Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Maj 28, 2024, 15:49:50


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: [1] |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: Marsjańska konspiracja  (Przeczytany 12192 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« : Grudzień 03, 2011, 19:55:40 »

Marsjańska konspiracja cz.1
1 gru 2011

Dwa satelity wielkości mikrobusu każda, spadły ostatnio z orbity na Ziemię i nikt nie ma pojęcia gdzie spadło to, co zostało z nich po przejściu przez atmosferę ziemską. Lub… może raczej nie chce nam o tym powiedzieć. Podobnie jak nie mówi się nam wielu innych rzeczy. W końcu traktuje się nas jak dzieci, które nie tylko nie powinny wiedzieć, ale także nie mają prawa zapytać o to, jaka naprawdę wygląda sytuacja w której się znajdujemy. Ta skrywana tajemniczość jest być może związana z tym, że jesteśmy jako Ziemianie – na progu wielkich odkryć w przestrzeni kosmicznej, które w sposób znaczący zmienią życie każdego mieszkańca naszej planety. Jest niemalże pewne, że coś niezwykłego czai się tuż u naszych bram gdzieś w kosmosie, bo jak inaczej wytłumaczyć np. radykalny pomysł prezydenta Kennedy’ego aby lecieć na Księżyc? W tamtych czasach Ameryka miała wiele ważniejszych spraw do załatwienia niż ekscentryczna wyprawa na Srebrny Glob. Świat stał w oczekiwaniu na najstraszniejszą wojnę nuklearną w historii, a niecierpliwe palce decydentów nie raz prześlizgiwały się po guzikach, których naciśnięcie mogło wywołać holokaust na nieznaną do tej pory skalę – łącznie z wyginięciem całej ludzkości. W środku tego zamieszania Kennedy nieoczekiwanie zdecydował, że trzeba lecieć na Księżyc mimo, że USA w dniu ogłoszenia tego planu nie miały nawet technicznych środków by tam się dostać a na zewnątrz szalała nieobliczalna w swoich skutkach Zimna Wojna. Pytanie więc brzmi dlaczego? Co takiego znaleziono w przestrzeni kosmicznej, że dokonano gigantycznego zrywu technologicznego aby tam się dostać?



Na orbicie okołoziemskiej krąży szamoczący się w potrzasku satelita Fobos-Grunt, który miał w planach polecieć w kierunku Marsa. Teoretycznie wyprawa ta nie ma już żadnych szans, aby osiągnąć cel swojej misji o ile… o ile nie jesteśmy okłamywani. Tak Rosjanie jak i Amerykanie mają do swojej dyspozycji tą samą przestarzałą, opartą na fizyce Newtona technologię rakietową (rakiety chemiczne), którą wykorzystuje się do oficjalnych wypraw na Marsa. Taki typ rakiety wykorzystano tak w przypadku niedawnego startu laboratorium Curiosity jak i do odpalenia sondy Fobos-Grunt. Ale tu kończą się podobieństwa i to nie tylko z tego powodu, że Amerykanom udał się start a Rosjanie utknęli. Planując taką wyprawę, wyznacza się okno czasowe, w którym położenie Ziemi wobec innych planet, a w szczególności Marsa ustalone jest na tyle precyzyjnie, że pędząca w stronę Marsa rakieta nie będzie go szukać po orbicie a spotka się z nim w odpowiednim i przewidzianym wcześniej momencie. Takie okna czasowe zazwyczaj nie trwają zbyt długo. Pytanie więc brzmi: jak to się stało, że rosyjskie okno czasowe wypadło 2 tygodnie wcześniej niż amerykańskie? Oba statki kosmiczne miały lecieć dokładnie w tym samym kierunku. Oznacza to, że ktoś tu nie mówi całej prawdy…

cdn

http://nowaatlantyda.com/2011/12/01/marsjanska-konspiracja-cz-1/
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Elzbieta
Gość
« Odpowiedz #1 : Grudzień 04, 2011, 00:12:04 »

Moze zeby bardziej naswietlic jak to bylo.Znalazlam 12 odcinkow w czesci 1-wszej Droga do wolności (part1).Bardzo polecam - Warte obejzenia.

http://www.youtube.com/watch?v=STdawjkmdc0&feature=related
http://www.youtube.com/watch?feature=endscreen&v=mU1bR3wRv-8&NR=1
http://www.youtube.com/watch?NR=1&v=Ko2kfDJUk4s&feature=endscreen
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=jjj4SL24s8k
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=nQ-HJFOdGnY
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=YOF2Kun7AfI
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=gZGOYhZ5zmI
http://www.youtube.com/watch?NR=1&feature=endscreen&v=RE0EEM171pg
http://www.youtube.com/watch?v=wl4MRo4X-PQ&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=OoI6AUPP-cI&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=TYJRYaGmwzM&feature=related
http://www.youtube.com/watch?v=dzOv8YZLKjg&feature=related
Droga do Wolnosci The Freedom Road-David Icke PL - powyzej to part1 (czesc 1)
Ponizej sa linki dla zainteresowanych z  nastepnymi czesciami Droga do Wolnosci
http://www.youtube.com/results?search_query=Droga+do+wolno%C5%9Bci+%28part2%29+01%2F10-The+Freedom+Road-David+Icke+PL&oq=Droga+do+wolno%C5%9Bci+%28part2%29+01%2F10-The+Freedom+Road-David+Icke+PL&aq=f&aqi=&aql=&gs_sm=s&gs_upl=501205l505822l0l507679l3l3l0l0l0l0l333l846l2-2.1l3l0
oraz Part3 (czesc 3)
http://www.youtube.com/results?search_query=Droga+do+wolno%C5%9Bci+%28part3%29+01%2F7-The+Freedom+Road-David+Icke+PL&oq=Droga+do+wolno%C5%9Bci+%28part3%29+01%2F7-The+Freedom+Road-David+Icke+PL&aq=f&aqi=g-L1&aql=&gs_sm=s&gs_upl=9700l19476l0l23573l5l5l1l0l0l0l361l1063l0.1.2.1l4l0
Milego ogladania - Ela
« Ostatnia zmiana: Grudzień 04, 2011, 04:02:38 wysłane przez Elzbieta » Zapisane
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #2 : Grudzień 04, 2011, 14:35:05 »

Podobna w założeniach technologia lotów kosmicznych jaką używają Amerykanie i Rosjanie sprawia, że tak poważna różnica w ustalaniu okna czasowego, pozwalającego w optymalnym momencie polecieć w stronę Marsa, jest praktycznie niemożliwa. To skłania do stworzenia zupełnie innego wniosku. Być może awaria to ściema i Rosjanie wysłali Fobos-Grunt na orbitę okołoziemska absolutnie rozmyślnie? I zaparkowali tam czekając na realne okno czasowe, które otworzy się dla zupełnie innego celu niż marsjański księżyc Fobos?



