Niezależne Forum Projektu Cheops Niezależne Forum Projektu Cheops
Aktualności:
 
*
Witamy, Gość. Zaloguj się lub zarejestruj. Październik 31, 2014, 16:29:48


Zaloguj się podając nazwę użytkownika, hasło i długość sesji


Strony: 1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 [23] 24 25 26 27 28 29 |   Do dołu
  Drukuj  
Autor Wątek: WIEDZA TAJEMNA UKRYTA W OBRAZACH .  (Przeczytany 142409 razy)
0 użytkowników i 2 Gości przegląda ten wątek.
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #550 : Maj 19, 2012, 00:05:39 »

Badacze na tropie kodu "Mony Lisy" Leonardo da Vinci.



Kiedy kilka lat temu furorę robiła książka Dana Browna „Kod Leonarda da Vinci” nikt nie przypuszczał, że sensacyjna teoria o sekretnym kodzie może okazać się prawdą. A jednak... Grupa włoskich naukowców dokonała niesamowitego odkrycia! Za pomocą mikroskopów i aparatów o bardzo wysokiej rozdzielczości eksperci odkryli na słynnym płótnie maleńkie litery i liczby. – Gołym okiem symbole nie są widoczne, ale można je wyraźnie dostrzec dzięki powiększeniu. W łuku mostu widocznego w tle występuje liczba 72. Ale może to być równie dobrze litera L i cyfra 2 – mówił szef zespołu badawczego. Naukowcy odkryli także w prawym oku Mony Lisy namalowane do góry nogami litery L i V (badacze przypuszczają, że może to być skrót od nazwiska twórcy), a także litery CE, choć badacze nie wykluczają, że może być to też litera B. Niestety, popękana farba utrudnia dokładne odczytanie liter.

Szef zespołu badawczego Silvano Vinceti

Zapisane
Fair Lady
Gość
« Odpowiedz #551 : Maj 19, 2012, 00:52:58 »

Niektorzy badacze wyspecjalizowali sie w analizie obrazu pod katem zdrowotnym, i tak w oku Mony Lisy odkryto zolta plamke, ktora wskzywac by mogla na chorobe hiperlipidemie.
« Ostatnia zmiana: Maj 19, 2012, 11:17:30 wysłane przez Fair Lady » Zapisane
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #552 : Maj 20, 2012, 08:54:17 »

Małe Arkana - Miecze





























cdn.
« Ostatnia zmiana: Maj 20, 2012, 09:31:38 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
chanell

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #553 : Maj 20, 2012, 20:55:10 »

"Zabójstwo św.Stanisława" - obraz J.Matejko


Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #554 : Maj 20, 2012, 23:25:57 »

Komentarz do powyżej umieszczonego obrazu

Cytuj
Nie ma w polskich dziejach większej zagadki i tajemnicy niż ta historia sprzed tysiąca lat. Historia o złym królu Bolesławie i dobrym biskupie Stanisławie. Król, porywczy, nieludzki i brutalny, kazał zabić, a może nawet sam zabił biskupa, który po wielekroć go upominał, ganiąc królewską niemoralność i zbytnią surowość wobec poddanych.

Bolesne kłamstwo (1) - prawda o królu Bolesławie Śmiałym Szok

Wiedza, to nauka, którą posiądziesz na uczelni, ale także ta odkrywana samodzielnie z biegiem lat. Jeśli tylko chcesz, przychodzi sama. Nieproszona, ale kusząca, życzliwa i ofiarna. Daje nowe możliwości, zmienia horyzonty i poglądy. Otwiera oczy. To, oprócz olbrzymiej satysfakcji z jej posiadania, równie wielkie poczucie ogromu jej obszaru, który praktycznie jest nieosiągalny. Im większą posiądziesz wiedzę, tym bardziej obszary te się powiększają. Czuję, że jestem odkrywcą. Odczuwam także wtedy złość, że za wcześnie się urodziłem i tak już niewiele czasu mi zostało, a taki jeszcze ogrom do spenetrowania. I czuję potrzebę znowu byciem dzieckiem chłonącym świat, jak gąbka. Dzieckiem – nieznającym obłudy, fałszu i dzieckiem Kościoła, któremu ufam bez zastrzeżeń.
Tak długo dorasta się do dziecka.
 
Dopiero teraz niestety, z głębokim poruszeniem i zawstydzeniem posiadłem wiedzę o największym polskim królu (może obok Batorego),skazanym na infamię przez Kościół. Mój katolicki Kościół, w którym mnie wychowano i któremu zawsze bezgranicznie ufałem.
 I teraz też doznałem odkrycia, które mną wstrząsnęło.
 
 Jak podaje Waldemar Łysiak, historyczna prawda o św. Stanisławie biskupie opiera się przede wszystkim na dwóch źródłach – kronikach Galla Anonima i Wincentego Kadłubka oraz badaniach rozmaitych historyków. Bliższy prawdy był Gall, bowiem był bliższy tym historycznym wydarzeniom, natomiast kroniki Kadłubka powstały prawie 100 lat później, a Aleksander Bruckner określił je jako puste wymysły i twierdził, że „(…) Wincentego coraz przepisywano i ślepo mu wierzono, (…) chociaż do Galla nic nie miał istotnego dodać, prócz kruszenia kopii za św. Stanisławem, (..) a nikłość treści zakrywał splotem fantazji”.
 
W 1075 roku, przeznaczenie połączyło ze sobą dwóch wielkich ludzi: wybitnego papieża Grzegorza VII i znacznie od niego młodszego, równie wybitnego polskiego króla Bolesława Śmiałego.
 Ten wyświęcony w wieku 53 lat asceta i, rzeczywiście kochający Boga, mnich, podjął walkę z zdeprawowanym klerem i władzą świecką nad Kościołem. Rozwiązując problemy wewnętrzne Kościoła, sam swoją postawą dawał przykład życia duchowego i nie zmienił swego ascetycznego życia. I, oczywiście, obce mu były doczesne pokusy.
 A w Polsce, młody trzydziestoletni Bolesław, swym talentem przywódczym w kraju i politycznym (przede wszystkim poza jego granicami), uczynił z Polski mocarstwo na tyle silne, że cesarz niemiecki, Henryk IV, musiał się z nim liczyć. Był wzorowym chrześcijaninem i świetnym politykiem.
 
Właśnie, od 1075r., Bolesław Śmiały rozpoczął budować niezależność polskiego Kościoła od Niemców i w Gnieźnie ustanowił metropolię.
 Do tej pory, najważniejszym księciem polskiego Kościoła był biskup krakowski, Stanisław. Decyzją króla, został automatycznie podwładnym biskupa gnieźnieńskiego, Bogumiła, co wzbudziło jego zazdrość i gniew. I co bardzo istotne, w wyniku tych zmian, zmniejszyła się również terytorialnie sama diecezja krakowska, co skutkowało mniejszymi dochodami. To również, a może przede wszystkim, wrogo nastawiło samego biskupa do króla.
 Bolesław śmiały, za zgodą papieża, został koronowany w 1076 roku, co umocniło jego władzę nad całym terytorium Polski i pomniejszyło, prawie nieograniczoną władzę polskich możnowładców. Tym samym, w stosunkowo krótkim czasie, Bolesław zyskał sobie dwóch groźnych wrogów: biskupa, kontrolującego cały obszar kraju, który nie mógł się pogodzić z podległością metropolicie gnieźnieńskiemu Bogumiłowi i elitę możnowładców Polski.
 
