Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Wrzesień 19, 2020, 19:13:28


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: 1 2 [3] 4 5 6 7 |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: DRUGA TWARZ CHRZEŚCIJAŃSTWA....  (Przeczytany 53652 razy)
0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.
Kiara
Gość
« Odpowiedz #50 : Luty 02, 2012, 13:34:28 »

Watykan zawsze bał się odkrycia prawdy , waga posiadanych dokumentów jest tak duża iż boi się je zniszczyć , woli dysponować nimi ( znaczy się manipulować) bo dopóki są ogólnie nie znane można twierdzić iż w nich jest inna informacja niż jest i grać nią jak karta przetargową. a z drugiej strony jest w nich wiedza jak władać polami energetycznymi i jak tworzyć rzeczywistość a tym samych być władcą wszystkich ludzi. To prastara wiedza , wyzbyć się jej przez zniszczenie jest nieroztropnym posunięciem. Kto ją posiada staje się ważniejszy , bynajmniej we własnych oczach. Dlatego istnieje taka ogromna walka ze wszystkimi , którzy posiadają również tą wiedzę, dowartościowanie jej i tych ludzi, straszenie iż kto jej dotknie jest wyklęty... Dlaczego aż tak? Bo stał by się równy w wiedzy Watykanowi , stracił by Watykan swoja rangę mocy , a do tego dopuścić za nic na świecie nie chce.
Sekretem wiedzy jest kobieta , w niej jest depozyt wiedzy Stwórcy , zatem ona stała się wrogiem ideologii i ją zwalcza się jako największe zło.

Ot i cały sekret.

Jednak miłość i prawda zawsze zwyciężają , to tylko kwestia czasu na ponowne  odkrycie tych świetlistych wartości.

Kiara Uśmiech Uśmiech
« Ostatnia zmiana: Luty 02, 2012, 13:48:10 wysłane przez Kiara » Zapisane
quetzalcoatl44
Gość
« Odpowiedz #51 : Luty 02, 2012, 13:56:56 »

jasne ciekawe gdzie ta milosc ..Uśmiech
Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #52 : Luty 02, 2012, 14:04:22 »

Dobrych 80% wyznawcow KK nie zna historii swojej religii.
A ile % tych "złych" nie zna?  ;]  OK, byćmoże i tak, nie wiem. Zapewne podobna ilość co nie pamiętajacych historii swojego kraju. Na szczeście zdecydownie większy odsetek zna Ewangelie, a to do niej przede wszystkim winni się stosować. Oczywiście zaraz pojawia się kolejny schodek - znać to jedno, stosować się drugie...

Artqu-  co ty soba prezentujesz. Przekonaj mnie ze nie mam racji-prosze.
Rafaelo, masz prawo sądzić o mnie co uznasz za słuszne.

Artqu, wiara w Boga, poznanie zasad jakie Bog nam dal to jest jedno. Natomiast pakiet jaki ma i dalej niesie KK jest drugie.
Uważam inaczej, według mnie to spójne. Tyle tylko, że lwia część przeciwników stawia niestaty znak równości pomiędzy negatywnym zachowaniem danego księdza a Bogiem, jego wizją w KK, wiarą, zaleceniami. Ileż razy słyszałem: dlaczego mam dochowywać zalecanej czystości skoro wiadomo, że ten ksiądz ma kochankę. Nie dostzregają, że tym samym ksiądz zachowuje się wbrew zaleceniom i naukom KK, a nie zgodnie z nimi.
Pomijając już szereg argumentów natury psychologicznej i moralnej mogę powiedzieć bo: on odpowiada za swoje czyny, ty natomiast za swoje. Ale tak mi wygodniej, czują się usprawiedliwieni i zwolnieni z zaleceń aby jednak próbować sprostać poprzeczce.

[/quote]
Wlasnie, juz duzo razy zadawalam sobie pytanie "Czego boi sie Watykan" ze nie zniszczyl do tad  tego co trzyma w ukryciu w Watykanskich bibliotekach pod kluczem. To ciekawa sprawa.
Ano właśnie, te mityczne zbiory, ilez opowieści wokół nich narosło. Ale jakbym chciał dowiedzieć się jakie to dzieła Rafaelo masz konkretnie na myśli byłoby już gorzej... prawda?

Dotychczasowa "wiara" polegała na ślepym zaufaniu do tego, kto w danej chwili był przywódcą stada (tzw ojcem). Prawdziwa WIARA, to świadomość jednostki połączona z chęcią do ciągłych poszukiwań BOGA w sobie.
Uogólniasz Thotal, mocno uoguólniasz. Dlaczego uważasz, że stado (czyli wszyscy katolicy) ślepo (czyli bez zastonowienia) przyjmowali każde słowo bezkrytycznie? Będąc w środku tego "bezmyślnego stada" co chwilę słyszę i jestem w nim namawiany abym poszukiwał Boga, był otwarty, używał i umysłu i serca. Wiec jakoś mocno gryzie się to z tym co Ty twierdzisz, będąc... całkowicie z boku...
Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #53 : Luty 03, 2012, 13:52:49 »

Drażliwy temat dla katolicyzmu  małżeństwo Jezusa z MM , no bo jak Syn  Boga mógł by się ożenić z ziemską kobietą? No i co na ziemi jest teraz pełno pół Bogów ? Wszyscy spadkobiercy krwi nimi są nawet obecnie , a to jest zwyczajnie nie do przyjęcia w imię doktryny.

Szkoda iż katolicyzm zaprzecza sam sobie nie zdając sobie sprawy iż wszyscy Ludzie wedle tej doktryny ( i prawdy rzeczywistej) .dziećmi Boga zatem wszyscy jesteśmy Boscy.
Zatem małżeństwo jednego dziecka Stwórcy z innym dzieckiem Stwórcy jest jak najbardziej OK!
Ono się dokonało zaistniało i ze związku tego narodziło się ich troje dzieci, córka i dwóch synów. Imię Maria ma swoją rolę znaczeniową , dawniej nie było to imię a określenie żony.

http://ciemna-strona-dnia.blog.onet.pl/2,ID50952739,DA2005-10-29,index.html

Wesele w kanie Galilejskiej nie było weselem Jezusa z MM a uroczystością osiągnięcia wyższego stanu kapłańskiego , który dawał mu prawa "przemiany wody w wino" , to jest symbolika kontynuowana na mszach kościelnych obecnie również.

Kiara Uśmiech Uśmiech
Zapisane
east
Gość
« Odpowiedz #54 : Luty 03, 2012, 19:36:58 »

@Kiara
Cytuj
Szkoda iż katolicyzm zaprzecza sam sobie nie zdając sobie sprawy iż wszyscy Ludzie wedle tej doktryny ( i prawdy rzeczywistej) .dziećmi Boga zatem wszyscy jesteśmy Boscy.

Tak, ale tylko duchowymi dziećmi. COś takiego, jak fizyczne pochodzenie od nasienia boga-człowieka nie mieści się doktrynerom w głowach, jest dla nich zagrożeniem.
Na logikę biorąc Bóg musi się różnić czymś od człowieka, bo inaczej to albo nie byłby Bogiem, albo też każdy człowiek mógłby mieć cechy boskie i kim wtedy by się rządziło ?
 Cuda najlepiej się nadają do wyznaczenia linii rozdzielenia.

Najgroźniejszy wydaje się być pogląd, że żadnego rozdzielnia nie ma.
« Ostatnia zmiana: Luty 04, 2012, 00:35:39 wysłane przez east » Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #55 : Luty 03, 2012, 21:08:29 »

Kiaro, zaprawdę powiadam Ci trudna jest Twa mowa, i któż może jej słuchać...

co do bółbogów... to na ziemi nie wiem, ale za to na tym forum, zatrzęsienie...
Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #56 : Luty 29, 2012, 13:09:49 »

Moja mowa jest niezrozumiała dla tych , którzy nie chcą jej rozumieć ale być może mowa innych ludzi będzie bardziej czytelna.
zatem postanowiłam w odcinkach zamieścić pewną książkę.

Kiara Uśmiech Uśmiech

http://legaba.6te.net/katolicka_mafia.htm


Matthias Mettner

KATOLICKA MAFIA

 

 

 
Spis treści

 
PRZEDMOWA

KATOLICKA MAFIA Wprowadzenie, czyli “Cosa Nostra"

 

CZĘŚC I. Dojście do władzy                                 

 

Usankcjonowanie religijne podejrzanej władzy         

W natarciu     

“Skradzione" dzieci   

Elity na celowniku 

Bogotański komputer śmierci 

 

CZĘŚĆ II. Maski mafii 

 

Mentalność i “ogólne warunki umowy" 

Zacni panowie są bardzo tajemniczy 
Pod płaszczykiem grzeczności i ubóstwa       

Psia pokora   

Gdy ręka rękę myje   

Czarne pieniądze “Octopus Dei"       

 

CZĘŚĆ III. Religijny supermarket 

 

Popyt i podaż             

Fundamentalistyczna oferta zbawienia 

Tęsknota do nawrócenia                   

“Wykastrowana ewangelia"               

Niebezpieczeństwo zagrażające od środka     

 

CZĘŚĆ IV. Zorganizowany lęk przed życiem

 

W kleszczach totalitaryzmu     

Poławiacze dusz i łowcy ludzi             

Obsesja męczeństwa i poczucie przynależności do elity 

Przymus dziecięcej wiary 

Metodyka ujarzmiania 

Płciowy apartheid                   

Umartwianie grzesznego ciała           

Biada temu, kto chce odejść 

 

EPILOG

Życie jest gdzie indziej 

 

PRZYPISY

 

 

 

 

 

 

Matthias Mettner — Katolicka mafia Tytuł oryginału — Die katholische Mafia

Opracowanie graficzne: Andrzej Opoka

Redakcja i opracowanie: Iwona Slawik

Redaktor techniczny: Zygmunt Sułek

Copyright ©  1993, by Hoffman und Campe Yerlag,

Hamburg Copyright ©  for the Polish edition by Agencja Praw Autorskich

i Wydawictwo INTERART, Warszawa 1995 Copyright ©  for the Polish

translation by Barbara Ostrowska

 

ISBN 83-7060-188-X

 

Agencja Praw Autorskich i Wydawnictwo INTERART,

00-403 Warszawa, ul. Solec 30A/33

Ark. wyd. 18,ark. druk. 21,5

Fotoskład: studio COLLAGE, Warszawa, tel. 13-73-86

Druk i oprawa: Drukarnia Naukowo-Techniczna, Warszawa

 

 

 

 

Przedmowa

 

                “Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko być reakcyj­ny; Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko stać po stronie rządzących; (...) Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko popierać społeczeństwa hierarchiczne, w których porządku pil­nuje klasa rządząca; Kościół po prostu nie może inaczej, jak tyl­ko żywić odrazę do choćby najbardziej nieśmiałych przejawów niezależnego myślenia; (...) Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko działać w całkowitym oderwaniu od nauki ewangelii; Kościół po prostu nie może inaczej, jak tylko czysto formalnie powoływać się na Boga we wszystkich swoich decyzjach prak­tycznych, często zapominając nawet i o tym" — powiedział Pier Paolo Pasolini po przeczytaniu dwudziestu kilku “typowych" orzeczeń Roty Rzymskiej, jednego z trzech trybunałów watykańskich.