Być może wyprawa na Fobosa była tylko zasłoną dymną dla bacznie obserwujących poczynania Rosjan Amerykanów, Chińczyków a także innych nacji z kosmicznymi aspiracjami? Zasłona ta stała się kompletnie szczelna, gdy przez dwa tygodnie Rosjanie „nie mogli” nawiązać kontaktu ze swoim satelitą. Wreszcie udało się to przy pomocy radaru ESA-y w australijskim Perth. Można się zastanawiać, czy taka akcja Rosjan była ruchem zaplanowanym od dawna i trzymanym w tajemnicy przez lata, w obawie, że ktoś storpeduje supertajne przedsięwzięcie albo… Być może decyzję taką podjęto dosłownie w ostatniej chwili, na wysokim szczeblu, w okolicy miejsca z którego rządzi Putin. O tym możemy jedynie spekulować. Jednak trzytygodniowa odyseja rosyjskiej sondy na okołoziemskiej orbicie do takich spekulacji prowokuje. Media szybko kupiły historię o tym, że los Fobos-Grunt jest przesądzony i jest tylko kwestią czasu kiedy spali się w atmosferze. Tymczasem jak na dwa tygodnie milczenia satelita bez problemów rozłożył panele słoneczne, utrzymując wszystkie swoje systemy w pełnej gotowości. Teoretycznie satelita powinien także coraz bardziej obniżać swoją orbitę by w końcu spaść na Ziemię. Tymczasem po trzech tygodniach Fobos-Grunt jest o ok. 16 km wyżej niż był na początku. Co oznacza, że coś stabilizuje lot – niewątpliwie jego silniki odpalają na chwilkę aby skorygować położenie pojazdu.



Sam Fobos jest niezwykle intrygującym księżycem i tak Amerykanie jak i Rosjanie poświęcają mu dużo uwagi. Przyczyna jest oczywista, bo wszystko wskazuje na to, że Fobos jest tworem sztucznym i być może wrakiem bazy kosmicznej jaka została stworzona miliony lat temu, przez bliżej nieznaną cywilizację (Pisałem o tym w art. „Fobos – strach przed nieznanym”). Rosjanie w 1988 rpku wysłali w jego stronę dwa statki kosmiczne – Fobos-1 i Fobos-2. Fobos-1 po miesiącu lotu w stronę Marsa utracił łączność z centrum kontroli w Moskwie. Powodem miała być awaria paneli słonecznych – w co trudno uwierzyć. Fobos-2 dotarł szczęśliwie do księżyca Fobosa i dokonał wielu interesujących obserwacji jego powierzchni, przy użyciu podczerwieni. Do dziś panuje wiele teorii na temat tego, co się stało z tym sputnikiem, który nieoczekiwanie przerwał łączność i zniknął. Jedna z ostatnich fotografii zrobionych z tej satelity pokazywała powierzchnię Marsa i… cień jakiegoś potężnego pojazdu…tuż za rosyjską sondą. Niektórzy do dziś są przekonani, że satelitę zestrzelił pojazd kosmitów, jednak wszystko wskazuje na to, że był to cień Fobosa rzucony na Czerwoną Planetę. Wbrew pozorom nie jest to najbardziej interesujące zdjęcie zrobione przez rosyjski pojazd kosmiczny. Najciekawsza jest ostatnia fotografia jaką sonda wysłała do centrum kontroli lotów, która przedstawia zbliżający się statek kosmiczny przypominający swym kształtem ołówek. Ciekawe w tej historii jest to, że Rosjanie nie kryli tego spotkania a nawet wysłali jednego ze swoich kosmonautów na co większe konferencje poświęcone UFO, aby opowiedział tą niezwykłą historię. Taka chęć kooperacji ze strony zawsze skrytych Rosjan jest bardzo podejrzana i śmiało można uznać, że cała ta historia jest częścią dezinformacji.

cdn

http://nowaatlantyda.com/2011/12/02/marsjanska-konspiracja-cz-2/
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #3 : Grudzień 08, 2011, 18:07:27 »



Tak więc jeśli Rosjanie od samego początku nie mieli zamiaru lecieć na Fobosa, to w takim razie co jest celem całej tej maskarady? Richard Hoagland uważa, że prawdziwym celem rosyjskiej sondy jest… planetoida YU55 (!). Tak wynika z analizy wszystkich ewentualnych kierunków podróży dla sondy Fobos-Grunt.

Rosyjska sonda przez dwa pierwsze tygodnie była kompletnie nieuchwytna, aż do momentu, kiedy kontakt z nią nawiązała stacja naziemna ESA-y w Perth. Do tej chwili wszyscy eksperci w dziedzinie lotów kosmicznych byli przekonani, że ruski satelita jest już kawałkiem kosmicznego złomu. Nieoczekiwanie jednak Fobos-Grunt ożył i wysłał sygnał. Rosjanie poinformowali wówczas, że wysłali w stronę sondy (z tego samego, australijskiego radaru ESA-y) serię kodów, w nadziei przejęcia kontroli nad tym statkiem kosmicznym. Jednak od tego momentu sonda nie odezwała się już więcej. Hoagland – żywo zainteresowany całą historią – uważa, że poprzez upload nowych sekwencji kodów zmieniono częstotliwość nadawania Fobosa-Grunt, dzięki czemu już nikt nie będzie wiedział w jakim paśmie szukać sygnału z sondy. Tym samym wejdzie ona w stan głębokiej konspiracji. Dla odwrócenia uwagi Rosjanie postawili dodatkową zasłonę dymną oskarżając (w sposób nieoficjalny, ale wystarczająco głośno) Amerykanów o uszkodzenie ich sondy, za pomocą systemu HAARP.

Sonda Fobos-Grunt jest wśród podobnych sobie pojazdów kosmicznych absolutnym gigantem. Waży ok. 15 ton z czego 13 to paliwo. Można się zastanawiać po co jest go aż tyle? Faktem jest, że manewry wokół Fobosa – gdyby rosyjska misja rzeczywiście chciała do niego dotrzeć – byłyby niezwykle kosztowne energetycznie. Jednak w obecnej sytuacji, kiedy okno czasowe na Marsa już się właściwie zatrzasnęło, przy tej ilości paliwa na pokładzie, Fobos-Grunt jest w stanie dolecieć do Księżyca, zrobić dookoła niego rundkę, nabrać rozpędu w grawitacyjnej procy i wystrzelić się w kierunku planetoidy YU55.