Także w tym czasie papież Grzegorz VII, swym dokumentem „Dictatus papae” wypowiedział wojnę Henrykowi i szukał wiernego partnera w tej walce. Idealnym był młody i głęboko wierzący, polski król Bolesław. W 1077 roku cesarz Henryk IV został obłożony, przez papieża, anatemą. Ta decyzja papieska, w tamtych, czasach skutkowała zwolnieniem poddanych z posłuszeństwa, co znacznie uszczupliło dochody ukaranego króla. Upokorzony wielki władca, czujący niebezpieczeństwo ze strony silnego polskiego króla Stanisława, który był gotów czynnie wesprzeć papieża, ukorzył się przed Grzegorzem VII i na kolanach szedł do niego w Cannosie, błagając, by zdjął z niego klątwę. Dobry papież przychylił się, niestety, do jego prośby.
 Od tej pory, jedynym pragnieniem niemieckiego cesarza była zemsta, na przeszkodzie której, stał ciągle król Bolesław. Trzeba więc było zniszczyć tego papieskiego sprzymierzeńca. Realizując swój plan, sam zyskał sojuszników w Polsce, niezadowolonych, wrogo odnoszących się do króla, tzn. możnowładców polskich, których podburzył do buntu i biskupa krakowskiego, Stanisława. Zbuntowanych możnowładców aktywnie wspierał właśnie biskup Stanisław.
To biskup krakowski przyczynił się do związania kraju z Niemcami, do uzależnienia go od Niemców, utraty niepodległości i siły państwa. W efekcie, Bolesław został z Polski wygnany, a Grzegorz VII, straciwszy swego sojusznika, z Rzymu. Klęska papieża była klęską całego Kościoła. Na łożu śmierci powiedział: „Miłowałem sprawiedliwość, a nieprzyjacielem byłem nieprawości, dlatego umieram wygnańcem”.
 Henryk IV królem Polski ustanowił Czecha, Bratysława.

Tak, więc św. Stanisław zniszczył, rzeczywiście świętego, papieża Grzegorza VII (biskup zniszczył papieża!), zrujnował mocarstwowość Polski i niezależność polskiego Kościoła.
To bardzo dużo, jak na jednego człowieka, w dodatku duchownego, i trudne do zrozumienia, jeśli dotyczy późniejszego świętego.
Jak taki wróg Kościoła i Polski mógł zostać świętym, czczonym do dzisiaj, przede wszystkim w kraju, który zniszczył? Jak to możliwe?
 
Tadeusz Grudziński pisze o Bolesławie Śmiałym jako o niepospolitym władcy prowadzącym polityczne gry, budującym sojusze umacniające pozycję Polski i samego króla. Jego zdaniem, Bolesław Śmiały był energicznym wodzem, dumnym władcą, który odbudował kraj gospodarczo i ekonomicznie. Był to król „najbardziej chrześcijański”.
 
Bolesław Śmiały zmarł na wygnaniu w 1082 roku, w wieku 37 lat w benedyktyńskim klasztorze w Ossiachu, na terenie dzisiejszej Austrii, dumnie patrząc w oczy swoim zabójcom.
 
Waldemar Łysiak przypomina opinie niektórych historyków.
 W 1803 roku, Tadeusz Czacki pisał, że „Stanisław biskup miał zmowy z Czechami”, co stoi w zgodzie z zapiskami Galla, że Czesi byli wtedy naszymi „najbardziej zawziętymi wrogami”.
 W 1844 roku, ksiądz Kalinka napisał, że opis zabójstwa biskupa jest dziełem „kronikarzy – księży umyślnie ten fakt przekręcających” oraz, że bezstronna historiografia byłaby „Stanisława w najniekorzystniejszy sposób wystawiła”.
 Pod koniec XIX wieku historycy nazywali wprost św. Stanisława zdrajcą, a Tadeusz. Wojciechowski w 1904 r. stwierdził, że św. Stanisław zginął jako przywódca czesko – niemieckiej agentury, montującej bunt możnowładców przeciw Bolesławowi Śmiałemu.
 W swych badaniach Tadeusz Wojciechowski dowiódł bezspornie, że zdrajcę biskupa Stanisława potępił i wyklął sąd arcybiskupi metropolity Bogumiła i że został on stracony z wyroku sądu królewskiego.
 
Legenda o świętości Stanisława została sfabrykowana przez kler krakowski. Chodziło tu o przejęcie wsi Piotrowin, na którą miał ogromną chęć biskup Stanisław, a do której nie miał żadnych praw. Na skutek gorących modłów św. Stanisława, dotychczasowy właściciel powstał z martwych i, przed sądem, potwierdził fakt sprzedania biskupowi Stanisławowi, Piotrowiny. A, jak wiadomo, przynajmniej jeden potwierdzony cud jest konieczny, by uznać kogoś za świętego. To wystarczyło. I tym, iście kuglarskim sposobem, biskup Stanisław i krakowska kuria stała się bogatsza o jeszcze jedną wieś, a Kościół katolicki o jeszcze jednego świętego.
 
Tak oto zwykła prywata i zemsta, niegodna biskupa, stały się przyczyną zniszczenia prawowitego króla i stała się powrotem, do praktykowanych dotąd łajdactw, rozpusty, gwałtów i wszelakich innych sprośności, którymi charakteryzował się ówczesny kler.

Bardzo znaczącą rolę w tym oszustwie zafałszowania historii, oczernianiu mądrego i dobrego króla Polski i podtrzymywaniu kłamstwa o świętości zdrajcy Stanisława biskupa, odegrał Wincenty Kadłubek.
 
Łysiak przypomina, że już w niepodległej Polsce, w 1920 roku, rząd zwrócił się do Watykanu o anulowanie, dnia 8 maja, święta Stanisława Szczepanowskiego, skreślenia go z kalendarza listy świętych i zaprzestanie krzewienia jego kultu. Czyżby nie wiedział o tym Jan Paweł II?
 
Ten wielki Polak zupełnie niespodziewanie, w swojej wielkości, stanął przed moimi oczyma. Mąż stanu, bohater, twórca potężnej Polski i wzorowy, prawdziwy chrześcijanin. Król. Krzywda, którą mu wyrządzono dotknęła bezpośrednio całe państwo i Kościół. Jak wielki był ból, który musiał znosić! Tak wielka tragedia tego człowieka, to siła, która mu pozwoliła z uśmiechem patrzeć w czy swym zabójcom.
 Postawa Kościoła, w tej całej tragicznej historii, to z pewnością jedna z najczarniejszych jego kart. Kult kłamstwa dotykającego wielkiego Bolesława Śmiałego odbiera Kościołowi prawo do głoszenia prawdy, do której jest powołany. Dzisiaj Kościół nadal nie potrafi zdobyć się na prawdę o mądrym i wielkim królu i o wyświęconym zdrajcy, o którym prymas Glemp mówił: „swoim przykładem daje nam zachętę”. Może dotychczasowi władcy Rzeczypospolitej zbyt dosłownie wzięli sobie słowa prymasa do serca. Jak tu wierzyć w nieomylność Kościoła, kiedy kłamstwo jest nieustannie powielane i staje się prawdą historyczną?

Teraz już, za swą postawę i bohaterstwo Bolesław Śmiały żyje w chwale Najwyższego, a w swym kraju, przez całe długie wieki jego imię jest nieustannie bezczeszczone.
 
Andrzej Ruraż-Lipiński

http://www.kworum.com.pl/art84,bolesne_klamstwo_1_.html
Zapisane
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #555 : Maj 26, 2012, 20:45:37 »

Hans Kanters (1947, Amsterdam) jest samoukiem. Karierę rozpoczął jako artysta w burzliwych latach sześćdziesiątych. Symbolicznie w swoich pracach ukazuje manipulację współczesnej władzy. Z przymrużeniem oka obnaża też tajemnicę zła w człowieku. Odwieczną, ludzką tęsknotę poszukiwania utraconego raju, oddaje w swoich dziełach jako groteskowy świat cyrkowej magii.













Zapisane
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #556 : Maj 27, 2012, 08:18:57 »

to przypomina Salvadora Dali- wklejam jeden obraz stworzony chyba z Hieronimem Boschem,-
reszta do wygóglowania




https://www.google.pl/search?q=salvador+dali+obrazy&hl=pl&client=opera&hs=Ygq&rls=pl&channel=suggest&prmd=imvnso&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ei=nanBT7SSIMPQsgbA3OGRCg&ved=0CHcQsAQ&biw=1646&bih=896

Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
barneyos


Gawędziarz


Punkty Forum (pf): 2
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 689



Zobacz profil
« Odpowiedz #557 : Maj 28, 2012, 10:13:34 »

A mnie się kojarzy z obrazami Tomka Sętowskiego:

http://setowski.com/main.php?Lang=pl
Zapisane

Pzdr barneyos   Cool

----------------------------------
\"Nie ma rzeczy niemożliwych, są tylko rzeczy, których na razie nie potrafimy zrobić\"
\"Im więcej wiem, tym bardziej wiem, że mniej wiem\"
chanell

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 72
Offline

Płeć: Kobieta
Wiadomości: 3453



Zobacz profil
« Odpowiedz #558 : Maj 28, 2012, 21:20:54 »

Ciekawe jest to że,prawie na każdym obrazie jest ; jajko, kule ( planety ),rogi ,okręt lub żagiel ,wąż i oczy. Wszystko co na nich przedstawione wydaje się być w ruchu.No i wreszcie ten klucz.  Przemierzamy wszechświat ,poszukujemy klucza i drogi do raju...??
Zapisane

Na wszystkie sprawy pod niebem jest wyznaczona pora.