                Myli się jednak Pasolini, autor przejmującej ekranizacji “Ewangelii wg św. Mateusza": otóż Kościół może zupełnie ina­czej! Kościół może odnosić się do władzy krytycznie, może działać w duchu ewangelii sprawiedliwości, zbawienia i wyzwo­lenia, może się nawrócić na myślenie kategoriami praw człowie­ka. Wystarczy przypomnieć choćby o profetycznej krytyce, ja­kiej kobiety i mężczyźni Kościoła pierwotnego poddawali despotyczne rządy cesarstwa rzymskiego, o “ruchach ubogich" w średniowieczu, o reformacyjnych ruchach odnowy, o religijno-społecznym ruchu robotniczym, o siłach antyfaszystowskich i o pacyfistach chrześcijańskich, o sprzeciwie Kościoła wobec rasistowskiego reżimu Afryki Południowej, o solidarności Kościo­łów wyzwolenia z ubogimi w krajach Ameryki Łacińskiej, Afry­ki i Azji, o Kościele kobiet itd.

                Pamięć tych dobrych tradycji nie uchroni jednak Czytelnika niniejszej książki przed pokusą podzielenia opinii Pasoliniego. Uważam tę książkę za przykrą, lecz konieczną. Jest to jakby szkic do kościelnego koszmaru. Dla mnie jednak decydujące znaczenie ma ujawnienie mechanizmów i powiązań, które w sensie dosłownym są “zagrożeniem dla życia". Aby móc doma­gać się tego, co sprzyja życiu i właśnie to rozwijać, trzeba przede wszystkim wiedzieć, przeciwko czemu się jest czy też być powinno. Skromne wskazówki w tym kierunku staram się zamieścić nie tylko w “Epilogu".

                Są takie artykuły i książki, które się pisze chętnie. Tę książkę pisałem niechętnie, niekiedy ze wstrętem. Raz po raz przypomi­nałem sobie dewizę mojej rodziny: “Robimy to, co porządni lu­dzie robić powinni". Skoro mam coś do powiedzenia, to muszę to powiedzieć; w końcu chodzi też o elementarną przyzwoitość. Nikt nie pisze książki sam. Każda książka czerpie z poszuki­wań, analiz i tez innych autorów. Chciałbym im w tym miejscu serdecznie podziękować.

                Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mojej żonie byłoby przyje­mniej, gdybym napisał książkę o Pieśni nad Pieśniami czy też o świętach i uroczystościach żydowskich i chrześcijańskich. Ale jak wiadomo, na wszystko przychodzi czas. “Piekło i niebo" to zaba­wa, do której nieraz wciągały mnie dzieci — nie będę ukrywał, że pisząc o “katolickiej mafii" zacząłem patrzeć na tę grę inaczej.

 

Matthias Mettner

Wczesnym latem 1993 roku

 

 

 

KATOLICKA MAFIA

 

Wprowadzenie, czyli

“Cosa Nostra"

 

Pod sztandarami “świętego bezwstydu"


 

                Są potężne. Totalitarne ugrupowania i tajne stowarzyszenia w Kościele rzymskokatolickim, pchane do działania elitarnym obłę­dem posłannictwa bożego i obsesyjną żądzą panowania, rozporzą­dzające ogromnymi zasobami finansowymi, z wielką sympatią aprobowane i wspierane przez najwyższych reprezentantów mę­skiej hierarchii klerykalnej, sięgają po władzę. Już dawno zdoby­ły i obsadziły ważne ośrodki tej władzy i kluczowe stanowiska kościelne zarówno w Watykanie, jak i w diecezjach. W cieplar­nianym klimacie klerykalnej mentalności i lękliwego samoutwierdzania się, w sprzyjających warunkach centralistyczno-hierarchicznej struktury Kościoła, ruszyły do ofensywy pod sztandara­mi “świętego bezwstydu" i “świętego przymusu"1, pełne impertynenckiej pogardy dla ludzi, nietolerancyjne i agresywne. Kierują się tym, co otwarcie głosił założyciel Opus Dei: “Kompromisowa ustępliwość oznacza niewątpliwie brak zasad".2

                Już dawno temu stały się decydującym czynnikiem władzy. Przoduje wśród nich Opus Dei3, które doszło do finansowej po­tęgi i rozrosło się liczebnie za czasów faszystowskich rządów w Hiszpanii. Przez długi czas traktowane lekceważąco jako pozbawione wpływów ugrupowanie sekciarskie, w sposób niemal niepostrzeżony dla ogółu zbliżało się z roku na rok coraz bardziej do swego głównego celu: przejęcia kontroli nad Kurią Rzymską, czyli aparatem władzy religijnej Kościoła katolickiego. Człon­kowie, zwolennicy i sympatycy Opus Dei stanowią dziś poka­źny potencjał usłużnej inteligencji. Wewnętrzna struktura Dzieła Bożego jest patriarchalna, autorytarna i quasi-militarna. Kierownictwo wymaga od członków bezwzględnego oddania, które nie dopuszcza ani wątpliwości, ani nieufności, nie toleruje naj­mniejszej krytyki, a wszystkich mężczyzn i wszystkie kobiety w tej organizacji — w Hiszpanii, gdzie powstała, określanej jako Obra i “święta mafia" — łączy w zdyscyplinowany “oddział operacyjny".

                Widomym punktem kulminacyjnym ofensywy wewnątrzkościelnej Opus Dei stała się beatyfikacja jego założyciela, Jose-marii Escrivy de Balaguera, dokonana 17 maja 1992 roku przez papieża Jana Pawła II. “Wyniesienie" Escrivy “na ołtarze", jak się to określa w terminologii rzymskokatolickiej, stanowi arcydoniosłą decyzję w polityce Kościoła. Dlaczego bezprecedensowo szybką i tajemniczą procedurę zastosowano do beatyfikacji właśnie Escrivy, a nie papieża II Soboru Watykańskiego, Jana XXIII? Papieża, któremu wprawdzie nie starczyło czasu, żeby zreformować autorytarno-hierarchiczne i antydemokratyczne struktury Kościoła, ale który chciał zaryzykować “skok naprzód" i wyraźnie się dystansował od dogmatu o nieomylności urzędu papieskiego i od roszczenia do wyłączności, według którego po­za Kościołem katolickim nie ma zbawienia? Męża Kościoła, któ­ry wobec rozmaitości ludzkich modeli życia, kultur i religii z re­spektem odnosił się do suwerenności sumienia jednostki? Czło­wieka, który nie cenił skuteczności terroru psychicznego elitar­nych grup nacisku ani brutalności “pokuty milczenia", znamio­nującej pogardę dla języka i człowieka, lecz polegał na sile sło­wa i zdolności człowieka do poszanowania godności, potrzeb ży­ciowych i praw innych ludzi? Ten papież nie perorował abstrakcyjnie o “cywilizacji miłości", lecz chciał ponownego zwrócenia się Kościoła ku konkretnemu człowiekowi, ku jego lękom, cier­pieniom i pragnieniom życiowym, jego tęsknocie do zbawienia, wyzwolenia i pocieszenia w trudnej sytuacji społecznej i psy­chicznej, w przemocy i w ucisku. On poważnie traktował tę sta­rą księgę, krytycznie odnoszącą się do władzy, księgę opowiadającą o Bogu, który w swoim synu Jezusie Chrystusie bezpośrednio utożsamia się z ubogimi, spragnionymi, głodnymi, chorymi i przybyszami (Mt 25, 31-46). Jan XXIII rozumiał, że ewangelia zamieni się w ideologię władzy, jeśli pierwszym przykazaniem Kościoła będzie ugruntowywanie swoich własnych przywilejów, swoich stref wpływów i swojego własnego systemu. Odrzucał Kościół jako społeczność zamkniętą i odrzucał konfesjonalistyczne zawężanie katolicyzmu, tak jak odrzucał dominację chrześcijaństwa rzymskiego i eurocentrycznego.

                Wielkie znaczenie, jakie papież Jan Paweł II przykłada do kultu świętych i — co się z tym wiąże — do beatyfikowania i kanonizowania ludzi Kościoła, nie pozostawia wątpliwości co do tego, że zwierzchnik Kościoła, “namiestnik Chrystusa", po­chwala życie i dzieło Josemarii Escrivy de Balaguera jako za­chętę, wskazówkę i miarę, którą dziś powinno się mierzyć praw­dziwe chrześcijaństwo. Praktyka beatyfikacyjna i kanonizacyjna odzwierciedla na ogół stosunki panujące w Kościele. Przede wszystkim jednak ujawnia samorozumienie oraz religijny i społeczno-polityczny kurs, jaki najwyższe władze Kościoła obrały na przyszłość. W oczach obserwatorów beatyfikacja Escrivy oznacza poparcie i usankcjonowanie religijne “podejrzanej i nie­jasnej władzy w Kościele".

Fundamentalizm “ex cathedra"


 

                Beatyfikacja Escrivy jeszcze raz potwierdza słuszność trze­źwej oceny, sformułowanej przez rzymskokatolickiego znawcę prawa kanonicznego Knuta Walfa: “Istnieją zgodności płynące z duszy i z serca między obecnym zwierzchnictwem Kościoła ka­tolickiego a nurtami fundamentalistycznymi".4 Od czasu ponty­fikatu Jana Pawła II ugrupowania fundamentalistyczne najwyra­źniej nie muszą same podejmować działań w wielu sprawach. Ich interesami zajęło się zwierzchnictwo Kościoła.

                Rację mają obserwatorzy Kościoła, kiedy mówią o nowej fa­zie “oficjalnego fundamentalizmu", fundamentalizmu ex cathedra — porównywalnego ze zwalczaniem tak zwanego “moder­nizmu" na przełomie wieków, w którym Kuria Rzymska upatry­wała “siedliska wszelkich herezji". O rzeczywistym istnieniu fundamentalizmu ex cathedra w dzisiejszych czasach świadczą najdobitniej takie przykłady, jak papieska polityka personalna w obsadzaniu urzędów biskupich (mianuje się albo fundamentalistów, albo sympatyków fundamentalizmu), dyscyplinowanie kleru, zwalczanie krytycznie nastawionych i “odstępczych" teo­logów płci obojga, ciągłe deprecjonowanie i dyskryminacja ko­biet, pogłębiony centralizm, powrót do eurocentryzmu, zakaz tak zwanych “eksperymentów liturgicznych", uniformizacja na­uki kościelnej nie uwzględniająca jakichkolwiek odmienności kulturowych (wystarczy wspomnieć choćby o nowym “po­wszechnym" katechizmie) czy też lekceważenie skromnych ele­mentów kultury prawnej w razie konfliktów wewnątrzkościelnych. Już od dawna nie są to tylko mgliste przypuszczenia i podejrzenia, lecz fakty z życia realnie istniejącego, “empirycz­nego" Kościoła, które można poprzeć licznymi dowodami.