YU55 przeleciał właśnie za rufą Ziemi w odległości ok. 2,5 mln km, co jak na warunki kosmiczne jest jak najbardziej w zasięgu takiego lotu. Dlaczego YU55 jest tak interesujący dla Rosjan? To proste: bo jest on tworem sztucznym! Jest on kolejnym antycznym pojazdem kosmicznym dryfującym w naszym Układzie Słonecznym. Skąd jest o tym wiadomo? Ano stąd, że YU55 jest ściśle powiązany matematycznie z… tak, tak… – wszyscy już chyba zapomnieli – z kometą Elenin. Uśmiech Elenin jest ważnym elementem tej układanki, ale nie w sensie w jakim – przez niemalże rok – tego oczekiwano. Na NA jest seria artykułów poświęcona analizie fenomenu Elenin i od samego początku redakcja NA konsekwentnie wykluczała apokaliptyczne wizje związane z tą kometą. Ważność Elenin leży w czymś zupełnie innym. Elenin jest posłańcem a wiadomość jaką ze sobą niesie zawiera się w matematyce. Jeśli ktoś nie rozumie tego języka – nie zrozumie także tego przesłania. Wbrew temu co mówiono, Elenin wcale nie rozpadła się na kawałki a ostatnie zdjęcia Elenin zrobiono w połowie października.

cdn

http://nowaatlantyda.com/2011/12/02/marsjanska-konspiracja-cz-3/
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
songo1970


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #4 : Grudzień 08, 2011, 18:23:50 »

przeczytałem do końca cały art., i ciekawe co wyszło na zdjęciach amerykanom?,-
co do rosjan, aż tak dokładnie nie znam orbity YU55, ale czy czasem się nie spóźnili ze swoją misją,-
a może wcale nie. Tak czy owak- to jest taka nowa dyscyplina naukowa- archeologia kosmiczna Mrugnięcie
Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #5 : Grudzień 08, 2011, 18:50:25 »



W prezentowanym w „Marsjańskiej konspiracji” scenariuszu YU55 byłby pozostałością po starożytnej flotylli kosmicznej, reliktem jaki przetrwał po wielkiej kosmicznej wojnie, która miała miejsce miliony lat temu. Kwestią tej wojny zajmuje się obecnie kilku badaczy jak choćby inny faworyt redakcji NA – Joseph Farrell. Hoagland też dorzuca do tego swoje trzy centy i uważa on, że wojna miała miejsce dokładnie 65 milionów lat temu. Jest to wg niego zwiazane z wydarzeniem, które przyczyniło się do zagłady dinozaurów. Swiadomość istnienia takiej wojny w kosmosie wynika z badań jakie w przestrzeni kosmicznej dokonali w ciągu ostatniego pól wieku Amerykanie, Rosjanie czy inne narody.

Obserwację nadlatującej planetoidy YU55 miał przeprowadzić radar Arecibo, mieszczący się na wyspie Puerto Rico na Karaibach. Jednak zdjęcia jakie zrobił – więcej niż rozczarowują. Za to szeregu interesujących obserwacji nadlatującego YU55 dokonał kalifornijski radar Goldstone. Przy tej klasie sprzętu, zdjęcia planetoidy powinny być doskonałe. Nie pokazano nam jednak ani jednego z nich. BBC przeprowadziło wówczas wywiad z szefem obserwatorium Goldstone. Podekscytowany opowiadał m. in. o tym że na YU55 zobaczono dziwaczne…. struktury. Nie nazwał je formacjami geologicznymi a strukturami co sugeruje, że nie są one pochodzenia naturalnego! Po tym wywiadzie do sprawy nie powrócono już więcej. 9 listopada (2011) kiedy YU55 przelatywał w najbliższej Ziemi odleglości, w kalifornijskiej bazie wojskowej Vandenberg panowało niecodzienne poruszenia. Baza nie tylko pracowała na pełnych obrotach, ale na wyrzutni stała gotowa do odpalenia rakieta typu Atlas Centaur, której zadanie jakie ewentualnie miala wykonać, pozostało do dziś nieznane ( pisałem o tym w art: „YU55″). Taka nadzwyczajna aktywność bazy natychmiast wywołała wiele rozmaitych plotek, związanych z celem w jaki wymierzona byla ta rakieta. Tymczasem prawdopodobnie była to przykrywka pod zupelnie inną działalność. Baza Vandenberg jest także największą stacją nasłuchową na zachodniej półkuli, która zbiera z eteru rozmaite informacje i przekazuje je do bazy lotniczej Schriever w Kolorado.

Dlaczego ta akurat baza lotnicza jest taka ważna??? Bo z niej kontroluje się pracę samolotu kosmicznego X-37B – dziwacznego samolotu zwiadowczego, który jest w stanie całymi miesiącami przebywać poza Ziemią. Samolot ten jest ściśle tajny i nikt nie ma pojęcia jakie jest jego zadanie w kosmosie. Tego dnia, kiedy YU55 przemykał pomiędzy Ziemią a Księżycem, samolot kosmiczny X-37B dokonał najprawdopodobniej bezpośredniego przelotu nad asteroidą(!). Można sobie jedynie wyobrazić jak doskonałe zdjecia z niego nakręcono. Co jest niezwykle interesujące, samolot ten po opuszczeniu Ziemi, nigdy nie wysłał żadnej transmisji radiowej do swojej bazy. Nawet na niskiej orbicie okołoziemskiej przestrzeń na której krążą stosunkowo niewielkie satelity jest olbrzymia. Jedyny sposób aby mieć na nie oko i trzymać je pod kontrolą to utrzymywać z nimi komunikację. Wystarczy krótki sygnał by natychmiast zlokalizować miejsce takiego satelity. Jednak, gdy z jakiś powodow łączność zostaje przerwana i satelita milknie – szybko wtapia sie w mroki kosmosu i bardzo trudno jest okreslić jego pozycję. Jeśli taki statek kosmiczny wędruje przez wielkie przestrzenie Układu Słonecznego, utrata łączności oznacza zgubienie go na zawsze. Dlatego fakt braku łączności z X-37B jest zdumiewający! Wciąż znajdujący się obecnie w przestrzeni kosmicznej X-37B nieoczekiwanie skrócił swoją misję i wyląduje w bazie Vandenberg jutro (03.12.11), co oznacza, że przynosi ze sobą jakąś niezwykłą wiadomość.

cdn…

http://nowaatlantyda.com/2011/12/02/marsjanska-konspiracja-cz-4/
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #6 : Grudzień 11, 2011, 12:55:22 »



Podstawową rakietą nośną w amerykańskim programie kosmicznym jest rakieta Atlas. To Atlas wyniósł na swoim pokładzie Curiosity, który leci teraz w kierunku Marsa. Także dzięki tej rakiecie sonda New Horizon leci w stronę Plutona (jest tam spodziewana ok. 2015 roku). Atlas wyniósł również sondę LCROSS („Kolumbowie rocznik 2000″) na Księżyc – to naprawdę potężna rakieta. Używana jest także do tego aby wynieść w przestrzeń kosmiczną X-37B, co budzi lekkie zdumienie, bo taka rakieta wydaje się być grubą przesadą, ponieważ kosmiczny samolot jest raczej niewielki. Chyba że… chyba, że lata on nie dookoła Ziemi a dookoła Księżyca! Jest to idealny pojazd, za pomocą którego można dokonać regularnych patroli dookoła Księżyca i zbadać dokładnie jego powierzchnię, zwłaszcza w kwestii legendarnych baz księżycowych po jego ciemnej stronie („Tajemnica krateru Ciołkowskiego” na NA). Księżyc wciąż jest słabo poznanym ciałem niebieskim. Np. ostatnie badania dokonane przez hinduskiego satelitę Chandrayaan-1 wykazały, że atmosfera na Księżycu jest 40 razy gęstsza niż uważano do tej pory. X-37B jest doskonałym narzędziem, żeby zweryfikować tą i inne tajemnice Srebrnego Globu.