            Księga Koheleta 3,1
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #559 : Maj 28, 2012, 23:12:46 »

To prawda symbolika tych malarzy jest jakby powielana, czyli poszukiwania trwają i trwać będą.

Obraz Hieromina Boscha - Triumf Śmierci



W "Rozmowie Mistrza Polikarpa ze Śmiercią", w której to Mistrz postawił sobie za cel ujrzenie śmierci. Bóg wysłuchał jego próśb i Polikarp zobaczył przerażający wizerunek śmierci jako bezzębnej, pozbawionej warg, z wystającymi żebrami postaci trzymającej kosę. Śmierć jako kościotrup z kosą i klepsydrą lub także jako rycerz albo cień, to najbardziej popularne wyobrażenie o śmierci w ikonografii średniowiecznej i nowożytnej. Śmierć to także uczestnik tzw. danse macabre - czyli tańca śmierci, w którym tańczą wszystkie stany społeczne, począwszy od kościelnych nobilów i cesarzy, kończąc na biedocie. W tę eschatologiczną ikonografie wpisuje się kilka niezwykłych dzieł. Albrech Durer w grafice (miedzioryt) "Rycerz Śmierć i Diabeł" z 1513, ukazał śmierć z klepsydrą która wskazuje rycerzowi, że nadchodzi jego godzina. Natomiast motyw "danse macabre" przedstawiony został w dziele Pietera Bruegela z ok. 1562, na którym dostrzec możemy niezwykle dynamiczną fabułę, ze śmiercią w roli głównej, która przypomina, że każde stworzenie jest istotą śmiertelną.
W starożytności, nie pojmowano śmierci samobójczej w sposób "wstrząsający" jak cywilizacja obecna. Samobójstwo, czyli świadome unicestwienie funkcji życiowych wywołane silnymi przeżyciami wewnętrznymi, było dla Starożytnych wyzwoleniem duszy od trosk ciała i życia ziemskiego. Jak pisze John M. Rist "w starożytności klasycznej samobójstwo było zjawiskiem nie tylko zwykłym, ale akceptowanym i w wielu okolicznościach usprawiedliwionym". Haidegger natomiast wspomina, że "człowiek jest bytem ku śmierci". W doktrynie chrześcijańskiej śmierć stanowi podstawowy pierwiastek dynamiczny (element), bez którego byłoby niemożliwe życie wieczne i zmartwychwstanie. Temat ten przez wieki budził w ludziach strach, przerażenie i gęsią skórkę. Śmierć przyciąga, fascynuje i nierozerwalnie wiąże się z losem człowieka. Śmiercią na stosie straszono w średniowieczu, niewiernych, niepłacących odpusty, i bardzo często ludzi o światłych poglądach, np. Giordano Bruno- obrońca systemu kopernikańskiego. Kategorie estetyczne t.j piękno, tragizm, groteska, brzydota, komizm, można z mojego punktu widzenia, przyrównać do form odchodzenia. Gdy ludziom zdarza się 'zamarzyć' jak chcieliby umrzeć to wtedy opisują że najpiękniej byłoby odejść we śnie. O śmierci tragicznej zwykło się wspominać wtedy gdy w sposób nagły, odchodzi wielka jednostka ludzka o wielkiej wartości. Jeśli chodzi natomiast o śmierć "brzydką", i jej wyobrażenia to zazwyczaj nasuwa Nam się cierpienie trędowatych o zdeformowanym ciele czy ludzie, którzy walczą z nowotworem i poddają się chemioterapii na wskutek, której wypadają im włosy, a ciało traci na wadze. W sztuce i literaturze każdych epok wizerunek śmierci jest powszechny. Warto przytoczyć mitologie Saturna (Chronosa) pożerającego własne dzieci, Prometeusza przywiązanego do skały skazanego na cierpienia, czy mityczne Plejady, które to popełniły samobójstwo. Śmierci przypisane są planety takie jak Saturn czy Pluton, miesiąc zimy, a także znaki zodiaku, w szczególności jest to koziorożec. I tak warto w tym miejscu wspomnieć o fresku Masetra d' Angery z ok. 1280, który to namalował boga Saturna pomiędzy Koziorożcem a Wodnikiem.



Śmierć w sztuce ukazywana była także jako piękny sen, sen wieczny Endymiona. W pasterzu Endymionie zakochała się Selene (Księżyc). Bóg Zeus obdarzył Endymiona wieczną młodością, i wiecznym snem. Pasterz spoczywa w grocie góry Latmos, gdzie co noc odwiedza go niepotrafiąca go dobudzić Selene. Endymion to wyobrażenie śmierci spokojnej, pięknej i bezbolesnej. Ten niezwykły wątek pochodzący z greckich mitów ukazał Pier Francesco Mola w obrazie pt. "Sen Endymiona" z 1660 roku. Wieczny sen Endymiona, to alegoria śmierci ekstatycznej, porównywanej przez mistyków do uciech miłości.



Czy śmierć zatrzymuje ziemską wędrówkę w miejscu? Kończy? Mors laborum et miseriarum quies- Śmierć jest odpoczynkiem po trudach i nieszczęściach.

http://communes.blox.pl/2007/08/Mors.html
« Ostatnia zmiana: Maj 28, 2012, 23:25:48 wysłane przez janusz » Zapisane
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #560 : Maj 29, 2012, 00:45:38 »

To prawda symbolika tych malarzy jest jakby powielana, czyli poszukiwania trwają i trwać będą.

jak widać, tematem przewodnim życia, również w sztuce jest poszukiwanie odpowiedzi,-
o co w tym wszystkich chodzi? , odpowiedzi już za rogiem
« Ostatnia zmiana: Maj 29, 2012, 00:45:58 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #561 : Maj 29, 2012, 18:24:58 »

Cytuj
o co w tym wszystkich chodzi? , odpowiedzi już za rogiem

Naturalnie, że o Ambrozję - pokarm nieśmiertelnych bogów.

« Ostatnia zmiana: Maj 29, 2012, 18:26:25 wysłane przez janusz » Zapisane
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #562 : Maj 29, 2012, 18:54:28 »

..no tak, z tym rogiem i a propos Ambrozji,-
jest tak jedna, u nas raczej nie osiągalna:

i ludzie albo to uwielbiają, albo nienawidzą, ja należę do tych pierwszych
« Ostatnia zmiana: Maj 29, 2012, 19:01:01 wysłane przez songo1970 » Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
nagumulululi
Gość
« Odpowiedz #563 : Maj 29, 2012, 20:33:20 »

Jakoś nie mogłem się powstrzymać od osobistej refleksji na temat ambrozji, bo draże temat pośrednioo (watykan) od kilku miesięcy ...

Temat - Bank Ambrożego

"Włochy: Jak zginął bankier Watykanu?


2005-10-07 09:35

Gazeta Wyborcza/a.

