I posłuszeństwo obowiązuje wobec tych praw!

Jak uczeń tu się czuję:
chcę wykonać wszystko dokładnie,
promień Wszechmocny niech na mnie spadnie!

Dotychczas wiele wam powiedziałem
o tym, czego się dowiedziałem.
Lecz to zaledwie cząsteczka mała,
która się duszy mej ukazała.

Jeszcze niejedno mam wam powiedzieć,
tego co chciałbym dokładnie wiedzieć.
Więc chętnie słucham i obserwuję,
w głębi mej duszy wszystko notuję.


A teraz mili moi żegnajcie,
na dalsze wypowiedzi czekajcie.
Przyjdę na pewno, to obiecuję,
gdy nowy przypływ wiedzy odczuję!

Warszawa  12.02.1977

cdn.


Widać wyraźnie, że dusza M.Wańkowicza  nie jest pierwszą lepszą.

Jego ziemska sława nie wzięła się z niczego.

 To bystry, inteligentny obserwator, bez dwóch zdań - mistrz reportażu, także w zaświatach.
Jest już na górnej krawędzi  czyśćca.

 Reszta jego kolegów po piórze  nic nie kapuje.
Brakuje im zrozumienia, zewnętrzego spojrzenia.
Błądzą w ogromie ziemskiego  czyśćca  Wibrują, negatywnymi emocjami, w ogóle nie widząc "wyższych światów" .

sfinks:
Jack ,pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wielką niespodziankę jaką mimo woli sprawiłeś mi .Jednak sądzę że nie ma rzeczy przypadkowych i to ,że dzisiaj ,po wielu miesiącach ,po prostu intuicyjnie  zalogowałam się na tym forum ,żeby zobaczyć coś nowego i od razu trafiłam na Twój post. Myślałam o tych reportażach od dawna ,ponieważ czytałam je w latach 70 tych i były one wtedy dla mnie jak objawienie .Były to czasy kiedy ezoteryką zajmowało się niewiele osób ,a dla zwykłego zjadacza chleba były to sprawy niesamowite ,chociaż niosące wiele nadziei .Nie pamiętałam już dokładnie treści tego co przekazał Wańkowicz z zaświatów ,ale czułam ,że to coś bardzo ważnego .Te wiadomości potrzebne są mi dzisiaj bardzo ponieważ zajmuję się pewnymi badaniami i analizami .Dziękuję za trud włożony w umieszczeniu na forum tego reportażu.

Dariusz:
A może pociągniesz dalej ten wątek, >JACK< i zamieścisz dalsze jego przekazy?

sfinks:
Witam Cię Dariusz ,dawno mnie tu nie było ,jestem za jeśli chodzi o dalsze przekazy Melchiora Wańkowicza ,są one bardzo interesujące i wydają się prawdziwe .Życie jest magią , w sferach podświadomości ,świadomości i nad świadomości dzieją się rzeczy o których nie śniło się filozofom  dawnych czasów.Ludzkość osiągnęła już inny stopień postrzegania ,widać to na każdym kroku i w każdej dziedzinie życia . Kiedy czytałam w latach 70 te reportaże z zaświatów ,były one dla mnie całkowicie nierealne ,chociaż serce zabiło mi żywiej ,że jednak jest coś ważnego ,tajemniczego i być może piękniejszego niż nasza szara rzeczywistość .

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

exoticsavanna chlopakizpuchy oczamiczworonoga storylife mundonovelas