                Sprzeciw i opór “ludu Kościoła" najwyraźniej do niczego nie prowadzi, to znaczy — albo jest przez Kurię Rzymską ignoro­wany, albo w wielu wypadkach kończy się zastosowaniem sank­cji dyscyplinarnych wobec pracowników Kościoła. Osoby na­stawione krytycznie, o otwartych umysłach, pozbawia się prawa głosu, spycha na margines i eliminuje. Wobec pracowników Ko­ścioła nadal obowiązuje metoda selekcji negatywnej.

                Tymczasem niczym ośmiornica rozrasta się “Octopus Dei". Dzieło Boże oraz inne ugrupowania o zachowawczych tenden­cjach politycznych i teologicznych stanowią wielką fundamentalistyczną pokusę dla Kościoła katolickiego. Od kilkudziesięciu lat takie organizacje jak Opus Dei próbowały się zbliżyć do ko­lejnych pontifexów, oferując usługi “oddziału operacyjnego" o najsurowszej dyscyplinie i zasobnej kasie. Za Jana Pawła II nastały dla nich najwyraźniej dobre czasy. Wydaje się, że Kuria Rzymska w coraz większym stopniu traktuje ugrupowania typu fundamentalistycznego jako model dla całego Kościoła. Obecny papież nie skrywa sympatii do Opus Dei i podobnych ugrupo­wań integrystycznych, których wspólnym wyróżnikiem są ten­dencje totalitarne, zawłaszczające.

Fundamentalizm “twardy" i “miękki"

 

                Nazwy i szyldy firmowe ugrupowań należących do nomen­klatury fundamentalizmu “katolickiego" — mniej uzurpatorskie niż w wypadku Opus Dei — brzmią miło, a mówią niewiele. Oto niektóre z nich: Comunione e Liberazione, Opus Angelorum, Pro Ecclesia, Neokatechumenat, Focolari — Dzieło Maryi, Ruch Szensztacki, Legion Marii, Pro Occidente, Austria Catholica itd.

                Nie należy też zapominać o ruchu związanym z arcybisku­pem Marcelem Lefebvre. Gdy Lefebvre w 1988 roku z powodu podeszłego wieku udzielił bez zgody papieża trzem księżom święceń biskupich, został “automatycznie" ekskomunikowany. W ten sposób dokonało się oderwanie tego ruchu od Kościoła rzymskokatolickiego. Zanim jednak doszło do rozłamu, Waty­kan w sposób nieznośny próbował zjednać sobie Lefebvre'a, go­dząc się na daleko idące ustępstwa wobec roszczeń jego reakcyj­nego ugrupowania do sprawowania władzy wewnątrz Kościoła.

                Wszystkie te grupy, stowarzyszenia i związki cechuje funda­mentalizm — “twardy" lub “miękki". Za rozmaitymi nazwami, kulisami i maskami kryje się zawsze ta sama fundamentalistyczna mentalność i reakcyjno-konserwatywna umysłowość. Ich fundamentalizm różni się jedynie stopniem nasilenia, a nie istotą rzeczy.

                Należy też zauważyć, że stan świadomości i klimat w Ko­ściele katolickim, aż po końcową fazę pontyfikatu Piusa XII (1939-1958), były tak bardzo antydemokratyczne i politycznie reakcyjne, że myśl fundamentalistyczna stanowiła zjawisko wszechobecne, a nie wyjątkowe. Dzisiaj coraz więcej katolików zadaje sobie pytanie, czy z historycznego punktu widzenia to wewnątrzkościelne i społeczne otwarcie, jakie nastąpiło po So­borze Watykańskim II, nie było jedynie krótkim intermezzem, swego rodzaju “rzymską wiosną" dla władz Kościoła katolickie­go w Rzymie, które teraz sięgają po wszelkie dostępne środki władzy, żeby przywrócić stan poprzedni.

                W analizie fundamentalizmu katolickiego należy też wziąć pod uwagę fakt, że pojęcie “fundamentalizmu" w obecnym społeczno-politycznym znaczeniu5 dawniej nie funkcjonowało i nie można się było nim posłużyć. W polemikach katolickich długo używano pojęcia “integryzmu", które w gruncie rzeczy jest rów­noznaczne z “fundamentalizmem". W dalszym ciągu tej książki wymienię i opiszę główne cechy fundamentalizmu i integryzmu.

                Ugrupowania i organizacje fundamentalistyczne, które moż­na dziś spotkać w Kościele, stanowią w dużej mierze bezpośre­dnią lub pośrednią kontynuację wcześniejszych fenomenów te­go rodzaju, jak na przykład jednoznacznie faszystowskiej Action Frangaise.

Ukochanymi dziećmi papieża są Opus Dei i Comunione e Liberazione6. Między Opus Dei a wszystkimi innymi ugrupowa­niami twardego czy łagodnego fundamentalizmu zachodzi zasa­dnicza różnica, której oficjalnie się zaprzecza: otóż Dzieło Boże kanonicznie podlega bezpośrednio papieżowi. Podczas gdy inne kościelno-religijne grupy nacisku wplecione są w struktury hie­rarchiczne Kościoła rzymskokatolickiego i podlegają kontroli lokalnych biskupów, Opus Dei może działać w skali światowej i wielonarodowej bez względu na ograniczenia regionalne czy krajowe.

                W 1982 roku po raz pierwszy i jak dotąd jedyny wprowadzo­no kanonicznie status prałatury personalnej — “skrojony na mia­rę" Opus Dei. “Prałatura Świętego Krzyża i Opus Dei", bo tak brzmi jej pełna nazwa, ma strukturę analogiczną do struktury die­cezji, biskupstwa. W rzeczywistości prałatura personalna stano­wi biskupstwo oparte o zasadę personalną, a nie terytorialną.

                Krajowe Konferencje Episkopatów i poszczególni biskupi dostrzegają ostatnio coraz więcej oznak tego, że Watykan posługuje się Opus Dei jako instancją nadzorczą i kontrolną, jako bezpośrednim instrumentem dyscyplinującym, dławiącym już w zarodku krajowe czy regionalne formy praktyki kościelnej odbiegające od linii wytyczonej w Rzymie. “Boimy się ich i mamy przed nimi na baczności" — to zdanie często słyszałem podczas moich badań prowadzonych w środowisku klerykalno-kościelnym.

                Według danych Opus Dei, prałatura działa na pięciu konty­nentach. Liczy obecnie prawie 80 tyś. członków w 87 krajach. Liczba księży wynosi —jak podaje Biuro Informacyjne Prałatu­ry Opus Dei w Szwajcarii7 — w skali globalnej ponad 1400. Chociaż Dzieło Boże niestrudzenie prezentuje się jako “organi­zacja laicka", jego wewnętrzna struktura jednoznacznie zdomi­nowana jest przez kler. Wszystkie ważne kompetencje decydenckie i czołowe stanowiska są w gestii duchownych.

cd...
« Ostatnia zmiana: Luty 29, 2012, 13:14:39 wysłane przez Kiara » Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #57 : Luty 29, 2012, 13:19:22 »

Urosle w siłę w faszystowskiej Hiszpanii

 

                Od samego początku Opus Dei, założone w 1928 roku, sku­piało się w macierzystej Hiszpanii na rekrutacji elit intelektual­nych, a za faszystowskiego reżimu Franco, stało się “najbardziej wpływowym ruchem kolaboracjonistycznym w obrębie Kościo­ła".10 To “stowarzyszenie wierzących, zmierzających do dosko­nałości ewangelicznej" i żyjących w poczuciu “pobożnego, in­tymnego związku z Bogiem" — jak głosi oficjalna ideologia Opus Dei — co najmniej od początków lat pięćdziesiątych ob­sadzało swoimi członkami i sympatykami aparat państwowy i ważne instytucje społeczne w Hiszpanii. Kariera członków taj­nego Dzieła niemal we wszystkich ważnych resortach finanso­wych i polityczno-gospodarczych, a tym samym wzrost potęgi Opus Dei w następnych latach, zapierały dech. Bywało, że w rządzie caudilla Francisca Franco aż dziesięciu ministrów wy­wodziło się z Opus Dei. Zaiste “nadnaturalne", “duchowe" i “apostolskie" było to dzieło.

 

Opus Dei jako model

 

                Wiele wskazuje na to, że najwyższe władze rzymskokatolic­kie — papież i Kuria — uważają Opus Dei za rozwiązanie mo­delowe dla całego Kościoła. Dzieło Boże zdaje się wytyczać kierunek, w którym powinien pójść Kościół, zachowując sto­sowny dystans. Mimo wszystkich swych podejrzanych praktyk Opus Dei urasta w oczach wielu mężów Kościoła rzymskiego, zagrożonego utratą władzy, do rangi ostatniego bastionu i obiet­nicy przetrwania. Ten scenariusz przyszłości trzeba jednak trak­tować już tylko jako ostatni zryw zorganizowanej religii i insty­tucji znajdującej się w stanie rozkładu.

                Uważam Opus Dei i inne fundamentalistyczne ugrupowania w Kościele za dramatyczne symptomy choroby. Dzieło Boże, które samo siebie uważa za “wielką zbawczą interwencję bo­skiego lekarza", uosabia w moich oczach wszystkie te niechlub­ne tradycje w historii Kościoła, które w swej istocie odnoszą się z pogardą do człowieka i które z dziejów Kościoła uczyniły dzieje zbrodni.

                W Opus Dei niczym w lustrzanym odbiciu mógłby Kościół ujrzeć przyczynę, dla której żydowska sekta pierwotnego chrze­ścijaństwa jako religii wyzyskiwanych i ubogich, rządzonych i poniżonych rozwinęła się w system rzymskokatolicki. W jedy­nej w swoim rodzaju kontynuacji doświadczeń w historii Kościo­ła, Opus Dei zgromadziło w swojej strukturze i ideologii i dopro­wadziło poniekąd do perfekcji najrozmaitsze praktyki sprawowania władzy, metody ujarzmiania ludzi, internalizacji przymusu religijnego, technicznej modernizacji instytucjonalnych środków władzy. Pod tym względem Opus Dei bynajmniej nie jest trady­cjonalistyczne, lecz w najwyższym stopniu nowoczesne. Nie uprzedzając rezultatów analiz przeprowadzonych w dal­szej części niniejszego opracowania, chciałbym wymienić w tym miejscu w sposób wybiórczy i odpowiednio wyjaskrawiony istotne cechy charakterystyczne, które dostrzegam w Opus Dei. Łączy ono w sobie doskonale się wzajemnie uzupełniające ce­chy, elementy strukturalne i metody działania sekt i mafii, którymi zajmuję się w tej książce. Stanowi ona zarazem szkic z dziedziny psychologii społecznej, ukazujący mentalność fundamentalistyczną w jej skrajnej pseudochrześcijańskiej postaci. W tej chwili nie przeprowadzam jeszcze dowodu, lecz tylko wy­mieniam fakty. A oto niektóre z nich:

 

                * W swojej encyklice z 15 sierpnia 1864 roku papież Pius IX stwierdza: “Niesmaczne i fałszywe nauki czy głupstwa wygła­szane w obronie wolności sumienia są niezwykle szkodliwym błędem — zarazą, której bardziej niż czegokolwiek innego nale­ży się w państwie obawiać".11 Analizując pisma Opus Dei, za­równo wydawane do użytku wewnętrznego, jak i dla szerszego ogółu, nigdzie nie natrafiłem choćby na ślad tego, że należy re­spektować sumienie jako podstawowe prawo jednostki. Prze­ciwnie, z cytatem z Piusa IX Opus Dei pewnie by się zgodziło. Dla mnie jest w ogóle sprawą alarmującą, że w swoich pismach i zbiorze zasad Opus Dei nie wspomina o prawach konstytucyj­nych i prawach człowieka.