Wczoraj rozpoczął się proces w sprawie zabójstwa szefa włoskiego Banco Ambrosiano.
 Blisko ćwierć wieku po śmierci Roberto Calviego Włosi wyczekują nowych sensacji o powiązaniach włoskiej polityki, mafii i Kościoła Ciało prezesa włoskiego banku znaleziono w czerwcu 1982 r. wiszące pod Mostem Czarnych Mnichów (the Blackfiars Bridge) w Londynie. Calvi miał w kieszeniach pięć cegieł i ponad 15 tys. dolarów w różnych walutach. Choć londyńscy śledczy początkowo wątpili, czy otyły bankier był w stanie wspiąć się na przęsło mostu, by tam się powiesić, to po kilku tygodniach zawyrokowali: "To samobójstwo". Wczoraj włoska prokuratura zażądała, by rzymski sąd zaprzeczył tej wersji i skazał pięciu włoskich mafiosów za mord na Calvim. Św. Ambroży, mafia i masoni Calvi szefował mediolańskiemu bankowi, który pod koniec XIX w. założono jako placówkę katolicką i od imienia patrona miasta św. Ambrożego nazwano Banco Ambrosiano. Przez pierwszych kilkanaście lat jego klienci musieli legitymować się świadectwem chrztu, a wśród jego kolejnych szefów można odnaleźć kilku krewnych papieży. Jednak pomimo świątobliwej retoryki i częstych wizyt duchownych bank w latach 70. XX w. przystąpił do brudnej gry, w którą najprawdopodobniej zamieszana była mafia, włoscy politycy, a pośrednio - i zapewne wbrew własnej woli - Watykan. W latach 70. Banco Ambrosiano był głównym partnerem i inwestorem pieniędzy banku watykańskiego. Ten bliski związek na początku lat 80. przyczynił się do wybuchu sensacyjnych plotek i historii szpiegowskich, w które miałby być wmieszany Kościół. Jak się bowiem okazało, Banco Ambrosiano nie tylko prał brudne pieniądze mafiosów (lokując je w rajach podatkowych), ale też - jak twierdzą włoskie media - pośredniczył w finansowaniu projektów politycznych części włoskiej prawicy. Polityczne powiązania Roberto Calviego potwierdza jego uczestnictwo w posiedzeniach włoskiej loży masońskiej P2 (na liście jej członków był wówczas m.in. obecny premier Silvio Berlusconi). Celem P2 w latach 70. było m.in. zwalczanie komunizmu, a jej dawni członkowie do dziś szczycą się finansowaniem sandinistów w Nikaragui czy antykomunistycznej prasy w Ameryce Łacińskiej. Choć dziś podejrzewa się, że część pieniędzy P2 pochodziła od mafii, to loży nie udowodniono działań kryminalnych. Kłopoty abp. Marcinkusa - Mówienie o powiązaniach Kościoła, mafii i loży P2 to oburzające oszczerstwa - mówił przed kilku laty amerykański abp Paul Marcinkus, który szefował bankowi watykańskiemu i przyjaźnił się z Roberto Calvim.... "
Zapisane
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #564 : Maj 29, 2012, 20:33:30 »

Wino czerwone też lubię
Cytuj
Wypijaj kieliszek czerwonego wina do obiadu, jeśli chcesz mieć zdrowe serce, jasny umysł i zachować młodość jak najdłużej. Gdyby kupno czerwone wina trunku wymagało recepty, lekarz mógłby ją wypisać z czystym sumieniem!
===========================================================================================================================================

Jacek Malczewski - Zmartwychwstanie (Nieśmiertelność).



Wśród wielu obrazów Malczewskiego mówiących o śmierci jeden nosi podwójny tytuł, „Nieśmiertelność” lub „Zmartwychwstanie”. Przedstawia białoskrzydłego anioła i starca. Anioł otworzył szklane, niby mydlana bańka, naczyńko i wypuszcza zeń błękitne motyle. Natomiast starzec trzyma w ręku zielonego pasikonika, kuzyna szarańczy.

Symboliczne znaczenie tego owada jest wieloznaczne. Szarańcza najczęściej symbolizuje niepohamowaną żarłoczność, nagłe zniszczenie, spadające na człowieka nieszczęście, ale też, jak w przypadku pasikonika, który jest doskonałym myśliwym, zręczność, odwagę. A ponieważ szarańcza przemieszcza się w chmarach, nagle spada na ziemię i pożera wszystko, co napotka – w Biblii wyobraża gniew Boży. Ale prorok Izajasz widzi w szarańczy obraz znikomości ludzkiego życia: Bóg „zasiada nad kręgiem ziemi i jej mieszkańcy są przed nim jak szarańcza” (40, 22). Z kolei św. Grzegorz komentując Hioba (39, 20) mówi, że szarańcza symbolizuje zmartwychwstanie Jezusa, który „z własnej woli uległ swym prześladowcom aż do śmierci. Ale wymknął się jak szarańcza, gdyż skokiem nagłego zmartwychwstania wyfrunął z ich rąk”. Tak więc pasikonik w ręku starca oznacza kruchość ludzkiego, pełnego trudu życia, zbliżającą się śmierć, ale przede wszystkim zapowiedź powrotu do życia.

Najdoskonalszym symbolem zmartwychwstania nie jest pasikonik, ale motyl. Zarówno z tytułu swego rozwoju osobniczego, jak i z powodu tradycji religijno-kulturowej. Po grecku motyl nazywa się psyche, tak samo jak dusza, zasada życia. Kto by też pomyślał, że budząca odrazę gąsienica któregoś dnia może stać się kolorowym, subtelnym, podobnym do kwiatu motylem? Stąd niektórzy uważają motyle za ucieleśnienie idealnego piękna. Ale wcześniej jest obumarcie. Najpierw mamy larwę, kokon, w którym się gąsienica przepoczwarza, i postać dorosłą, doskonałą. Ów kokon stwarza wrażenie grobu, trudno się domyśleć, że w jego wnętrzu następuje cud przemiany. Motyl nie rozstaje się całkiem ze swoją przeszłością. Zabiera ze sobą cząstkę owych ciemności. Jego skrzydła od spodu zachowają kolor szaro-brązowy i będą chroniły owada przed śmiertelnym zagrożeniem ze strony tych, którzy nań polują. Kiedy złoży skrzydła, zgasną jego promienne kolory i dzięki temu stanie się mniej widoczny.
Patrząc na obraz Malczewskiego włączamy się w odwieczną rozmowę o śmierci, o tym, czy jest ona jedynie zakończeniem w gruncie rzeczy mizernego ludzkiego bytowania, które symbolizuje szarańcza, czy przeciwnie, jest przemienieniem, a właściwie przeistoczeniem, które symbolizuje motyl. Jest momentem, a raczej dialektycznym procesem jednoczesnego rodzenia się i umierania, który trwa od początku naszego zaistnienia, a który w chwili umierania się nasila. Śmiertelne przepoczwarza się w nieśmiertelne, czasowe w wieczne, ziemskie w niebieskie – mówiąc za Pawłem Apostołem. Ludzkie w boskie, w bosko-ludzkie.

Zmartwychwstanie przestaje być powrotem do życia, przejściem z nieistnienia, z niebytu do istnienia, do bytu, ale staje się momentem zintensyfikowania życia. Dzięki temu śmierć nie stanowi zatrzymania biegu życia. Nie jest chwilowym unicestwieniem człowieka, a przeciwnie, nasileniem życia. Dlatego niech nas nie zwodzi ani rozkład zwłok, ani popiół. To, co oddajemy ziemi, nie jest człowiekiem, nie jest nawet ciałem, ale kokonem, z którego człowiek się wywinął, ale nigdzie daleko nie odleciał. Nadal jest tym, kim był, ale dostawszy skrzydeł, zbliżył się do Słońca tak jasnego, że na jego tle wszystko staje się niewidzialne.

Zapisane
Rafaela
Gość
« Odpowiedz #565 : Maj 29, 2012, 21:19:37 »