Przez całe lata wiedziano o tym, że 9 listopada 2011 roku, YU55 znajdzie się bardzo blisko Ziemi. Mając tak doskonały pojazd kosmiczny jak X-37B można dokonać szczegółowych oględzin planetoidy w sposób absolutnie unikalny. I wykonanie takiego zadania wydaje się być logiczną przyczyną skrócenia misji kosmicznego samolotu i jego powrotu do bazy Vandenberg właśnie dziś – 03.12.11. Jeśli X-37B dokonałby transmisji radiowej tych danych, zdradziłby swoją pozycję. Dlatego wszelkie zdobyte przez niego informacje magazynowane są w dysku informacji i trzeba je fizycznie przywieźć na Ziemię. Niewielki kosmiczny samolocik taki jak X-37B, z którego nawet pokpiwano sobie trochę – gdy porównywano go do wahadłowców – jeśli tylko nie dokona transmisji radiowej, jest trudniejszy do znalezienie w przestrzeni kosmicznej niż igła w stogu siana. Jest praktycznie niewidzialny nawet przy zastosowaniu do jego poszukiwań wyrafinowanych technologii. Rosjanie mają oczywiście pełną świadomość możliwości tego samolotu. Być może to stało się przyczyną zmiany celu wyprawy ich sondy z Fobosa na YU55. Rosyjski satelita mógłby wówczas wylądować na tej mocno podejrzanej asteroidzie i nie tylko zrobić jej zdjęcia, ale także pobrać próbki gruntu.

<a href="http://www.youtube.com/v/xqqBy7C8gyU?version=3&amp;amp;hl=pl_PL" target="_blank">http://www.youtube.com/v/xqqBy7C8gyU?version=3&amp;amp;hl=pl_PL</a>

O ile YU55 jest obiektem niezwykle interesującym, to przełomowym punktem w podboju przestrzeni kosmicznej jest z pewnością misja Curiosity. Marsjańskie laboratorium doleci do Czerwonej Planety w sierpniu przyszłego roku i niemalże natychmiast, bez krążenia po orbicie, przystąpi do lądowania zbliżając się do powierzchni Marsa (z prędkością 25-30 tys. km/h). Kiedy Curiosity przejdzie przez atmosferę, zrzuci wówczas ochronną kapsułę, chroniącą go przed spaleniem. Po tym nastąpi tzw. 6 min piekła, kiedy trzeba będzie zwolnić spadanie pojazdu do kilkuset km/h. Z zaczepionego do pojazdu pojemnika odpalonych zostanie 8 rakiet maksymalnie zwalniających opadanie rovera. Kiedy całość znajdzie się kilkadziesiąt metrów nad powierzchnią Marsa, Curiosity zostanie opuszczony w dół na stalowych linach. Utworzone zostanie w ten sposób coś, w rodzaju podniebnego dźwigu, który delikatnie posadzi laboratorium na ziemię. Kiedy Curiosity stanie na własnych kołach, wówczas liny zostaną przecięte za pomocą dołączonych do nich niewielkich ładunków wybuchowych i odciągnięte na bezpieczną odległość przez wciąż pracujące rakiety. Podniebny dźwig będzie latał tak długo, na jak długo wystarczy mu paliwa, po czym spadnie (a właściwie rozbije się) na powierzchni planety. Takie przedsięwzięcie nigdy wcześniej nie miało miejsca i rover o takich rozmiarach (wielkości Mini Coopera) nigdy wcześniej nie został wysłany poza Ziemię.



Na miejsce lądowania wybrano krater Gale’a. Jest to bardzo dziwny krater. Ma ok. 154 km średnicy a w samym jego środku znajduje się olbrzymia góra i nikt nie ma pojęcia w jaki sposób się tam ona znalazła. Jeśli jednak przyjrzeć się tej górze uważnym okiem, to ze zdumieniem zauważymy, że nie jest to wcale zwykła góra lecz całkiem regularny czworościan, który często nazywamy… piramidą.
Uśmiech
cdn

http://nowaatlantyda.com/2011/12/03/marsjanska-konspiracja-cz-5/
« Ostatnia zmiana: Grudzień 11, 2011, 12:59:24 wysłane przez Dariusz » Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #7 : Grudzień 14, 2011, 17:54:20 »

Marsjańska konspiracja cz.6
3 gru 2011



Czy tzw. piramida w samym środku krateru Gale’a jest rzeczywiście budowlą, czy raczej tworem naturalnym z pewnością się przekonamy, gdy Curiosity doleci na miejsce. To dlatego ta wyprawa jest tak niezwykle ważna, bo ma ona potencjał, aby raz na zawsze odpowiedzieć na pytanie: czy jesteśmy sami w kosmosie?

eśli przyjąć, że formacja geologiczna stojąca w centrum krateru jest piramidą, to wyraźnie składa się ona z dwóch części. Samej piramidy, która jest zbudowana na konstrukcji znacznie starszej i jej podstawy wyglądającej na… pentagon. Uśmiech Curiosity wyląduje w miejscu, które uważane jest za dno starożytnego, wyschniętego jeziora. Jest ono zupełnie płaskie, nie ma tam głazów i z wyglądu przypomina Dolinę Śmierci w Kalifornii. Kiedy Curiosity szczęśliwie przejdzie moment lądowania, włączy swoje własne źródło energii (o które tak obawiał się Piotr w komentarzach), które jest absolutnie nowatorską baterią nuklearną. To duża nowinka techniczna. Bateria taka może pracować non stop 14 lat! i nie trzeba będzie się więcej martwić o zakurzone panele słoneczne, które stały się przyczyną „śmierci” marsjańskiego rovera Spirit. Curiosity z taką baterią będzie też mógł wjechać do środka tej struktury jeśli okaże się, że jest taki wjazd – bez obawy utraty źródła energii. Na dodatek 14-letnia gwarancja nie oznacza wcale, że po upływie tego czasu bateria się wyczerpie. Zazwyczaj podobne do tego systemy pracują jeszcze przez następne 10 lat i dłużej.