                * Za błyszczącą religijną fasadą, jaką prezentuje Opus Dei, dostrzegam tylko wiarę we władzę i w pieniądze. Kto po “reli­gijnej księdze budującej" zatytułowanej Droga autorstwa Escrivy, założyciela Opus Dei, oczekuje głębi duchowej, ten się prze­kona, że jest to “zbiór szorstkich, ostrych rozkazów marszo­wych".

                * Opus Dei wymusza tryb życia z gruntu wrogi cielesności i ujarzmiający płeć. Stworzyło ono system perfekcyjnego tłumie­nia potrzeb seksualnych. Członkowie Opus Dei maltretują swo­je ciało niczym masochiści za pomocą rozmaitych “praktyk umartwiających" (biczowania, pasów pokutnych, spania na po­sadzce itp.). “Poczynisz tylko tyle postępów, ile gwałtu sobie zadasz!", “Uświęcajmy cierpienie!"12 — w tych maksymach wy­raża się sposób życia okaleczający psychicznie i fizycznie.

                * W wewnętrznej strukturze i ideologii Opus Dei wyraźnie mamy do czynienia z seksizmem. Seksizm — władza mężczyzn nad kobietami ze względu na płeć — przejawia się w upośledza­niu i dyskryminacji kobiet w Opus Dei. Funkcje kierownicze to “męska sprawa". Rolę decydującą odgrywają księża. Sprzątanie, pranie i gotowanie — to najwyraźniej główne funkcje, jakie w domach Opus Dei wolno spełniać wyłącznie członkom płci żeń­skiej. Opus Dei uosabia apoteozę dawnej kultowej dominacji mężczyzny. Piśmiennictwo i zbiór zasad Opus Dei pełne są do­wodów męskiego szowinizmu, zwrotów z języka wojskowego i wojowniczych metafor. Nawet w architekturze siedzib Opus Dei (oddzielne klatki schodowe, zamknięte drzwi) przejawia się pewien rodzaj płciowego apartheidu, w którym psychologia spo­łeczna upatruje mechanizmów lękowo-obronnych wobec kobie­ty, rozwiniętych do skrajnej postaci wśród żyjącego w celibacie duchowieństwa i członków płci męskiej.

                * W Opus Dei jako instytucji nie mogę dostrzec żadnych prawdziwie religijnych i etycznych celów, a tylko zniewolenie przez “prymat władzy". Większa sprawiedliwość społeczna, walka z nierównością i uciskiem, prawo wszystkich ludzi do ży­cia — takie sprawy zasadniczo tego pseudoreligijnego systemu nie interesują. Dla niego i jego elity alfą i omegą jest najwyra­źniej forsowanie i pomnażanie własnej władzy, a obowiązującą dewizą: cel uświęca środki. Oczywiście, mówiąc o “prymacie władzy" nie mam na myśli uporządkowanego i sprawiedliwego sprawowania tej władzy, na które jest skazana każda instytucja społeczna, a więc i Kościół, lecz ową herezję, która poprzez nie­przejrzyste i pozostające poza kontrolą potężne sojusze próbuje osiągnąć rzekomo religijne i kościelne cele, w rzeczywistości jednak kieruje się własnym interesem, czyli posiadaniem owej

władzy, i nie jest zainteresowana dobrem człowieka. “Władza w takim znaczeniu zaczyna się tam, gdzie jakaś grupa (wolna czy zorganizowana w łonie Kościoła) programowo zmierza do rzekomo chrześcijańskich celów okrężną drogą, poprzez świeckie pozycje siły. Ze świeckiego punktu widzenia jest to zwykła kal­kulacja (...), ale z chrześcijańskiego punktu widzenia to obraza dla błogosławieństw zawartych w Kazaniu na Górze. Wznosze­nie krzyża siłą było sposobem powszechnie stosowanym przez kolonizatorów"13 (Hans Urs von Balthasar).

                * Opus Dei ma egoizm zakodowany w swoim systemie, a “brutalność środków, poprzez które system ten się realizuje, zależy bezpośrednio od jego ideologicznego, biurokratycznego i ekonomiczno-finansowego potencjału oraz faktycznej wła­dzy".14 Za pomocą podejrzanych, skandalicznych machinacji i operacji finansowych, strategii działania poprzez podstawione osoby oraz — rozbudowanej na skalę światową i obejmującej wszystkie sfery życia społecznego — siatki organizacji o zama­skowanych celach działalności, członkowie Opus Dei dążą do pomnażania bogactwa i władzy Dzieła Bożego.

 

Organizacja typu mafijnego

 

                Aby załagodzić rozdrażnienie wywołane określeniem “kato­licka mafia" w tytule książki, wyjaśniam: nie chodzi tu o powią­zania między Kościołem a mafią, chociaż pewne podejrzenia idą niewątpliwie również w tym kierunku.

                Określenia “katolicka mafia" używam w oparciu o socjolo­giczne rozumienie słowa “mafia". “Mafią" nazywamy dziś po­wszechnie przestępczość zorganizowaną, ośmiornicowaty, roz­winięty na skalę światową system ucisku o charakterze krymi­nalnym. Dzięki lekturze prasy codziennej, powieści kryminalnych i sensacyjnych oraz filmom o mafii większość ludzi sądzi, że wie, co należy sobie wyobrażać pod tym pojęciem: tajne stowarzyszenie założone w celach zbrodniczych, kierowane całkowicie autorytarnie, silnie scentralizowane, z patriarchalnymi ry­tuałami inicjacyjnymi, stałymi statutami i międzynarodową organizacją.

                Znaki firmowe tego wielkiego syndykatu zbrodni to: zama­chy bombowe na prokuratorów i sędziów, wynajęci mordercy, handel narkotykami, bronią, materiałami rozszczepialnymi, kręgi sutenerów, wymuszanie zapłaty za “ochronę", “brudne pieniądze", szantaż i korupcja w polityce i gospodarce. Dlatego postrzega się mafię przede wszystkim jako krwiożerczego mo­locha.

                Jednak przestępczość zorganizowana to tylko jeden z przeja­wów istnienia mafii, aczkolwiek brutalny i szczególnie dobrze się prezentujący w środkach masowego przekazu. Niewątpliwie należy oceniać mafię w aspekcie kryminologicznym, czyli jako formę zorganizowanej przestępczości par excellence. Ale ten sposób widzenia jest w kwestiach zasadniczych niewystarczają­cy. Nie wnika bowiem dość głęboko. Nie wyjaśnia fenomenu mafii w społeczeństwach demokratycznych na Zachodzie i na Wschodzie. Aby zrozumieć zjawisko mafii w jego przyczynach społecznych, kulturowych i psychologicznych, potrzebna jest ta­ka analiza, jaką przeprowadził na przykład frankfurcki socjolog Henner Hess w odniesieniu do mafii sycylijskiej.

                Na wstępie Hess stwierdza: “Samego słowa mafia należy używać z ostrożnością, ponieważ już zastosowanie tego pojęcia narzuca wizję organizacji, która temu pojęciu odpowiada. Przy­czyna większości fałszywych interpretacji zachowań mafijnych tkwi właśnie w tym błędnym punkcie wyjścia. Tam, gdzie uży­wam słowa mafia, występuje ono zamiennie z określeniem «zachowanie mafijne» i ma charakteryzować wyłącznie pewien typ działania".15 “Mafia" w takim rozumieniu nie oznacza braku struktury organizacyjnej typu mafijnego, bardziej uwypukla jed­nak aspekt nieformalnej “organizacji", bazującej na określonej mentalności i tradycyjnych technikach sprawowania władzy, niż aspekt organizacji formalnej, dającej się ująć w kategoriach kryminologicznych, która stanowi jedynie wierzchołek góry lodo­wej. Pojęcie “mafia" w socjologicznym rozumieniu Hennera Hessa nie oznacza też relatywizacji działań kryminalnych i po­tencjału zorganizowanej przestępczości, lecz pogłębioną analizę przyczyn, mechanizmów i metodyki mafii. “Mafia" oznacza przede wszystkim także określony wzorzec zachowań.

                Właśnie to znaczenie mam na myśli, kiedy w odniesieniu do ugrupowań totalitarnych i fundamentalistycznych wewnątrz i na peryferiach Kościoła rzymskokatolickiego mówię o “katolickiej mafii". Wahałem się wprowadzając to pojęcie, ponieważ nie chcę pochopnie go używać — na zasadzie swobodnych skoja­rzeń — do określenia mentalności fundamentalistycznej i wzo­rów zachowań kręgów kościelnych i pseudoreligijnych, lecz ograniczyć się wyłącznie do jego treści socjologicznej.

                Socjologiczna dyskusja naukowa na temat zjawiska mafii w społeczeństwie włoskim pozwoliła mi rozpoznać cechy charak­terystyczne zachowań i metod mafijnych, których powinowact­wo ze wzorcami myślenia i zachowań ugrupowań fundamenta­listycznych w Kościele jest oczywiste. Wymienię cztery — mo­im zdaniem — istotne znaki szczególne zachowań i metod ma­fijnych, których występowanie w podstawowej formie można stwierdzić także w fundamentalistycznych organizacjach religij­nych:

                * omerta, bezwarunkowy obowiązek milczenia i potęga taje­mnicy — w Opus Dei nazywa się to obowiązkiem “dyskrecji";

                * mafijna ideologia rodzinna i nieformalny klientelizm; we­dług konstytucji, które zgodnie z oficjalnymi oświadczeniami Opus pozostawały w mocy do 1982 roku, Dzieło Boże stanowi “rodzinę bez ohydy miłości cielesnej";16

                * lobby mafijne, “kolonizowanie" instytucji społecznych względnie obsadzanie kluczowych funkcji i najwyższych stano­wisk członkami, zwolennikami i sympatykami “rodziny"; mafia nosi więc oblicze tych instytucji, a jej członkowie nie muszą się legitymować ani wobec opinii publicznej, ani wobec danej in­stytucji. Strategia Opus Dei jest ukierunkowana przede wszyst­kim na elity władzy w polityce, gospodarce, nauce i Kościele,

a tym samym na “skolonizowanie" tych instytucji;

                * mafijne wzorce myślenia i zachowania, które powstały lub powstają z powodu braku bądź niedoskonałości struktur instytucji państwowych i społecznych, co pociąga za sobą wielką nie­pewność prawną jednostki (brak funkcjonującego sądownictwa administracyjnego dla ochrony praw osobistych przed samowolą urzędów państwowych, brak sił porządkowych itd.); w szczegól­ności na wskroś hierarchiczna i antydemokratyczna struktura Ko­ścioła rzymskokatolickiego, która umożliwia i wspiera ofensywę ugrupowań fundamentalistycznych o tendencjach totalitarnych.