http://www.vatican.va/various/cappelle/sistina_vr/index.html


                                                               Tajemnica Kaplicy Sykstyńskiej   


15/04/2010 — Jacolo
 
 15 Votes


W latach 1471 – 1481 w Pałacu Watykańskim z inspiracji papieża Sykstusa IV zbudowano papieską kaplicę, zwaną Sykstyńską. Jej boczne ściany malowali ówcześni najwięksi malarze toskańscy m.in. S. Botticelli, D. Ghirlandaio, Pinturicchio, Perugino. Freski na sklepieniu kaplicy powstałe w latach 1508 – 1512 są dziełem Michała Anioła Buonarroti. Zleceniodawca ich, papież Juliusz II, przewidując niezwykle trudne warunki pracy poszukiwał twórcy, który sprostałby tym wymaganiom. Uznał, że tylko Michał Anioł może temu podołać. I tak w 1508 roku zaczęła się wielka artystyczna przygoda malarza. Pełno w niej wzlotów i upadków. Artyście przyszło się zmagać z okrucieństwami papieży (a przeżył ich trzynastu), z atakami zawistnych wrogów, z własnym cierpieniem, gniewem i bólem a mimo to udało mu się stworzyć genialne dzieło.
Artysta choć pracował w papieskiej kaplicy na zlecenie samych papieży, nie uległ żadnym kanonom ikonografii, czy doktrynom kościelnym. W obrazach przekazał prawdę o „Genezis” (powstaniu człowieka i Ziemi). Wydobył wiedzę o protoplastach Ziemian odartą z apokryficznych przeinaczeń i ubarwień.
Nazywać Michała Anioła artystycznym geniuszem ostatniej cywilizacji, wyrazicielem piękna i mocy człowieka – to za mało. Artysta swoimi freskami stworzył precedens. Za jego przyczyną w papieskiej kaplicy znalazły się niemal obok siebie malowidła przedstawiające mity doktryny kościelnej (Botticelli, Perugino i inni) oraz obrazy przeczące tym treściom – Michała Anioła. To był oczywisty afront wobec władzy kościelnej. Zadziwiające jest i to, że bluźnierstwo artysty uszło karzącej ręki inkwizycji. Wielokrotnie usiłowano zamalować, czy wręcz zatynkować freski. Lecz nie udało się zniszczyć dzieła. Przetrwanie tych malowideł ma wymiar symbolu. Znak to, że informacja, zawarta w nich, musi ujrzeć światło dzienne.
Michał Anioł wybrał z Księgi Rodzaju dziewięć scen, nie stosując się do chronologii. Ramę dla nich tworzą siedzące na tronach postaci siedmiu żydowskich proroków i pięciu pogańskich Sybilli.
Dwunastka jasnowidzących (sybille: Libijska, Perska, Kumeńska, Erytrejska, Delficka i prorocy: Jeremiasz, Daniel, Ezechiel, Esajasz, Joel, Jonasz, Zachariasz) trzymają w rękach zwoje pergaminów lub księgi, w których spisane są dzieje świata. Jeremiasz ze smutkiem spogląda w dół na trzydziestu dwóch papieży – inicjatorów fałszerstw, „nieomylnych” prawd Kościoła.
Pięć kolejnych scen Genezis z dziewięciu – mówiących o powstaniu człowieka i Ziemi – jest wyraźnie zarysowaną historią ustanowienia dominacji męskiej na Ziemi.
Główny bohater tego cyklu, zwany w ikonografii kościelnej bogiem – to mężczyzna z siwą brodą z zaznaczonym pępkiem, co dowodzi, że jest zrodzony przez kobietę, czyli ma matkę. Obala to mit, jakoby potrafił sam siebie stworzyć. Nie jest też wszechmocny. W przestrzeni Ziemi pojawia się w towarzystwie kilkunastu pomocników. Ludzie ci przybyli spoza Ziemi. Planeta już istnieje, wyraźnie widać słońce i księżyc. Z gestów i wyrazu twarzy mężczyzny wynika, że pojawił się z zamiarem narzucenia swojej woli i podporządkowania Ziemian.
Do tworzenia we Wszechświecie niezbędne są pierwiastki żeńskie i męskie. W pierwszej scenie Genezis (nad ołtarzem) tzw. stwórca jest sam. Jego postać ma przerysowane cechy żeńskie (piersi kobiece). Co oznacza, że przejął możliwości kobiety i odtąd chce niepodzielnie wszystkim zarządzać. Tym samym zapowiada, że na stałe zaburzy równowagę pomiędzy kobietą i mężczyzną. Zamiast tworzenia wprowadzi podziały i chaos. Najbardziej zaś wymowna jest scena, w której mężczyzna wypina tyłek na oglądających go z dołu ludzi. Taki jest jego stosunek do Ziemian.
W scenie czwartej – Stworzenie Adama, młody nagi mężczyzna leży na ziemi. Na jego brzuchu widoczny pępek świadczy, że zrodziła go kobieta, a nie został stworzony. Na tle pustej przestrzeni spotykają się ręce „Pana” zawieszonego w powietrzu i Adama. Nie jest to akt stwarzania Adama, a ustanowienie go boskim namiestnikiem. Adam został obdarzony wolną wolą, a to oznacza ciągłą gotowość do walki, obronę swoich racji, wyobrażeń. Głównym atrybutem mężczyzny stanie się umiejętność wzniecania konfliktów. Adam z nakazu swojego „boga” utrzyma także niepodzielne rządy mężczyzny na Ziemi.
Jaka rola przypadnie kobiecie?
Po wsze dni zostanie służebnicę pańską – I to nazwano: stworzeniem Ewy. Zgięta wpół – przystająca na rozkazy mężczyzny, ma nie prostować grzbietu, aż stwórca z kolan jej nie podniesie. By wkrótce kolejną winą ją obarczyć: grzechem pierworodnym. Ludziom kazano uwierzyć, że to kobieta całe nieszczęście na ród ludzki sprowadza. A czym jest grzech? Naturalną dążnością człowieka do poznania. Drzewo Wiadomości i drzewo Życia – symbole wiedzy o istnieniu, strzeżone były przed Ziemianami, by utrzymać ich w nieświadomości i poddaństwie. Jedyne, co można określić grzechem – to zmuszanie do wiary i odebranie człowiekowi prawa do samodzielnego myślenia. Stąd wynikają wszystkie cierpienia człowieka.
Wraz z obarczeniem kobiety grzechem zakodowano w niej lęk i nieustające poczucie winy. Mężczyzna od grzechu wolny, własne przewiny może ofiarą cudzego życia odkupić. Noe dla boga może zabijać, a nawet chełpić się tym czynem składając dary na ołtarzu Pana. Frasunkiem żadnym nie powinien zajmować głowy, toteż dostanie wino, by nałóg spolegliwszym uczynił go dla Pana. Tak ukształtowanego mężczyznę – stwórca, uratuje od potopu. Opilstwo Noego nie jest grzechem godnym potępienia. Wręcz przeciwnie to zabezpieczy chaos wprowadzony przez boga na Ziemię. Zwaśniona rodzina, skłócone narody, skonfliktowany na zawsze mężczyzna z kobietą. Tak miał wyglądać wieczny porządek rzeczy. Lecz czy na takim nonsensie ma się opierać sens ludzkiego istnienia? Jednak został przewidziany i koniec boskiej sielanki.
W 23 lata po powstaniu Genezis Michał Anioł na zlecenie Pawła III stworzył za ołtarzem Kaplicy Sykstyńskiej epokowy obraz Sądu Ostatecznego.
Dźwięk trąb wraz z podniesioną ręką mężczyzny, zatrzymuje jak w stop klatce cały ruch. Każdy znajduje się w takim miejscu, dokąd doprowadziły go racje, ambicje, dążenia, o które walczył. Tylko nieliczni zdołają uwolnić się od wytworów myśli, lęków, przygniatającej rzeczywistości, którą sami stworzyli. Nikt nie zmartwychwstaje. Nie ma sędziego, obrońców, nikt nie trzyma wagi. W tej jednej chwili sprawiedliwość wypełnia się sama. Dokonuje się rozliczenie. Nie ma boga. Nie ma Jezusa. Mężczyźnie ze wzniesioną dłonią – na polecenie papieża – domalowano rany mające sugerować, że to Jezus. Michał Anioł stygmatów nie malował.
Nad ołtarzem i Sądem Ostatecznym góruje postać Jonasza. Łączy sobą pierwszą scenę tworzenia świata czyli początek epoki materialnej z jej nieodwołalnym końcem. Jonasz uwolniony z paszczy wielkiej ryby symbolizuje ostateczne wyzwolenie ludzkości z jarzma chrześcijaństwa, wyjście z epoki Ryb i wprowadzenie jej w końcowy etap rozliczenia. Prorok ten swoim przykładem pokazuje, że człowiek może zrzucić z siebie odium ofiary. U jego stóp rozgrywa się dramatyczny upadek symbolu religii – krzyża i symbolu nauki – kolumny, co jest równoznaczne z upadkiem wszystkich autorytetów religii i władzy. Jonasz zamyka epokę wolnej woli, w której do szczytu doszły wszystkie szaleństwa umysłu, okrucieństwo, pycha, fanatyzm i chciwość.
Wieki konfliktowano mężczyznę z kobietą – ona już nigdy nie miała się podnieść z poniżenia, a jednak… zwycięża Człowiek. Cały trud epoki materialnej nie poszedł na marne. W centralnej części Sądu Ostatecznego wkraczają oboje. Kobieta i mężczyzna spójni mimo prób podziału, zamykają wielki spektakl epoki materialnej.
Miliony zwiedzających, z zamkniętymi oczami duszy oglądały freski sykstyńskie przez prawie 490 lat. Miliony osób widziało kolorowe albumy z Kaplicy Sykstyńskiej, widząc w nich tylko piękną ilustrację do Biblii. Niewielu przyglądało się jej dociekliwie, toteż nie potrafiono wychwycić niezgodności fresków z doktryną chrześcijańską. Wnikliwego obserwatora teologiczne interpretacje scen Sykstyny zaskakują fałszerstwem komentarza: np. Judyta obcinająca Holofernesowi głowę dla Kościoła jest znakiem triumfu Marii nad grzechem. Walący się krzyż na głowy wyznawców w scenie Sądu Ostatecznego uznany został za triumf krzyża świętego.
Dlaczego niewielu dostrzega niespójność komentarza z faktami przedstawionymi na freskach?
Bo wierzą w słowa autorytetów kościelnych. Większość pozwoliła się uśpić pasterzom, zaprzepaściła zdolność obserwacji i wnioskowania.
Bez stawiania pytań, bez szukania odpowiedzi nie można dojść do poznania wiedzy (zakazanego owocu). Nie podobna stać się w pełni dojrzałym człowiekiem.