Nazwa najnowszego marsjańskiego rovera też wydaje się nie być przypadkowa. Teoretycznie wybierały ją dzieci szkolne, ale ich wybór był w jakiś sposób stymulowany i pojazd nazwano Curiosity. Bardzo stare angielskie przysłowie mówi że: „Curiosity Killed The Cat Satisfaction Brought It Back: Ciekawość zabiła kota, ale przynajmniej teraz wie czego szukał (mniej więcej… zawsze jest problem z tymi dawnymi przysłowiami). Oczywiście ktoś zaraz zapyta co ma z tym wszystkim wspólnego kot, gdy szukamy gdzie jest pies pogrzebany… Hmmm… Może jednak ma. Każdy chyba zna tzw. „Twarz” na Marsie, czyli słynną strukturę na powierzchni planety, która przypomina z wyglądu jakąś twarz. Twarz jest położona w regionie Marsa zwanym Cydonią i pisał o niej szeroko mój ulubieniec Rysiek Hoagland. We wschodniej części terenu gdzie leży Twarz, można znaleźć inną twarz, która do złudzenia przypomina pysk kota! Twarz na Marsie ma… kocia naturę i być może nazwa rovera Curiosity do tej kociej natury nawiązuje. Ci, którzy uśmiechają się teraz z przekąsem, mogą dla równowagi rzucić okiem choćby na Sfinksa – monument znacznie starszy niż piramidy, wg wielu opinii przedstawia kota. Kot Bastet był świętym zwierzęciem w kulturze starożytnego Egiptu, której symbolem są piramidy – takie jak ta na Marsie.(O relacjach Egipcjan ze światem pozaziemskim można przeczytać w art. „Jako w niebie tak i na Ziemi”)



Oczywiście rozumiem wszystkich tych, dla których powyższy scenariusz jest nie do przyjęcia, ale jedyna droga aby pojąć z zewnątrz wszystko to, co się dookoła nas dzieje jest budowanie takich właśnie scenariuszy na podstawie wydarzeń jakie rozgrywają się na naszych oczach. Weźmy na przykład sondę Fobos-Grunt. Być może wkrótce rzeczywiście przeczytamy w mediach oświadczenie, że sondy nie udało się uruchomić i że spali się w ziemskiej atmosferze. Większość pokiwa tylko głową i zajmie się swoimi sprawami. Nikogo nie zdziwi też fakt, że nie znaleziono ani kawałka spadającej sondy na Ziemi, bo w mediach napiszą, że albo nie wiadomo gdzie spadły, albo że spadły w najbardziej niedostępnej części Pacyfiku, gdzieś pomiędzy Wyspą Wielkanocną a Samoa. Szczątków UARS i ROSAT też się przecież nie „udało” odnaleźć… To wygląda jak przygotowanie gruntu pod podobną sytuacje po to, by nikt nie zadawał niewygodnych pytań. A tymczasem Fobos-Grunt lub inna sonda spokojnie może udać się ze swoją tajną misją gdzie chce, a my nie będziemy mieć o tym zielonego pojęcia…

http://nowaatlantyda.com/2011/12/03/marsjanska-konspiracja-cz-6/
« Ostatnia zmiana: Grudzień 14, 2011, 18:02:15 wysłane przez Dariusz » Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #8 : Grudzień 17, 2011, 14:14:35 »

Anomalie na powierzchni Marsa mogą być pozostałościami jakiejś cywilizacji
czw., 2011-12-15 18:56

<a href="http://www.youtube.com/v/Wfde3NF80N8?version=3&amp;amp;hl=pl_PL" target="_blank">http://www.youtube.com/v/Wfde3NF80N8?version=3&amp;amp;hl=pl_PL</a>

Pojawiają się wciąż nowe zdjęcia z powierzchni Marsa przedstawiające rzeczy wyglądające na szczątki po żyjących kiedyś cywilizacjach. Wiele takich zdjęć dostarczyły łaziki marsjańskie, które od kilku lat penetrują powierzchnię czerwonego globu.

Wiadomo na pewno, że Mars przeżył jakiś wielki kataklizm. Jest to bardzo tajemnicza sprawa i niektórzy naukowcy snują wręcz teorie na temat wielkiej eksplozji nuklearnej, która zdewastowała powierzchnię planety. O takim obrocie spraw może również świadczyć to, że Mars nie ma już pola magnetycznego a z dużym stopniem prawdopodobieństwa można stwierdzić, że miał je w przeszłości.

A co jeśli ta rzekomo naturalnego pochodzenia wielka reakcja termojądrowa była w istocie wojną jądrową, która zmiotła z powierzchni Marsa żyjącą tam kiedyś cywilizację? Gdyby tak było na jej powierzchni powinno się znajdować wiele szczątków stanowiących jej pozostałości. Na poniższym zdjęciu znajduje się coś co wygląda na urwane skrzydło lub statecznik jakiejś maszyny latającej.



Co ciekawe jest bardzo wiele takich dziwnych artefaktów, których pochodzenie zaskakuje naukowców do tego stopnia, że wymyślane są niestworzone wyjaśnienia dla ich istnienia. Niekiedy nauka nie sili się nawet na to i po prostu milczy na temat znalezisk niepasujących do oficjalnego jej nurtu. Zresztą podobny proces zachodzi w przypadku artefaktów ziemskich.

Reasumując, czy to, co ujawniły roboty marsjańskie to tylko anomalie skał czy też są to ślady bytności cywilizacji, która uległa samozniszczeniu? Każdy sam musi sobie odpowiedzieć na to pytanie.

http://innemedium.pl/wideo/anomalie-powierzchni-marsa-moga-byc-pozostalosciami-jakiejs-cywilizacji
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #9 : Styczeń 14, 2012, 19:42:24 »

Mroczna Misja
28 kwi 2011

Jako w niebie, tak i na ziemi



Hoagland od dawna był zainteresowany możliwym połączeniem pomiędzy Płaskowyżem w Gizie w Egipcie (w miejscu, gdzie stoją Piramidy i Sfinks) i Marsjańskimi Piramidami oraz Twarzą (nazywaną „Marsjańskim Sfinksem” przez rosyjskiego badacza Władimira Awińskiego) w Cydonii. Podczas prezentacji w ONZ w 1992 r. pokazał on matematyczne i geometryczne sprzężenia, w szczególności te, które łączą ze sobą tak odległe miejsca.

Hoagland zauważył, że arcus tangens (0.865) „Piramidy D&M” marsjańskiej szerokości geodezyjnej (40.87) jest taki sam ( z dokładnością do 0.001) jak cosinus Sfinksa na obecnej szerokości geograficznej na Ziemi. Mimo, że wzbudza to wiele wątpliwości, Hoagland uznał za niezwykle osobliwe, że dwie podstawowe stałe matematyczne mogą być takie same w dwóch tak ważnych miejscach i w dwóch kompletnie osobnych światach.

Ta identyczna „dzielona” ze sobą wzajemność szerokości geograficznej odzwierciedla się także nieustannie w wewnętrznej geometrii Piramidy D&M na Marsie, jak i również w podstawowym kącie nachylenia Wielkiej Piramidy w Gizie (używając sześćdziesiątkowego systemu numerycznego).