 

                W drugiej części niniejszej książki przeprowadzę szczegóło­wą i popartą przykładami konfrontację socjologicznego rozu­mienia mafii z funkcjonowaniem struktur wewnętrznych i stra­tegiami Opus Dei.

 

Totalitaryzm wewnątrz grup fundamentalistycznych

 

                Thomas Mann w swojej powieści wychowawczej Czaro­dziejska góra, pisanej w latach 1919-1924, w namiętnej dyspu­cie między ideologiem oświecenia i humanizmu, Settembrinim, a ideologiem kościelnej żądzy władzy, Naphtą, wkłada w usta tego ostatniego następujące słowa: “Wszelkie organizacje na­prawdę wychowawcze od niepamiętnych czasów wiedziały, o co w pedagogice może jedynie chodzić: mianowicie o bez­względny rozkaz, żelazną konieczność, o dyscyplinę, ofiarę, sa­mozaparcie, o zadanie gwałtu indywidualności. Poza tym jest to niezrozumienie młodości, pochodzące z braku miłości do niej, jeśli ktoś przypuszcza, że znajduje ona rozkosz w wolności. Jej najgłębszą rozkoszą jest posłuszeństwo".17

                To, co Naphta wypowiada tutaj z rzadko spotykaną otwarto­ścią i brutalnością, stanowi samo sedno wszelkich totalitarnych doktryn i ideologii, które w XX wieku doprowadziły do faszy­stowskich obozów zagłady, zbrodniczych wojen i stalinowskich gułagów. Jest to język władzy totalitarnej i pokonywania ludzi si­łą, gloryfikacji kajdan i strażników wiary, ślepego posłuszeństwa i niszczenia tych, którzy myślą inaczej, język terroru państwowe­go, inkwizycji i katów, wojen wewnętrznych i zewnętrznych, niszczenia własnego człowieczeństwa i człowieczeństwa innych. Jest to język totalitaryzmu, który dla praw człowieka i takich wy­borów politycznych, jak sprawiedliwość, demokracja, wolność sumienia i wyznania ma tylko zjadliwą kpinę i szydercze komu­nały. Ludzie nie pojawiają się tu w polu widzenia jako podmio­ty, lecz wyłącznie jako materiał służący do sprawowania władzy.

                Archeolog europejskiego ducha, Isaiah Berlin, w błyskotli­wym eseju pod tytułem Joseph de Maistre und die Urspriinge des Faschismus (Józef de Maistre i geneza faszyzmu) naszkico­wał bezpośrednie związki i paralele między totalitaryzmami re­ligijnymi a świeckimi ze wszystkimi ich straszliwymi konse­kwencjami. To bez różnicy, czy gardząca ludźmi, totalitarna ideo­logia służy do legitymizacji i egzekwowania władzy religijno-kościelnej czy też politycznej. Co najwyżej można powiedzieć, że im bardziej władza totalitarna prezentuje się wobec jednostki i zbiorowisk jako władza religijna i z boskiego nadania, tym większe stanowi — w dosłownym znaczeniu — “zagrożenie dla życia". Rezultatem jest zawsze albo zniewolenie dusz i ciał lu­dzi, albo psychiczne, społeczne i fizyczne zniszczenie tych, któ­rzy się zniewoleniu przeciwstawiają.

                “Oświęcim nie zaczął się w Oświęcimiu" — to zdanie zna­mionuje socjologiczne rozumienie ewentualnych skutków i po­tencjału przemocy, tkwiących u religijnych, kulturowych i psychologiczno-społecznych źródeł i nurtów tradycji, które utoro­wały drogę dyktaturom i Oświęcimowi, ponieważ konsekwent­nie przeszkadzały w kształtowaniu sumień i rozwijaniu indywi­dualnej tożsamości.

                Kto zna sposób funkcjonowania i strukturę fundamentalistycznych ugrupowań religijnych, ten wie, że trzebi się w nich indywidualną wolę, eliminuje własne ja. Czytając pisemne rela­cje i słuchając opowiadań byłych członków Opus Dei, poznając i analizując jego przepisy wewnętrzne i publikacje, doszedłem do wniosku, że stosuje się tam całą gamę psychologicznych me­chanizmów i metod ujarzmiania: upokarzanie, autorytarne zastraszanie, niszczenie poczucia własnej wartości, doprowadzanie do infantylnego uzależnienia, karcenie, cenzurowanie myśli i sumień, kontrolowanie, szpiegowanie itd. Wszędzie można na­trafić na klasyczne sformułowania “ślepego posłuszeństwa" w myśl hasła: “Wódz rozkazuje, my wypełniamy rozkazy".

                W podręczniku Droga autorstwa Escrivy, założyciela Opus Dei, książce rozpowszechnionej i nadal rozpowszechnianej w milionowych nakładach w wielu językach na całym świecie, czytamy: “Posłuszeństwo — oto najpewniejsza droga. Posłu­szeństwo przełożonemu — to pewna droga ku świętości. Posłu­szeństwo w pracy apostolskiej — to droga jedyna, bowiem gdy chodzi o dzieło Boże, duch musi albo słuchać, albo odejść".18

                Eugen Drewermann krytycznie scharakteryzował tę postawę: “Nigdy ludzie nie rządzą w sposób bardziej absolutny i totalny niż wtedy, gdy mówią, że rozkazują w imieniu samego Boga, a więc mogą wymagać bezwzględnego posłuszeństwa".19

                W rozdziale “Zorganizowany lęk przed życiem" zajmę się szczegółowo tym, co określam w skrócie mianem utajonej świa­domości faszyzującej. Chodzi tu o predyspozycje psychiczne, o których konsekwencjach społecznych wspomniałem wyżej. Na świadomość faszyzującą wskazują: autorytarna struktura osobo­wości, postawy antydemokratyczne, absolutyzowanie własnej ideologii, antysemityzm i etnocentryzm. Stwierdziłem występowanie tych cech — wszystkich razem bądź niektórych — w ideo­logiach ugrupowań i organizacji fundamentalistycznych.

 
cd....
Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #58 : Luty 29, 2012, 13:19:57 »


Fascynująca moc tajemnicy

 

                Władcy świeccy i duchowni zawsze zdawali sobie sprawę z tego, jaką siłę i fascynującą moc ma tajemnica. “Tajemnica tkwi w samym sednie władzy", stwierdził Elias Canetti w eseju filo­zoficznym Masse und Macht (Masa i władza).20 Przeprowadził w nim analizę siły milczenia i tajemnicy, stanowiących w isto­cie rzeczy technikę rządzenia, służącą ujarzmianiu ludzi i umac­nianiu władzy.

                Nikt, kto nie dostąpił wtajemniczenia i nie znalazł się na szczytach władzy, nie jest świadom faktycznej potęgi danej in­stytucji czy organizacji, nie znane mu są motywy i przyczyny podejmowania pewnych decyzji, sposób funkcjonowania me­chanizmów rządzenia ani dynamika procesów decyzyjnych. Kto jednak ma władzę, ten wie, że ukryta za zasłoną tajemnicy i oparta o niezgłębione struktury rządzenia wydaje się jeszcze bardziej niesamowita.

                Ponadto ludzie i instytucje, otaczający się aurą tajemnicy i milczenia, mają dla wielu osób jakąś dziwną, nieokreśloną, fa­scynującą moc i atrakcyjność. Elias Canetti pisze: “Respekt wo­bec dyktatur bierze się w dużym stopniu z przypisywania im skoncentrowanej siły tajemnicy, która w demokracjach rozkłada się na wielu i rozmywa. Podkreślamy z szyderstwem, że w de­mokracjach wszystko zostaje zagadane na śmierć. Każdy plecie co chce, każdy się wtrąca we wszystko i nic się nie może wyda­rzyć, bo wszystko wiadomo już z góry. Sprawiamy wrażenie, jakbyśmy się uskarżali na brak zdecydowania, ale w rzeczywistości rozczarowani jesteśmy brakiem tajemnicy. Człowiek jest gotów znieść wiele, o ile jest to coś potężnego i nie wiadomo skąd przychodzi".21

                Tajemniczy nimb wokół jakiejś organizacji wywołuje często niepewność i lęk, które u jednostki prowadzą z reguły do takich za­chowań, jak dostosowywanie się, “uprzedzające posłuszeństwo" i oportunizm. W rzeczywistości rosną w ten sposób wpływy owia­nego tajemnicą “stowarzyszenia". Unikamy ofensywnej rozprawy z podejrzaną władzą, ponieważ obawiamy się natychmiastowych czy późniejszych represji i aktów zemsty. Rodzi się mit nienaru­szalności.

 

Bez demonizowania

 

                W trakcie badań nad Opus Dei umacniałem się w przekona­niu, że kierownictwo tej organizacji zna wielowarstwowe efek­ty działania tajemnicy, reżyseruje je i stosuje całkowicie świadomie. Stwierdziłem też wcale niemałą dozę kokieterii, która zda­je się odpowiadać jego poczuciu własnej ważności. Dobitnych przykładów dostarczyła mi na to analiza obchodzenia się Opus Dei z opinią publiczną, zbywaną plątaniną przemilczeń, zatuszowań, prawd częściowych, dezinformacji i tandetnego ważniactwa. Jak w wypadku innych “tajnych stowarzyszeń", tak i w Opus Dei najwyraźniej mieszają się wpływy faktyczne z domniemanymi, obiektywne z subiektywnymi. Dlatego tak trudno jest dokładnie określić aktualne wpływy i rzeczywistą władzę Opus Dei i podobnych stowarzyszeń.

                Gdy jakaś organizacja przyjmuje tajność swej polityki za na­czelną zasadę, odgradza się od opinii publicznej i uodparnia na wszelką krytykę — choć w oficjalnych oświadczeniach stereo­typowo twierdzi coś wręcz przeciwnego — zachodzi pilna po­trzeba zdjęcia zasłony z tych spiskowych struktur. Najważniej­sze są jawność i informacja. Do tego zadania podchodzę z naj­lepszą wiarą i przekonaniem. Daleki od demonizowania, nie wzdragam się przed użyciem dobitnych słów w ocenie indywi­dualnych i zbiorowych skutków i konsekwencji.

                Chciałbym zaznaczyć, że analizy i oceny zawsze odnoszą się do struktur myślenia, postaw życiowych, metod rządzenia i ideo­logii Opus Dei oraz mentalności fundamentalistycznej, a nie do konkretnych osób. Uważam działaczy Opus Dei — czy są tylko “zwykłymi" członkami, czy też należą do ścisłego kierownictwa — przede wszystkim za ofiary zdegenerowanej wiary, która swoje żydowsko-chrześcijańskie rozumienie wynaturza w zakon strachu i przymusu oraz w ideologię władzy. Biograficzne, religijno-kościelne i społeczno-kulturowe przyczyny są złożone i nie pozwalają na pochopne “wyroki skazujące".