UNIWERSALNE PRAWA ZAWARTE W POSZCZEGÓLNYCH OBRAZACH NA SKLEPIENIU KAPLICY SYKSTYŃSKIEJ


http://prawdaxlxpl.wordpress.com/2010/04/15/tajemnica-kaplicy-sykstynskiej/   
« Ostatnia zmiana: Maj 29, 2012, 21:25:14 wysłane przez Rafaela » Zapisane
acentaur


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 12
Offline

Wiadomości: 1464



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #566 : Maj 29, 2012, 21:57:54 »

Witam,
nieco uzupelnie wypowiedz Janusza do obrazu Malczewskiego.
Chociaz maja oba owady mozliwosc przeksztalcenia, to tylko motyl ja wykorzystuje. Juz od niepamietnych czasow motyl byl symbolem
przemiany, prawie takiej jaka jest dana czlowiekowi. Przemiana dla motyla, zawsze powiazana jest ze smiercia, dla czlowieka niby tez, ale z ta , roznica, ze jest kontrolowana.  Przemiana dla szaranczy, jesli juz, to tylko w jedna strone i w fazie koncowej  staje sie przyczyna wlasnej zguby. To symbol ludzkosci. Przemiany owadow mozna kontrolowac hormonalnie, ale dotyczy to tylko ciala, materii. czlowiek sam wszystko kontroluje, tylko on sam, bez pomocy kosmosu, roznych guru czy wplat na jakas organizacje.
W calym obrazie te owady sa najwazniejsze
Zapisane
east
Gość
« Odpowiedz #567 : Maj 30, 2012, 12:03:12 »

. Przemiana dla motyla, zawsze powiazana jest ze smiercia
Nio nie do końca ze śmiercią. Udziałem motyla jest całkowita przemiana ciała. Gąsienica rozkłada się w kokonie zupełnie, a potem następuje "zmartwychwstanie" fizyczne , czyli powstaje zupełnie nowe zwierze niepodobne do poprzedniego.
I ta fizyczna przemiana jest w pełni kontrolowana do najdrobniejszych szczególików przez Naturę. To jest tak nieprawdopodobna sprawa, jak to, że coś żywego niezwykle skomplikowanego i lekkiego powstaje z niczego (breja aminokwasów). A naukowcy szukaja jeszcze gdzieś dowodu na powstanie życia hehehe .

,
Cytuj
dla czlowieka niby tez, ale z ta , roznica, ze jest kontrolowana(...) czlowiek sam wszystko kontroluje, tylko on sam, bez pomocy kosmosu, roznych guru czy wplat na jakas organizacje.
 
A to ciekawe, jak ten człowiek to kontroluje ?
Masz kontrolę nad śmiercią i życiem ? Byłbyś pierwszym na Ziemi ( no, może drugi, zaraz po Jezusie )
Zapisane
acentaur


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 12
Offline

Wiadomości: 1464



Zobacz profil Email
« Odpowiedz #568 : Maj 30, 2012, 18:43:22 »

Witaj east,

< Nio nie do końca ze śmiercią. Udziałem motyla jest całkowita przemiana ciała.>
Wszystko jedno jak zwal, kiedy jeszcze zyje a kiedy nie.
< A to ciekawe, jak ten człowiek to kontroluje ? >
To temat rzeka, zajmowano sie tym od niepamietnych czasow. Prima Materia alchemikow, rozne procedury przemiany ze wschodu, drabina
Jakubowa sa takimi przykladami ale o wyniku jeszcze nikt nie rozpowiadal. Prawie nikt. Ja powiem tylko, ze ma sie wybor, albo calkowicie
zerwac z ta strona albo mozna zachowac mozliwosc przebywania po obu stronach.
pozdrawiam
Zapisane
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #569 : Czerwiec 03, 2012, 10:04:45 »

Małe Arkana - Pentakle































cdn.
Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #570 : Czerwiec 12, 2012, 12:48:30 »

Małe Arkana - Kielichy





























cdn.
Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
east
Gość
« Odpowiedz #571 : Czerwiec 12, 2012, 15:45:26 »

Kielichy wyobrażające przelewanie się energii, jej nieustanne krążenie w ten czy inny sposób. Efektem "krążenia" są właśnie te kielichy, chociaż wydaje się , że to one determinują przepływ, wszak wyglądają na bardziej solidne niż sama energia. Niestety , ale nie. Energia płynie zawsze ,ale tylko czasami przez taki a nie inny układ kielichów.
Zatem daj się ponieść falom energii, a doświadczysz , po kolei, wszystkich układów Chichot
Zapisane
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #572 : Czerwiec 13, 2012, 13:30:44 »

Czy pieniądze (monety) i handel są pewną formą wymiany energii?

Święty Homobonus - patron kupców



By zająć się tym świętym udajmy się do Cremony, jednej z najstarszych samodzielnych włoskich komun, w której w 1107 r. zaczęto budować romańską katedrę pod wezwaniem Wniebowzięcia Matki Boskiej (Santa Maria Assunta). Trzęsienie ziemi, które miało miejsce dziesięć lat później, wstrzymało budowę i podjęto ją dopiero w 1127 r., kończąc budowę w latach 60. XII w. Wnętrze jednakże nie przypomina prawie w ogóle obiektu romańskiego - jedynym istotnym z końca XII w. jest ołtarz główny poświęcony świętym Archelausowi i św. Irneriusowi, zaś reszta wyposażenia pochodzi co najmniej z XIV w. Ślady swoje w katedrze zostawili także najwięksi okoliczni artyści, do których należał wspomniany przez Vasariego malarz szkoły emiliańskiej Boccaccio Boccaccino. Działający wcześniej w Ferrarze, wykonał w 1497 r. najpierw jeden pomniejszy fresk w tej świątyni, który tak spodobał się miastu i biskupowi, że powierzono mu wykonanie najważniejszych fresków wewnątrz. Jednym z tych ściennych malowideł jest przedstawiony widok tronującego Chrystusa otoczonego przez miejscowych świętych - św. Marcelina i św. Himeriusa z Cremony po lewej stronie oraz św. Homobonusa i Piotra Egzorcystę po prawej (1506). Nas zajmie przede wszystkim biografia tego trzeciego.
Dzieje św. Homobonusa bardzo przypominają ideę św. Franciszka z Asyżu, który jednak jeszcze radykalniej odrzucił dobra materialne tego świata. Nie da się jednak przeprowadzić żadnego dowodu, że św. Franciszek koncepcję swojego cremońskiego poprzednika znał, lecz jeśli przyjrzymy się ich biografii, to z łatwością zauważymy, że czerpią one z postępującej w XII w. wizji majątku jako poważnego przeciwieństwa w drodze do zbawienia. W końcu św. Mateusz pisał w swojej Ewangelii, że "łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa niebieskiego" (Mt 19,24). Zapewne nie bez obserwacji zepsucia moralnego niektórych jednostek temat ten podjęty został już na początku w XII w., gdy św. Honoriusz z Autun podkreślił, że bogacze nie mają właściwie szans na zbawienie, podczas gdy pracujący na roli mogą raczej tego oczekiwać. Piotr Lombard, poczytny zarówno w północnych Włoszech, jak i we Francji, uznał nawet, że kupcy nie mogą wykonywać swojej pracy bez popadania w grzech, a wcześniej Leon Wielki nie mógł zaakceptować pośrednictwa w handlu. W jego ocenie kupowanie czegoś i sprzedawanie po zawyżonej cenie w stanie niezmierzonym niezbyt mieściło się w etosie prawdziwego chrześcijanina i takim ludziom winno się uniemożliwić wstęp do świątyń. Jeśli zaś dodamy do tego kupowanie i sprzedawanie często na kredyt (a więc paranie się lichwą), to trudno się dziwić tym kupcom, u których budziło to poważny dysonans moralny. Jakże zatem wielką musiała być ich radość, gdy w 1199 r. Innocenty III kanonizował pierwszego świętego o kupieckim pochodzeniu - św. Homobonusa z Cremony.