Na tej samej prezentacji w ONZ w 1992 r. Hoagland zademonstrował dodatkowy poziom możliwego połączenia Ziemia/Mars. Pokazał on, że prawa strona Twarzy odwrócona symetrycznie na lewą stronę ma wyraźnie koci charakter. Ta symboliczna analogia do Wielkiego Sfinksa w Egipcie wygląda na zupełnie „ziemskie’ połączenie z Cydonią – przez to samo, rzucające się w oczy,  połączenie hominida/kota widoczne na sławnym ziemskim odpowiedniku Twarzy – Sfinksie.

Wraz z coraz głębszym wnikaniem w tajemnice Płaskowyżu w Gizie, odkrył on współczesne badania piramid, Sfinksa i Nilu nawet głębiej łączące z epoką Oriona/Ozyrysa ze starożytnej przeszłości Egiptu. W 1994 r. inżynier Robert Bauval zademonstrował niezwykłe geometryczne połączenie trzech głównych piramid w Gizie ustawionych w ścisłej relacji do siebie z nieziemską geometrią pasa gwiazd w połyskującej konstelacji Oriona – wszystko w odpowiedniej relacji do Drogi Mlecznej (reprezentującej Nil). Dodatkowa niespodzianka: zrekonstruowana geometryczna pozycja piramid ustawionych idealnie względem Oriona i Drogi Mlecznej miała miejsce nie w 2500 r.p.n.e. , w co wierzy większość egiptologów, lecz 10500 lat p.n.e.

To wskazuje, że piramidy jak i także Sfinks (którego wiek już w tej chwili geolog Robert Schoch określa na co najmniej 5000 lat p.n.e.) były zbudowane jako odzwierciedlenie tego, co widziano na niebie. Jeśli egipski dogmat „jako w niebie, tak i na ziemi” był naprawdę zastosowany podczas budowania cudu w Gizie, to rzeczywiście muszą one być znacznie starsze, niż jakakolwiek znana bądź uznawana przez naukę, zorganizowana ludzka cywilizacja.

Poprzednie badania (Badawy’ego i Trimble, 1965 r.) a także udoskonalenie ich przez samego Bauvala z 1994 r potwierdzają, że wewnętrzne przejścia w Wielkiej Piramidzie są skierowane bezpośrednio ku Ozyrysowi na niebie czyli konstelacji Oriona w zenicie.

Inne astronomiczne połączenia obliczone przez Bauvala (potwierdzone przez badania robotyczne wewnątrz piramidy w 1993 r.) także bezpośrednio łączą monumenty w Gizie – szczególnie Wielką Piramidę i Sfinksa do kolejnych określonych gwiazd w dwóch dodatkowych, kluczowych dla sprawy gwiazdozbiorach. Pierwsza z nich to tzw. Psia Gwiazda, czyli Syriusz (mitologiczna Izyda) w gwiazdozbiorze Wielkiego Psa. Drugą była kocia konstelacja Lwa, często łączona z Horusem, mszczącym się synem Ozyrysa. To dodatkowe niebieskie ustawienie staje się jeszcze bardziej znaczące, kiedy pojawia się bezpośrednio na środku nieba (w zenicie), lub wschodzi albo zachodzi na horyzoncie. Ono łączy się także z tym samym przedziałem czasowym 10500 lat p.n.e. Nie ulega wątpliwości, że Orion/Ozyrys, Syriusz/Izyda, Horus/Lew miały wielkie znaczenie dla starożytnych Egipcjan.

Ale co egipskie gwiezdne, mitologiczne bóstwo robi w oficjalnej, amerykańskiej, rządowej eksploracji Księżyca? A także w programie znanym pod nazwa greckiego boga Słońca Apollo? Dlaczego na przykład nie wybrano Diany, greckiej bogini Księżyca?

Początkowa odpowiedź jest zupełnie prosta dla tych, którzy detalicznie znają grecką literaturę mitologiczną i jej pochodzenie z wczesnego Egiptu – Apollo to Horus. Horus, tak samo jak Apollo,  jest egipskim bogiem Słońca (a także, co interesujące, rządzi on Marsem). W ten sposób okazało się że 20 miliardowy Apollo Exploration Program NASA na Księżycu był niczym innym, jak ukrytym programem lądowania na Księżycu Ozyrysa/Horusa – wprost ze starożytnego Egiptu.



To wszystko, co prawda, nie sprawia, że ta solarna mitologia, reprezentująca wyprawę na Księżyc staje się mniej tajemnicza, ale nawet wtedy, dlaczego NASA nie nazwała swojego księżycowego programu wcześniejszym, egipskim oznaczeniem Orion? Dlaczego ukrywała egipskie postaci pod greckimi imionami, po to jednak, by odkryć ich prawdziwe oblicze w oficjalnym logo Programu?

Jest naprawdę możliwe (i Hoagland jest co do tego święcie przekonany), że wielkie „A” na naszywce księżycowej wyprawy wcale nie oznacza Apollo, lecz greckie imię Ozyrysa/Oriona – Asar. Być może odpowiedź można znaleźć w samej naszywce, na której jest wiele aluzji i wzmianek do bardzo wczesnej epoki, ery Ozyrysa/Asara i jego następcy Horusa/Apolla. Trzy gwiazdy Oriona być może reprezentują trzech astronautów jako synów Oriona/Ozyrysa, ale jako, że Ozyrys był bogiem zmartwychwstania wydaje się dziwne, że pierwsze podejście człowieka do tego, aby odwiedzić Księżyc, jest związane z ponownym narodzeniem.

Narodzeniem czego?

Richard C. Hoagland i Mike Bara

P.S. Z Robertem Bauvalem i Robertem Schochem można spotkać się osobiście 29 maja 2011 na sympozjum zorganizowanym przez Czas Nowej Ery. Szczegóły na stronie CNE.


http://nowaatlantyda.com/2011/04/28/mroczna-misja/
« Ostatnia zmiana: Styczeń 14, 2012, 19:47:58 wysłane przez Dariusz » Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #10 : Styczeń 19, 2012, 20:46:36 »

Sabotaż misji lądownika Phobos-Grunt mógł mieć na celu ukrycie istnienia obcych

<a href="http://www.youtube.com/v/DtrGQX4mtxw?version=3&amp;amp;hl=pl_PL" target="_blank">http://www.youtube.com/v/DtrGQX4mtxw?version=3&amp;amp;hl=pl_PL</a>

To zaskakujące, ale szef rosyjskiej agencji kosmicznej Roscosmos w wywiadzie prasowym zasugerował, że ich misja marsjańska została utracona w wyniku interwencji jakichś sił. Naukowcy podejrzewają, że pojazd mógł zostać uderzony albo uszkodzony za pomocą broni antysatelitarnej. Podstawowym wydaje się być pytanie "po co" a zaraz potem "kto"

Już sam fakt rzucania takich oskarżeń i wspominania broni satelitarnej świadczy o tym, że Rosjanie dobrze wiedzą, iż taka broń istnieje.