 

Tabuizacja władzy

 

                O panowaniu, rządzeniu i sprawowaniu władzy w Kościele się nie mówi. To są tematy tabu. Teologia naukowa i dyskusja w Kościele wykazują w tej mierze niewiarygodne braki. Gdy podczas nieoficjalnych i publicznych rozmów o procesach w nim zachodzących i o kwestiach teologicznych poruszałem te­mat tego skądinąd ważnego czynnika, jakim jest władza, często dawano mi do zrozumienia, że to w ogóle “nieprzyzwoite", by takie słowa jak “władza" i “panowanie" łączyć z Kościołem i re­ligią. Kto mimo wszystko nie milczy — głęboko przekonany, że “Kościół nie może chronić tego, co jest dla niego święte, posłu­gując się metodami tabuizacji i zastraszania" i że jedynym argu­mentem, jaki mu pozostaje, jest “okazanie nieskrępowanego i otwartego człowieczeństwa"22 — ten zwykle bardzo szybko tra­ci opinię “religijnego". “On nie myśli kategoriami Kościoła" — powiada się wówczas. A jest to, jak wiadomo, wielce szkodliwe dla kariery. Na tym polega klasyczny proces zastraszania i uod­_iania się na krytykę.

                Podobnie jednak, jak nie można uniknąć operowania katego­riami władzy, zależności, siły i rządzenia w relacjach między ko­bietą a mężczyzną, kulturą a społeczeństwem, polityką a gospo­darką, tak też w analizie procesów zachodzących w Kościele trze­ba stosować te same kryteria, zaczerpnięte z dziedziny psycholo­gii społecznej i socjologii. I pozwolę sobie zwrócić uwagę, że kry­tyka władzy religijnej i społecznej stanowi wątek przewijający się przez całą żydowską i chrześcijańską ewangelię, Pierwszy i Dru­gi Testament, Biblię Hebrajską i Nowy Testament.

                Gromadząc materiały do tej książki, stwierdziłem po raz ko­lejny, że na upiększanie nie ma już miejsca. Stan Kościoła rzym­skokatolickiego jest na to zbyt poważny. Nie ma czasu na męt­ne frazesy i język kościelno-półoficjalnych stereotypów, teolo­giczne ogólniki i pojęciowe arabeski. W tym Kościele, w którym szerzy się dziś klimat inkwizycji, w Kościele, który mocą swe­go urzędu stwarza atmosferę onieśmielenia, tabuizacji, strachu, denuncjacji i autocenzury, zbyt wiele z tego, co wstrętne i wro­gie życiu, ginie w powodzi słów, jest tuszowane i upiększane. Inaczej mówiąc, zbyt często i nazbyt gorliwie kłamie się nic nie mówiącymi słowami tam, gdzie potrzebny jest język wyraźny i jednoznaczny. Doszło do tego, że potrzeba odwagi cywilnej, żeby sytuacje, procesy, postawy umysłowe i struktury, będące wyrazem pogardy dla życia i człowieka, nazwać tak, jak na to zasługują. Pisałem tę książkę przepełniony oburzeniem. Pisałem ją po to, by gniew wymusił zajęcie się sprawą, ponieważ moral­ne oburzenie i apele okazują się niewystarczające. Ta książka to tekst polemiczny, a nie pojednawczy, to nie prawienie komple­mentów i uprzejmości, żadne mgliste zapewnianie, że “nie jest tak źle". Owszem, jest źle!

cd...


http://legaba.6te.net/katolicka_mafia.htm
Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #59 : Marzec 01, 2012, 09:32:38 »

                                                           WOJNY  WATYKANSKIE

Stéphanie Le Bars, Philippe Ridet | Le Monde | 24 Luty 2012 | Komentarze (329)
 

Zarzuty korupcyjne, nepotyzm, pedofilskie skandale – źle się dzieje w państwie Benedykta XVI. Otoczenie papieża w coraz większym stopniu interesuje sprawa sukcesji. A przywódca Kościoła, zamiast rozdawać karty, woli zajmować się teologią.
Jeszcze nigdy od rozpoczęcia pontyfikatu Benedykta XVI rzecznik Watykanu Federico Lombardi nie wkładał tyle trudu w rozładowywanie sytuacji, tyle nie wyjaśniał i nie dementował. Od kilku tygodni włoska prasa niemal codziennie dostarcza mnóstwa pochodzących z poufnych źródeł informacji na temat afer korupcyjnych w kurii, nieprzejrzystości finansowej oraz plotek dotyczących spisku przeciwko papieżowi. Doszło do tego, że Rzymie nowe słowo “VatiLeaks” może wkrótce zdetronizować słynny WikiLeaks, sprawcę wycieku amerykańskich dokumentów dyplomatycznych opublikowanych w internecie.

Dołącz do nas na Facebooku

Z uwagi na poruszane tematy oraz częstotliwość i tempo rozpowszechniania pisma te (niektóre listy pochodzą ze stycznia) wskazują na trudności Benedykta XVI z zapanowaniem nad kurią, na walkę o władzę oraz na opór utrzymujący się w Watykanie wobec polityki "oczyszczenia i odnowy" w sferze finansów oraz skandali pedofilskich, jakiej domaga się papież od dwóch lat.

Ofensywa, która według wewnętrznego śledztwa może mieć swe źródło w Sekretariacie Stanu, nasiliła się w styczniu, wkrótce po ogłoszeniu terminu konsystorzu – 17 i 18 lutego w Rzymie. Posiedzenie to stanowi kluczowe wydarzenie podupadającego pontyfikatu. Wyłoniło ono 18 nowych kardynałów-elektów i przygotowało grunt pod konklawe, które wybierze następcę Benedykta XVI, który w kwietniu skończy 85 lat. Czy było okazją do wyjaśnienia przez "książęta Kościoła" pewnych kwestii, które wyłoniły się wskutek przecieku? Nie jest to bynajmniej pewne.

Kto pyta nie błądzi - odpowiedz na pytania naszych użytkowników

W korytarzach Watykanu rozpoczęła się już bowiem kampania sukcesji, a przecieki do prasy mają to obwieścić. Tragikomicznym apogeum tej strategii była publikacja tajnego dokumentu, według którego papież ma zostać w najbliższych miesiącach zamordowany. Dawał on do zrozumienia, że należy się wobec tego zastanowić nad następcą. Był to dokument autentyczny, choć został określony przez rzecznika Watykanu jako "szalony i pozbawiony jakiegokolwiek związku z rzeczywistością".

Wygląda na to, że sekretarz stanu Benedykta XVI, jego eminencja Tarcisio Bertone, który jest centralną postacią sojuszy i kontrsojuszy, jakie mogły się zawiązać podczas konsystorzu, znalazł się na celowniku sprawców przecieków. Uważa się, że ten 77-letni człowiek, drugi co do znaczenia w Watykanie, "słabo" kieruje poletkiem Benedykta XVI. Podejrzewa się go także o podniesienie do godności kardynalskiej osób sobie bliskich. – Benedykt XVI być może zdał już sobie sprawę, że źle wybrał swego sekretarza stanu, teraz ma jednak niewielkie szanse na jego zmianę – ocenia włoski watykanista Iacopo Scaramuzzi.

Dokumenty ujawnione przez dzienniki i telewizję kwestionują sposób prowadzenia przez Bertone "sprawy Vigano". Pod koniec stycznia w programie kanału telewizyjnego La 7 ujawniono listy podpisane przez jego eminencję Carlo Marię Vigano, byłego sekretarza generalnego rządu watykańskiego; krytykował w nich korupcję służb rządowych oraz sposób zwolnienia go ze stanowiska trzy lata przed upływem mandatu, a następnie przeniesienie przez Bertone do nuncjatury apostolskiej w Waszyngtonie. Pytał papieża o ciąg dalszy procesu "uzdrawiania", który starał się uruchomić w łonie struktury odpowiedzialnej za administrację watykańską.

Równie kłopotliwy jest fakt, że liczne przecieki, miedzy innymi w dzienniku śledczym "Il Fatto quotidiano", stawiają pod znakiem zapytania politykę przejrzystości finansowej Watykanu, zapoczątkowaną rok temu pod naciskiem Unii Europejskiej. Spisek? Listy pochodzące od osób odpowiadających za finanse Watykanu krytykują Instytut Dzieł Religijnych (IOR) i dają do zrozumienia, że ten "bank Watykanu" próbował stawiać opór wymiarowi sprawiedliwości. Wyrażono w nich także zaniepokojenie przejęciem tych kwestii przez Sekretariat Stanu i wskazano na niesnaski w hierarchii watykańskiej dotyczące ustaleń na temat stopnia przejrzystości niektórych operacji finansowych.

Wobec powtarzających się od dziesiątek lat skandali wokół funkcjonowania IOR Stolica Apostolska utworzyła w kwietniu 2011 roku urząd informacji finansowej. To nowe posunięcie ma pomóc Watykanowi w dostosowaniu się do międzynarodowych norm w sferze walki z praniem brudnych pieniędzy. W czerwcu instytucje unijne mają się wypowiedzieć w sprawie wpisania lub niewpisania Watykanu na "białą listę" Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) oraz Grupy Akcji Finansowej przeciwko Praniu Kapitałów (GAFI).

Gianluigi Nuzzi, autor książki "Vatican: S.A", producent i prowadzący programu "Nietykalni", który ujawnił część tych spraw, przedstawia kilka wyjaśnień tego donosicielskiego klimatu. – Niektórzy kardynałowie już teraz widzą siebie w roli kolejnego papieża. Benedykt XVI dopuścił do tego, gdyż jest bardziej zainteresowany doktryną niż grą o władzę – powiedział.

Dziennikarz uważa jednak także, że "w kurii są ludzie, którzy chcieliby, aby Watykan stał się najbardziej przejrzystym państwem świata i aby tam zrobić porządek".

Kardynał Walter Kasper, który zajmował w kurii liczne funkcje, powiedział zaś 13 lutego w "Corriere Della Sera": "Być może ktoś chce zaszkodzić Bertone albo innym osobom. Ale plami wizerunek całego Kościoła. Wierni są zaszokowani nie bez powodu. A wszystko to dzieje się w momencie, gdy Benedykt XVI pracuje nad odnową Kościoła”.

Obecne ataki są "oznaką, że toczy się gra o coś ważnego" – ocenił ojciec Lombardi, który nie zaprzeczył prawdziwości dokumentów, ale generalnie odrzucił "pozbawione podstaw twierdzenia". Występując w obronie papieża watykański dziennik "L’Osservatore Romano" potępił 14 lutego "nieodpowiedzialne i niegodne zachowanie" i zapewnił, że w sferze "innowacji i oczyszczenia" zostanie oddawana sprawiedliwość pontyfikatowi Benedykta XVI, "wyrozumiałemu pasterzowi, który nie knuje intryg między wilkami".