W bulli napisano, że ten zaszczytny tytuł zapisania imienia Homobonusa na liście świętych przypadł mu z racji "czynienia wiele dla biednych, których utrzymywał przy sobie, dbając o nich i goszcząc w swoim domu" i troszczenia się zarówno o żywych, jak i fundując chrześcijańskie pochówki, dla tych którzy dokonali już swojego ziemskiego żywota. Ale co dokładnie ów Homobonus z rodu Tucenghich uczynił, że pojawiał się w miarę często w północnowłoskich ołtarzach od XIII w. aż do XVI w. (np. w przedstawionym powyżej głównym obrazie zamówionym przez cech krawców do ich szkoły w Wenecji - obecnie malowidło znajduje się w Galleria dell'Accademia, będącym najstarszym zachowanym dziełem Bonifazia Veronese (1533))? Ów święty nigdy nie został zakonnikiem i na dodatek był żonaty, nie zaprzestał wykonywania zawodu kupca ani nie rozdał całego swojego majątku bliźnim. W swej radykalności różnił się zatem wyraźnie od swojego bardziej znanego następcy. Ciekawostką jest sposób modlitwy, jakiej się oddawał w trakcie mszy. Rozkładał wtedy ręce i całym swoim ciałem tworzył kształt krzyża, notabene kończąc swoje życie właśnie w trakcie mszy w ten sposób. Z oczywistych względów jedynym powszechnie powtarzalnym atrybutem świętego była sakiewka, chociaż czasami pojawiały się także nożyce czy elementy szaty. Na niektórych bowiem obrazach biedny wyłania się zza świętego niczym wskrzeszony Piotrowin w przypadku św. Stanisława czy żebrak, któremu św. Marcin odciął kawałek płaszcza. Tak jest choćby w obrazie przedstawiającym tronującą Madonnę ze św. Homobonusem, św. Franciszkiem z Asyżu, św. Katarzyną Aleksandryjską i Bernardino da Feltre, wykonanym przez Bartolomeo Montagnę i znajdującym się w berlińskiej Gemäldegalerie.
Zachowanie św. Homobonusa było dość nietypowe w trudnych czasach pewnych przewartościowań kulturowych i społecznych pod koniec dojrzałego średniowiecza, ale podobne zachowania miały powtarzały się w całej Europie. Wspomniany św. Franciszek w 1221 r. napisał, że "właściwie, to nie powinno być używania ani potrzeby istnienia pieniędzy" i uznał je za równoważne pyłowi, a działająca na przełomie XII i XIII w. begina Mary z Oignies znalazła się nawet w kronikach Jakuba z Vitry. Autor ten podał, że po wyjściu za mąż za równie pobożnego begarda co ona sama wraz z małżonkiem przez piętnaście lat opiekowali się chorymi na trąd. Kiedy zaś mąż odszedł w zaświaty, zachowała stan wdowi i rozdała swój cały majątek biednym, żyjąc na krawędzi wygłodzenia i wyniszczenia organizmu.

Czy św. Homobonusa, podobnie jak św. Franciszka z Asyżu, potraktować można jako swoistego kontestatora średniowiecznej struktury społecznej, poszukiwacza powiązania życia świeckiego z religijnym i odnalezienia dla siebie celu w życiu poprzez realizacje cnót i nakazów ewangelicznych? Moim zdaniem nie, przez to, że nie poszedł on tak daleko jak jego bardziej znany następca. Warto jednak zauważyć, że rozdawanie majątku biednym i pozytywne potraktowanie pieniędzy to dorobek scholastyki dopiero XIII w. - w szczególności Alberta Wielkiego i św. Tomasza z Akwinu. To ten ostatni pisał, że majątki znajdujące się w rękach prywatnych są zazwyczaj lepiej zarządzane, a przez to bardziej dochodowe, co z kolei skutkować może przekazaniem większych środków na biednych. Wspomniał też, że cieszenie się owocami własnej pracy daje zadowolenie, a ono z kolei wpływa na spokój i bezpieczeństwo jednostek. Nie oznacza to jednak, że bogaty ma nie zwracać uwagi na biednych - jak pisał filozof "rzeczy posiadane przez niektórych ludzi w nadmiarze, z prawa natury mają służyć utrzymaniu ubogich". I taki zapewne cel przyświecał św. Homobonusowi, przedstawionemu obok na fragmencie obrazu ołtarzowego z ok. 1420 r. (za autora uznaje się zwykle Pietro di Giovanniego Lianori, chociaż nie jest to do końca pewne, a samo dzieło przedstawiające obok kremońskiego świętego także św. Krzysztofa oglądać można w Musee de Petit Palais w Awinionie).
Chociaż ja osobiście z dzieł ukazujących tego świętego wolę obraz Ludovico Lany z Chiesa Nuova w Modenie (mniej więcej lata 1635-1640). Ale o gustach się nie dyskutuje... Za to przykład ze św. Homobonusa można brać w czasie wypełniania PIT-ów i przeznaczyć 1% na bardziej potrzebujących od nas (skoro wspierać cierpiących i biednych nie chce robić państwo)...
« Ostatnia zmiana: Czerwiec 13, 2012, 13:35:48 wysłane przez janusz » Zapisane
songo1970

Maszyna do pisania...


Punkty Forum (pf): 22
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 4934


KIN 213


Zobacz profil
« Odpowiedz #573 : Czerwiec 26, 2012, 15:38:00 »

to już końcówka

Wielkie Arkana













































The End
Zapisane

"Pustka to mniej niż nic, a jednak to coś więcej niż wszystko, co istnieje! Pustka jest zerem absolutnym; chaosem, w którym powstają wszystkie możliwości. To jest Absolutna Świadomość; coś o wiele więcej niż nawet Uniwersalna Inteligencja."
janusz


Wielki gaduła ;)


Punkty Forum (pf): 29
Offline

Płeć: Mężczyzna
Wiadomości: 1369



Zobacz profil
« Odpowiedz #574 : Lipiec 01, 2012, 19:08:48 »

Kalendarz Ezoteryczny Jana Witolda Suligi

NOWY POCZĄTEK. LETNIE PRZESILENIE - Zodiak RAKA
Astrologiczny początek i koniec miesiąca: 21 czerwca -22 lipca.
Symboliczny początek i koniec miesiąca: 21 czerwca - 22 lipca Miesiąc: Czerwiec, starosłowiański Czyrzwiec, rzymski Junius, żydowski Tamuz; Lipiec, starosłowiański Lipień (czas kwitnienia lip), rzymski Julius (nazwany na cześć Juliusza Cezara), żydowski Aw.
Żywioł: Woda, Planeta: Księżyc, Barwa: ciemnożółta, srebrna.
Kamień: Perła, Metal: srebro, Symbol kabalistyczny: litera CHET 
Symbol w tarocie: Rydwan, Kapłanka, 2, 3, 4 kielichów



Symbol uniwersalny: Kielich (Graal)



Święte drzewo: jałowiec, Święta roślina: ruta, bylica, dziurawiec, szałwia, dziewanna, płomyk, rosiczka.
W tradycji chrześcijańskiej: święto narodzin Jana Chrzciciela (24.06.)
W tradycji pogańskiej: Sobótka, Kupała, W tradycji masońskiej: początek nowego roku, W tradycji ezoterycznej: chrzest Jezusa Chrystusa, Pomniejsze święta: święto MB Nieustającej Pomocy (27.06.), święto Piotra i Pawła (29.06.), święto NMP z Góry Karmel (16.07)

Cytuj
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli kto nie narodzi się z wody i z Ducha, nie może wejść do Królestwa Bożego."
                                                                                                                            Ewangelia świętego Jana 3.5.