Fobos to satelita Marsa a Rosjanie bardzo się nim interesują. Niestety tak jak w przypadku większości misji marsjańskich tak i te na Fobosa kończą się przeważnie niczym.

http://innemedium.pl/wideo/sabotaz-misji-ladownika-phobos-grunt-mogl-miec-celu-ukrycie-istnienia-obcych
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
Dariusz


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 3
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 6024



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #11 : Luty 25, 2012, 20:54:55 »

Kontynuacja artykułów z zamieszczonych w innym wątku >>, które jednak bardziej pasują do tego tematu:

Ujawnienie (Disclosure) cz.3
7 paź 2010

Rozmyślając o wszystkich tych okolicznościach, które być może prowadzą do Ujawnienia (Disclosure) danych na temat istnienia pozaziemskich cywilizacji, trzeba mieć na uwadze także i to, że cały ten proces może być sterowany i przez to może być jednym wielkim oszustwem. Gdyby jednak tak było, to czy widoczne byłyby te wszystkie sprzeczności targające tymi którzy chcą ujawnienia, a tymi którzy tego nie chcą? .

29 września ogłoszono odkrycie planety, którą zazwyczaj określa się nazwą Goldilocks. Planeta taka jest zwykle nie tylko zbliżona wielkością do naszej Ziemi, ale także panują na niej podobne do ziemskich warunki atmosferyczne. Planeta ta krąży wokół czerwonego karła, który jest znacznie mniejszy niż Słońce. Jego światło to zaledwie 1% światła słonecznego ale Goldilocks krąży na wystarczająco bliskiej orbicie by móc się skutecznie ogrzewać w jego wątłych promieniach. Planeta ta jest jedną z sześciu w układzie słonecznym zwanym Gliese. Planecie podobnej do Ziemi nadano numer ewidencyjny 581. Znaleziono ją dzięki bardzo zaawansowanemu spektometrowi, który mierzy intensywność światła gwiazd. Planeta 581 ma podobną do ziemskiej grawitację, niezamarzającą wodę, a temperatury na niej panujące nie są ani za wysokie, ani za niskie czyli w sam raz do podtrzymywania życia. Tak więc można się tam spodziewać oceanów, chmur i deszczy a co najważniejsze… rozmaitych form życia. Jeden z astronomów wypowiadając się na temat Gliese 581 uznał, że prawdopodobieństwo występowania jakichś form życia na tej planecie jest równe… 100%. Co to oznacza? Oczywiście kolejną informację potwierdzającą istnienie pozaziemskich cywilizacji. Uśmiech Oblicza się, że we Wszechświecie istnieje 40 miliardów planet (!), na których może występować jakieś życie. Dlatego mówienie o tym, że jesteśmy sami w kosmosie jest niedorzecznością. Jeśli więc takie cywilizacje istnieją i są w stanie pokonać na swych pojazdach kosmicznych dystans dzielący ich od Ziemi, oznacza to także wysokie zaawansowanie technologiczne. Pojazdy te muszą poruszać się przynajmniej z prędkością światła i wykorzystywać fizykę o jakiej nam się jeszcze nie śniło.



Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów, dotyczących wspomnianych przeze mnie poprzednio materialnych dowodów na istnienie obcych cywilizacji, jest opisywany już wcześniej na NA marsjański księżyc Fobos. Odkrywanie Marsa i jego tajemnic jest czymś absolutnie niecodziennym w historii ziemskiej eksploracji przestrzeni kosmicznej. Cieknące cienką strużką informacje na temat Czerwonej Planety są czasem tak zdumiewające, że ma się wrażenie, iż niekoniecznie mówi się nam wszystko to, co naprawdę jest tam odkrywane, a także jaki jest prawdziwy cel odkrywców! Rovery i lądowniki wysłane na Marsa wykonały tysiące zdjęć – jednak pokazuje się je bardzo oszczędnie, dokonując przy tym drobiazgowej selekcji. Kiedy Barack Hussein Obama został amerykańskim prezydentem, podczas kilku pierwszych dni jego rządów wydarzyło się coś niezwykłego: nie na Ziemi, a na Marsie. Zaparkowane przez naukowców z NASA, wędrujące po Marsie Rovery zniknęły! Kiedy naukowcy wrócili do pracy w poniedziałek Roverów nie było w miejscu gdzie zostały zaparkowane w piątek po pracy. Po krótkich poszukiwaniach zguba się odnalazła, ale wiadomo było jedno – ktoś przez weekend urządził sobie roverową przejażdżkę po Marsie. I z całą pewnością nie byli to Marsjanie. Właściwie do dziś nie wiadomo kto używał roverów. Można jedynie spekulować, że być może NASA jest nieświadomą przykrywką dla innych badań jakie prowadzi się z ukrycia i w weekendy, kiedy naukowcy mają wolne… Po co byłby taki tajny program? A choćby po to aby fotografować ślady po cywilizacji na Marsie i wysyłać zdjęcia na Ziemię – nie do NASA jednakże. Wbrew pozorom aby to osiągnąć wcale nie trzeba wielkiej instytucji jak NASA. Kilku zdolnych hakerów jest w stanie złamać kody (zwłaszcza przy pomocy kogoś wpływowego i znającego naturę takich kodów) i przejąć kontrolę nad aparaturą badawczą na Marsie. Nie trzeba do tego także fizycznej przestrzeni, bo wszystko to może się odbyć choćby w przyczepie samochodowej. Być może tymi, którzy uruchomili rovery byli ludzie Obamy, którzy chcieli sprawdzić czego NASA nie zechciała powiedzieć swojemu szefowi.



Jeśli więc istnieją materialne ślady obcej cywilizacji na powierzchni Marsa, muszą one istnieć także na jego orbicie. W 1989 roku, Rosjanie wysłali sondę kosmiczną w stronę marsjańskiego księżyca Fobos. Sonda zbliżając się do Fobosa nieoczekiwanie zniknęła. Nikt nie miał pojęcia co się stało a zamieszania dodał jeszcze jeden z rosyjskich byłych kosmonautów, który ogłosił światu, że sonda została porwana przez UFO. Ukazało się nawet zdjęcie pokazujące cień na Fobosie w taki sposób jakby „coś” skradało się tuż za sondą. Jednak zdjęcie tak naprawdę nie pokazywało cienia a… skałę, która krążyła w sąsiedztwie Fobosa.



Kiedy europejska sonda MarsExpress przeleciała obok Fobosa w niewielkiej odległości, dokonała serii doświadczeń naukowych. Jednym z nich było prześwietlenie księżyca, co wykazało, że jego wnętrze jest w większości puste! Także powierzchnia Fobosa okazała się pełna rozmaitych lejów lub otworów – często występujących w grupach o zorganizowanej formie geometrycznej. Fobos rozpada się obecnie, powoli rozrywany marsjańskimi prądami grawitacyjnymi, ukazując przy okazji swoje wnętrze. Coraz więcej wskazuje na to, że Fobos nie jest zwykłym kamykiem rzuconym w przestrzeń kosmiczną a wrakiem potężnego międzyplanetarnego statku, zbudowanego oczywiście przez obcą cywilizację. Fobos wygląda tak jakby przeszedł zmasowane bombardowanie.