Papież nie wypowiedział się jeszcze publicznie o rewelacjach ostatnich dni, ale na spotkaniu z seminarzystami zrobił do nich aluzję: ubolewał, że "mówi się tyle rzeczy o Kościele" i wyraził pragnienie, by "mówiono także o naszej wierze".

http://religia.onet.pl/publicystyka,6/wojny-watykanskie,32037.html
...

Boze, widzisz i nie grzmisz. Co jeszcze ma sie stac, kiedy nareszcie Watykan sie oczysci . Jak bardzo silne sa sily zla w Watykanie i Kosciele Katolickim. 

Rafaela

« Ostatnia zmiana: Marzec 01, 2012, 09:33:31 wysłane przez Rafaela » Zapisane
east
Gość
« Odpowiedz #60 : Marzec 01, 2012, 12:57:21 »

W jednej z ostatnich audycji ojciec Rydzyk zaapelował do swoich słuczaczy, by stanęli po jego stronie i przestali płacić podatki. - Ponad 90 proc. katolików przez swoje podatki utrzymuje tych, którzy niszczą Polskę, którzy występują przeciwko prawom katolików i Polaków. To jest nienormalne. Oni nie powinni płacić podatków. Powinien być powszechny zryw  - nie dajemy wam nic - ogłosił ojciec Rydzyk.
Więcej
http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/apel-ojca-rydzyka-do-katolikow-nie-placcie-podatkow-na-tych-ktorzy-niszcza-kosciol-i-polske_227231.html

To z naszego poletka. Chichot
Przezabawny ten ojczulek. Strzela sobie pokazowo w kolano. Bo jak katolicy przestaną płacić podatki, to z czego rząd zapłaci kapelanom i księżom w instytucjach państwowych ? Z czego wypłaci "świętopietrze" ? Oj naraża się ojczulek Watykanowi, naraża.
Ale może wie już , ze tam zmiana ekipy nadchodzi i w chwilowym bałaganie nikt nie będzie sobie zawracał głowy jakimś tam biznesmenem-redemptorystą ..... ?
Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #61 : Marzec 01, 2012, 14:42:29 »


Bardzo dobra mysl, tylko ja bym oglosila w calej Polsce, aby ludzie nie dawali na tace nie wiecej jak 1 zloty.

Rafaela
Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #62 : Marzec 01, 2012, 14:50:50 »

Rafaelo, rozbawiałś mnie. Wszak nie tylko nie ma kwoty minimalnej ale również nie ma żadnego obowiązku aby płacić.

Jeżeli już protest to proponowałbym aby wrzucać symboliczny 1 grosz.
Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #63 : Marzec 01, 2012, 19:55:25 »

Tak wiec baw sie dobrze.
Mi jest nie do zabawy, ani do smiechu. Mnie bardzo martwi ta cala sytuacja.

Rafaela.

Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #64 : Marzec 01, 2012, 20:19:41 »

Nie wiem co tak naprawdę chcesz osiągnąć czy wypowiedzieć.
Przeklejasz całe artykuły i... w większości przypadków nawet słowa komentarza. Czasami odnoszę również wrażenie jakby Twoje posty pisały dwie osoby o różnych charakterach. Myślę, że zderzenie z przeklejonym postem na pół strony w większości po prostu zniechęca by zapoznać się z jego tematyką gdy - jak wspomniałem - nie ma ani słowa opisu ani komentarza...

Owszem, należy walczyć o poprawę, odejście od złych zachowań - w kontekście protestu tacowego większe oddziaływanie według mnie miałoby właśnie dawanie przysłowiowego grosza niż ostentacyjne odwracanie się. Grosz ma w KRK pewną symbolikę.
Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #65 : Marzec 01, 2012, 21:59:02 »

Proponuje Ci abys poswiecil troche  czasu i przeczytal "Wojny Watykanskie" art. z 24 lutego podalam w tym temacie wyzej.

Nastepnie , wklejalam duze art. ktore maja zapoznac ludzi zainteresowanych organizacja i sytuacja KK. Ciagle mam cicha nadzieje, ze sytuacja
KK sie polepszy, czy polepsza. Jednak pazernosc na pieniadze jest ciagle punktem pierwszym w tej religii. W zeszlym tygodniu byl pogrzeb w naszej rodzinie.
Wszystko bylo zaplacone i ustalone. Jak rodzina zobaczyla ze w kostnicy sa zbierane pieniadze na tace, to zeczywiscie rece opadly wszystkim.
To byl pogrzeb w Polsce.
               
                     Dzisiaj postanowilam, ze nie bede  wiecej zajmowala sie tematami dotyczacymi  Kosciola Katolickiego na tym forum. To jest walka
z wiatrakami. Probowalam tu pokazac KK z roznych stron. Nie bylam stronnicza, pisalam za i przeciw. Dobrze zauwazyles Artqu , to nie byly dwie osoby, to byla jedna bezstronna. Cieszylam sie ze tematy ciesza sie duzym zainteresowaniem, ze docieraja do ludzi zainteresowanych.
Wczoraj, otworzylam nowy temat o organizacji KK i jej funkcjii. Ryba smierdzi od glowy. Kiedy przeczytalam art.Wojny Watykanskie", to zrozumialam
ze moja praca wlasciwie jest bez znaczenia. Dlatego koncze temat Kosciol Katolicki.

Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie. Rafaela



 
Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #66 : Marzec 01, 2012, 23:53:28 »

Rafaelo, aktualnie największą religią na świecie jest religia pieniądza, a jej głównym przykazaniem jest "musisz to mieć, musisz to kupić"...

W temacie zbiórki na tacę podczas pogrzebu - kiedyś poruszyłem tę sprawę gdy zauważyłem to - otrzymałem informację, że pieniądze zebrane na tacę będą przeznaczone na odprawienie mszy za zmarłego w 7 i 30 dzień po śmierci. Osobiście jednak jestem przeciwnikiem zbierania tacy na takich uroczystościach. Według mnie każdy wierny aktywnie uczestniczący w życiu religijnym parafii winien mieć za darmo msze związane z przyjęciem sakramentów: chrzest dzieci (tak bywa), I komunię (też tak bywa), bierzmowanie (nieodpłatne), ślub no i pogrzeb.
Rafaelo, na Waszym miejscu podszedłbym i zapytał się, wyjaśnił sprawę - że nie życzę sobie tego. Z reguły to pomaga i skłania do myślenia...
Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #67 : Marzec 02, 2012, 10:41:21 »

Takie postepowanie nie buduje, ale rujnuje .

 Szczegolnie w takiej sytuacji w jakiej znajduje sie Kosciol Katolicki. Glowa muru nie przebijesz, jeszcze
nie raz spotkamy  sie z glupota i chciwoscia. Obojetnie co powiemy o KK, Pan Bog uzadzil zycie na ziemi ze dal ludziom poczatek i koniec.
Poczatek- roznie z tym bywa, ale koniec jest dla wszystkich taki sam. Smiertelna koszula nie ma kieszen i na to nie ma zadnej mozliwosci
aby to zmienic /dzieki Bogu/. Dokad prowadzi ta droga ktora obral kler w Kosciele Katolickim ?. Nawet na to pytanie nie mozna sobie odpowiedziec.
W samym srodku jest walka , a to niedobrze wyglada. Trudno oceniac, bo na to brak slow , mysle ze przyjdzie moment ze zostanie wystawiony
rachunek . Ale to juz nie moja sprawa.

Pozdrawiam Rafaela
Zapisane
east
Gość
« Odpowiedz #68 : Marzec 02, 2012, 11:07:13 »

@Rafaelo
Cytuj
W samym srodku jest walka , a to niedobrze wyglada

Wręcz przeciwnie, to wygląda tak, jak ma wyglądać u końca epoki, a na początku nowej. Stare struktury nie rozpadną się dlatego, że ktoś z zewnątrz dokona rewolucji, a dlatego, że jest to wewnętrzny proces podnoszenia wibracji. Na każdym poziomie. W wyniku nowych wibracji cały nasz hologram podlega przemianie. Nie należy na to patrzeć z przerażeniem , tylko ze zrozumieniem.
I przede wszystkim  -bez paniki.

Jak wiesz ( wyrazy współczucia z powodu zmarłej bliskiej osoby ) to co najbardziej boli , gdy bezpowrotnie ktoś/coś odchodzi , to poczucie utraty własnego przywiązania do takiej a nie innej formy tego kogoś/czegoś. A przecież nic nie ginie ,tylko się przemienia... można powiedzieć, że na całe szczęście.
Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #69 : Marzec 02, 2012, 11:27:08 »

Takie postepowanie nie buduje, ale rujnuje .
Nie rozumiem Rafaelo, skoro spokojna, rzeczowa rozmowa która ma za zadnie skłonić do refleksji Twoim zdaniem ma rujnować, a nie budować, to co w końcu buduje?

W takich przypadkach opadają mi ręce. Ludzie narzekają pod nosem, albo za plecami, a jak staną twarzą w twarz z daną sytuacją to zamiast wtedy zareagować, zrobić cokolowiek... udają, że nie widzą. Więc jak ma się cokolwiek zmienić. Jeżeli mam jakieś uwagi to artykułuję je wprost - to jest konieczne aby móc oczekiwać jakiejkolwiek zmiany. Tak samo jestem wdzięczy innym osobom za uwagi pod moim adresem.

Nawet ostatnie sprawa - ACTA, moglibyśmy sobie pod nosem szeptać, że to niedobr, że mi się nie podoba, ale jaki miałoby to wydźwięk? Pewnie żaden. Jednak ktoś poszedł o krok dalej zadał sobie trud i wyartykułował to wprost, aby dobitnie doszło do osób któe były odpowiedzialne za podpisanie traktatu. Ktoś zamiast wyłącznie siedzieć w bamboszach i narzekać, poświęcił swój czas, napisał, mówił, przedstawaił swoje racje tam gdzie mogły przynieść największy efekt. Pisał petycje, prostestował, w końcu wstał i wyszedł na ulicę.
Właśnie - wstał - aby cokoliwek zrobić należy najpierw WSTAĆ.

Nie podobały mi się pewne sprawy w KRK - w mojej parafii - WSTAŁEM, poszedłem i porozmawiałem. Efekt jakiś tam jest - przynajmniej jak mnie widzą, to pamiętają. Gdyby tak każdy poszedł i wyartykułował wprost o co mu chodzi nie mieliby innego wyjścia niż zmienić pewne postawy, ale niestety większość narzeka wyłącznie za plecami.

Dedykuję piosenkę pt. "przeżyj to sam..."
« Ostatnia zmiana: Marzec 02, 2012, 11:30:23 wysłane przez arteq » Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #70 : Marzec 02, 2012, 12:09:57 »

No tak panowie, macie racje. Patrzac na ta cala sprawe z boku, serce peka ze ludzie mlodzi widza to wszystko i formuja swoje zdanie na temat
religii i wogole Boga. Jesli w KK takie roznosci sie dzieja, to czego mozna sie spodziewac od normalnego codziennego zycia.  Tak wiec tworzy sie
nowa sytuacja  w ktorej nalezy znalesc swoje miejsce.
Pozdrawiam serdecznie. Rafaela
« Ostatnia zmiana: Marzec 02, 2012, 12:27:02 wysłane przez Rafaela » Zapisane
arteq
Gość
« Odpowiedz #71 : Marzec 02, 2012, 13:29:50 »

Więc zapytam się wprost - Rafaelo czego oczekujesz, co chcesz osiągnąć?
Dałem Ci sprawdzony przykład aby w końcu coś zacząć zmieniać, aby dążyć ku lepszemu - przykład który sam stosuję i widzę efekty.
Jeżeli masz lepsze rozwiązanie - i do tego najlepiej sprawdzone - to zamieniam się w słuch, chętnie skorzystam.