*  *   *
Cytuj
''Gdy słońce Raka zagrzewa, a słowik więcej nie śpiewa, Sobótkę, jako czas niesie, zapalono w czarnym lesie"

Tak pisał Jan Kochanowski, przypominając czytelnikom, że kiedy słońce dociera do najdalszego punktu położonego po południowo-wschodniej stronie horyzontu, zarówno na niebie, jak i na ziemi dzieją się rzeczy dziwne i poruszające wyobraźnię. Święto Sobótki, zwane Kupałą, kończy bowiem wiosenny cykl świętowania narodzin i śmierci solarnego Bóstwa. Jego widzialna epifania jaśnieje nad widnokręgiem, „podskakuje", „gra" - jak powiadali wschodni Słowianie, wierząc, że jest to znak, że po chmurach, po niebieskich wyżynach, kroczy Gromowładca, który piorunami, deszczem niweczy demoniczne moce istot zamieszkujących lasy, pola, rzeki, góry. Słoneczny Bóg zwyciężył swego kosmicznego przeciwnika. Pokonał Mrok. Teraz powraca do ziemskiego kręgu, by wspólnie z człowiekiem oczyścić świat, okiełznać zło, dokonać wielkiej ablucji wszechświata, obmywając go wodami i spalając żarem niebiańskiego ognia. Biada tym, którzy to zlekceważywszy siadają na ziemi nim została ogrzmiana lub kąpią się w rzece zanim uświęcił ją Jan Chrzciciel. Na lekkomyślnych czekają utopce, by wciągnąć ich w wodną toń, zazdrosne skrzaty mamiące śmiałków wieścią o ukrytych skarbach, czarownice rzucające urok, mamuny wysysające z ludzi siły życia. W blasku najdłuższego dnia roku obnażają swoją prawdziwą naturę, trzeba je przeto zmusić do uległości magicznym aktem palenia ognia i okadzania siedmioma ziołami. Ciemność nocy rozświetlają sobótkowe ognie rozpalane nad brzegami rzek. Płonie w nich jałowiec-symbol męskiej mocy, a razem z nim werbena-święta roślina druidów, której zapach zapobiega nieszczęściu. Wokół ognisk pląsają kobiety i mężczyźni, okrążając stosy w przeciwnym kierunku niż wędrówka słońca. Wraz z nimi tańczy na niebie Gromowładca (jak widzimy to na posągu Świętowita). Bóg i człowiek chcą tańcem zatrzymać czas.  Łączą się w wysiłku zastąpienia czasu bezczasem - wiecznym trwaniem Jasności. Krąg ludzi, zwierząt, roślin, astralnych istności splatają się, na podobieństwo sobótkowego wianka, w jedno kolisko uświęcone obecnością Bóstwa. Z centrum tego koła wyrasta ognista axis mundi - oś spinająca wysokość z niskością i przybierająca postać Jasnego Boga o czterech obliczach i ośmiu ramionach, obejmujących cały świat, o ile bowiem symbolem wiosennej równonocy był na zbruczańskim posągu Świętowita róg (a w kabalistycznej tradycji litera JOD oraz czarodziejska różdżka - Drzewo Życia i Śmierci), okres jaki początkuje letnie przesilenie symbolizuje krąg trzymany w dłoni przez boginię z południowego lica zbruczańskiej figury (w tarocie zaś kielich wyobrażający świętego Graala i literę He). ). Boginią tą jest rzymska Junona - Boża Mądrość i Matka Wszechrzeczy, ziemska epifania Bożej Mądrości Niebios (Ducha Świętego). Sobótkowy ogień i kościelne święto narodzin Jana Chrzciciela zwiastują zatem nowy POCZĄTEK - czas objawienia się Bóstwa w doczesno-ludzkiej rzeczywistości. Czas „prostowania dróg Pańskich" i „czynienia sobie ziemi poddaną". Czas żniw, o jakich napomykał Chrzciciel wołając, że „już i siekiera do korzenia drzew jest przyłożona, wszelkie więc drzewo, które nie wydaje owocu dobrego zostanie wycięte i w ogień rzucone".
 
Dla jednych jest to okres żniw w dosłownym tego słowa znaczeniu. Dla innych - przypomnienie, że Mrok nie został ostatecznie pokonany i że przezwyciężanie zła to uciążliwa praca pokoleń, które zjednoczone w ziemskim kościele lub w masońskiej loży, trudzą się nad przeobrażaniem świata Upadku w królestwo sprawiedliwości. O tym odwiecznym marzeniu ludzkości mówią legendy o królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu. Pisał o nim Platon, opowiadał Pitagoras, naucza kościół, obrawszy za swoją patronkę Marię Pannę - Opiekunkę widzialnego kosmosu niosącą ludziom nieustającą pomoc. Dla ziszczenia owych pragnień 280 lat temu, w dniu Jana Chrzciciela, połączyły się wolnomularskie loże, by pod sztandarem „religii, co do której zgadzają się wszyscy ludzie" budować świątynię Salomona - miejsce zgromadzenia wszystkich ludów (nazywane w kabale „ogrodzonym polem" i sygnowane literą CHET). i Każdy może być cegłą i muratorem tej budowli, bo jak uczy nas kabała, konstruują ją właściwe czyny i właściwe słowa sprawiedliwych. Jej fundament wyrasta z kręgu ludzkiej wspólnoty, kopułę podtrzymują niebiańscy Hierarchowie. Tak tu, na ziemi, jak i tam, w niebie, jej węgielnym kamieniem jest baraniogłowy Syn, murami - Jego Matka. Na wysokościach Syn objawia się jako Metatron („Współtronujący z Bogiem"), jako CZŁOWIEK z wizji Ezechiela (tarotowy Rydwan), jako Chrystus-Logos-Słowo chrześcijan. Ona zaś jest niebiańską Mądrością Bożą, przebóstwioną boginią eleuzyjskich misteriów, Duchem Świętym, gołębicą. W ziemskiej niskości Syn wcielił się w Tego, który klęcząc przed Janem Chrzcicielem w pokorze przyjął chrzest wody. W odmętach owych wód-wedle ezoterycznej tradycji - umarł Jezus-człowiek. A kiedy skonał i wynurzył się, spoczęła na Nim gołębica - Jego duchowa Matka - Mądrość Ojca (tarotowa Kapłanka). Zesłał ją na ziemię współistotny z Ojcem Syn-Logos. l sam też zstąpił w otchłań kosmosu materii, by w ciele Jezusa zrodzić się nad Jordanem jako Jezus Chrystus, Syn boży, Zbawiciel głoszący dobrą nowinę o Królestwie Bożym.
Jest ono - według słów ewangelii Tomasza - jak perła, którą znalazłszy, „pewien kupiec sprzedał wszystko i kupił za to ową perłę." Oddala  strapienie (4 kielichów),  spina krąg wspólnoty (3 kielichów) i miłosnego spotkania z Synem w Matce (2 kielichów). Żeby ją znaleźć trzeba zrodzić się z Wody (Księżyca) i z Ducha (Słońca). Trzeba odkryć w ziemskiej Matce drogę wiodącą do cielesnego Syna, a w Jego duchowej Rodzicielce - inicjacyjną drabinę, która prowadzi na górę Tabor, gdzie przemieniony Syn objawia swe tajemne Słowo.




Zapisane
Strony: 1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 [23] 24 25 26 27 28 29 |   Do góry
  Drukuj  
 
Skocz do:  

Powered by SMF 1.1.11 | SMF © 2006-2008, Simple Machines LLC | Sitemap

Strona wygenerowana w 0.065 sekund z 20 zapytaniami.

Polityka cookies
Darmowe Fora | Darmowe Forum

biuro detektywistyczne Sklep z klockami lego szkolenia google adwords