Na jednym z ostatnich sympozjów naukowych, an którym omawiano ostatnie odkrycia na Fobosie ogłoszono, że powierzchnia tego księżyca pokryta jest krzemianem glinowo-potasowym – zwłaszcza na obrzeżach wielkiego krateru. Warstwę miki użyto m. in. do budowy Piramidy Słońca w Meksyku (Teotihuacán)



http://nowaatlantyda.com/2010/10/07/ujawnienie-disclosure-cz-3/
Zapisane

Pozwól sobie być sobą, a innym być innymi.
chanell


Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #12 : Marzec 18, 2012, 22:42:13 »

Tajemnice drzemiące na Marsie


Właśnie teraz, gdy NASA jest tak blisko znalezienia odpowiedzi na najbardziej fascynujące naukowców pytania - czy na Marsie jest, było lub może się rozwinąć życie - fundusze potrzebne na znalezienie odpowiedzi mogą zostać nagle obcięte, wskutek budżetowych planów prezydenta Baracka Obamy na 2013 r.
Dwie ambitne misje marsjańskie, które NASA planowała uruchomić w 2016 i 2018 roku, zostaną anulowane. W ramach pierwszej z nich planowano dokonać pomiaru gazów w atmosferze Marsa - w szczególności metanu. Jego obecność może sugerować, że bakterie marsjańskie intensywnie pracują nad jego emisją (choć inne wyjaśnienia są również możliwe).

Druga, zaplanowana na 2018 r., miała przygotować grunt pod wieloletnie dążenia naukowców, zmierzające do sprowadzenia kawałków Marsa na Ziemię. To umożliwiłoby przeprowadzenie szczegółowych badań z użyciem pełnego arsenału instrumentów dostępnych w laboratoriach.
Obecnie perspektywa sprowadzenia skał marsjańskich na Ziemię zostanie prawdopodobnie przesunięta na połowę lub nawet późne lata 20. XXI wieku, a wszystko z powodu cięć budżetowych.

"Jesteśmy bliżej odkrycia życia w innym świecie niż ktokolwiek inny" - powiedział Bill Nye, dyrektor Planetary Society, organizacji non-profit założonej między innymi przez Carla Sagana w celu wspierania zainteresowania przestrzenią kosmiczną.

Plany budżetowe Obamy na 2013 rok wzywają do zmniejszenia funduszy na badania Układu Słonecznego, prowadzone przez NASA, o 20
procent - do 1,2 miliardów dolarów. NASA wycofała się już ze współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, która miała wziąć udział w misjach w 2016 i 2018 roku, co rozgniewało Europejczyków i rozczarowało astrobiologów i innych naukowców.

Zostało jednak jeszcze kilka łakomych kąsków. Łazik NASA o nazwie Curiosity (z ang. ciekawość, ciekawostka) wyląduje w sierpniu w poszukiwaniu sekwencji osadów na bazie cząsteczek węgla, które mogłyby służyć jako podstawa do powstania tam życia. Jego narzędzia mogą również potwierdzić kontrowersyjną tezę, że atmosfera Marsa zawiera metan. Ale łazik nie będzie w stanie dostarczyć ostatecznych odpowiedzi na pytanie: "Czy na Marsie istnieje życie?"

Skromna misja o nazwie "Maven", której celem jest zbadanie górnych warstw atmosfery Marsa, jest na dobrej drodze. Istnieje szansa, że zostanie zrealizowana w przyszłym roku. Poprzez pomiary wydzielania dwutlenku węgla, azotu i pary wodnej do przestrzeni być może uda się uzyskać wgląd w przeszłość klimatu Marsa

Ale naukowcy są przerażeni faktem, że ich działania zostały sparaliżowane w tak przełomowym momencie. Problem, jak mówią, wynika z tego, że NASA próbuje dopchać za dużo wielkich przedsięwzięć do budżetu wynoszącego 17,7 miliardów dolarów - 1,75 miliarda dolarów mniej, niż obiecywał Kongres kilka lat temu .
"Obecnie budżet NASA na eksplorację Marsa został zdziesiątkowany" - podkreśla Neil deGrasse Tyson, dyrektor Hayden Planetarium w Amerykańskim Muzeum Historii Naturalnej w Nowym Jorku.

"Nie będziemy wracać na księżyc. Plany astronautów dot. odwiedzenia Marsa lub jakiegokolwiek innego miejsca poza niską orbitą okołoziemską są opóźnione, a fundusze jeszcze nie zostały przyznane" - dodaje.

Odłożenie w czasie programu badania Marsa jest jednym z kilku przygnębiających wydarzeń związanych z NASA. Wahadłowce już nigdy nie polecą w kosmos, a uzależnienie NASA od rosyjskich rakiet transportujących astronautów na stacje kosmiczne może ulec wydłużeniu w czasie, ponieważ finansowanie spółek handlowych, które mogłyby przejąć to zadanie, zostało znacznie ograniczone.

Przygotowanie Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, uważanego za następcę Teleskopu Hubble'a, jest opóźnione i wykracza daleko poza możliwości budżetowe. Szacuje się, że minie jeszcze co najmniej 6 lat, nim teleskop będzie gotowy. Na nową ciężką rakietę nośną, która będzie zabierała astronautów na dalekie misje, poczekamy do 2021 roku. Wszystkie duże projekty odsuwają się w daleką przyszłość.
Przygotowanie Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba, uważanego za następcę Teleskopu Hubble'a, jest opóźnione i wykracza daleko poza możliwości budżetowe. Szacuje się, że minie jeszcze co najmniej 6 lat, nim teleskop będzie gotowy. Na nową ciężką rakietę nośną, która będzie zabierała astronautów na dalekie misje, poczekamy do 2021 roku. Wszystkie duże projekty odsuwają się w daleką przyszłość.

W takiej sytuacji Europejczycy mogą zwrócić się ku Rosji jako nowemu partnerowi dla marsjańskich misji, których NASA nie będzie już realizować. Choć Narodowa Agencja Aeronautyki i Przestrzeni Kosmiczne budowała fundamenty eksploracji Marsa przez ostatnie 15 lat, inne państwa mogą teraz - w chwili najbardziej znaczących odkryć- przejąć pałeczkę.

Ale tylko NASA odniosła sukces, jeśli chodzi o wylądowanie na Czerwonej Planecie. Jakiekolwiek tajemnice drzemią na Marsie, jest wielce prawdopodobne, że pozostaną tajemnicami na długie lata.

Kenneth Chang/New York Times News Service

Tłum. Ewelina Karpińska-Morek
http://fakty.interia.pl/new-york-times/news/tajemnice-drzemiace-na-marsie,1772709,6806

Czyli kosmiczna klapa USA ,ciekawe co zrobią jak ich Rosjanie lub Chińczycy uprzedzą ?
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
Strony: [1] |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.113 sekund z 21 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

skandynawistyka forumfederacjigarmanii countrylife wiilki 1bs