 
Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #72 : Marzec 03, 2012, 11:37:52 »

Cóż deklaracje i kajania się kk sobie, a czyny świadczące o czymś zupełnie  innym sobie....

Kiara Uśmiech Uśmiech


Jakie demony przywołuje poznański kościół?

Na wiadomość o udziale jednej z parafii poznańskich w promowaniu reprintu książki Mieczysława Noskowicza "Najświętsze trzy Hostie", wydanej w Poznaniu w 1926 (w której znajdują się oskarżenia Żydów o "sprofanowanie hostii"), napisałem na FB: "Kościół w Poznaniu przywołuje demony".

Jakie to demony?

Demony nieuzasadnionych, absurdalnych oskarżeń, prześladowań, wzgnań, konfiskat majątków, tortur, morderstw.

Począwszy od XIII wieku Żydzi byli oskarżani o wykradanie hostii a następnie jej „torturowanie”. O nakłuwanie jej ostrymi przedmiotami (gwoździe), aby krwawiła, co miało odtwarzać mękę Jezusa. Skąd to zjawisko?

Zaczęło się od  doktryny ustanowionej w roku 1215.

Transsubstancjacja (przeistoczenie) – oznacza w teologii Kościoła Katolickiego rzeczywistą przemianę podczas Eucharystii chleba (czyli hostii) w ciało (a wina w krew) Jezusa. Doktryna ta przyjęty została na Soborze Laterańskiem IV w 1215 roku. Oznacza to, że w wyniku tej przemiany hostia nie jest symbolem ciała, ale ciałem, choć fizycznie zachowuje cechy sprzed transsubstancjacji.

Ta doktryna doprowadziła do rezultatów, których nie dało się przewidzieć: tortur i śmierci tysięcy Żydów. Niewinni ludzie byli przez stulecia skazywani na męki i paleni na stosach za rzekome "torturowanie" przedmiotu osymbolice religijnej – a zarazem kawałka okrągłego, niekwaszonego chleba. Płatka sporządzonego z mąki pszenicznej.

Oskarżano ich o profanowanie hostii, fizyczne znęcanie się nad nią, czyli - wedle tej doktryny - zadawanie bólu ciału Jezusa. Oskarżenie to stanowiło "logiczną kontynuację" znanych od stuleci oskarżeń o spowodowanie jego śmierci.

 

Paolo Uccelo (1397-1475) -"Cud sprofanowanej hostii", Urbino, 1468

Żydowski lichwiarz gotuje hostię, która wydziela krew. Jego ciężarna żona i dzieci patrzą z przerażeniem na krew wypływającą na ulicę i żołnierzy, którzy za moment wyłamią drzwi, aby ująć sprawców tej profanacji.

 

Pierwsze oskarżenie o profanację hostii (Hostienschändung) pojawiło się w Beelitz koło Poczdamu już w roku 1243. Prawie cała społeczność żydowska tego miasta została wówczas wymordowana - spalona, w miejscu nazwanym później Judenberg. Kolejny przypadek odnotowano w Paryżu w roku 1290. W 1370 w Brukseli zamordowano 22 żydowskich mieszkańców miasta i wygnano resztę. W 1389 w Pradze - blisko 3 tysiące Żydów zostało zamordowanych w rezultacie identycznych oskarżeń. W 1510 roku w Berlinie – dwudziestu sześciu Żydów zostało spalonych a dwóch – ściętych za „profanację hostii”, a w Knoblauch (Brandenburgia) - trzydziestu ośmiu.

Takie oskarżenia wobec Żydów pojawiały się w całej Europie przez stulecia.

 

Niemiecki drzeworyt z XV wieku przedstawia historię profanacji hostii przez Żydów w Passau.
Hostia zostaje wykradziona, kłuta, Żydzi zostają aresztowani, poddani egzekucjom (obcinanie głów) i torturom. Na koniec, cała społeczność żydowska zostaje wygnana, a chrześcijanie modlą się z wdzięcznością.

 

Przykładowo: w roku 1337 - w Deggendorf; 1410 - w Segowii; w 1294 - w Laa (Austria); 1298 - w Röttingen; w 1299 - w w Ratyzbonie; w 1306 - w St. Pölten; w 1325 - w Krakowie, w 1330 - w Güstrow; w 1338 - w Pulkau; w 1388 - w Pradze; w 1399 - w Poznaniu, w 1420 - w Ems; w 1453 - we Wrocławiu;  w 1492 - w Sternbergu (Mecklenburg-Schwerin); w 1514 - w  Mittelbergu; w 1556 - w  Sochaczewie.

Pierwszymi europejskimi monarchami, którzy kategorycznie odrzucali oskarżenia o profanację hostii skierowane przeciwko Żydom, byli polscy królowie - Kazimierz Jagiellończyk (1447), Zygmunt Stary i Zygmunt August, który w roku 1558 wyszydzał podobne pomówienia, mówiąc, że nie jest "aż tak głupi aby uwierzyć, że z pokłutej hostii krew pociecze". Po procesie sochaczewskim (i spaleniu na stosie oskarżonych Żydów i jednej Polki), Zygmunt August ogłosił edykt zapewniający bezpieczeństwo wszystkim Żydom w Polsce, a w styczniu 1557 r. wydał przywilej okreslający zasady postępowania w przypadku wniesienia przeciw Żydom oskarżeń o charakterze rytualnym. Król poddał wszelkie oskarżenia o "sprofanowanie hostii" i o "mordy rytualne" jurysdykcji królewskiej i sejmowej, aby powstrzymać niższe sądy przed wydawaniem wyroków śmierci na niewinnych.

Ostatni Żyd został spalony na stosie za rzekomą profanację hostii w roku 1631. Jednak jeszcze ponad sto lat później - w roku 1761 (w Nancy) - Żyd z Alzacji został poddany egzekucji na podstawie identycznych oskarżeń.

Sporadyczne oskarżenia pojawiały się nawet w XVIII i XIX stuleciu. Ostatni przypadek zarzucania Żydom "torturowania" hostii odnotowany został w Rumunii w roku 1836.

Dziś to wszystko należy do historii.

Tylko tam jest miejsce dla tych demonów.

"Najstarszy z żydów pierwszy, wedle podania, przebił nożem jedną Hostię, z której zaraz krew wytrysnęła i twarz mu znacznie skropiła" - czytamy w książce promowanej w roku 2012 w jednej z poznańskich parafii.

 

Paweł Jędrzejewski

 

Tekst ukazał sie na stronie internetowej Forum Żydów Polskich 17 lutego 2012

http://fzp.salon24.pl/395974%2cjakie-demony-przywoluje-poznanski-kosciol
« Ostatnia zmiana: Marzec 03, 2012, 11:38:46 wysłane przez Kiara » Zapisane
east
Gość
« Odpowiedz #73 : Marzec 03, 2012, 13:58:47 »

To jest trick stary jak świat. Aby zabić człowieka oskarża się go o zbeszczeszczenie własnej świętości. Wtedy można dokonać mordu bez konsekwencji.
Niestety , ale Żydzi również stosują dziś te same metody na Bliskim Wschodzie. Obie strony zreszta. Czasami nie wiadomo kto pierwszy sprowokował . Winne są same religie sankcjonujące, wręcz uświęcające, prawo odwetu.
Tak jakby ktoś celowo stworzył religie ,by w imię ich obrony móc toczyć krew.
Zapisane
Kiara
Gość
« Odpowiedz #74 : Marzec 03, 2012, 20:29:36 »

Tak wielki problem Israel..... to wszystko zależy przez jaki pryzmat wiedzy patrzy się na to zdarzenie? czy jesteś pewien iż Israel , międzynarodowa zgoda na jego zaistnienie jako państw nie była poniekąd podstępem mającym zwabić wszystkich żyjących Żydów w jedno miejsce? Takie miejsce o którym marzyli jako swoim państwie od zawsze , za które będą chcieli poświęcać swoje życie?
 Otoczenie ich nieprzyjaznymi państwami , gra ciągłymi konfliktami , podsycanie niezgody , prowokacje wszelakie, to tylko utrzymywanie "muru getta" w którym znaleźli się na własną  prośbę.
Czy trudna jest taka zagrywka? Według mnie wcale nie , zakulisowe siły nie tylko z ziemi są w stanie ją przewidzieć na setki lat do przodu i tworzyć tak polityczne układy by ród ten systematycznie niszczyć. Żydowskie z pozoru nazwiska sugerują iż to Żydzi są elitą rządzącą , a kto jaka Energia i w jakim celu wcieliła się w tych ludzi? To można ocenić po czynach ludzkich a nie po urodzeniu w tej czy tamtej rodzinie niosących takie czy inne nazwisko.
Przez wiele tysiącleci usiłowano wymordować Żydów w różnych miejscach globu , nie wychodziło bo byli rozrzuceni po świecie.Eksterminacja  w bestialski sposób z odbieraniem wszystkich Ludzkich godności to największe okrucieństwo. Ludzie ci  chcą naprawdę spokojnie żyć , nic więcej. Sądzisz iż to oni prowadzą taką politykę by trwały ciągłe działania wojenne, by musieli utrzymywać takie ilości wojska? Nie , nie oni , ale są do tego zmuszani zastraszaniem i wieloma akcjami zbrojnymi.
To czego nie dokonał ,   holokaust  nie udało mu się  kolejne kroki polityczne chcą dokonać, prowokując wojnę z Iranem , wówczas łatwo można będzie doprowadzić do kolejnej wielkiej eksterminacji Żydów , oj łatwo , łatwo.

Ja temu procederowi mówię NIE!, NIE! , NIE! , STOP! i BASTA!  , nie dojdzie do niego , będą usiłowania zastraszania i prowokacji ale nie dojdzie już. Już tym razem nie!
Wszyscy ludzie, a szczegulnie Ludzie w tym rejonie świata  skąpanym od wieków we krwi mają prawo do pokojowego , spokojnego życia. Stanie się , bo stać się musi, każdy odzyska prawo do kawałka ziemi na której mieszka , każdy będzie miał prawo wybudować dom , i do każdego popłynie woda.
Przeznaczeniu od tylu tysiąc leci blokowane wypełni się , bo taka jest wola Stwórcy.

Kiara Uśmiech Uśmiech
« Ostatnia zmiana: Marzec 03, 2012, 20:39:47 wysłane przez Kiara » Zapisane
Strony: 1 2 [3] 4 5 6 7 |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.144 sekund z 17 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

imindel luksburg polskiserwerfreeplay wilcze-zycie tdw